HAWAJE
17:18
CHICAGO
21:18
SANTIAGO
00:18
DUBLIN
03:18
KRAKÓW
04:18
BANGKOK
10:18
MELBOURNE
14:18
Ogłoszenie niepłatne ustawodawcy Serwis wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu: utrzymania sesji zalogowanego Użytkownika, gromadzenia informacji zwiazanych z korzystaniem z serwisu, ułatwienia Użytkownikom korzystania z niego, dopasowania tresci wyswietlanych Użytkownikowi oraz tworzenia statystyk ogladalnoœci czy efektywnoœci publikowanych reklam. Użytkownik ma możliwoœć skonfigurowania ustawień cookies za pomocš ustawień swojej przeglšdarki internetowej. Użytkownik wyraża zgodę na używanie i wykorzystywanie cookies oraz ma możliwoœć wyłaczenia cookies za pomoca ustawień swojej przegladarki internetowej. /// Dowiedz się więcej
 
Mapy: | Afryka | Ameryka Pd. | Ameryka Pn. | Antarktyda | Australia | Azja | Europa | Polska
  ŚwiatPodróży.pl » Za Bramą Słońca » BOL 7: Na dachu Boliwii - Sajama 6542 m n.p.m. zdobyta
BOL 7: Na dachu Boliwii - Sajama 6542 m n.p.m. zdobyta



07.06.2007

Legenda mówi, że Illimani górujący nad La Paz z zazdrości o wysokość odciął głowę sąsiedniej górze Mururata i wyrzucił ją daleko od La Paz.. Tak właśnie powstała Sajama, najwyższy szczyt Boliwii 6542 m n.p.m.
Chcemy stanąć na dachu Boliwii i przeżyć przygodę...





Brak plecaka, sprzętu i kilka innych okoliczności sprawiają, że postanawiamy skorzystać z oferty agencji górskiej Adolfo Andino (zresztą godnej polecenia) i jedzie z nami guide Paulino. Decydujemy się na transport publiczny, bo wydaje nam się, że wtedy czeka nas większa przygoda. I to prawda, to zdecydowanie prawda.

Zobacz  powiększenie!
Kościół w Sajamie
Siedzimy właśnie w autobusie na około 20 osób. Okazuje się jednak, że może on pomieścić zdecydowanie więcej. W autobusie unosi się zapach jedzenia. Rozpoznaje mandarynki. Innych zapachów nie potrafię zidentyfikować a jest zbyt tłoczno abym mogła cokolwiek zobaczyć. Zapewne jednak, co jest tu bardzo powszechne, wszyscy jędzą teraz obiad z woreczków foliowych. Na ulicach, w sklepach i w autobusach widać Boliwijczyków, którzy nieustająco są w porze lunchu. Woreczki foliowe to nieodłączny element ich ekwipunku i jędzą z nich absolutnie wszystko - choć wydaje się to niemożliwe, jędzą z nich również zupę...

Moje senne obserwacje zachowań współtowarzyszy podróży przerywa blokada na drodze. Jak się okazuje dotyczy cystern z gazem. Wszystkie inne samochody, łącznie z naszym autobusem przepuszczane są boczną drogą. Hasła wypisane na ścianach i murach emanują entuzjazmem dotyczącym Evo Moralesa. Kiedy jednak patrzę na blokady, słucham o strajkach, mam wrażenie, że wśród ludzi ten entuzjazm topnieje.

Zobacz  powiększenie!
Dojazd do wioski Sajama
Wreszcie docieramy do wioski Patacamaya. Tu kupujemy baterie, jemy lunch, przesiadamy się do innego busa i wyruszamy do wioski Sajama.

Wydawało mi się, że teraz dotrzemy do wioski maksymalnie w 3 godziny, zdążymy wynająć muły i jeszcze dziś dotrzemy do bazy.

To, że siedzę teraz w „jadłodajni” w wiosce Sajama, popijam mate de coca najlepiej świadczy o tym jak bardzo byłam w błędzie. Po pierwsze bus wyjechał z godzinnym opóźnieniem, bo czekaliśmy na jednego pasażera, który natychmiast po tym jak wsiadł do busa beztrosko zasnął. Kierowca próbował odwrócić uwagę pozostałych pasażerów (choć nie mam pojęcia po co, bo tu i tak nikt czasu nie traktuje poważnie) jeżdżąc w kółko po mieście i zatrzymując się średnio co 200 metrów. Poza tym ta podróż nauczyła mnie, że boliwijskie busy są z gumy. Do busa, w którym wygodnie podróżować może około 8 osób, można również wepchnąć 21. Nie mogłam uwierzyć, ale coraz bardziej jestem przekonana, że Boliwia jeszcze nie raz mnie zaskoczy i pewnie wielu rzeczy nauczy...

08.06.2007

Zobacz  powiększenie!
Wioska Sajama
Wstajemy wcześnie bo przed nami długa droga. Nie zatrzymamy się w bazie na nocleg, ale od razu pojedziemy do campo alto. O świcie nie ma już śladu po zapachu kadzidła, którym wczoraj pachniała cała Sajama. To prawdopodobnie z powodu palenia traw przez Indian na altiplano.

Sajama to wioska często odwiedzana przez turystów z powodu gejzerów i gorących źródeł. Leży ona u podnóża 3 wulkanów: Parinacota, Pomerape i Sajama. Znacznie mniejsza ilość turystów przyjeżdża tu zdobywać góry, choć akurat Sajama daje ku temu powody, bo jest najwyższym szczytem Boliwii.

