HAWAJE
08:21
CHICAGO
12:21
SANTIAGO
15:21
DUBLIN
18:21
KRAKÓW
19:21
BANGKOK
01:21
MELBOURNE
05:21
Ogłoszenie niepłatne ustawodawcy Serwis wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu: utrzymania sesji zalogowanego Użytkownika, gromadzenia informacji zwiazanych z korzystaniem z serwisu, ułatwienia Użytkownikom korzystania z niego, dopasowania tresci wyswietlanych Użytkownikowi oraz tworzenia statystyk ogladalności czy efektywności publikowanych reklam. Użytkownik ma możliwość skonfigurowania ustawień cookies za pomocą ustawień swojej przeglądarki internetowej. Użytkownik wyraża zgodę na używanie i wykorzystywanie cookies oraz ma możliwość wyłaczenia cookies za pomoca ustawień swojej przegladarki internetowej. /// Dowiedz się więcej
 
Mapy: | Afryka | Ameryka Pd. | Ameryka Pn. | Antarktyda | Australia | Azja | Europa | Polska
  ¦wiatPodróży.pl » Islandia » Islandia: Syduzi 2004 # 10
Islandia: Syduzi 2004 # 10

Jakub Syta


Alpini¶ci na lodowcu Skaftafelljokull
Dzień 10 - niedziela 11 lipca 2004
Skaftafell - Jokursarlon - Djupivagur - Egilsstadir - 446km
Z samego rana, by nie dr±żnic ewentualnych rangersów złożyli¶my namiot i poszli¶my na sesje fotograficzna w stronę lodowca.


Od rana kręciło się tam trochę osób, oprócz zwykłych turystów zauważyli¶my grupę "alpinistów" (sadz±c z zachowania byli to raczej tury¶ci, którzy chcieli się przeje¶ć w rakach i z czekanami w dłoniach) która spacerowała po lodowym grzbiecie. Ledwo uwinęli¶my się ze zdjęciami a nadjechały 2 pełne turystów autokary - uciekli¶my by nas nie zadeptano.
¦niadanie postanowili¶my zje¶ć w Skaftefell - można tam było to zrobić w pozycji siedz±cej, wygodnie przy stołach, oraz co ważniejsze, umyć się w cieplej wodzie (w umywalkach darmo, pod prysznicem 5 minut kosztuje 100 ISK). Nasz± "k±piel" zwieńczyli¶my ogoleniem się - spod tygodniowego zarostu odsłoniły się wówczas ja¶niejsze, nie opalone powierzchnie. Trzeba przyznać, że było to przyjemne uczucie. Przy ¶niadaniu rozmawiali¶my o planach na resztę dnia - park był podobno ładny (poprzedniego dnia ze wzgl±d na niskie chmury dużo nie widzieli¶my), przewodnicy polecali ¶cieżkę do Kjos która przechodzi obok Morsarjokull, ale miała ona podobno zaj±ć 10-12 godzin. Tym razem wierzyli¶my już że te czasy s± jednak mniej więcej zgodne z rzeczywisto¶ci±. Jednak doszli¶my do wniosku, że aż tak bardzo to nam się tam nie chce chodzić - zdjęcia z folderów nie pokazywały jaki¶ specjalnych rewelacji. Nawet cieple Ľródła mnie nie przekonywały by tam i¶ć - s± po zachodniej stronie Baejarstadur, lekko powyżej - wg miejscowych przewodników woda miała głęboko¶ć kilkunastu centymetrów. Ten czas postanowili¶my spożytkować na cos innego, pojechali¶my dalej "jedynk±".



Po drodze do Jokursarlon

Zobacz  powiększenie!
Kuba obmy¶la plan przeprawy przez rzekę lodu
60 km dalej po lewej stronie zauważyli¶my na parkingu kilka samochodów. Wzniesienia skutecznie zasłaniało to co znajdowało się dalej. Pomni tego, ze niedaleko było już do Jokursarlon zatrzymali¶my się. Widok był ol¶niewaj±cy. Cudo! Jezioro wypełnione potężnymi bryłami lodu. Wielometrowe góry lodowe spokojnie unosiły się po tafli wody (w ¶rodku lipca), co pewien czas cisze rozdzierał trzask pękaj±cego lodu. Do tego mewy urz±dziły na naszych oczach krwawe polowanie na małe rybki i co chwile tuż przed nami wbijały się w wodę krzycz±c przy tym okropnie i przeganiaj±c konkurencje. Mimo wczesnej pory urz±dzili¶my sobie tam kilkugodzinny postój. Z trudem zostałem przekonany by się jednak nie wyk±pać w¶ród tych lodowych gór. Woda była naprawdę ciepła, lecz nie chcieli¶my problemów ze strażnikami - nie wiemy czy jezioro też nie jest jakim¶ rezerwatem. Po kilku godzinach podziwiania pięknych widoków przemie¶cili¶my się 500 metrów dalej, Gdzie można obejrzeć jak góry lodowe wędruj± kanałem do morze i wypływaj± w sina dal. Z drugiej strony mostu była wypożyczalnia pontonów z silnikami (a podobno też i amfibii) którymi chętni moli popływać w¶ród gór lodowych.... Czyli może i zwykłe pływanie nie było zakazane?

