HAWAJE
11:05
CHICAGO
15:05
SANTIAGO
18:05
DUBLIN
21:05
KRAKÓW
22:05
BANGKOK
04:05
MELBOURNE
08:05
Ogłoszenie niepłatne ustawodawcy Serwis wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu: utrzymania sesji zalogowanego Użytkownika, gromadzenia informacji zwiazanych z korzystaniem z serwisu, ułatwienia Użytkownikom korzystania z niego, dopasowania tresci wyswietlanych Użytkownikowi oraz tworzenia statystyk ogladalnoœci czy efektywnoœci publikowanych reklam. Użytkownik ma możliwoœć skonfigurowania ustawień cookies za pomocš ustawień swojej przeglšdarki internetowej. Użytkownik wyraża zgodę na używanie i wykorzystywanie cookies oraz ma możliwoœć wyłaczenia cookies za pomoca ustawień swojej przegladarki internetowej. /// Dowiedz się więcej
 
Mapy: | Afryka | Ameryka Pd. | Ameryka Pn. | Antarktyda | Australia | Azja | Europa | Polska
  ŚwiatPodróży.pl » Chile - do ultima thule » CHL 12; Cochabamba i Potosi
CHL 12; Cochabamba i Potosi

Iza y Staszek


Pozdrawiamy z Cochabamby. Najpierw będzie o Potosi. Może pamiętacie ze starych fotografii wielką górę, w której przez ponad 400 lat ludzie ryją w poszukiwaniu cennych kruszców. To właśnie Potosi, której kopalnie przez 200 lat finansowały politykę hiszpańskich królów. Miasto piękne, choć zaniedbane.

Jego najbardziej charakterystycznym elementem są balkony pięknie rzeźbione, tzw. potosinos.90% mieszkańców to Indianie. Leży na zawrotnej wysokości 4070m-to najwyżej położone miasto świata. Żeby tu przetrwać trzeba rzuć kokę ze specjalnym sodowym katalizatorem. Duże problemy z oddychaniem. Byliśmy w jednej z kopalń we wnętrzu Cerro Rico. Trzeba było się przeciskać przez wąskie przejścia, uskakując przed pędzącymi w ciemności wózkami z urobkiem. Była też demonstracja: eksplozja dynamitu. Górnicy weseli pomimo wrednej roboty. Ich policzki wypchane liśćmi koki. Jest też rodzaj kaplicy. Postać ludzka z gliny, z rogami i sterczącym fallusem. To demon kopalni zwany Tio, czyli wujek, w którego rozwartą paszczę górnicy wkładają każdego ranka eukaliptusowe papierosy, prosząc o wstawiennictwo. Nasz papieros palił się jak należy.

Od dwóch dni jesteśmy w Cochabambie. Ładne miasto. Klimat przypominający kraje śródziemnomorskie. Izę ścigają pucybuty, bo jej lakierki zakurzone. O miejscowym mercado czyli targu można długo opowiadać. Chodzimy tam na obiady i kolacje, pożerając góry mięsa z lamy za śmieszne pieniądze. Jeśli ktoś chce zasuszony płód lamy, przywieziemy. Aymarowie wierzą, ze to najlepszy sposób na odpędzenie złych duchów. Niech się chowają psychoanalitycy ze swoimi kozetkami. Miasto jest nowoczesne, ale zarazem na każdym kroku trafia się na cos egzotycznego. Jutro wieczorem wyruszamy do La Paz. Hasta luego!



Źródło: informacja własna

1


w Foto
Chile - do ultima thule
WARTO ZOBACZYĆ

Dzieci świata - małe i duże
NOWE WYSTAWY
PODRÓŻE

MX 5; Mexico City
kontakt | redakcja | reklama | współpraca | dla prasy | disclaimer
copyright (C) 2003-2013 ŚwiatPodróży.pl