HAWAJE
01:06
CHICAGO
05:06
SANTIAGO
08:06
DUBLIN
11:06
KRAKÓW
12:06
BANGKOK
18:06
MELBOURNE
22:06
Ogłoszenie niepłatne ustawodawcy Serwis wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu: utrzymania sesji zalogowanego Użytkownika, gromadzenia informacji zwiazanych z korzystaniem z serwisu, ułatwienia Użytkownikom korzystania z niego, dopasowania tresci wyswietlanych Użytkownikowi oraz tworzenia statystyk ogladalnoœci czy efektywnoœci publikowanych reklam. Użytkownik ma możliwoœć skonfigurowania ustawień cookies za pomocš ustawień swojej przeglšdarki internetowej. Użytkownik wyraża zgodę na używanie i wykorzystywanie cookies oraz ma możliwoœć wyłaczenia cookies za pomoca ustawień swojej przegladarki internetowej. /// Dowiedz się więcej
 
Mapy: | Afryka | Ameryka Pd. | Ameryka Pn. | Antarktyda | Australia | Azja | Europa | Polska
  ŚwiatPodróży.pl » Swedseayak » Swedseayak 2: Początek podróży
Swedseayak 2: Początek podróży

Benek, Bober, Uolly i Max


Piątek
8 września

No i w końcu zaczęliśmy się pakować. Mieliśmy obawy, czy wszystko się zmieści. „Na oko” wyglądało to źle, ale jak się dopieściło i zoptymalizowało wykorzystanie przestrzeni ładunkowej, to się zmieściło! Przed samym wyjazdem Uolly zaserwował spagetti i kawusię z małym co-nieco. Tak więc wyjazd, który miał się rozpocząć o 18:00 opóźnił się troszeczkę. Ale warto było.





Zobacz  powiększenie!
Nasze żony dały nam przepustkę. Negocjacje były prowadzone indywidualnie i szczegóły pozostają tajemnicą każdego z uczestników. A więc klamka zapadła! Zostawiliśmy w Krakowie wszystko, co ważne i co mogło poczekać.

Spakowaliśmy całe żarełko oraz „skrzynię nr 5”. Żarełka okazało się fakt faktem za dużo i każdy wrócił z nadmiarem kilogramów. A zawartość skrzyni numer 5 była poważnie niedoszacowana – większość poszło w pierwszy dzień.

Zobacz  powiększenie!
Na pierwszego kierowcę dał się wrobić Uolly, a reszta wolna zamieniła się w degustatorów miejscowych trunków – szczególnym upodobaniem darząc kolor pomarańczowy.

Pomimo wcześniejszych analiz i szczegółowych wydruków, według których mieliśmy wsiąść na prom w Sassnitz, Max zrobił nam wycieczkę przez ROSTOCK. Mogliśmy tutaj wsiąść na prom, ale mieliśmy spory zapas czasu. Prom z Sassnitz startował o tej samej godzinie, a ten płynął o 2 godziny dłużej. Cena promu z Rostock była o 10 Euro większa, a do Sassnitz było około 100 km. No cóż, jak sobie fundnął wycieczkę, to niech prowadzi. Sam nie wiedział, że lubi podróżować i że będzie miał kilka pamiątek. Teraz ma z tej okolicy parę fajnych fotek, które obecnie znajdują się w archiwach DEUTSCHE POLIZEI. Max się wściekał, że tak z zaskoczenia i że nie zdążył sobie poprawić fryzury! Czekamy na nie z niecierpliwością!

Sobota

Zobacz  powiększenie!
9 września

Bladym świtem dotarliśmy do Sassnitz. Tu czekamliśmy na przeprawę do Szwecji. Na szczęście TRAVEL SHOP na przystani, gdzie dokonaliśmy dalszych zakupów do „skrzyni nr 5”, pomógł nam przeczekać 2 godziny do odpłynięcia. Prom był wcześniej i mieliśmy okazję widzieć ile się do niego mieści. Na dolny, najniższy pokład wjechało kilka składów pociągów, na wyższy samochody osobowe i TIRy. Dwa pokłady najwyższe przewidziane były dla pasażerów. Na promie były miłe „poczekalnie”, gdzie było można zjeść swój prowiant, obejrzeć film, przespać się w „siedzącej sypialni”, wejść na pokład widokowy, zaliczyć restaurację i sklepik wolnocłowy. Pomimo tylu atrakcji, atmosfera była senna i podróż do Trelleborga minęła pod znakiem drzemki.

