HAWAJE
21:02
CHICAGO
01:02
SANTIAGO
04:02
DUBLIN
07:02
KRAKÓW
08:02
BANGKOK
14:02
MELBOURNE
18:02
Ogłoszenie niepłatne ustawodawcy Serwis wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu: utrzymania sesji zalogowanego Użytkownika, gromadzenia informacji zwiazanych z korzystaniem z serwisu, ułatwienia Użytkownikom korzystania z niego, dopasowania tresci wyswietlanych Użytkownikowi oraz tworzenia statystyk ogladalnoœci czy efektywnoœci publikowanych reklam. Użytkownik ma możliwoœć skonfigurowania ustawień cookies za pomocš ustawień swojej przeglšdarki internetowej. Użytkownik wyraża zgodę na używanie i wykorzystywanie cookies oraz ma możliwoœć wyłaczenia cookies za pomoca ustawień swojej przegladarki internetowej. /// Dowiedz się więcej
 
Mapy: | Afryka | Ameryka Pd. | Ameryka Pn. | Antarktyda | Australia | Azja | Europa | Polska
  ŚwiatPodróży.pl » Afryka w ciemno » AwC 10: Anioł Drogi
AwC 10: Anioł Drogi

Beata Jakuszewska


"Kiedy idziesz w kierunku celu, ważnym jest, aby zwracać uwagę na drogę. To droga uczy nas, jak najlepiej dotrzeć do celu. I droga nas ubogaca. Odnosi się to również do celu twojego życia. To, czy okaże się on lepszy, czy gorszy, zależy od drogi, którą wybierzesz, aby do niego dotrzeć; i od tego, co zechcesz, aby działo się po drodze." (Paulo Coelho, "Pielgrzym"). Takie motto wybrała Beata na początek dziesiątego spotkania z północną Afryką. Nie tracąc czasu pozwólmy jej więc snuć opowieść...




Zobacz  powiększenie!
Atlas Średni - los owcy jest już raczej przesądzony
Kiedy przed wyjazdem do Maroko przebywałam w Rzeszowie, wybrałam się na tańce w kręgu, których działaniem (odkrywaniem siebie, zespalaniem z ludźmi w kręgu i ze światem) od jakiegoś czasu jestem zafascynowana. Pod koniec zajęć prowadząca, Agata, poprosiła każdą z nas, tańczących kobiet, o wylosowanie dla siebie karty z aniołem. Mi trafił się losowo Anioł Drogi - tak bardzo pasujący do tego, co akurat się wydarzało w moim życiu. Z tyłu karty znajduje się właśnie, zacytowany przeze mnie powyżej, fragment książki Coelho. Agata podarowała mi tę kartę – jako pamiątkę i talizman na drogę; drogę życia. Anioł Drogi towarzyszy mi więc bezustannie. W moich podróżach przejawia się spontaniczne działanie; pod wpływem chwili. Chcę i robię. W tym samym momencie. Nie myślę za dużo – poddaję się magii wydarzeń. Nie próbuję zmieniać tego, co mnie spotyka – po prostu płynę razem z tym; razem z wydarzeniami. Staram się akceptować rzeczywistość i wydarzenia takimi, jakimi są i jakimi się przejawiają. Samo się wydarza... Moje podróże to głównie droga, przypadki i wydarzenia z nią związane oraz spotykani ludzie, nie zaś zabytki i miejsca, które, jak jest napisane w przewodnikach, "koniecznie trzeba zobaczyć". A piszę o tym dlatego, aby łatwiej było zrozumieć moje działania. Tak jak planowałam, wyruszyłam rano z mojego hoteliku w Beni Mellal w stronę drogi wylotowej do wodospadów Cascades d`Ouzoud. Nagle, idąc przez miasteczko, zauważyłam souk i małą medinę. Nie było innej opcji – zatopiłam się w zakamarkach tych miejsc. Kolory, zapachy, tłum ludzi, dźwięki... Trans. ...I tak minęło kilka godzin... Tego dnia już nie chciałam do wodospadów:)

