HAWAJE
09:33
CHICAGO
13:33
SANTIAGO
16:33
DUBLIN
19:33
KRAKÓW
20:33
BANGKOK
02:33
MELBOURNE
06:33
Ogłoszenie niepłatne ustawodawcy Serwis wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu: utrzymania sesji zalogowanego Użytkownika, gromadzenia informacji zwiazanych z korzystaniem z serwisu, ułatwienia Użytkownikom korzystania z niego, dopasowania tresci wyswietlanych Użytkownikowi oraz tworzenia statystyk ogladalnoœci czy efektywnoœci publikowanych reklam. Użytkownik ma możliwoœć skonfigurowania ustawień cookies za pomocš ustawień swojej przeglšdarki internetowej. Użytkownik wyraża zgodę na używanie i wykorzystywanie cookies oraz ma możliwoœć wyłaczenia cookies za pomoca ustawień swojej przegladarki internetowej. /// Dowiedz się więcej
 
Mapy: | Afryka | Ameryka Pd. | Ameryka Pn. | Antarktyda | Australia | Azja | Europa | Polska
  ŚwiatPodróży.pl » Swedseayak » Swedseayak 5: Północna część archipelagu
Swedseayak 5: Północna część archipelagu

Benek, Bober, Uolly i Max





Zobacz  powiększenie!
Ten dzień pływania można by nazwać dniem ciasnych dziureczek – pchaliśmy się wszędzie tam, gdzie było jak najciaśniej. Niektóre okazały się na tyle ciasne, że musieliśmy się zdrowo namęczyć, aby się przecisnąć – najgorzej było z naszą autochtońską ekipą – dwójka była chyba ze dwa razy szersza niż nasze jedynki. Raz utknęli na tyle skutecznie, że musieliśmy zrobić sobie małą przerwę – ale przynajmniej widoki były piękne. Przerwa wypadła nam na wysepce Dynholmen z widokiem na Goeteborg. Wiało pięknie. Widać też było maleńką latarnię morską przypiętą do skały.

Na miejsce przerwy obiadowo-posiłkowo-drzemkowej też oczywiście wybraliśmy ciasną zatoczkę na wyspie Rivo z widokiem na Goeteborg. Miejsce na popas wybrane w ciemno i na chybił trafił, okazało się fantastyczne. Z miejsca nas rozleniwiło. Chyba było to naszym nawykiem, że kiedy wychodziliśmy ma ląd, to z miejsca przyjmowaliśmy pozycje biesiadne. A na przekąskę były zupki – wyszły jak zwykle rewelacyjnie. Wszyscy najedli się do syta i dopchali się super-zapychającymi kanapeczkami.

Zobacz  powiększenie!
Kanapeczki były nie tak pyszne jak naszej najlepszej wachty, ale miały tę właściwość, że pozostawały w pamięci przez dłuższy czas. A po obfitym posiłku musieliśmy przerwać przerażonym Szwedom akcję ratowniczą – rzucili się na pomoc wyrzuconym na brzeg wielorybom! Po krótkiej rozmowie, dotarło do nich, iż to czarne co leży na brzegu z sympatycznie uwypuklonym brzuszkiem, nie koniecznie wieloryb zaraz musi być!

Zobacz  powiększenie!
Leżeliśmy na trawce, na dzikiej wyspie a w niedalekiej odległości widniał Goeteborg i korytarz wodny, po którym sunęły olbrzymie promy, tankowce, kontenerowce. One to zresztą skutecznie utrudniły Boberkowi start w drogę powrotną na „naszą” wyspę. Przepływający prom zrobił takie fale, że Bober musiał ratować kajak przed zalaniem wciągając go wyżej na brzeg i poczekać trochę, aż się woda uspokoi.

