HAWAJE
16:54
CHICAGO
20:54
SANTIAGO
23:54
DUBLIN
02:54
KRAKÓW
03:54
BANGKOK
09:54
MELBOURNE
13:54
Ogłoszenie niepłatne ustawodawcy Serwis wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu: utrzymania sesji zalogowanego Użytkownika, gromadzenia informacji zwiazanych z korzystaniem z serwisu, ułatwienia Użytkownikom korzystania z niego, dopasowania tresci wyswietlanych Użytkownikowi oraz tworzenia statystyk ogladalnoœci czy efektywnoœci publikowanych reklam. Użytkownik ma możliwoœć skonfigurowania ustawień cookies za pomocš ustawień swojej przeglšdarki internetowej. Użytkownik wyraża zgodę na używanie i wykorzystywanie cookies oraz ma możliwoœć wyłaczenia cookies za pomoca ustawień swojej przegladarki internetowej. /// Dowiedz się więcej
 
Mapy: | Afryka | Ameryka Pd. | Ameryka Pn. | Antarktyda | Australia | Azja | Europa | Polska
  ŚwiatPodróży.pl » Rozmowy » Romuald Koperski: Syberia da się lubić
Romuald Koperski: Syberia da się lubić



Przejechał Syberię wszerz i przepłynął wzdłuż. Przeciął ogromną krainę landroverem korzystając z mylnych map i kompasu. A przede wszystkim z wyciągarki. Spłynął pontonem Leną, mając w bagażu siedem zupek chińskich. A teraz z dwoma towarzyszami przebył jako pierwszy człowiek wyznaczony w 1908 roku szlak Ekspedycji Stulecia. Romuald Koperski wyruszył w szalejącą, syberyjską zimę, by wojskowym MANem dotrzeć z Portugalii na kraniec Czukotki. Na usta ciśnie się jedno pytanie...




Zobacz  powiększenie!
Tutaj tak znaczy tak, a nie znaczy nie
- Chciało się Panu wracać?
- Celem każdej wyprawy jest powrót. Marzy się o nim na pustkowiu i wyobraża sobie, jaki on będzie. Tylko kiedy kończy się już droga, na miejscu wszystko okazuje się inne, nie takie. Rytm trasy, czynności wykonywane codziennie za bardzo wchodzą w krew, trudno przestawić się na inne tory. I znowu rodzi się głód podróży.

- Swoją ostatnią podróż zaplanował Pan jako Wyścig Stulecia. Wierzył Pan w to, że ktoś będzie chciał się ścigać przez syberyjskie bezdroża?
- Wiem, że mieli takie plany Niemcy - ekipa, z której kilka osób znam. Wyjechał ze swojego kraju zespół mongolski, lecz nie dotarł na start. Na starcie w Paryżu pojawiła się natomiast ekipa Volvo, lecz... bez pojazdu. Poczekałem jeszcze godzinę i ruszyliśmy w drogę.

-... a kilka tygodni później stał Pan na krańcu Półwyspu Czukockiego - mecie wyścigu.
- Dokonaliśmy rzeczy, jaka nie udała się jeszcze nikomu. Jestem przekonany, że jeszcze długo naszego rekordu nikt nie poprawi – przejechanie z przylądka Roca na Czukotkę w zimie było ogromnym wyzwaniem. Teraz widzę, że nie zdawałem sobie nawet sprawy, jak może być ciężko. Trafiliśmy w miejsca, gdzie było do tej pory mniej ludzi niż na Mount Evereście. Każda poważniejsza kontuzja, każda większa awaria mogły zagrozić nie tylko celom wyprawy, ale i naszemu życiu. A my mieliśmy cały czas farta.

- Nic się nie zepsuło?
- Psuło się. W drodze powrotnej, na Trakcie Kołymskim zniszczył się docisk mechanicznej skrzyni biegów. Wracaliśmy bez sprzęgła, jadąc 24h na dobę. Zatrzymywaliśmy się tylko do tankowania. Opracowaliśmy technikę jazdy za pomocą trzech biegów - czwórki, piątki i szóstki. Z przewagą tej ostatniej. Auto dotarło do Gdańska, mam nadzieję, że wkrótce je naprawię.

- Wyznaczona 100 lat temu trasa Ekspedycji wiodła do Nowego Yorku. Jest Pan rozczarowany, że trzeba było wracać tą samą drogą, zamiast przeprawić się przez Ocean?
- Nie. Przeprawa przez Cieśninę Beringa kosztuje tysiące dolarów. Wyjeżdżając już wiedziałem, że nie znajdę sponsora na takie przedsięwzięcie i trasa pozostanie niedokończona. Bez ostatnich 200, łatwych do pokonania kilometrów. I nie jestem zawiedziony. Brak sponsora daje pewien komfort psychiczny – nie trzeba się nikomu opowiadać, nie jest się od nikogo zależnym. Oczywiście wiele firm wspomogło Ekspedycję, ale była to pomoc rzeczowa: od okularów przeciwsłonecznych, poprzez wyposażenie kontenera mieszkalnego, aż po malowanie auta.

- Większość podróżników ma problem z funduszami. Prowadzenie turystów w ramach Pana agencji Syberia Travel nie jest żyłą złota?
- Nie jestem do tego przekonany. Męczy mnie przypadkowość ludzi, którzy wybierają się na takie wyprawy. Ich mentalność, brak doświadczenia i wiedzy o ziemi jaką odwiedzają. Dlatego Syberia Travel nie jest dla mnie głównym źródłem utrzymania.