Zobacz  powiększenie!
Wioska Sajama
Jemy śniadanie, część sprzętu pakujemy na muły i wyruszamy. Idziemy drogą pomiędzy wulkanami, lamy przyglądają nam się z ogromną ciekawością i ufnie pozują do zdjęć. Są takie dostojne, a przyozdobione kolorowymi kawałkami wełny wyglądają jak damy.

Zobacz  powiększenie!
Transport sprzętu na mułach
Docieramy do bazy. Tam czekamy na muły, pakujemy plecaki i wyruszamy do campo alto na wysokość 5600 m n.p.m. Droga jest coraz bardziej stroma i coraz trudniej się wchodzi ze względu na piarg. Dwa kroki w górę i zsuwam się w dół - i tak bez końca. Wreszcie widać namioty na campo alto. Jeszcze kilka metrów zapadania się w pyle wulkanicznym i jesteśmy na miejscu.

To maleńki obóz na maksymalnie 5 namiotów. Jest miejsce dla nas, bo oprócz nas jest jeszcze tylko jeden zespół z Colorado. Są tu od dwóch dni i trochę z politowaniem i niedowierzaniem patrzą na nas, kiedy mówimy, że dziś wyruszyliśmy z wioski i dziś w nocy atakujemy szczyt. Rozbijamy namiot, Paulino gotuje herbatę i ciepła kolacje. Przed nami około 5 godzin na odpoczynek przed atakiem szczytowym. O spaniu nawet nie marzę...

09.06.2007

Zobacz  powiększenie!
Sajama 6542 m n.p.m.
Najtrudniej wyjść ze śpiwora. Nawet w namiocie czuje przejmujące zimno. Sajama ma opinie lodowej i niezbyt gościnnej damy. Wyraźnie to czuję każdym receptorem. Jest zimno i wieje lodowaty wiatr.

Dość marudzenia, czas wstawać (choć nie bez trudu). Do namiotu wpada na chwilę Paulino. Jemy śniadanie. Paulino przygotował mate de coca. Mam ochotę, aby chwila, w której trzymam w dłoniach gorący kubek z herbatą trwała wiecznie.

Nie trwała!
Uprząż, raki, czekan, czołówka i ruszamy.

Zobacz  powiększenie!
Na pierwszym planie penitetnty a w dali Pomerape i Parinacota
Już na początku uderzają mnie dwie rzeczy. Po pierwsze, nie ma tu drogi. Każdy idzie tak jak mu wygodnie, co może być zgubne, bo w wielu miejscach lodowiec jest przepaścisty. Po drugie, już od samego campo alto zaczyna się pole penitentów. Powiedziałabym nawet, że prawie cała Sajama jest nimi najeżona.

Pamiętam, kiedy będąc w Chile na Lascarze zachwycałam się ich niezwykłym kształtem widzianym w świetle księżyca. Jak grupa modlących się pokutników. Dziś odkrywam inne znaczenie słowa PENITENTY. I nadal związane jest ono z pokutą, tylko tym razem tych, którzy muszą się przez nie przedrzeć.

Zobacz  powiększenie!
Na szczycie Sajama
Mówi się, że Sajama nie jest górą trudną technicznie i to prawda, ale nadużyciem było stwierdzenie, że to góra łatwa. Lodowiec jest stromy, trzeba mieć dość dużą tolerancję na ekspozycje, bo sporo przepaścistych miejsc na grani a ponadto penitenty, brak drogi, silny, lodowaty wiatr i przenikliwe zimno utrudniają wspinanie. Odcinki skalne zmuszają do większej koncentracji a naszym wysiłkom przygląda się nadgryziony w połowie księżyc. Idziemy, idziemy, idziemy...

Prawie błagam Paulino, aby poszedł trawersem bo lodowiec jest stromy a tubylcy z tego co widzę chodzą direct do celu (pewnie trzeba się urodzić na wysokości ponad 4000 m n.p.m. żeby pozwolić sobie na taką, w moim przekonaniu, ekstrawagancję...).Kilkakrotnie wydaje mi się, że widzę szczyt. Pytam Paulino "Es la cumbre?". A Paulino za każdym razem odpowiada, że nie. Mam nadzieję, że okłamuje mnie po to, aby za chwilę zrobić mi niespodziankę i oznajmić, że jestesmy na szczycie. Niestety Paulino nie kłamie.

Zobacz  powiększenie!
Widok na wulkany Pomarape i Parinacota o zachodzie
Jestesmy coraz wyżej, coraz trudniej się oddycha, wieje coraz silniejszy wiatr i jest coraz zimniej. Wchodzimy od południowo - zachodniej strony więc nawet wschodzące słońce nas nie rozgrzewa.

Kiedy tracę nadzieję, Paulino wreszcie mówi, że jestesmy na szczycie. Szczerze mówiąc już dawno wydawało mi się, że na nim jesteśmy, ale na Sajamie pateau szczytowe jest tak dużych rozmiarów, że kiedyś rozegrano na nim mecz piłki nożnej. Trzeba umieć znaleźć punkt uznawany za szczyt.

Zatem to jest SAJAMA. Zimna, niegościnna i najwyższa w Boliwii - 6542 m n.p.m.

Czas wracać do wioski!

Źródło: iza@odkryte.pl

1


w Foto
Za Bramą Słońca
WARTO ZOBACZYĆ

Peru: Monasterio Santa Catalina
NOWE WYSTAWY
PODRÓŻE

Alpejski Guiness 2005 - relacja
kontakt | redakcja | reklama | współpraca | dla prasy | disclaimer
copyright (C) 2003-2013 ŚwiatPodróży.pl