HAWAJE
09:44
CHICAGO
13:44
SANTIAGO
16:44
DUBLIN
19:44
KRAKÓW
20:44
BANGKOK
02:44
MELBOURNE
06:44
Ogłoszenie niepłatne ustawodawcy Serwis wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu: utrzymania sesji zalogowanego Użytkownika, gromadzenia informacji zwiazanych z korzystaniem z serwisu, ułatwienia Użytkownikom korzystania z niego, dopasowania tresci wyswietlanych Użytkownikowi oraz tworzenia statystyk ogladalnoœci czy efektywnoœci publikowanych reklam. Użytkownik ma możliwoœć skonfigurowania ustawień cookies za pomocš ustawień swojej przeglšdarki internetowej. Użytkownik wyraża zgodę na używanie i wykorzystywanie cookies oraz ma możliwoœć wyłaczenia cookies za pomoca ustawień swojej przegladarki internetowej. /// Dowiedz się więcej
 
Mapy: | Afryka | Ameryka Pd. | Ameryka Pn. | Antarktyda | Australia | Azja | Europa | Polska
  ŚwiatPodróży.pl » Sey Kraków-Pekin » BLOG z podróży
BLOG z podróży

Agata Krzemień i Witek Rybski


20.11.2008
01 dzień EXPEDYCJI - Wtorek
Początek naszej podróży! Sesja zdjęciowa na ul. Wielickiej, próba generalna z kartką, na której wielkimi, czarnymi literami wypisany jest cel naszej wyprawy – CHINY.


Pełne niedowierzania twarze mijających nas kierowców – bezcenne. Pogoda na dziś: zimno i słonecznie. Plecaki na plecy, ręka wystawiona do machania, oka mgnienie i już łapiemy pierwszą okazję. Aż nie chce nam się wierzyć – mamy transport po samą granicę polsko-ukraińską! RUSZAMY!
Pan Tosiek z Mazdą 626 i ultrafioletowymi światełkami, dosłownie przenosi nas w czasie do przejścia granicznego Hrebenne. Szybko. Godzina 17:30 - przyjazny pan celnik łapie nam kursowy autobus wesołych ukraińskich przemytników wprost do Rawy Ruskiej. Pierwsza zmiana czasu - juz 19:00. Nasze wizy ukraińskie okazują się niebywale krótkie – mamy trzy dni na dotarcie do Rosji. Pełni entuzjazmu podejmujemy szybką decyzję. Ruchomy nocleg w postaci pociągu relacji Lwów-Kijów psuje odrobinę naszą ideę autostopu, ale osiągnięcie celu jest ważniejsze. Już nie możemy się wycofać ani zawrócić. Już wiemy, że na pytanie dokąd jedziemy możemy ze spokojnym sumieniem odpowiadać „do Kitajców!”.




21.11.2008 - 2 dzień EXPEDYCJI - środa

21.11.2008 - 2 dzień EXPEDYCJI - środa
Budzi nas upał w pociągu oraz zatroskany głos kontrolera „żebyśmy nie zaspali”. Już prawie przedmieścia Kijowa. Szybko zbliżający się dzień wygaśnięcia wiz, skutecznie nam przekonuje do złapania kolejnego pociągu. Lekkie poczucie zawodu rekompensuje powtarzana w myślach mantra: „W Rosji zaczynamy prawdziwy autostop!”. Tak pocieszeni przysiadamy na chwilę w barze „Bistro” – przyda się coś na rozgrzanie. My wybieramy gorący posiłek, a mili współbiesiadnicy dodatkowo proponują wódkę. Żeby poczuć klimat zbliżającej się Rosji. Życzenia zdrowia i szczęśliwej podróży kończą nasze wesołe spotkanie – panowie muszą lecieć do pracy. Zostają z nami miłe panie kelnerki. Polecamy więc u nich ozorki z makaronem
i wątróbkę z ryżem. A na krótki spacer po Kijowie – pierwszy pomnik Lenina na naszej trasie.
23:15 jesteśmy atrakcją dla wszystkich panów celników. Obsługiwało nas na raz aż trzech – bardzo miło i sprawnie. Chwilę później podniecenie wzrasta. WITAJ ROSJO!!!!!!!

22.11.2008 - 3 dzień EXPEDYCJI - czwartek

Poranek. Jedno oko otwarte - pola, drzewa, śnieg. Drugie oko - pola, drzewa, śnieg. Zaraz po naszym wyjściu z pociągu nasze szczęście znowu daje o sobie znać. Natykamy się na hippisowską parę – chłopak rastaman i równie klimatyczna dziewczyna. Oboje mówią po angielsku. Oboje są zachwyceni pomysłem Expedycji. Oboje niemal ciągną nas w gościnę do siebie. Oboje oprowadzają nas po mieście. Oboje proponują nocleg. Oboje stanowią dla nas dobry znak – oby więcej tak wspaniałych ludzi podczas naszej przygody!

