HAWAJE
22:36
CHICAGO
02:36
SANTIAGO
05:36
DUBLIN
08:36
KRAKÓW
09:36
BANGKOK
15:36
MELBOURNE
19:36
Ogłoszenie niepłatne ustawodawcy Serwis wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu: utrzymania sesji zalogowanego Użytkownika, gromadzenia informacji zwiazanych z korzystaniem z serwisu, ułatwienia Użytkownikom korzystania z niego, dopasowania tresci wyswietlanych Użytkownikowi oraz tworzenia statystyk ogladalnoœci czy efektywnoœci publikowanych reklam. Użytkownik ma możliwoœć skonfigurowania ustawień cookies za pomocš ustawień swojej przeglšdarki internetowej. Użytkownik wyraża zgodę na używanie i wykorzystywanie cookies oraz ma możliwoœć wyłaczenia cookies za pomoca ustawień swojej przegladarki internetowej. /// Dowiedz się więcej
 
Mapy: | Afryka | Ameryka Pd. | Ameryka Pn. | Antarktyda | Australia | Azja | Europa | Polska
  ŚwiatPodróży.pl » Szlakiem latarni morskich » SzLM 3: Lasy i bunkry
SzLM 3: Lasy i bunkry

Janusz Bączyński


Rowerowa Rodzina z Łodzi dalej podąża za światłem latarni. Niejednej zresztą. W dzisiejszym odcinku dotrze na najdalszą północ Polski, a także zejdzie do bunkra. Resztę atrakcji zapewnią polska pogoda i polska gościnność. Zapraszamy do lektury, a za Bikefamily trzymamy kciuki, bo już pojawiają się plany kolejnych wypraw. Może w 2009 uda im się dotrzeć nad Balaton?




Sobota 19.07. Izbica-Słuchowo. Leśne wertepy, burza i ulewny deszcz. Dystans 57 km.

