HAWAJE
11:36
CHICAGO
15:36
SANTIAGO
18:36
DUBLIN
21:36
KRAKÓW
22:36
BANGKOK
04:36
MELBOURNE
08:36
Ogłoszenie niepłatne ustawodawcy Serwis wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu: utrzymania sesji zalogowanego Użytkownika, gromadzenia informacji zwiazanych z korzystaniem z serwisu, ułatwienia Użytkownikom korzystania z niego, dopasowania tresci wyswietlanych Użytkownikowi oraz tworzenia statystyk ogladalnoœci czy efektywnoœci publikowanych reklam. Użytkownik ma możliwoœć skonfigurowania ustawień cookies za pomocš ustawień swojej przeglšdarki internetowej. Użytkownik wyraża zgodę na używanie i wykorzystywanie cookies oraz ma możliwoœć wyłaczenia cookies za pomoca ustawień swojej przegladarki internetowej. /// Dowiedz się więcej
 
Mapy: | Afryka | Ameryka Pd. | Ameryka Pn. | Antarktyda | Australia | Azja | Europa | Polska
  ŚwiatPodróży.pl » Chile 2005 » CL 4: Kradzież i wulkan Lascar
CL 4: Kradzież i wulkan Lascar



Widok ze szczytu Lacar
07.11.2005
W związku z kradzieżą naszego plecaka musieliśmy pojechać dziś do Calamy na policję. Zaraz po kradzieży spisano raport na posterunku w San Pedro. Tam też dostaliśmy kartkę z datą, godziną i adresem, gdzie mamy stawić się w poniedziałek. Wybraliśmy się do Calamy, odnaleźliśmy posterunek i… usłyszeliśmy, że ten posterunek to nie jest miejsce, które zajmuje się kradzieżami.


Z ogromną uprzejmością i zaangażowaniem wskazano nam kolejny adres, pod którym możemy załatwić swoją sprawę. Po chwili poszukiwań dotarliśmy pod wskazany adres. Po godzinie oczekiwania wreszcie naszedł czas na "nasz numer". Pani zapytała czy mamy tylko jeden dokument, co zasugerowało nam, że czegoś nam brakuje. Zatem pani zadzwoniła na posterunek w San Pedro, kilkakrotnie ją przełączano do innych osób, by wreszcie usłyszeć, że nie ma kopii naszego raportu. Gdzieś zaginęła. Oczywiście zapewniono nas znowu z ogromną uprzejmością, że policja z San Pedro właśnie szuka tego dokumentu i jak tylko go znajdzie to… oddzwoni do Calamy. Mamy tylko poczekać.


Zobacz  powiększenie!
Iza i Leszek na szczycie
Czekaliśmy pierwszą godzinę... i drugą. Po długim czekaniu, tym razem bez kolejki, podeszliśmy do "pani w okienku", aby zapytać, jakie są szanse, że policja z San Pedro zadzwoni i co się stanie, jeśli nie złożymy doniesienia. Dopiero wtedy usłyszeliśmy, że przypadki kradzieży są dość częste, nigdy nie znajduje się zagubionych rzeczy a jeśli nie złożymy doniesienia, to nic się nie stanie, bo przypadek tej kradzieży jeszcze tak naprawdę nigdzie nie zaistniał. Szczerze mówiąc nie wiem czy jest szansa, aby zaistniał nawet po złożeniu doniesienia, jeśli raporty giną...

Zastanawiam się nad olbrzymią uprzejmością ludzi z Chile. Wszyscy są tu bardzo mili i otwarci (poza kradzieżą plecaka mamy same miłe doświadczenia). Wszyscy interesują się z ogromnym zaangażowaniem tobą i twoimi problemami. Jak się jednak okazuje, kiedy przychodzi do konkretów w załatwianiu różnych spraw, albo podano nam zły adres, albo zgubiono raport na którego pisanie straciliśmy pół dnia itp.

Pamiętam, że Wojciech Cejrowski pisał, że w którymś z państw Ameryki Południowej notorycznie był okłamywany. Wszyscy z ogromną uprzejmością wskazywali mu niewłaściwe adresy, albo wskazywali drogę na tyle niejasno, że musiał o nią pytać ponownie. Jak się później okazało, robiono to w dobrej wierze, bo przyznanie się do tego, że nie można pomóc, albo odmowa pomocy, uznawane tam były za brak uprzejmości. A w tym kraju w dobrym tonie było być uprzejmym. Nie pamiętam, o jakim kraju była mowa, ale mam coraz silniejsze wrażenie, że chodziło o Chile...

08.11.2005

Zobacz  powiększenie!
Jarek w polu penitentów
Dzisiejszy dzień rozpoczęliśmy pobudką o 4 rano. Nasz plan to aklimatyzacja na wulkanie Lascar. To ten sam wulkan, który w legendzie opowiadanej przez Atacamenos obciął głowę podmuchem ognia Juriquesowi zakochanemu w Quimal.

Lascar to najbardziej aktywny wulkan w okolicy San Pedro. Wybucha co 4 lata a ostatnia erupcja była w 2000 roku. W 2004 roku mieszkańcy San Pedro czekali na wybuch… i czekają do dziś. Wchodząc na wulkan mieliśmy nadzieję, że erupcja nie nastąpi podczas naszej wyprawy.

Wulkan jest łatwy technicznie, a trudność sprawiają: pola penitentów, piarg oraz unoszące się na zboczach opary z krateru.

Zobacz  powiększenie!
Widok znad krateru
Po kilku godzinach marszu stanęliśmy na szczycie. Różne źródła podają różną wysokość - nasz GPS wskazał 5466 m n.p.m. Męczące wejście w pełni rekompensuje widok ze szczytu. Olbrzymi i bardzo głęboki krater sprawia wrażenie jakby góra była rozerwana przez kolejne erupcje. Wydobywający się z krateru dym bardzo drażni gardło i żołądek a kamienie pokrywa warstwa żółtego siarkowego osadu. Ponad tym "piekłem" rozpościera się piękny widok na Salar, Altiplano oraz ośnieżone szczyty sąsiednich wulkanów.

Źródło: informacja własna

1


w Foto
Chile 2005
WARTO ZOBACZYĆ

Piwa obu Ameryk
NOWE WYSTAWY
PODRÓŻE

HAW 7; Kipahulu
kontakt | redakcja | reklama | współpraca | dla prasy | disclaimer
copyright (C) 2003-2013 ŚwiatPodróży.pl