HAWAJE
00:58
CHICAGO
04:58
SANTIAGO
07:58
DUBLIN
10:58
KRAKÓW
11:58
BANGKOK
17:58
MELBOURNE
21:58
Ogłoszenie niepłatne ustawodawcy Serwis wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu: utrzymania sesji zalogowanego Użytkownika, gromadzenia informacji zwiazanych z korzystaniem z serwisu, ułatwienia Użytkownikom korzystania z niego, dopasowania tresci wyswietlanych Użytkownikowi oraz tworzenia statystyk ogladalnoœci czy efektywnoœci publikowanych reklam. Użytkownik ma możliwoœć skonfigurowania ustawień cookies za pomocš ustawień swojej przeglšdarki internetowej. Użytkownik wyraża zgodę na używanie i wykorzystywanie cookies oraz ma możliwoœć wyłaczenia cookies za pomoca ustawień swojej przegladarki internetowej. /// Dowiedz się więcej
 
Mapy: | Afryka | Ameryka Pd. | Ameryka Pn. | Antarktyda | Australia | Azja | Europa | Polska
  ŚwiatPodróży.pl » Podróże 2003 - Nikaragua » NI 8: Wyspa Ometepe – wulkan Maderas
NI 8: Wyspa Ometepe – wulkan Maderas



Zabieramy ze sobą butelki w wodą oraz kanapki z serem. Mimo panującej wilgoci wyruszamy wraz z przewodnikiem na szczyt. Wchodzimy do tropikalnego lasu. Przy ścieżce znajduje się metalowy zbiornik z namalowanym białą farbą napisem: Laguna 5 km. Czeka nas około 5h podejścia na szczyt. Mimo wczesnej pory jest duszno, po kilku minutach plecy przykryte plecakiem oblewają się potem. Całe ciało, a najbardziej głowa, paruje.


Zobacz  powiększenie!
Dżungla
Powoli wchodzimy coraz wyżej. Przewodnik opowiada o mijanych gatunkach drzew. Na każdym z nich żyje dodatkowo kilkanaście innych gatunków roślin, wijących się po pniu drzewa, walcząc o światło. Wokoło słychać krzyki małp oraz odgłosy ptaków. Wszędzie widać latające kolorowe motyle, niektóre wielkości 2 rozłożonych dłoni. Po obu stronach ścieżki, gdzieniegdzie, widać niskie drzewa bananowe i krzewy, które okazują się być krzewami kawy. Podczas postoju przewodnik opowiada nam o wypadku, jaki przydarzył się kilka tygodni temu. Kilkuosobowa grupa wybrała się bez przewodnika na szczyt Madera. Okazało się, że ze szczytu zeszło o 1 osobę mniej. Zaginęła 1 kobieta. Od razu wyruszyła ekipa ratunkowa złożona z miejscowych przewodników. Dopiero następnego dnia udało im się odnaleźć zaginioną kobietę, głodną, ubłoconą i przerażoną. Sama, a właściwie w towarzystwie małp, gadów i robaków spędziła noc na zboczu wulkanu. Miała szczęście. Dwóch chłopaków, 28 - letni Brytyjczyk i 23 - letni Amerykanin, takiego szczęścia nie mieli. Ich ciała odnaleziono po 2 tygodniach poszukiwań.

Zobacz  powiększenie!
Dżungla
Wyprawy na tropikalne wulkany w niczym nie przypominają wycieczek w polskie góry. Nie ma tu tłumów turystów, szlaków. W razie wypadku nie można oczekiwać pomocy od przygotowanych odpowiednio ekip ratunkowych. Dlatego miejscowy przewodnik jest wymogiem.

Zobacz  powiększenie!
Laguna
Dobra, leziemy w górę z szybkością ślimaka. Błotnista ścieżka, trzeba uważać żeby nie zjechać pupą w dół. Wchodzimy w zamglony tropikalny las. Wspinaczka zaczyna się komplikować jeszcze bardziej, coraz więcej splatanych drzew. Wszystko mokre i omszałe absolutnie magicznie. Widoczność 5 metrów. Mgła. Osiągamy cel – laguna utworzona wewnątrz krateru. Zielono wszędzie: roślinność i woda. Zjeżdżamy na przyniesionej przez przewodnika linie w dół. Woda gęsta od mułu.

Zobacz  powiększenie!
Mgły nad krateram
Po pół godzinie odpoczynku wchodzimy na ścieżkę i schodzimy w dół. Wow, trzeba się nieźle skupić żeby nie wyrżnąć na ścieżce. Po 4 godzinach schodzimy do Finca Magdalena. Jest godzina 14. Bierzmy prysznic w prymitywnej łazience z zimną wodą. Jemy obiad, pakujemy nasze rzeczy. O godzinie 14:30 wyjeżdżamy tym samym busikiem, którym przyjechaliśmy tu poprzedniego dnia. Jesteśmy wykończeni. Po 1,5 godziny jazdy docieramy do Moyogalpy i łapiemy o 16:30 mniejszą niż poprzednim razem łódź. Nie jest to 3 - pokładowy prom towarowo - osobowy jak w drodze na wyspę, tylko łódź jednopokładowa, która zabiera jedynie pasażerów. Opłata za przejazd wynosi 18 kordob. Po godzinie jesteśmy w San Jorge, gdzie ledwo co udaje nam się zmieścić do autobusu jadącego bezpośrednio do Managuii.

Docieramy szczęśliwie do Managuii.

Tak kończy się moja ostatnia przygoda w Nikaragui. Pozdrawiam wszystkich wspaniałych ludzi, przyjaciół, których poznałem w Nikaragui i którzy pomogli mi podczas tych kilku miesięcy pobytu w tym ciągle nieznanym, tropikalnym, pełnym kontrastów kraju.

Przepis na Gallo Pinto (3 - 4 osoby)

Gallo Pinto jest narodową potrawą nikaraguańską. Większość ludzi jada gallo pinto na śniadanie (!), często w porze lunchu lub na obiad.
Czas przygotowania: 10 minut (no dobra, więcej, bo trzeba ugotować ryż i fasolę)

Składniki:
2 szklanki ugotowanego długiego ryżu
1 szklanka ugotowanej czarnej lub czerwonej fasoli (frihol, hiszp. frijol)
1/4 szklanki wywaru z gotowanej fasoli lub wody
1/2 szklanki pokrojonej drobno białej cebuli
3 łyżeczki oleju
2 łyżeczki pokrojonej cilantro ("Culantro de Castilla")
sól do smaku
łagodny sos Lizano (Salsa Lizano)

Instrukcje:
Ryż powinien być ugotowany na sypko. Wlać olej do garnka służącego do smażenia, trzymać na małym ogniu przez ok. 1 minutę. Wrzucić pokrojoną cebulę i smażyć aż do nabrania złocistego koloru. Wsypać fasolę (wraz z jej naturalnym sosem). Trzymać na małym ogniu przez ok. 1 minutę ciągle mieszając. Wrzucić ryż, wymieszać i przysmażać przez ok. 6 minut. Dodać sól i cilantro. Zwiększyć ogień na ok. 1. minutę i podawać. Polać odrobiną sosu Lizano.

Źródło: informacja własna

<< wstecz 1 2 3 4


w Foto
Podróże 2003 - Nikaragua
WARTO ZOBACZYĆ

Argentyna: Misje jezuickie
NOWE WYSTAWY
PODRÓŻE

WIK 1: W górę Wisły
kontakt | redakcja | reklama | współpraca | dla prasy | disclaimer
copyright (C) 2003-2013 ŚwiatPodróży.pl