HAWAJE
14:46
CHICAGO
18:46
SANTIAGO
21:46
DUBLIN
00:46
KRAKÓW
01:46
BANGKOK
07:46
MELBOURNE
11:46
Ogłoszenie niepłatne ustawodawcy Serwis wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu: utrzymania sesji zalogowanego Użytkownika, gromadzenia informacji zwiazanych z korzystaniem z serwisu, ułatwienia Użytkownikom korzystania z niego, dopasowania tresci wyswietlanych Użytkownikowi oraz tworzenia statystyk ogladalności czy efektywności publikowanych reklam. Użytkownik ma możliwość skonfigurowania ustawień cookies za pomocą ustawień swojej przeglądarki internetowej. Użytkownik wyraża zgodę na używanie i wykorzystywanie cookies oraz ma możliwość wyłaczenia cookies za pomoca ustawień swojej przegladarki internetowej. /// Dowiedz się więcej
 
Mapy: | Afryka | Ameryka Pd. | Ameryka Pn. | Antarktyda | Australia | Azja | Europa | Polska
  ¦wiatPodróży.pl » Islandia » Islandia: Syduzi 2004 # 11
Islandia: Syduzi 2004 # 11

Jakub Syta


Wulkan w Hvannalindir
dzień 11; poniedziałek 12 lipca 2004
Egilsstadir - Modrudalur - Huannalindir - Aksja - 221 km
Rano opuszczamy obozowisko, jeste¶my już niedaleko Egilsstadir, chcemy szybko zatankować i spokojnie kontynuować już podróż po drodze. Kilka kilometrów od miasta widzimy jakie¶ miejscowe "¶więte drzewo". Otoczone płotem, ładnie udekorowane. Niestety jedziemy już na oparach, i wolimy się nie zatrzymywać, wiec podziwianie zostawiamy sobie na następna wyprawę do Islandii.


Egilsstadir to nad podziw duże miasto. Na stacji Esso napełniamy bak (cena jest znacznie wyższa niż w małych miasteczkach - tu 1 litr kosztuje 111 ISK wcze¶niej płacili¶my około 107 ISK), robimy zakupy w markecie naprzeciw i tuz przed nim urz±dzamy sobie ¶niadanie. Luka wyczytuje, ze jogurty, które co pewien czas sobie fundowali¶my - Skyr s± "wielowiekow± czę¶ci± islandzkiej tradycji" - trzeba też przyznać, że s± smaczniejsze od tradycyjnych jogurtów. Gdy odjeżdżamy orientujemy się, ze kawałek dalej był "Bonus" - podobno najtańszy z islandzkich marketów. Cóż, trudno.


Jedziemy dalej krajow± "jedynka" aż do drogi F905 w któr± skręcamy. Chcemy dojechać do Hvannalindir a następnie drog± F910 do Askji. Znów księżycowy krajobraz: skały, żwir, stożki wulkaniczne. No i kompletna pustka - zupełny brak ludzi. W Hvannalindir jak się okazuje nie jest wiele do zwiedzania. Nasza mapa pokazywała w tym miejscu gor±ce Ľródła, ale okazało się to jednak przekłamaniem - s± takie ale 40 kilometrów dalej - tuz pod lodowcem Kverkfjoll. Do pami±tkowych chatek osób, które jako pozbawione wszelkich praw musiały się kiedy¶ ukrywać nie chciało nam się już i¶ć. Hvannalindir zdecydowanie nie jest warte tych dodatkowych 30 kilometrów (w dwie strony) po hałdach piachu, kamieniach i rzeczkach. Wracamy, dojeżdżamy do F910 i po około 45 minutach szybkiej jazdy przed hałdy koksu, pumeksu i innych kamieni jeste¶my w Drekagil - osady będ±cej przede wszystkim kempingiem sk±d maja miejsce wycieczki do krateru. Cały obszar w którym się znajdowali¶my - Odabahraun to ponad 4400 km2 zastygłej lawy - jest to największy taki obszar na ¶wiecie.

¬ródło: informacja własna

1


w Foto
Islandia
WARTO ZOBACZYĆ

Szwajcaria: wyprawa rowerowa
NOWE WYSTAWY
PODRÓŻE

AL 18; W drodze
kontakt | redakcja | reklama | współpraca | dla prasy | disclaimer
copyright (C) 2003-2013 ¦wiatPodróży.pl