HAWAJE
17:39
CHICAGO
21:39
SANTIAGO
00:39
DUBLIN
03:39
KRAKÓW
04:39
BANGKOK
10:39
MELBOURNE
14:39
Ogłoszenie niepłatne ustawodawcy Serwis wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu: utrzymania sesji zalogowanego Użytkownika, gromadzenia informacji zwiazanych z korzystaniem z serwisu, ułatwienia Użytkownikom korzystania z niego, dopasowania tresci wyswietlanych Użytkownikowi oraz tworzenia statystyk ogladalnoœci czy efektywnoœci publikowanych reklam. Użytkownik ma możliwoœć skonfigurowania ustawień cookies za pomocš ustawień swojej przeglšdarki internetowej. Użytkownik wyraża zgodę na używanie i wykorzystywanie cookies oraz ma możliwoœć wyłaczenia cookies za pomoca ustawień swojej przegladarki internetowej. /// Dowiedz się więcej
 
Mapy: | Afryka | Ameryka Pd. | Ameryka Pn. | Antarktyda | Australia | Azja | Europa | Polska
  ŚwiatPodróży.pl » Zachodnie stany Stanów » USA ZACH 10: Wyprawa w Dolinę Śmierci
USA ZACH 10: Wyprawa w Dolinę Śmierci

Ula i Olek Kłos


Piaszczyste wydmy
Początek marca. W Lake Tahoe ciągle zima. Mnóstwo śniegu, sezon narciarski w pełni, a my postanawiamy pojechać w znacznie cieplejsze miejsce, do Doliny Śmierci. Ten okres wydawał się najlepszy, ponieważ jest to jedno z najgorętszych miejsc na ziemi, gdzie w lecie temperatura w cieniu przekracza 50 C a ziemia w słońcu jest rozgrzana do temperatury wrzenia. Warto nadmienić, że jest to zarazem najniżej położony punkt na półkuli zachodniej –86 m p.p.m.




Faktycznie wjeżdżając do parku, kręta droga cały czas prowadzi w dół no i czuć ciągle rosnąca temperaturę. W pewnym momencie wyłania się wspaniały widok na całą Death Valley także jeszcze pół godziny w dół i jesteśmy równo z poziomem morza.

Dolina śmierci w pełni zasługuje na swoją nazwę, miejsce to sprawia wrażenie jakby Bóg zapomniał tknąć tutaj odrobiny jakiejkolwiek formy życia. Kompletna cisza, żadnych odgłosów natury, gołe zerodowane skały i góry, wokoło spalona słońcem, popękana, poprzecinana szczelinami ziemia, piaszczyste wydmy żywcem wzięte jak z Sahary. Wszystko to wygląda jak najprawdziwsza pustynia. I mimo tego, że to dopiero marzec to jest to największy upał jakikolwiek w życiu czuliśmy.

Zobacz  powiększenie!
Jedna z bocznych dróg
Zaczynamy zwiedzać Sand Dunes. Czyli ruchome piaskowe wydmy. To właśnie tutaj krajobraz wygląda dokładnie tak jak Sahara, gdzie okiem nie sięgnąć to wszędzie złociste piaskowe wydmy. Postanawiamy się wdrapać na jedną z wyższych wydm. Początek wygląda niewinnie, ale po kilku minutach spaceru w przeraźliwym upale i po buchającym gorącem piasku mieliśmy powoli dość. W takich warunkach organizm wchłania olbrzymie ilości wody. Po godzinnej wędrówce po wydmach ledwo, co doczłapujemy się do samochodu. Na dzisiaj koniec z pieszymi wędrówkami...

Zobacz  powiększenie!
Zabriskie Point
Kolejne miejsce to Zabriskie Point. Jest to bardzo interesujący punkt widokowy na dolinę, chociaż wcale nie tak wysoko nad nią położony. Niesamowite jest tutaj otoczenie. Dookoła pofałdowany teren ze spiczastymi wzniesieniami. Utworzony z dziwnej gleby o różnych kolorach. Niezapomnianych wrażeń dostarcza tutaj zachód słońca. Gdzie okiem nie sięgnąć ani jednego krzaczka czy nawet wysuszonego źdźbła trawy. Bezkresna przestrzeń i teren w 100% jałowy. Atmosfera tego miejsca robi wielkie wrażenie. Po zachodzie słońca zjeżdżamy na kemping. Szybka kiełbaska z grilla na pusty żołądek, bo właśnie uświadamiamy sobie, że przez ten piekielny upał cały dzień nic nie jedliśmy. Niestety w nocy było dalej tak gorąco, że nie mogliśmy pod namiotem zasnąć. Do tego dookoła było słychać przeraźliwe wycie kojotów, które nie wiadomo skąd się tu wzięły.

Rankiem przywitało nas oczywiście piekące słońce, które od samego początku dnia zachowywało się jakby chciało wszystko tutaj wypalić.