Zobacz  powiększenie!
Latarnia `Stilo`
Nic tak nie dodaje energii, jak dobry sen i humor od rana. A że spotkało nas jedno i drugie, obóz szybko przestał istnieć, zjedliśmy śniadanie i o 8 rano Izbica już była za nami. Jechaliśmy wzdłuż jeziora Łebsko czerwono-zielonym szlakiem R-10 do Łeby, a dalej nasze plany obejmowały latarnię Stilo. Na jednym z postojów Alicja dokładnie sprawdzała przebieg trasy, podczas gdy reszta ekipy zajadając paluszki oglądała zarośnięte mokradła jeziora. Paulina pstrykała fotki niczym reporter, wyszukując najciekawsze miejsca. W pełnej turystów Łebie, dziewczyny z żoną zrobiły zakupy uzupełniając nasze zapasy. W Biurze Informacji Turystycznej dostałem szczegółowe mapy okolic. Dowiedziałem się także jak najkrótszą drogą dojechać do latarni Stilo. Pani wskazała mi leśny, zielony szlak zaznaczając, że wiedzie przez gęsty las, i ma on pewien stopień trudności, przynajmniej w kilku miejscach. Dziewczynki nie chciały nawet słuchać o jeździe okrężną droga. Rozlaliśmy sok jabłkowy do bidonów przy rowerach, i kierując się mapą ruszyliśmy w drogę. Na szlaku w lesie okazało się że pani z B.I.T. w Łebie miała rację. Szutrowa droga przez las, zmieniała się w piachy, albo bardzo kręte pagórki pośród drzew, z licznymi grubymi korzeniami. Kilka razy musieliśmy zejść z rowerów, aby ominąć grube warstwy błotnistych mazi i przepchnąć rowery po miękkim piachu. Ogólne wrażenie z tej trasy, było jednak bardzo przyjemne. Leśna cisza, bezludzie, świergot ptaków i krystalicznie czyste powietrze, dodawały uroku naszej podróży. W kilku miejscach przy drodze mijaliśmy paśniki dla saren, ogrodzone mrowiska, i rozorane przez dziki runo leśne. Podczas postoju w leśnych ostępach dopadła nas burza połączona z obfitym deszczem, która "szła" za nami z Łeby. Od całkowitego przemoczenia, uchroniły nas gęste drzewa. Gdy dojechaliśmy do parkingu i pieszego szlaku w kierunku latarni, oparliśmy rowery o drewnianą balustradę przy barze z parasolkami, z nieba runęła jeszcze silniejsza ściana deszczu. Markotne miny żony i dzieci, mówiły same za siebie. Godzinę siedzieliśmy przy stoliku pod parasolem wykorzystując "okazję" na mały posiłek, gorącą herbatę i kawę. Gdy deszcz ustał, zaopatrzeni w przeciwdeszczowe kurtki, ruszyliśmy z Alicją w kierunku latarni. Aby tam dotrzeć, trzeba pokonać kilka leśnych pagórków i długą drogę po środku lasu, pełną wystających korzeni drzew. Latarnia morska Stilo ma 33,4 m. wysokości, zasięg jej świateł wynosi 43,5 km.(23,4 Mm). pomalowana jest w trzy pasy czarny, biały i czerwony. Cała wieża ma kształt ściętego ostrosłupa, a podstawą jest szesnastokąt. Na okrągłym dwupiętrowym szczycie latarni, znajdują się galeria i laterna, przykryta stożkowym dachem. Taki kształt czyni latarnię łatwo rozpoznawalną. Jednym z latarników jest kobieta. Turyści zwiedzać mogą część sięgającą galerii poniżej laterny. Nam jednak nie dane było zwiedzić latarni, ponieważ z powodu przerwy do godz. 16 była zamknięta. Wobec ponurych pomruków burzy, postanowiliśmy wrócić do rowerów uzyskawszy przed tym pieczątkę latarni w naszej książeczce z małymi pocztówkami. Zanim dotarliśmy do baru, rozpętała się ulewa i zostaliśmy ochłodzeni. Po wypiciu gorącej herbaty, leśnym duktem ruszyliśmy wzdłuż żółtego szlaku w kierunku Lubiatowa. Za miastem skręciliśmy na południe do Osiek potem dotarliśmy do Osiek Lęborskich, i zrobiliśmy postój na obiad. Zapasy które wiozła w przednich sakwach Paulina, znacznie się po nim zmniejszyły. Menu przez cała naszą wyprawę, składało się z zup Knorr, i dodatków w postaci kanapek z produktami wybranymi przez dzieci. Zanim dotarliśmy do Słuchowa, znów rozpadał ulewny deszcz, i za schronienie wykorzystaliśmy autobusowy przystanek. Ciemne chmury zawisły nad okolicą nie wróżąc nic dobrego, zaczęliśmy więc szukać miejsca na nocleg. Pani Ewa była kolejną bardzo życzliwą osobą, która udzieliła nam gościny na swoim gospodarstwie. Przyjęła nas jak własną rodzinę, na noc użyczając miejsca w stojącej z boku podwórza przyczepie campingowej. Pokazała też miejsce gdzie bezpiecznie mogliśmy schować rowery. Podczas kolacji w przyczepie, zaplanowaliśmy podróż na następny dzień. Nie ma skali wdzięczności za tak okazaną życzliwość i zaufanie. Tym bardziej, że nazajutrz gospodyni musiała iść do pracy. Po kolacji zadowoleni zasnęliśmy jak susły.

DZIĘKUJEMY PANI EWO.

Niedziela 20.07. Słuchowo-Rozewie. Bociany, kusząca plaża i wieczorny spacer nad morzem. Dystans 53

