HAWAJE
15:29
CHICAGO
19:29
SANTIAGO
22:29
DUBLIN
01:29
KRAKÓW
02:29
BANGKOK
08:29
MELBOURNE
12:29
Ogłoszenie niepłatne ustawodawcy Serwis wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu: utrzymania sesji zalogowanego Użytkownika, gromadzenia informacji zwiazanych z korzystaniem z serwisu, ułatwienia Użytkownikom korzystania z niego, dopasowania tresci wyswietlanych Użytkownikowi oraz tworzenia statystyk ogladalnoœci czy efektywnoœci publikowanych reklam. Użytkownik ma możliwoœć skonfigurowania ustawień cookies za pomocš ustawień swojej przeglšdarki internetowej. Użytkownik wyraża zgodę na używanie i wykorzystywanie cookies oraz ma możliwoœć wyłaczenia cookies za pomoca ustawień swojej przegladarki internetowej. /// Dowiedz się więcej
 
Mapy: | Afryka | Ameryka Pd. | Ameryka Pn. | Antarktyda | Australia | Azja | Europa | Polska
  ŚwiatPodróży.pl » Pod Chiński Mur » Ch 15; Wietnam: Wycieczki do Sapy ciąg dalszy...
Ch 15; Wietnam: Wycieczki do Sapy ciąg dalszy...

Michał Mielnikow


27 lipca

Tego dnia również postanowiliśmy się delektować jazdą naszymi skuterami po drogach tego niezwykłego kraju. Zjedliśmy więc śniadanie i pojechaliśmy z powrotem do Sapy. Gdy już tu wszyscy dotarliśmy okazało się, że Maćkowi spadł do przepaści jego kask, który był umocowany z tyłu jego motoru. Nie dało się pójść po niego, gdyż przepaść ta była około kilometrowa. Nie mogliśmy też oddać motorów bez kasku, bo już i tak mieliśmy w nich dużo szkód i strasznie by nas to dużo kosztowało. Postanowiliśmy więc kupić gdzieś podobny używany kask. Jeździliśmy po mieście patrząc ludziom na nakrycia ich głów i po niedługim czasie znaleźliśmy identyczny kask. Kupiliśmy go od jakiegoś Wietnamczyka, który bardzo dziwił się i nie mógł zrozumieć, że ktoś chce kupić jego stary, wysłużony kask. Oczywiście nie kosztował strasznie dużo - jak wszystko w tym kraju.





Zobacz  powiększenie!
Opuszczony kościół katolicki
Zadowoleni, że już nie musimy obawiać się dodatkowej opłaty przy oddawaniu motorów, pojechaliśmy w stronę Lao Cai. Po drodze niestety mieliśmy kolejny wypadek - tym razem trochę poważniejszy. Tym razem pecha miał Mati. Jechał on zgodnie z przepisami, prawą stroną drogi, z prędkością dostosowaną do warunków na niej panujących. Tymczasem jakiś Wietnamczyk w podeszłym wieku, jadący lewą stroną drogi, nagle, nie włączywszy wcześniej kierunkowskazu zaczął skręcać w prawo w stronę jakiegoś przydrożnego domu. Mati wjechał w niego, co dla naszego kolegi było o wiele groźniejsze w skutkach, gdyż zdarł sobie skórę u nogi do mięsa. Sprawcy wypadku oczywiście nic się nie stało. Motor Mateusza też troszkę ucierpiał w tym zdarzeniu, bo miał wyraźnie porysowany przód i nie dało się zmieniać wszystkich biegów. Po naprawie motoru i kłótni z Wietnamczykami pojechałem z Matim do Sapy opatrzyć jego rany, a reszta pojechała czekać na nas w umówionym wcześniej miejscu, gdzie po parudziesięciu minutach się spotkaliśmy.

Zobacz  powiększenie!
Widok na Sapę
Stąd ruszyliśmy dalej w kierunku Lao Cai. Gdy byliśmy jakieś 10 km od miasta doszliśmy do wniosku, że przydałoby się wymyć gdzieś nasze ubłocone motory. Dlatego też zatrzymaliśmy się nad jakimiś stawami. Umyliśmy motory w rozgrzanej słońcem, brunatnej wodzie i bitą drogą ruszyliśmy zobaczyć, dokąd ona prowadzi. Po krótkim czasie dojechaliśmy do wiszącego mostu rozłożonego nad brunatną rzeką. Zostawiliśmy tu nasze motory i poszliśmy w nieznane uginającym się z każdym naszym krokiem mostem.

Zobacz  powiększenie!
Okolice Sapy
Po drugiej stronie mostu była prawdziwej wietnamskiej wioska, jaką zawsze chcieliśmy zobaczyć. Były tu domy z bambusów, a na ich tarasach suszyła się kukurydza na ziarno. Jesteśmy przekonani, że byliśmy tu jako jedni z pierwszych białych ludzi, którzy kiedykolwiek dotarli w to miejsce.

Zobacz  powiększenie!
Wietnamska kobieta
Od razu otoczył nas tłum śmiejących się dzieciaków. W wiosce tej był nawet jakiś sklep, w prawdzie nie było w nim, wiele produktów poza kawą, herbatą i tytoniem, ale były też cukierki. Kupiliśmy je i zaczęliśmy rozdawać dzieciom, które brały je od nas łapczywie garściami. Był to bardzo sympatyczny moment wyprawy.

Po wizycie w niezwykłej wietnamskiej osadzie przeszliśmy na drugą stronę mostu, wsiedliśmy na motory i pojechaliśmy dalej. Po drodze zatrzymaliśmy się w innej wiosce, gdzie było coś, co przypominało knajpę. Gdy się tu zatrzymaliśmy zaproponowano nam, byśmy sobie kupili piwo. Kupiliśmy więc ten napój. Sprzedawano go w plastikowych butelkach po coca-coli i trzeba było otwierać za pomocą jakiejś gumy, bo inaczej nie dało się tego zrobić. Było ono jednak bardzo dobre. I tak sobie piliśmy to piwo wzbudzając niesamowite poruszenie wśród mieszkańców tego miejsca.

Źródło: informacja własna

1 2 dalej >>


w Foto
Pod Chiński Mur
WARTO ZOBACZYĆ

Indie: Miłość w kamieniu
NOWE WYSTAWY
PODRÓŻE

KwA 10: 03`06; Niger - Moja pierwsza żyrafa
kontakt | redakcja | reklama | współpraca | dla prasy | disclaimer
copyright (C) 2003-2013 ŚwiatPodróży.pl