HAWAJE
11:08
CHICAGO
15:08
SANTIAGO
18:08
DUBLIN
21:08
KRAKÓW
22:08
BANGKOK
04:08
MELBOURNE
08:08
Ogłoszenie niepłatne ustawodawcy Serwis wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu: utrzymania sesji zalogowanego Użytkownika, gromadzenia informacji zwiazanych z korzystaniem z serwisu, ułatwienia Użytkownikom korzystania z niego, dopasowania tresci wyswietlanych Użytkownikowi oraz tworzenia statystyk ogladalnoœci czy efektywnoœci publikowanych reklam. Użytkownik ma możliwoœć skonfigurowania ustawień cookies za pomocš ustawień swojej przeglšdarki internetowej. Użytkownik wyraża zgodę na używanie i wykorzystywanie cookies oraz ma możliwoœć wyłaczenia cookies za pomoca ustawień swojej przegladarki internetowej. /// Dowiedz się więcej
 
Mapy: | Afryka | Ameryka Pd. | Ameryka Pn. | Antarktyda | Australia | Azja | Europa | Polska
  ŚwiatPodróży.pl » Afryka w ciemno » AwC 7: Mroczny Biały Dom... - czyli powrót do cywilizacji
AwC 7: Mroczny Biały Dom... - czyli powrót do cywilizacji

Beata Jakuszewska


O kłopotach Beaty Jakuszewskiej w Maroku pisaliśmy we wstępie ostatniego odcinka Afryki w Ciemno. Nie minęło wiele czasu i Autorka odezwała się do nas z dobrą wiadomością: "Udało się wrócić do Maroka, i to bez łapówki:) Po tygodniu owocnej podróży po Hiszpanii i Gibraltarze:)Jest nowa pieczątka w paszporcie na 3 kolejne miesiące" - pisze Beata. A my zapraszamy do lektury kolejnej porcji jej afrykańskich wspomnień.




Zobacz  powiększenie!
Meczet w Casablance
Po powrocie do Marrakeszu, w którym akurat odbywał się Światowy Festiwal Filmowy, i po odwiedzeniu w tym mieście znajomych Nomadów - Bashira i Ali, zawitałam w miejscu, którego nigdy nie planowałam odwiedzić. Casablanka (zwana tu Casa, czytaj: Kaza) to jedno z większych miast Maroka. Już sama historia miasta jest ciekawa. Dużo wcześniej istniało tu berberyjskie miasto Anfa, które w XVIII wieku z powodu trzęsienia ziemi zostało zniszczone całkowicie. Postanowiono odbudować miasto jako Dar-el-Bejda, inaczej Casablanca, co znaczy: "biały dom". Samo miasto nie ma jednak żadnego związku ze znanym filmem Michaela Curtiza "Casablanca". Nie nakręcono tu żadnej sceny do tego filmu. Casablanca przywitała mnie późnym wieczorem olbrzymimi korkami i tłumem ludzi na ulicach. Właśnie zakończył się mecz piłki nożnej i ludzie szli wiwatując, a auta nie mogły się przebić przez ten tłum. Piłka nożna to tutaj bóstwo. Wszyscy oglądają, kibicują, rodziny dzielą się na przeciwników i zwolenników danych drużyn.
Późny wieczór w Casablance to nie była dobra pora na spacery i zwiedzanie.

W przypadkowo znalezionym hoteliku przywitał mnie mrok... Noc, cisza w dzielnicy i mroczny pan w recepcji mówiący tajemniczym głosem. Do tego hotelik przeniesiony jakby z innej epoki. Kręte, długie schody, półmrok, zakamarki. Jak średniowieczny zamek. Zresztą hoteliki w których śpię to najtańsze miejsca w miastach, za to z niezwykłym urokiem i otwartymi ludźmi. Miałam okazję kilka razy w moim życiu spać w hotelach wielogwiazdkowych (nie z własnej woli, po prostu zakwaterowano mnie) i strasznie nie lubię tego sztucznego nadskakiwania i uśmiechu dla bogatego klienta. W zwykłych, tanich hotelikach jest inaczej. Jeśli uśmiech - to szczery, jeśli rozmowa - to spontaniczna, nie wymuszona. To lubię - być wśród swoich:)

Zobacz  powiększenie!
Wejście do meczetu Hassana II
Dlaczego Casablanca? Będąc już tak blisko tego miasta, postanowiłam zaszczepić się na żółtą febrę, bo w mojej głowie rysuje się plan dotarcia do Mali, Mauretanii, może Senegalu, a tam to szczepienie jest konieczne. Pozostałe zrobiłam w Polsce, ale żółta febra... - do głowy mi nie przyszło, że wpadnę na pomysł odwiedzenia innych afrykańskich krajów:) W Instytucie Pasteura wszystko załatwiłam w 15 minut! Szczepienie, wpis do mojej żółtej, międzynarodowej książeczki szczepień, rachunek, recepty na tabletki antymalaryczne. Casablanca jest w Maroko jedynym miejscem, gdzie można się zaszczepić na żółtą febrę. Pytałam w kilku innych miastach, ale mieli duży problem ze sprowadzeniem szczepionek z Casy. W Casablance odwiedziłam meczet Hassana II, chyba jedyny meczet w Maroko, do którego mogą wejść turyści. Piękna imponująca budowla na nadmorskim klifie.