Zobacz  powiększenie!
Dante View
Ale my na przekór temu zabieramy się znowu za zwiedzanie. Tym razem kierujemy się na Dante View, czyli punkt widokowy zawieszony 1669 m nad doliną. Dobrze, że nie wyżej, bo tym razem samochód miał już dość tej ponad półgodzinnej wspinaczki stromą, krętą, aczkolwiek bardzo ciekawą i widokową drogą. Stąd widać całą dolinę jak na dłoni. W samej dolinie dominuje głownie biel ze względu na nagromadzoną sól. Natomiast otaczające ją góry mienią się w różnorodnych barwach. Po drugiej stronie doliny wznosi się najwyższy szczyt parku Teleskope Peak (3368 m. n. p. m.), na który nawet można wejść. Ale my po wczorajszych doświadczeniach z upałem nawet o tym nie myślimy. Na horyzoncie można dostrzec najwyższy szczyt kontynentalnej części stanów, czyli pokrytą śniegiem Mount Whitney (4418 m n.p.m.), którą to już rok wcześniej zdobyliśmy. Z kolei jak się spojrzy w dół, to widać Badwater, czyli najniżej położony punkt doliny a zarazem półkuli zachodniej – 86 m. p.p.m.

Zobacz  powiększenie!
Połacie soli w Badwater
Więc postanawiamy udać się do tej słynnej depresji. Po dotarciu na miejsce, gdzie okiem nie sięgnąć widać tylko szczeliny popękanej i spieczonej ziemi. Krótki spacer po wielkich połaciach soli i znowu mamy dość pieszych wędrówek. Tutaj wysoka temperatura jeszcze bardziej daje się we znaki. Ten koszmarny upał jest naprawdę na granicy ludzkiej wytrzymałości.

Zobacz  powiększenie!
Paleta artysty
Wracając stamtąd zahaczamy jeszcze o krótką trasę widokową Artistic Loop, która prowadzi między innymi do niesamowitej formacji skalnej zwanej „paleta artysty”, a to ze względu na bajeczne kolory, które pozostawiła na tych skałach erozja. Widnieje tam kolorowa mozaika błękitu, zieleni, czerni i złota. Jeszcze tylko kilka fotek i uciekamy odpocząć do Furnace Creek, czyli do oazy w samym centrum parku. Jedyny chyba cień w Death Valley dają tam dorodne palmy, gdzie regenerujemy siły. Warto nadmienić, że były to jedyne drzewa, które widzieliśmy w parku. W międzyczasie wyczytujemy, że wiosna to pora, gdzie można spotkać kwitnące dzikie kwiaty. Więc udajemy się do informacji dowiedzieć gdzie można je spotkać, bo my się na takie nie natknęliśmy. Ale pani strażniczka tylko bezradnie rozłożyła ręce i stwierdziła „sorry guys, not this year”. Od roku nie było tutaj żadnego deszczu, więc o kwiatach można zapomnieć.

Zobacz  powiększenie!
Oaza
Tak więc powoli opuszczamy Dolinę Śmierci. Brzmi to niewinnie jednak jest to nie lada wyczyn dla naszego samochodu. Trzeba pokonać drogę, która pnie się na wysokość ok. 2000 m n.p.m. w tym przeraźliwym skwarze. Co chwile stojący znak nakazujący wyłączenie klimatyzacji w celu uniknięcia przegrzania silnika nie nastraja optymistycznie. Co parę kilometrów stoi także na wszelki wypadek olbrzymi baniak z wodą do chłodnicy. Ale nasz samochód okazał się nie mniej dzielny jak my i chociaż rozgrzany niemal do czerwoności pokonywał kolejne wzniesienia.

A my nie możemy się oprzeć, aby jeszcze raz spojrzeć na to cudo natury zwane Doliną Śmierci. Jest to największy a zarazem najbardziej opustoszały Park Narodowy w kontynentalnej części Stanów Zjednoczonych. Olbrzymia pusta przestrzeń, przypominająca bardziej księżyc niż ziemię, otoczona wyniosłymi, utworzonymi jakby z gliny górami, o klimacie wybitnie nieprzyjaznym dla człowieka, jak i dla każdej innej formy życia.

Zdecydowanie warto było się pomęczyć w tym skwarze, bo krajobraz jest egzotyczny i jedyny w swoim rodzaju. Naprawdę jest to niesamowita kraina. Ale my z pewną ulgą wracamy na północ do Tahoe, a jutro znowu narty....

Źródło: informacja własna

1


w Foto
Zachodnie stany Stanów
WARTO ZOBACZYĆ

USA: NYC - Williamsburg i Brooklyn
NOWE WYSTAWY
PODRÓŻE

WW 14; Gdybym...
kontakt | redakcja | reklama | współpraca | dla prasy | disclaimer
copyright (C) 2003-2013 ŚwiatPodróży.pl