Zobacz  powiększenie!
Jutro mieliśmy w planie płynąć do wyspy Vinga. Jest tam również latarnia morska. Jednak, żeby tam dopłynąć, trzeba będzie przeciąć korytarz, po którym pędzą owe promy i to z taką prędkością, że ciężko się z nimi ścigać. Ruch był tam taki, jak na zatłoczonej autostradzie. Nie wyglądało to dobrze. Jak nie będzie wiało, to będzie łatwo. Ale jak chwycimy wiatr z północy, to będzie ciężko. Zapowiadały się trudne negocjacje z Komendante dziś wieczorem. W końcu już odpuścił Tistlarnę z latarnią. Teraz będzie musiał odpuścić i tę latarnię. Ciężko będzie...

Zobacz  powiększenie!
Jak już doszliśmy do siebie, zwiedziliśmy do końca środek wyspy. Z góry widać było więcej. W oddali widać było port, zabudowania nad brzegiem morza. Sama wyspa posiadała kilka malowniczych zatoczek. Co ciekawe, to to, że te zatoczki zarastały roślinnością bardzo podobną do roślinności spotykanej w jeziorach słodkowodnych. Może to były jakieś mutanty? Albo jakoś zmodyfikowane przez naturę. W każdym razie, gdy się tam wpłynęło, miało się wrażenie jakby się było na jeziorze.

Zobacz  powiększenie!
Ruszyliśmy z powrotem na „naszą” wyspę. Drogę wybraliśmy najpierw pomiędzy Rivo a Aspero. Był to bardzo malowniczy przesmyk, zwłaszcza bajkowo wyglądał w promieniach zachodzącego słońca. Po lewej stronie minęliśmy przystań dla żaglówek. Były ich tam „tysiące”. Ponieważ tędy wiódł szlak promowy, musieliśmy się trzymać raz jednego, raz drugiego brzegu. Później skręciliśmy na południe, pomiędzy Aspero i Branno. Tutaj było spokojnie. Chwilę później wszystko się wyjaśniło. Okazało się, że było bardzo płytko i dzięki temu nie spotkaliśmy przez dłuższy czas żadnych innych obiektów pływających oprócz kajakarzy (były tam nawet kobiety, ale nie chciały się do nas przyłączyć). Wkrótce dotarliśmy w pobliże KÖPSTADSÖ, a tam już normalnie, cywilizacyjnie musieliśmy się przebić przez duży ruch „wodouliczny”. Na szczęście większość Szwedów była bardzo kulturalna i jak widziała mniejszych na wodzie, to zwalniała aby nie utrudniać im życia.

Zobacz  powiększenie!
Jednak nie wszyscy „łapali” się na miano kulturalnego Szweda. Mieliśmy okazję podziwiać potężną motorówkę z silnikami o mocy przekraczającej pewnie moc wszystkich naszych samochodów, która dosłownie leciała nad wodą. Huk silników i prędkość na maxa, miała zamanifestować jej obecność. Trzeba było zmykać jej z drogi, bo nawet jeżeli chciałaby wyhamować (wylądować), nie zatrzymałaby się. A na pokładzie była ekipa ubrana w jednolite stroje, z fajnymi okularkami jak do spawania i minami jak cyborgi. A my i tak woleliśmy poruszać się za pomocą własnych mięśni.

I w ten sposób wyszedł nam niechcący (przynajmniej tak twierdzi nasz Komendante) najdłuższy etap – ale było warto. Do portu macierzystego dotarliśmy późnym popołudniem. Kuba z Martą popłynęli oddać kajak, a my skierowaliśmy się do naszej „Bazy”. Tutaj, na zmianę okupowaliśmy internet, prysznic, i toaletę. Później była kolacja, przepakowywanie sprzętu na dzień jutrzejszy i odrobina nocnych rozmów Polaków. Do „łóżek” poszliśmy przed północą. Jak zwykle zasnęliśmy natychmiast. Spaliśmy szybko i intensywnie – bo trzeba było zebrać siły na jutrzejsze pływanie.

Źródło: informacja własna

<< wstecz 1 2


w Foto
Swedseayak
WARTO ZOBACZYĆ

Zamość: perła wschodu
NOWE WYSTAWY
PODRÓŻE

Ch 5; Mongolia
kontakt | redakcja | reklama | współpraca | dla prasy | disclaimer
copyright (C) 2003-2013 ŚwiatPodróży.pl