Zobacz  powiększenie!
Rozewie, czyli polski Nordkapp
Dach nad głową w przyczepie, chronił nas prawie do południa, deszcz bowiem padał obficie z niewielkimi przerwami. Ale na nudę czasu nie mieliśmy. Gdy się na niewielki czas się wypogodziło, uchwyciliśmy obiektywem Olympusa, liczną bocianią rodzinę składającą się z 5 osobników, siedzącą w gnieździe na niedalekim słupie. Podczas deszczu dwa osobniki przyleciały pospacerować na stodole Pani Ewy, nie dalej niż 10 m. od nas. Niebo wypogodziło się około godz. 12, i szybko ruszyliśmy dalej. Asfaltową drogą 215, pośród szpaleru drzew przejechaliśmy przez Krokowo i Karwię. Tempo naszej jazdy spadło nieco w Jastrzębiej Górze, pełnej wczasowiczów i pojazdów. Jadąc wzdłuż licznych leśnych przejść na okoliczne plaże, i nas kusiło by posiedzieć nad morzem. Dziewczynki same zrezygnowały z dłuższej przerwy, wciąż mając nadzieję na kąpiel w morzu gdy będzie jeszcze cieplej. Rozewie jest najdalej wysuniętym na północ przylądkiem w naszym kraju. Po brukowanej ulicy dotarliśmy do zjazdu w kierunku latarni. Biało-czerwona ładna wieża latarni morskiej, stoi na malowniczym skwerku, od północnej strony sąsiadując z nadmorskim lasem na wysokiej skarpie. Latarnia ma wysokość 32,7 m. a zasięg jej świateł sięga 48,1 km.(26 Mm). Na wieży są trzy galerie widokowe, dla turystów dostępna była najniższa i z niej okolicę obserwowała duża grupa turystów. Na szczycie wieży mieści się szesnastokątna laterna z obrotowymi światłami, zakryta kopulastym dachem. Po krótkim odpoczynku na skwerze, odwiedzeniu latarni i uzyskaniu pieczątki, poszedłem do pobliskiego campingu zapytać o koszty noclegu. Właściciel campingu i ośrodka kolonijnego, po przedstawieniu naszej ekipy, zgodził się na rozłożenie namiotów za przystępną cenę, pokazał czyste sanitariaty i miejsce gdzie mogliśmy zjeść kolację i bezpiecznie schować rowery. Dziewczynki z żoną cieszyły się z takiego scenariusza. Rozbiliśmy obóz na polu przy lesie na skarpie za którym szumiało morze. Po krótkiej toalecie, schowaliśmy rowery do pomieszczenia które wskazał właściciel i zjedliśmy kolację przy stole na powietrzu. Zabrałem aparat i poszedłem z Olą w głąb lasu, z zamiarem zejścia nad morze. Po stromym urwisku, zeszliśmy nad brzeg morza przy długiej betonowej zaporze chroniącej nadmorski las i roślinność, przed wysokimi falami. Wracając w kierunku latarni, chwytaliśmy na zmianę z Olą, zachód słońca na Bałtyku. Stromymi schodami w lesie weszliśmy ponownie na wzniesienie między obecną i starą latarnią w Rozewiu. Starą latarnię wyłączono z eksploatacji, gdy rosnące drzewa zasłoniły jej światła. Mieści się w niej obecnie muzeum latarnictwa. Na skwerze przy latarni spotkaliśmy żonę oraz Paulinę i Alicję, które jak się okazało uznały wieczorny spacer nad morzem, za znakomitą formę relaksu. Po pełnym wrażeń dniu, szumiące morze i las, przyśpieszyły nasz nocny odpoczynek. Gdy córki i zona już spały poszedłem jeszcze na teren campingu poobserwować jak obracające się światła latarni, oświetlają okolicę i morze.

Poniedziałek 21.07. Rozewie-Jurata. Bezsilność wobec deszczu, bunkry w Jastarni, uroczy wieczór nad