- Nie lubi Pan dzielić się wiedzą o Syberii?
- Dzielę się. Jeżdżę ze slajdowiskami wszędzie, gdzie mnie zaproszą – do szkół, na uczelnie, ale i do więzień. Dzwonią do mnie ludzie, którzy wybierają się w tamte rejony. Chętnie służę radą, ale źle czuję się w roli biura turystycznego.

- A Pan się dalej uczy czegoś o Syberii?
- Bezustannie. Dopiero teraz zdaję sobie czasem sprawę z tego, co groziło mi kilkanaście lat temu, kiedy zaczynałem odkrywać to miejsce. Chociażby wtedy, kiedy stanąłem landroverem na brzegu rzeki, wydawałoby się nie do przebycia przed zimą [rzekę udało się pokonać wtedy na pomocą... dźwigu na barce - przyp. TM]. Teraz dopiero poznałem najdziksze oblicze syberyjskiej zimy. I jest to zupełnie inny świat, niż znany mi do tej pory. Miejsce, gdzie kwadrans za długo poza ogrzewanym wnętrzem auta, czy namiotu potrafi zabić. Jednak uczę się nie tylko o zagrożeniach. Teraz na przykład poznałem Czukczów - nie tych przebierańców od folklorystycznych tańców, ale prawdziwych ludzi - Czukczów, żyjących bardzo skromnie w skórzanych jarangach, tak jak ich przodkowie.

Zobacz  powiększenie!
Prawdziwa jaranga, jak przed wiekami

- Pisał Pan kiedyś, że podróż pomaga "zagłuszyć beznadziejność istnienia". Siedząc w miejscu źle się Pan czuje?
- Źle. Przyjechałem do Polski ledwie kilka tygodni temu i już zdążyłem zanurzyć się w atmosferze naszego bagienka. Głównie za sprawą polityków-półkretynów, którzy mówią do mnie z telewizora. Staram się go nie oglądać. To taki szok, kiedy przyjechało się z kraju, gdzie mówi się niewiele, ale "tak" znaczy "tak", a "nie" znaczy "nie". A tutaj ktoś mówi "Bardzo mi miło, może podać herbatę?", a myśli "Udusiłbym cię gołymi rękoma". Przykre.

- Czukczowie nie podróżują za wiele. Oni nie odczuwają beznadziejności istnienia?
- Nie. Oni żyją prościej, bardzo skromnie i w trudnych warunkach. I właśnie tam jest ta ostoja ciepła i przyjaźni, którą utraciło wielu ludzi żyjących w luksusie. Nie tylko Czukczów to dotyczy. Na trasie spotkaliśmy chociażby robotników utrzymujących zimą szlak do kopalni złota. Mieli twarze oprychów, a gdybym zobaczył ich barak w Polsce zastanawiałbym się, czy wogóle tam wchodzić. I mogłem tym ludziom całkowicie zaufać. Ich pierwszym odruchem było poczęstowanie naszej trójki jedzeniem.

- Spotkał Pan kiedyś na szlaku człowieka, który nie mówił żadnym ludzkim językiem...
- Tak, to było niesamowite przeżycie. Zdarzyło się to dość dawno, wkrótce po upadku ZSSR. Byłem pewien, że to jakiś uciekinier. Teraz sądzę, że raczej pustelnik, może ktoś kto wolał odejść ze swojej społeczności, odsunąć się, by nie przeszkadzać innym. Szkoda, że nie miałem wtedy GPS-a do oznaczenia miejsca spotkania. Teraz nauczyłem się sporo o syberyjskich obyczajach, może jakoś porozumiałbym się z mieszkańcem lasu na migi.

- Miałby mu Pan coś do przekazania?
- Nie, bo i cóż? Po prostu dałbym mu jakoś znać, że to ja - ten kogo już kiedyś spotkałeś i teraz jestem znowu.

- Nie ma Pan pokusy zabrać całej rodziny do tego prostszego świata?
- Przerabiałem już w życiu etap emigracji. Nie zamierzam go powtarzać.

- Planuje Pan już kolejną wyprawę?
- Tak. Teraz, jadąc ciężarówką przez Syberię zdałem sobie sprawę, że bardzo dużo tak naprawdę nie zależy ode mnie. Samochód zepsuje się lub nie - to kwestia szczęścia, a nie mojej woli, czy siły mięśni. Dlatego chcę tym razem przepłynąć szalupą Pacyfik. Syberia, do której zawsze wracam, będzie może startem, a może metą. Teraz o wiele więcej będzie zależało ode mnie, a mniej od czystego przypadku. A ja wierzę, że mi się uda.

- I kolejny raz znajdą się tacy, co nie uwierzą. Na czele z potencjalnymi sponsorami.
- Nie szkodzi. Tego, czym się zajmuję, nie robię dla świata ludzi.

- A dla jakiego?
- Dla własnego świata. Podróż, to lekarstwo.

- A Syberia?
- A Syberia da się lubić.





O tegorocznej wyprawie Romualda Koperskiego można dowiedzieć się więcej TUTAJ Polecamy!

Źródło: informacja własna

1


w Foto
Rozmowy
WARTO ZOBACZYĆ

Czarnogóra: skrawek Bałkanów
NOWE WYSTAWY
PODRÓŻE

@dC 9: Róg Marksa i Engelsa
kontakt | redakcja | reklama | współpraca | dla prasy | disclaimer
copyright (C) 2003-2013 ŚwiatPodróży.pl