Hassan II, to poprzedni król Maroka, uwielbiany przez poddanych. W 1975 roku zainicjował tzw. "zielony marsz", w którym wzięło udział 350 tys. nieuzbrojonych Marokańczyków. Wkroczył z nimi na teren Sahary Zachodniej, ówczesnej kolonii hiszpańskiej. Hiszpania zrzekła się praw do tego obszaru i przekazała go Maroku. Jednak o prawa do tego terenu ubiegała się też Mauretania, która otrzymała od Hiszpanii przy podziale tylko nieużyteczne tereny. Następnie powstał front Polisario, którego celem jest wywalczenie niepodległości dla Sahary Zachodniej. Rozpoczęło się minowanie Sahary Zachodniej przez obie strony konfliktu. Do teraz ten teren jest zaminowany, a "jeden skok w bok może okazać się skokiem w górę" - jak to się tutaj mówi. Marokańczycy nie chcą rozminować terenu - bo i po co, skoro wtedy obszar Sahary Zachodniej będzie wolny i dostępny. Rozmowy trwają do dziś i nadal nic nie postanowiono - czy Zachodnia Sahara jest odrębna (na wielu mapach Afryki jest osobnym państwem leżącym między Maroko a Mauretanią), czy nie (bo prawnie należy przecież do Maroka). Teren obstawia policja, żandarmi, fronty wyzwolenia i ogólnoświatowe organizacje pokojowe - stąd tyle moich spotkań tam, w okolicach Dakhli, z mundurowymi "no foto";) Gdy w 1999 roku zmarł Hassan II, rządy po nim objął jego syn, Mohammed VI. Wszędzie są jego zdjęcia - w autobusach, hotelikach, sklepach, barach... "To cudowny władca! Rozumie biedę i ubogich. Jest jednym z nas!" - powtarzają jak mantrę Marokańczycy. Prawdą jest, że król odwiedza wioski, miasta, często jest wśród ludzi, ale czy robi prócz tego coś więcej? Nie mnie oceniać...

No i coraz bardziej przyzwyczajam się do tutejszego ruchu drogowego. Kto pierwszy ten lepszy - jak już pisałam. Pierwsze dni w Maroko to był dla mnie szok. Zero zasad na drodze! Ludzie biegają między samochodami, kierowcy zamiast zwolnić, trąbią, ludzie krzyczą, wbiegają na jezdnie gdzie popadnie, nie zwracając uwagi na to, że właśnie jedzie z dużą prędkością samochód. Ale czy to by coś dało, gdyby zwracali uwagę? Ja łapie się na tym, że też tu chodzę prawie środkiem ulicy. Ale mam już swój sposób. Gdy idę, nie rozglądam się na prawo i lewo, nie zwracam uwagi na samochody, a wtedy kierowca manewruje. Gdy zwracałam uwagę na to, aby nie zostać rozjechaną, kierowcy, widząc moje rozglądanie się wiedzieli, że kontroluję swoją trasę i zdążę odskoczyć. Wtedy kilka razy prawie najechało na mnie auto. A tak, gdy nie patrzę, sami muszą manewrować. To tu, w Maroko jedyny, według mnie, sposób uniknięcia zderzenia z autem:) Choć do teraz często aż wstrzymuje oddech na widok człowieka prawie wskakującego pod auto, którym jadę lub samochodu, przed którym ja ledwo uskakuję...

No i tak sobie myślę - "Co ja tu robię? Chcę na południe!". Ale już niedługo! Pod koniec grudnia jadę do M`hamidu, potem stamtąd na mojego pustynnego Sylwestra. A w Nowym Roku dalej... Przed siebie. Gdzie serce zaprowadzi:)

Źródło: informacja własna

1


w Foto
Afryka w ciemno
WARTO ZOBACZYĆ

Zimbabwe: Portrety mieszkańców
NOWE WYSTAWY
PODRÓŻE

@dC 6: Krzysztof jedzie dalej!
kontakt | redakcja | reklama | współpraca | dla prasy | disclaimer
copyright (C) 2003-2013 ŚwiatPodróży.pl