HAWAJE
11:36
CHICAGO
15:36
SANTIAGO
18:36
DUBLIN
21:36
KRAKÓW
22:36
BANGKOK
04:36
MELBOURNE
08:36
Ogłoszenie niepłatne ustawodawcy Serwis wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu: utrzymania sesji zalogowanego Użytkownika, gromadzenia informacji zwiazanych z korzystaniem z serwisu, ułatwienia Użytkownikom korzystania z niego, dopasowania tresci wyswietlanych Użytkownikowi oraz tworzenia statystyk ogladalnoœci czy efektywnoœci publikowanych reklam. Użytkownik ma możliwoœć skonfigurowania ustawień cookies za pomocš ustawień swojej przeglšdarki internetowej. Użytkownik wyraża zgodę na używanie i wykorzystywanie cookies oraz ma możliwoœć wyłaczenia cookies za pomoca ustawień swojej przegladarki internetowej. /// Dowiedz się więcej
 
Mapy: | Afryka | Ameryka Pd. | Ameryka Pn. | Antarktyda | Australia | Azja | Europa | Polska
  ŚwiatPodróży.pl » Za Bramą Słońca » BOL 9: Salar UYUNI
BOL 9: Salar UYUNI



Laguna Hedionda
15.06.2007

Śniadanie i ruszamy w dalszą drogę. Na chwilę zatrzymujemy się przy czynnym wulkanie Ollague i dalej jedziemy do Lagun: Canapa, Hedionda, Honda, Charota i Ramaditas. Krótka przerwa przy skalnym drzewie (Arbol de Piedra) i jedziemy do ceglasto - czerwonej od alg Laguny Colorada, gdzie zatrzymujemy się na noc. Szczerze mówiąc laguny nieco mnie rozczarowały. Być może dlatego, że wciąż mam w pamięci turkusową lagunę Verde z Chile pod Ojos del Salado.


Ale przecież nie pojechaliśmy tylko po to, aby oglądać laguny. Pojechaliśmy też po to, aby przeżyć przygodę - a ta nas nie opuszcza nawet na chwilę. W wiosce przy Laguna Colorada Indianie zapraszają nas do sześcioosobowej izby. Jest tak zimno, że rozważamy możliwość zsunięcia wszystkich łóżek, a w dodatku w okolicy nie ma niczego, gdzie można kupić grzane wino. Pozostaje nam gorąca mate de coca.


Zobacz  powiększenie!
Laguna Canapa
Trasa, którą przemierzamy naszym jeepem po salarze i jego okolicach jest dość często uczęszczana przez turystów. Po raz kolejny spotykam się z tym, że Indianie próbują wychodzić na przeciw potrzebom "białych", choć absolutnie tych potrzeb nie rozumieją. Konsekwencją tego są takie udziwnienia jak prąd, włączany tylko wieczorem (w nocy radź sobie sam z latarką albo świeczką), w dodatku włącznik prądu zwykle znajduje się nie przy drzwiach do pokoju, ale zupełnie po drugiej stronie, prysznic z brodzikiem, w którym nie ma odpływu wody. Przykłady można by mnożyć. Chyba nawet nie można Indianom zarzucić braku zmysłu praktycznego. Oni po prostu nie korzystają z takich "wygód" i nie mają wyobrażenia jak je zorganizować, aby działały sprawnie i praktycznie.

16.06.2007

Zobacz  powiększenie!
Laguna Colorada
Godz. 4.30 rano - wstajemy nie bez bólu, bo temperatura zniechęca do tego, aby wytknąć nawet nos spod koca. Czas jednak goni. Gejzery są najbardziej aktywne wcześnie rano, kiedy jest duża różnica temperatur pomiędzy temperaturą pary a temperaturą panującą na zewnątrz. Prawie w ogóle nie rozmawiając ze sobą pakujemy plecaki i ruszamy na spotkanie z nowym dniem. Zaczynamy go przy gejzerach.


Zobacz  powiększenie!
Arbol de Piedra
Jako pierwszy pojawia się sztuczny odwiert, którym wydobywa się z ziemi ogromny strumień gorącej pary. Odwiert został przygotowany z myślą o napędzaniu parą maszyn. Jakich? Nie wiadomo, bo pomysł dawno został zapomniany i dziś został po nim tylko dziwaczny słup pary buchającej w niebo co rano na środku pustyni. W jego otoczeniu są naturalne gejzery. Nie są duże, jednak nie sposób ich przeoczyć, bo zapach siarki zwiastuje ich obecność już kilka kilometrów wcześniej. Gdyby nie przeraźliwe zimno pomyślałabym, że tak właśnie wygląda piekło.