Zobacz  powiększenie!
Bunkier - pamiątka września `39
Pobudkę urządziła nam rzęsista ulewa. Lało niestety do południa i szybko okazało się, że zniweczy to nasze plany dotarcia do Helu. Z Rozewia do Władysławowa, udało się wyjechać ok. godz. 13. Gdy tam dojechaliśmy, trzeba było wjechać na solidną górę. Trekiem z przyczepką wjechałem na wzniesienie z najwyższym trudem. Za mną przyjechały Paulina i Alicja. Żona z Olą dotarły po 10 minutach. Po krótkim odpoczynku, wszyscy ruszyliśmy w kierunku Helu, nie zważając na kolejne ciemne chmury zapowiadające burzę. Cieszyliśmy się w duchu, że nareszcie jedziemy po "normalnych" drogach lub rowerowej ścieżce. Przy wyjeździe z Władysławowa wstąpiliśmy do sklepu Lidl na zakupy. Okazało się to podwójnie korzystne, bo mieliśmy na parkingu dach nad głową. Po wyjściu ze sklepu lało przez godzinę, a nastroju nie zepsuły tylko smakowite lody które przezornie zafundowałem moim bohaterkom. Deszcz zelżał i ruszyliśmy ścieżką rowerową do Jastarni.wzdłuż malowniczych terenów zatoki Puckiej. Na równoległej drodze utworzył się gigantyczny korek samochodów wracających z Helu. Przy nadmorskim lesie, po torach przemknęło kilka pociągów. Gdy przestało padać, zmieniliśmy przemoczoną odzież na postoju. Przez Kuźnicę dotarliśmy do Jastarni. Tablica informacyjna zachęciła nas do odwiedzenia bunkrów obronnych z 1939 roku. Zostawiliśmy żonę na straży przy rowerach, i poszliśmy do lasu zobaczyć fortyfikacje. Paulina z Alicją weszły sprawdzić osobiście w bunkrze Sabała, jak żołnierze bronili kraju przed hitlerowcami w tragicznym wrześniu. Zdjęcia które wykonały, były, jak same oceniły, ciekawą lekcją historii. Kolejne bunkry Sęp i Saragossa, stały na skraju lasu i plaży. Pierwszy był szczelnie zamknięty, a drugi "ogólnie" dostępny, ze śladami dewastacji. Dziewczynki przeczytały tablice informacyjne, wykonały zdjęcia i zasypały mnie pytaniami, na które z przyjemnością odpowiadałem w drodze powrotnej. Na ścieżce rowerowej w Jastarni, z mojego Treka dochodził metaliczny dźwięk. Rower rzucał również tylnym kołem. Po oględzinach okazało się, że jadę z pękniętą szprychą. Pomyślałem wtedy, że po tylu przygodach i km. na rowerze obciążonym przyczepką, Trek i tak jest wspaniały. Trzeba było natychmiast naprawić koło, aby nie było jeszcze gorzej. Na szczęście jest w mieście punkt wypożyczania i naprawy rowerów prowadzony przez pana Piotra Tula, ojca, przy którym szkoli się jego syn. Pan Piotr po krótkiej rozmowie ze mną, błyskawicznie zabrał się za wymianę szprychy w Treku. Zrobił to fachowo i za symboliczną opłatą. Po 40 minutach, mogłem spokojnie ruszyć z ekipą do latarni morskiej.

SERDECZNIE DZIĘKUJĘ PANIE PIOTRZE.

Za torami kolejowymi, w nadmorskim lesie, stoi pomalowana w biało czerwone pasy wieża latarni morskiej Jastarnia o wysokości 13,3 m. Jej wysokość nie robi może wielkiego wrażenia, ale obiekt jest ładny, ma okrągły kształt, na szczycie jest galeria i efektowna laterna. Latarni nie można było niestety zwiedzić ani zdobyć pieczątki. Pozostały nam tylko jej pamiątkowe zdjęcia. Rowerową ścieżką na skraju lasu, wyjechaliśmy z Jastarni do Juraty. Mijaliśmy wspaniałe połacie nadmorskiego lasu z unikalną chronioną roślinnością. Rozstawione w lesie tablice informacyjne wymieniały rośliny, i zwierzęta w nim żyjące. W Juracie ścieżka biegła nad wodami zatoki Puckiej. Na noc gościny na swoim podwórku, udzieliła nam właścicielka domku z pensjonatem dla turystów. Była pod wrażeniem naszego wyczynu, a życzliwość przełożyła na niewielką cenę za nocleg. Rozłożyliśmy namioty, schowaliśmy bezpiecznie rowery, zjedliśmy na stole kolację i poszliśmy na wieczorny spacer na niedaleką przystań, przy której kilku młodzieńców szalało na wodnych skuterach. Paulina z Alicją i Olą dorwały się do mojego Olympusa, wykonały ładne zdjęcia zachodu słońca nad zatoką Pucką. Kilka minut po wejściu do namiotów, zapanowała zupełna cisza.

Źródło: informacja własna

1


w Foto
Szlakiem latarni morskich
WARTO ZOBACZYĆ

Jesienne Czerwone Wierchy
NOWE WYSTAWY
PODRÓŻE

YUK 1; Z Brytyjskiej Kolumbii na Yukon
kontakt | redakcja | reklama | współpraca | dla prasy | disclaimer
copyright (C) 2003-2013 ŚwiatPodróży.pl