23.11.2008 - 4 dzień EXPEDYCJI - Piątek

04 dzień EXPEDYCJI
Pobudka o 7:00, szybka poranna herbata, uściski wdzięczności i ruszamy „marszrutką” na trasę na obrzeża Woroneża. Silny wiatr i przenikliwe zimno dają się nam we znaki od samego rana. Nadjechała Łada - nasz rosyjski prekursor - rozpoczęliśmy wyprawę niejako od nowa. Wysadzono nas za budką DPS-u, gdzie dwóch zapracowanych milicjantów nawet sie nami nie zainteresowało. Chwilę później jedziemy już angielską wersją Toyoty Vitis z rosyjskim mundurowym za kierownicą.
W Tambowie chwila zwątpienia. Za każdym mijającym nas bez litości tirze, uderza nas fala bezradności oraz chmura wszechobecnego błota i piasku. Szczęście jednak wraca do nas i znów jedziemy Ladą do Kirsanowa. Na rozdrożu stoją dwa motele, więc z radością korzystamy z możliwości wypicia gorącej kawy. Robi sie późno, już 14:30, podczas krótkich zimowych dni to godzina, o której robi się szarawo. Z każdą chwilą nasze szanse na dalszą podwózkę maleją. Nagle zajeżdża nowy Opel Astra, a kierowca wychylony przez okno wręcz nagania nas do środka. Ruszamy do Penzy.
Na ulicy Komunistów odbiera nas Sergiej - przyjaciel Leny, z wielkim uśmiechem oferując nocleg w pokoju z jego 84-letnim "diaduszką".
Gościnność nie idzie tu najwyraźniej w parze z umiłowaniem czystości - w przedpokoju wita nas rzadka kocia kupa... Wieczór jednak mija bardzo przyjemnie. Siedząc w kuchni przy półsurowej rybie, tradycyjnym rosyjskim chlebie
i piwie „Don” dyskutujemy nad strategiami autostopowymi. Przyszedł czas na zupę - to chyba tradycja gotowania na noc. Dziś kartofelki na wywarze z płucek, do tego oczywiście sfermentowana herbata „czainy-grib”. Przed snem odurza nas zapach
z toalety, gdzie kolega aktor pali rosyjskie slimy o figlarnej nazwie „Kiss - Fresh Apple”. Deszcz szybko nas usypia.

24.11.2008 - 5 dzień EXPEDYCJI - Sobota

Kierujemy się w gąszcz ulic na poszukiwanie metra i wskazanego w przewodniku hostelu. Na zegarkach jakaś nieboska godzina, nam potrzeba snu, a do tego niezbędny czasami, zwłaszcza w grudniu, jest dach nad głową. Korzystając z poprzednich doświadczeń szukamy w pobliżu jakiegoś ekskluzywnego hotelu, aby tam zasięgnąć języka. Nie zawiedliśmy się, hotelowy boy w grzecznym mundurku, postanawia nas zaprowadzić na ulicę, gdzie znajduje się nasz hostel. Trafiamy do pokoju z czarnoskórym Kanadyjczykiem Jeffem i Brytyjczykiem z Liverpoolu - nauczycielami angielskiego. Zdaje się, że większość obcokrajowców pracuje tu w szkołach językowych. Nasi współlokatorzy okazują się imprezowi. Po dwóch godzinach snu otrzymujemy pierwszą propozycję drinka, ale odmawiamy. Za to zaproszenie na śniadanie już chętnie przyjmujemy. Wspólnie ruszamy na halę targową coś zjeść. Ostra zupa rybna skutecznie poprawiła naszą termikę, przyjemnie rozpływając się po naszych wnętrznościach. Wracamy do hostelu z zamiarem skontaktowania się ze znalezionym na cauchsurfingu przyszłym gospodarzem. Sukces. Wszystko ustalone. Ma nas zgarnąć jutro do swojego apartamentu.
O niebo bardziej spokojni ruszamy więc na podbój Pekinu. Ciągle nam trudno uwierzyć, że wreszcie tu jesteśmy, że dojechaliśmy cali i zdrowi, że to dopiero 26 dzień naszej Expedycji, że może nam się uda wrócić do domu na Święta. Tymczasem cieszymy się jak dzieci na każdą możliwość obcowania z egzotyczną kulturą Chin. Riksza obwozi nas dookoła Zakazanego Miasta, uśmiech Mao Zedonga towarzyszy nam przy romantycznym spacerze po placu Tiananmen, uliczni handlarze, przekrzykując się nawzajem, proponują nam swoje smakołyki. Wszędzie kolorowo, hałaśliwie i pachnąco. Zasypiamy z nadzieją na dobre jutro. Nawet bucząca i postukująca klimatyzacja w piwnicznym pokoiku nie przeszkodziła nam tym razem w natychmiastowym zaśnięciu.

Źródło: informacja własna

1 2 3 4 5 dalej >>


w Foto
Sey Kraków-Pekin
WARTO ZOBACZYĆ

Rosja: Bajkał
NOWE WYSTAWY
PODRÓŻE

Nepal: Dookoła Annapurny
kontakt | redakcja | reklama | współpraca | dla prasy | disclaimer
copyright (C) 2003-2013 ŚwiatPodróży.pl