Zobacz  powiększenie!
Wschód słońca w gorących źródłach
Szybko opuszczamy to miejsce i dalej przemierzając bezdroża Altiplano docieramy do gorących źródeł. Jest tak zimno, że nie mam ochoty wychodzić z jeepa. I wtedy wstaje słońce. Widok jest oszałamiający. Nie mogę tego przeoczyć i nie bacząc na zimno biegnę z aparatem nad brzeg laguny.

Zobacz  powiększenie!
Krajobraz Altiplano
Tam, nad brzegiem gorących źródeł jemy szybkie śniadanie (nikomu nie przyszła do głowy kąpiel w ciepłych źródłach i to nie z powodu braku ręczników…) i jak przystało na pustynną włóczęgę ruszamy dalej do granicy z Chile, gdzie zatrzymujemy się na chwilę pod Licancaburem, który kryje wiele inkaskich tajemnic. Tam też rozstajemy się z naszymi przyjaciółmi: Vincentem, Jo, Robem i Alanem, którzy przekraczają granicę i udają się do San Pedro de Atacama.

Zobacz  powiększenie!
Lama na Altiplano
Wracając do Uyuni mijamy puste wioski, stada lam, pojedynczych ludzi, którzy pozdrawiają się wzajemnie. Dziś wieczorem mamy autobus powrotny do La Paz.

Nadal 16.06.2007; godzina 20.00

Zobacz  powiększenie!
Licancabur i Laguna Verde
Nie mogę uwierzyć, że nasz autobus, który wygląda na luxusowy, punktualnie stanął na przystanku. Jeszcze bardziej zadziwiające jest dla nas to, że wyjechał z zaledwie 10 minutowym opóźnieniem. Można nawet powiedzieć, że wyjechali punktualnie. Otulamy się kocami i już prawie zasypiamy, kiedy nagle ktoś, kto wygląda na mechanika zaczyna nerwowo biegać po autobusie. Otwieram oczy i widzę, że komuś rozlała się woda, choć dziwi mnie fakt, że w tak dużej ilości. Jak się później okazuje, woda rozlała się nie komuś, ale wylała się z chłodnicy. Po chwili pasażerowie z tylnych siedzeń zaczęli pospiesznie wysiadać, a w autobusie pojawiły się kłęby dymu i pary. Pozostali pasażerowie z nami włącznie zostali nieporuszeni i nie drgnęli nawet ze swoich miejsc. Widać z czasem można przyzwyczaić się do wszystkiego.

Zobacz  powiększenie!
Flamingi na Laguna Canapa
Jesteśmy zaledwie kilkanaście kilometrów od Uyuni. Z głębi autobusu słychać ciche głosy sugerujące powrót do Uyuni. Widać głosy są zbyt ciche, bo choć rozsądek nakazuje powrót, nasi kierowcy tego nie robią. Zabierają się za to za naprawę chłodnicy, cokolwiek to w tym kraju oznacza. W końcu jeden z nich krzyczy "Agua, mas agua". Wszyscy oddajemy swoją wodę mineralną, ale nie ma tego zbyt wiele. W końcu do chłodnicy trafiają litry fanty, coca-coli i piwa. Nawet nie próbuję się zastanawiać jak to zadziała, bo wszystko wydaje się lepsze od kolejnej mroźnej nocy w sercu pustyni.

Ku zdziwieniu nas wszystkich zadziałało!

Mało tego, do La Paz dotarliśmy nadzwyczaj punktualnie! Od tej chwili Jarek kierowców autobusu z Uyuni nazywa nie inaczej jak "Orły z Uyuni". To jest właśnie Boliwia! Nie ma reguł czy zasady przyczynowo-skutkowej. Nie wiem jak to działa, ale choć czasem kosztuje trochę wyrzeczeń wciąż mnie fascynuje.


Źródło: iza@odkryte.pl

1


w Foto
Za Bramą Słońca
WARTO ZOBACZYĆ

Argentyna: Aconcagua
NOWE WYSTAWY
PODRÓŻE

GAL 5; Pierwszy zachwyt
kontakt | redakcja | reklama | współpraca | dla prasy | disclaimer
copyright (C) 2003-2013 ŚwiatPodróży.pl