Zobacz  powiększenie!
Pole lodowcowe - Jokulsarlon
Przejechali¶my most i znów zatrzymali¶my się - tym razem na parkingu po prawej stronie. Była tam plaża gdzie na piasku zalęgały wyrzucone przez fale resztki lodowca. Widać też było góry lodowe majestatycznie pływaj±ce po oceanie. Zrobili¶my sesję zdjęciow±, odpocz±łem sobie chwilę na jednej z gór, na chciałem się też wyk±pać. Jednak oceaniczna woda z dodatkiem lodu była zbyt zimna nawet jak dla mnie. Wrócili¶my do samochodu i pojechali¶my dalej - "1" na wschód.

Zobacz  powiększenie!
Pole lodowcowe - Jokulsarlon
Gdyby nie piękne krajobrazy pojawiaj±ce się co pewien czas można by powiedzieć ze droga była nudna. Jechali¶my i jechali¶my, tak bez końca. Ciekawiej zrobiło się na wschodnim wybrzeżu trochę przed Lon. Nagle zrobiło się ciemniej, zacz±ł wiać silny zimny wiatr, pojawiła się "mgła" - ciemne, brudne i gęste chmury kojarzyły się bardziej z jakim¶ pyłem wulkanicznym. Na dodatek jechali¶my wtedy tuż poniżej potężnych gór "usypanymi" z większych i mniejszych kamieni. Co pewien czas na ¶rodku drogi widać było resztki jaki¶ małych kamiennych lawin. A pod nami, zakryte gęstymi chmurami czaiły się przepa¶cie i brzeg oceanu. Dwóch rowerzystów, których widzieli¶my musiało mieć w sobie masę samozaparcia by w takich warunkach wjeżdżać na ostre zbocza. Te warunki pogodowe oraz nieustanne strome wjazdy i zjazdy na pewno długo będ± pamiętać.

Zobacz  powiększenie!
Rzeka lodu - Skaftafelljokull
Przejechali¶my kilka mniejszych, płytszych fiordów i zatrzymali¶my się w Djupivogur. Na mapie było to oznaczone jako miejsce z pięknym punktem widokowym. , jednak interesuj±cego stamt±d nie zobaczyli¶my. Była to jednak niedziela, któr± postanowili¶my uczcić. ZnaleĽli¶my otwart± restaurację więc postanowili¶my spróbować co jadaj± miejscowi - postanowili¶my zaszaleć. Zamówili¶my po porcji ¶wieżych rybek z frytkami i po islandzkim piwku - z browaru Eglis. Najlepiej wyszedł Paweł - który tego dnia był kierowc± - jego bezalkoholowy "Maltexter" przypominał w smaku kwas chlebowy i nawet nadawał się do picia. Następny w rankingu był mój Gull - fatalny kolor, ale przynajmniej resztki jakiego¶ zapachu i smaku. Pilsner produkowany przez Eglis był jednak już kompletn± porażk±. Bez zapachu, smaku, koloru, mocy... Zdecydowanie nie polecamy. Obiad wraz z napojami kosztował nas prawie 5000 ISK - strasznie dużo. Dobrze że przynajmniej ryba była smaczna, spora i kilkoma sałatkami.

Posiedzieli¶my w restauracji dłuższ± chwilkę, a następnie obejrzeli¶my port rybacki i pojechali¶my dalej. Znów kręte drogi, znów ostre zjazdy i podjazdy. Zastanawiali¶my się czy nie skrócić sobie podróży jad±c "biał±" drogę 939, byli¶my jednak już zbyt zmęczeni - robiło się naprawdę póĽno. Na resztkach paliwa dotarli¶my w okolice Egilsstadir, gdzie rozbili¶my namiot tuż przy drodze, nad jednym z górskich strumieni. Niedaleko widać było wody jeziora Lagarflijort.


¬ródło: informacja własna

1


w Foto
Islandia
WARTO ZOBACZYĆ

Islandia: pola lodowcowe
NOWE WYSTAWY
PODRÓŻE

Ch 4; Irkuck i Buriacja
kontakt | redakcja | reklama | współpraca | dla prasy | disclaimer
copyright (C) 2003-2013 ¦wiatPodróży.pl