HAWAJE
07:30
CHICAGO
11:30
SANTIAGO
14:30
DUBLIN
17:30
KRAKÓW
18:30
BANGKOK
00:30
MELBOURNE
04:30
Ogłoszenie niepłatne ustawodawcy Serwis wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu: utrzymania sesji zalogowanego Użytkownika, gromadzenia informacji zwiazanych z korzystaniem z serwisu, ułatwienia Użytkownikom korzystania z niego, dopasowania tresci wyswietlanych Użytkownikowi oraz tworzenia statystyk ogladalnoœci czy efektywnoœci publikowanych reklam. Użytkownik ma możliwoœć skonfigurowania ustawień cookies za pomocš ustawień swojej przeglšdarki internetowej. Użytkownik wyraża zgodę na używanie i wykorzystywanie cookies oraz ma możliwoœć wyłaczenia cookies za pomoca ustawień swojej przegladarki internetowej. /// Dowiedz się więcej
 
Mapy: | Afryka | Ameryka Pd. | Ameryka Pn. | Antarktyda | Australia | Azja | Europa | Polska
  ŚwiatPodróży.pl » Wikingowie » WIK 4: Dokładka
WIK 4: Dokładka

Henryk Wolski


Cel ekspedycji został osiągnięty, ale rejs trwa dalej.

Przewózka samochodowa i okrążenie Pridniestrowia spowodowały, że pozostał nam nadmiar czasu przewidzianego na ten odcinek ekspedycji. Postanowiliśmy wykorzystać go na kontynuowanie rejsu i przepłyniecie morzem do Chersonu, i dalej w górę Dniepru w kierunku Kijowa – historycznego miasta z czasów Waregów.





A więc kolejna lista załogi i termin na pojawienie się w Oczakowie a potem w Chersonie. Jak już wiedzieliśmy nie dotrzymywanie terminów implikuje problemy, ale Welet nie jest statkiem pocztowym. Do Oczakowa weszliśmy na czas, ale przeciwne wiatry opóźniły nasze przybycie do Chersonu. Znowu pogranicznicy martwili się o nasze zdrowie. Przepis – zakon, nie jest może najmądrzejszy, ale wypełniać go trzeba. Jakiś porządek musi przecież być.

Zobacz  powiększenie!
W drodze
Ze spokojem podchodziłem, do jak zwykle, ciągnących się formalności z pogranicznikami, do ich pytań, moich wyjaśnień. Wiedziałem, że tutaj kończy się administracja morska i za granicą portu morskiego Cherson zaczyna się nasza wolność włóczęgów rzecznych. Właściwie, to niemal wszystkie sprawy urzędowe załatwiałem wspólnie z Katrin, która włada świetnym rosyjskim – studiowała w Kijowie i ma wieloletnie doświadczenie z sowiecka mentalnością. Zazwyczaj spokojna i zrównoważona, ale bywało, że już nie wytrzymywała. Już po 3 godzinach naszych formalności wjazdowych (od niemal miesiąca nie opuszczaliśmy Ukrainy) padło pytanie co dalej.

Zobacz  powiększenie!
Na Wiśle
Odpowiedziałem, że teraz to już tylko żegluga po Dnieprze w kierunku Kijowa. – „a pozwolenie z ministerstwa transportu macie?” - ????? - Oczywiście, że nie mamy. W 1994 roku nikt nas o takie rzeczy nie pytał. No tak, ale w międzyczasie administracja państwowa się rozwinęła i teraz takie pozwolenie jest potrzebne.

Znowu idą w ruch wszystkie znajomości; a więc najpierw nasz anioł stróż Antoni, który sobie znanymi metodami podowiadywał się adresów i nazwisk ludzi, do których należy się zwracać, potem przez „Żagle” do PZŻtu z prośbą o wystosowanie odpowiedniego pisma do tegoż ministerstwa. I po trzech dniach mieliśmy już to pozwolenie. My złościliśmy się, że musieliśmy tyle czekać. Miejscowi nie wierzyli, że można to załatwić w tak krótkim czasie.

Zobacz  powiększenie!
Wreszcie znowu w drodze. Na śluzie w Kachowce zmieniliśmy banderę na niemiecką, bo okazało się, że opłata za śluzowanie był dla statków pod polską banderą o ponad 100 grywien droższe niż dla statków pod niemiecką. W czasie śluzowanie przypomniały mi się wydarzenia sprzed 12 lat z ekspedycji Ryga - Odessa. Wtedy w czasie śluzowania mieliśmy w łodzi młodego niemieckiego pastora, który wykorzystał możliwość zabrania się z nami do Chersonu. W śluzie dawało się niemal odczuć ogrom wody za wrotami. Nasz pasażer spytał z lękiem, co stałoby się, gdyby wrota nie wytrzymały tego naporu wody? No kto jak kto, ale ty nie masz powodu do zmartwień powiedziałem, w końcu ty masz najlepsze znajomości. Jakoś go to nie uspokoiło i ulgę na jego twarzy zobaczyłem dopiero po opuszczeniu śluzy. Wielkie jeziora zaporowe na Dnieprze są większe niż Zalew Szczeciński i fala na nich potrafi być kąśliwa. Tego dnia było jednak spokojnie.

Zobacz  powiększenie!
Ukraina
Na drugi dzień powiał sprzyjający wiatr WSW 5 Bft ( Njord miał nas wyraźnie w swojej opiece).Tradycji stało się zadość. Po całym dniu fascynującej żeglugi (Welet osiągał prędkości do 13 km/h) wchodziliśmy do portu w Nikopolu pod żaglem.

Tutaj był już faktyczny koniec naszego etapu. Kostuch przyjechał busem i przywiózł moją córkę Łucję, która z nową załogą ma przepłynąć do Kijowa, a potem TIRem przetransportować okręt do Polski, zwodować go na Sanie i dalej płynąć na coroczny festyn w Biskupinie. (Na rejsie ma jeszcze wolne miejsca.) Ze starej załogi został jedynie Marcin bosman. Stara załoga wróciła z Kostuchem do domów.

Zobacz  powiększenie!
Ukraina
Jest 20.07.2006 - od wczoraj w nocy w Berlinie. Przed godziną telefonowałem z Łucją. Za śluzowanie w Zaporożu nie chcą już 130 – jak w Kachowce, tylko 10 razy więcej. Jeszcze nie mam informacji jak oni przez to przebrnęli. (1 euro jest wart ca. 6.33 grywien).


Moje szczęście ze spełnienia pomysłu dojrzewającego niemal 10 lat będzie pełne, gdy nasz stary dzielny Welet znajdzie się po polskiej stronie, a ukraińscy celnicy oddadzą wpłaconą kaucję.

Z ostatniej chwili – w Zaporożu zapłacili 190 grywien.

Źródło: informacja własna

1


w Foto
Wikingowie
WARTO ZOBACZYĆ

Grecja: Wyspa Thera
NOWE WYSTAWY
PODRÓŻE

AL 2; Amerykańskie Pogranicze
kontakt | redakcja | reklama | współpraca | dla prasy | disclaimer
copyright (C) 2003-2013 ŚwiatPodróży.pl