Następnego dnia, już z plecakiem, po raz drugi postanowiłam spróbować odwiedzić wodospady:) Jednak najpierw udałam się w przeciwną stronę, do sklepu przy głównej drodze. Nagle zatrzymało się koło mnie auto i jadący nim mężczyzna zapytał, czy, skoro idę z plecakiem, chcę może jechać w stronę Azrou (czyli w przeciwną stronę od mojego celu). A jakże, chciałam! W końcu nie bez powodu dzieją się takie rzeczy. Okazało się, że Salah (imię tego mężczyzny) jedzie 60 km za Beni Mellal w stronę Azrou, ale za to nie główną drogą, lecz bocznymi, górskimi, by odwiedzić znajomego mieszkającego w wiosce położonej w górach Atlasu Średniego. Mijając małe berberyjskie (Berberzy – lud mieszkający w górach; trochę jak nasi górale) Słynne, piękne dywany marokańskie tkają własnoręcznie właśnie Berberowie.) wioseczki na zboczach gór i pasterzy ze stadami owiec, gawędziliśmy wesoło (Salah mówi także w języku angielskim), podśpiewując sobie piosenki lecące właśnie z płyt CD w samochodowym odtwarzaczu. W niektórych wioskach zabawiliśmy dłużej, w innych - tylko chwilę. Salah zaprosił mnie i swojego przyjaciela, którego zabraliśmy po drodze, na tadżin. Powiedział też, że jeśli zabraknie mi pieniędzy, mam do niego koniecznie napisać, a on mi przyślę... Tak często to słyszę od ludzi tu, w Maroko... A później Salah i jego przyjaciel czekali w aucie na uboczu drogi, aż zatrzyma mi się kolejny autostop. Była w tym pełnia troski, przyjaźni.

A kolejny autostop, jaki mi się przytrafił, to spotkanie z małżeństwem, Bahką i Kamalem - Marokańczykami, którzy przenieśli się na Korsykę. Przylecieli kilka dni temu do Maroka, by odwiedzić swoje rodziny. Jechali właśnie do mamy Kamala, do Souk el-Heb, wioski położonej 15 km od Azrou, mojego celu. Przemiło nam się rozmawiało, choć tak naprawdę nie znaliśmy żadnego wspólnego języka:) Bahka i Kamal postanowili zabrać mnie do rodzinnego domu Kamala na herbatę. Cała rodzina przywitała mnie gorąco uściskami - jak członka rodziny, a nie osobę, którą zobaczyli właśnie po raz pierwszy... Nie mogli się nadziwić, że tak sobie jeżdżę autostopem – po prostu staję na drodze, a ludzie mnie biorą – i to nie jeden raz, ale wiele. I że tak sama... Ciocia Kamala przygotowała jedzenie oraz herbatę. Nie obyło się, oczywiście, bez próby wciśnięcia mi jedzenia na drogę. Bo Bahka i Kamal postanowili specjalnie dla mnie pojechać do Azrou i osobiście odstawić mnie do hoteliku. Nie tylko odstawili, ale i weszli ze mną, żeby sprawdzić warunki:) Kochani ludzie. Swoją drogą - zaprosili mnie na Korsykę, więc... Może kiedyś:)

A w hoteliku, w którym się zatrzymałam, mieszkam tylko ja i właściciel, ale do tego już się przyzwyczaiłam, że tu hoteliki świecą pustkami. No i coraz lepiej idzie mi targowanie – zbiłam tym razem 35% ceny, choć i tak ta początkowa była bardzo niska. Wieczorem w Azrou po raz pierwszy poczułam, że tu, na północy, też jest zima, choć, oczywiście, nie taka jak w Polsce:) Zmarzłam trochę. Swoją drogą, na południu Maroka było mi zawsze ciepło i pewnego razu zdziwiłam się, gdy zobaczyłam ludzi chodzących w letnich ubraniach i noszących do tego ubioru grube czapki. Gdy zapytałam, po co, skoro jest ciepło, usłyszałam: "No przecież zima jest!!!":) Tak, różnie można interpretować i odczuwać zimę... Może dziś – Insallah!!! – pójdę zobaczyć małpki na wolności, makaki, choć tu straszą mnie, że żeby dotrzeć w to miejsce, trzeba najpierw jechać 7 km samochodem z napędem na 4 koła (4x4), a potem iść w góry. Mówią to, oczywiście, po to, bym skorzystała z oferty przewodnika organizującego taki trip. A ja chcę sama, w swoim tempie, więc zaraz idę na zwiady:) Z moim Aniołem Drogi, oczywiście:)