Zobacz  powiększenie!
Około południa dopłynęliśmy do TRELLEBORGA. Pozostało jeszcze 300 km. wzdłuż wybrzeża. Pomimo że do Goteborga była praktycznie cały czas autostrada, zajęło nam to pewien czas ze względu na drakońskie ograniczenia prędkości i pogańskie mandaty. Tym razem Max nie dał szansy szwedzkim radarom. Dojechaliśmy do Goteborga z kompletem punktów. Ponieważ jadąc mieliśmy ochotę na kawę z ekspresu, postanowiliśmy zrobić sobie małą przerwę przy pierwszej napotkanej stacji z restauracją. Za pierwszym razem zjechaliśmy za drogowskazem, lecz nagle droga się skończyła skrzyżowaniem. Zawróciliśmy. Przy następnej stacji o mało się udało. Była restauracja, lecz w tu serwowali kawę z ekspresu przelewowego a przy ciśnieniowym wisiała kartka, że właśnie się zepsuł. My chcieliśmy z ciśnieniowego. Pojechaliśmy dalej. Przy następnej stacji też była restauracja. Tu też na ekspresie ciśnieniowym wisiała znajoma kartka... Kawa z ekspresu przelewowego smakowała nieźle i tyle samo kosztowała. To był pierwszy namacalny znak, że byliśmy w Szwecji.

Zobacz  powiększenie!
Z Kubą i Martą umówiliśmy się kilka kilometrów przed Goteborgiem na parkingu z informacją turystyczną. Gdy dotarliśmy na miejsce, musieliśmy poczekać. Chwilę później pojawili się nasi Gospodarze. Z tego miejsca podróżowaliśmy już razem do przeprawy promowej na wyspę KÖPSTADSÖ. Tam mieliśmy mieć naszą bazę wypadową na archipelagu.

Okazało się, co było dla nas zaskoczeniem, że na wyspach nie ma ruchu samochodowego i wszystko należy transportować ręcznie lub za pomocą różnych wymyślnych pojazdów napędzanych siłą ludzkich lub zwierzęcych mięśni. Pierwsze miejsce lokalnej listy przebojów niezmiennie od kilku lat okupują TACZKI. Teoretyczny egzamin z prowadzenia zdaliśmy na promie.

Zobacz  powiększenie!
Sama wyspa zrobiła na nas duże wrażenie. Skalista 1,5 km na 1km., zamieszkała na stałe przez 86 mieszkańców, 2 melexy, 100 taczek i 120 łódek. Domki jak dla Troli, małe, barwne, przyklejone do skał. 2 porty, jeden do którego przybijają promy i drugi gościnny, z którego rozpoczynaliśmy nasze wypady .

Zwiedzanie wyspy ze względu na jej rozmiary zajęło nam chwilę a i tak zgubiliśmy Boberka (Bob twierdzi, że to my zaginęliśmy). Ciekawe, co się będzie działo na morzu?!

Zobacz  powiększenie!
Również zachwyciła nas kolorystyka widzianych krajobrazów, panujący spokój i „luz”. W porcie znajdowała się skarbonka, do której należało wrzucić 80 koron za cumowanie. Nikt tego nie sprawdzał, a mimo to każdy, kto cumował szedł do skarbonki i uiszczał stosowną opłatę. Sama skarbonka, pomimo że leciwa, nie nosiła śladów prób nieautoryzowanego otwierania.

Wreszcie, gdy sprzęt był już przetransportowany do naszej „bazy”, nadszedł czas na upragniony prysznic. Później była kolacja powitalna i nocne Polaków rozmowy, które trwały do późna. Był wreszcie czas podsumować ostatnie kilkanaście godzin. Każdego z nas urzekła ta okolica, która nijak pasowała do tego, co sobie wyobrażaliśmy. Głównie za sprawą pogody. Szwecja przywitała nas piękną, niemal bezchmurną pogodą. Jedynie wiatr dawał się we znaki. Przed nami była niedziela i wypad do Goteborga. Po południu musieliśmy odebrać kajaki. Pora było iść spać.

Źródło: informacja własna

1


w Foto
Swedseayak
WARTO ZOBACZYĆ

Moskwa: po prostu Moskwa
NOWE WYSTAWY
PODRÓŻE

RTUSA 2: Droga Matka
kontakt | redakcja | reklama | współpraca | dla prasy | disclaimer
copyright (C) 2003-2013 ŚwiatPodróży.pl