Dzień później

Zobacz  powiększenie!
`Można by rzec: miłość od pierwszego wejrzenia :) `
Okazało się, że jest, oczywiście, inna opcja dotarcia do małpek na wolności, bez korzystania z płatnej pomocy któregoś z miejscowych przewodników. Korzystając z informacji, jakie zdobyłam, ruszyłam w stronę pobliskiej wioski Ain Leuh (w której byłam już wcześniej na targu z owcami, z rozwożącym słodycze Miloudem z Meknesu). Zatrzymał mi się kierowca – jak się okazało, Ibrahim - który pochodzi z Arabi Saudyjskiej, a w Maroko spędza właśnie swój miesięczny urlop. Jechał do Marrakeszu, do swojej dziewczyny. Gdy powiedziałam mu o swoim pragnieniu zobaczenia makaków, postanowił zmodyfikować dla mnie swoje plany, zmienić trasę i zawieźć mnie do tego miejsca. Ruszyliśmy więc razem w stronę wioski Ain Leuh, a potem pnącą się drogą w górę do miejsca, gdzie żyją małpki. Spotkaliśmy je, oczywiście, ale na widok nas - ludzi zaczęły uciekać i chować się w różnych zakamarkach zbocza góry, stąd też brak zdjęć, bo mój zoom nie "sięgał" tak daleko Przeurocze stworzonka! Moje pierwsze małpki na wolności! Zamiast wracać, oczarowani górskim szlakiem, podążyliśmy dalej w górę, aż natrafiliśmy na osadę kamiennych domków berberyjskich. To mnie fascynuje – każde miasto i każda wioska, osada, składa się ze specyficznych, podobnych domków. Są one budowane i pokrywane takim surowcem, jaki akurat znajduje się w okolicy – kamieniami, gliną, pise. Stąd też przeróżna kolorystyka danych osad. Koło domku berberyjskiego spotkaliśmy bardzo biedne dzieci – dziewczynkę i upośledzonego chłopca – którzy paśli akurat owce. Ja miałam jednego banana dla małpek, które nie chciały skorzystać z prezentu, więc dałam dzieciom, a Ibrahim wyjął z bagażnika prawie cały zapas prowiantu, jaki posiadał i podarował dziewczynce oraz chłopczykowi. Radość z oczach tych dzieci była ogromna.

W drodze powrotnej Ibrahim zaprosił mnie na lunch do bardzo przytulnego zajazdu. Właściciele, młode małżeństwo, przyrządzili dla nas tadżin i rozpalili ogień w kominku, bo, jak już wspomniałam, tu, w górach Atlasu Średniego jest naprawdę zimno. Spędziliśmy miło kilka godzin na jedzeniu i rozmowach. Właściciele powiedzieli, że makaki często przychodzą na ich podwórze, więc ich widok to dla nich codzienność. Szczeniaczek właścicieli, maleńki, miesięczny Skam, od razu zawładnął moim sercem. Można by rzec: miłość od pierwszego wejrzenia:) Przeuroczy biały maluch z czarną obwódką wokół jednego oka:) Najchętniej zabrałabym go ze sobą, ale nie jestem przekonana, czy byłby szczęśliwy jako Nomad_Dog, podróżujący autostopem z nami - Nomadem_City i Nomadem_Office;)
Bo chyba nie wspominałam jeszcze, że podróżując, pracuję co nieco dla moich dwóch firm w Polsce. Mój mały, przenośny komputerek to Nomad_Office, jak to określili Nomadowie. "Wędrujące biuro" inaczej:) Tak więc po powrocie do Azrou kilka godzin pracy, ale przyjemnej, w przytulnej kawiarence, z miłą dla ucha, arabską muzyką. A zaraz ruszam do cieplejszych miejsc, kierując się na południe, do... Może nie będę pisać gdzie, bo to i tak nie ma większego sensu i niewiele może być w tym prawdy, zważywszy na to, że mogę dotrzeć gdzieś zupełnie indziej, niż planowałam;)

Źródło: informacja własna

1


w Foto
Afryka w ciemno
WARTO ZOBACZYĆ

Tanzania: Nad Jez. Malawi
NOWE WYSTAWY
PODRÓŻE

CL 6: Ojos del Salado
kontakt | redakcja | reklama | współpraca | dla prasy | disclaimer
copyright (C) 2003-2013 ŚwiatPodróży.pl