HAWAJE
13:28
CHICAGO
17:28
SANTIAGO
20:28
DUBLIN
23:28
KRAKÓW
00:28
BANGKOK
06:28
MELBOURNE
10:28
Ogłoszenie niepłatne ustawodawcy Serwis wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu: utrzymania sesji zalogowanego Użytkownika, gromadzenia informacji zwiazanych z korzystaniem z serwisu, ułatwienia Użytkownikom korzystania z niego, dopasowania tresci wyswietlanych Użytkownikowi oraz tworzenia statystyk ogladalnoœci czy efektywnoœci publikowanych reklam. Użytkownik ma możliwoœć skonfigurowania ustawień cookies za pomocš ustawień swojej przeglšdarki internetowej. Użytkownik wyraża zgodę na używanie i wykorzystywanie cookies oraz ma możliwoœć wyłaczenia cookies za pomoca ustawień swojej przegladarki internetowej. /// Dowiedz się więcej
 
Mapy: | Afryka | Ameryka Pd. | Ameryka Pn. | Antarktyda | Australia | Azja | Europa | Polska
  ŚwiatPodróży.pl » Przewodnik po procesie inicjacji » #3 Guru - Indie
#3 Guru - Indie

Edi Pyrek


Ten rozdział opowiada o zorganizowanej świętości i duchowości, jaką są dla mnie zachodnie aśramy we wschodnich Indiach, inaczej mówiąc, jest to krótka historia o wizycie w Poonie u Osho, zwanego również Rajinishem. Jednocześnie jest to opowieść o pięknych piersiach, tańcu, śmiechu i wierze. W tej historii udział biorą również aparat do slajdów, pewne specjalne kapcie i niewysoki facet z brzuchem jak piłka, a także nadmiernie rozwinięta populacja karaluchów.

- To which country do you belong from sir?
Mały ryksiarz ubrany jedynie w szary od brudu sarong i koszulę w kolorze uryny patrzył na mnie na dworcu w Poonie.
- Poland.
- O, very beautiful, I know Poland in America, very rich, highly development... you want riksha? You want go Osho? Very cheap, you my friend sir. I love Poland. Kiwnąłem głową, "chciałem Osho", a poza tym chłopak był jednym z pierwszych ryksiarzy w Indiach, który wiedział gdzie jest Polska i co najważniejsze, nie tylko kochał mój kraj, ale także był moim przyjacielem. Najpierw jednak chciałem do hotelu.

Pośrodku zniszczonego ogrodu hotel rozrastał się jak czyrak z dziesiątkami przybudówek, tarasów, schodów i drzwi. Okna wyglądały jak oczy ślepca straszące pośrodku zniszczonej trądem twarzy ścian. Brudny i zaspany recepcjonista zaprowadził mnie do najtańszego pokoju - duża, przylegająca do knajpy sala była podzielona niskimi, tekturowymi ścianami na kilka małych klitek. Drzwi nie zamykały się, pomiędzy nimi pozostawała szpara na dłoń, tak jakby była tam pozostawiona specjalnie po to, by przypomnieć, że przyjechałem do aśramu Osho, człowieka, który jak niektórzy wierzą, otwiera bramy pomiędzy światami.

Szpara była więc symboliczną bramą do nieba. Ściany wyginały się w jakimś dziwnym, nie słyszanym przeze mnie, falowaniu. Po niej i po brudnej jak Matka Ziemia podłodze wędrowały tabuny wypasionych karaluchów. Nie chciałem ich zabijać. Tupnąłem. Robactwo wolno, jakby od niechcenia, rozpełzło się do swoich nor. Rzuciłem plecak na łóżko, usiadłem. Niegasnące światła jarzeniówek, szpara w drzwiach, ostatni przebój dobiegający ze starego radia w knajpie i upał oblepiający mnie, jak spojrzenia, a także świadomość siedzących pod ścianami robali powodowały, iż czułem się obserwowany. Wiedziałem, ze teraz jest czas na sprawdzian sił pomiędzy mną a robactwem, rozpoczęła się walka o przetrwanie. Musiałem im pokazać kto jest panem. Ja, czy one. Siedziałem mierząc powoli wzrokiem ściany i zakamarki, kiedy w oczy trafił mi jakiś robal, to patrzyłem na niego tak długo, dopóki nie poczuł mojego spojrzenia i nie uciekł. Kiedy wreszcie przestrzeń pokoju się uspokoiła, wszyscy zajęli swoje miejsca, żaden spóźnialski nie przebiegał przez pokój, zacząłem z mocnym indyjskim akcentem wyraźnie i spokojnie mówić.
- Teraz ja tu będę mieszkał. Przyszedłem w gości, nie chcę zabijać, niosę wam pokój i chcę pokoju, moje zasady są proste - wasza jest podłoga i ściany moje jest łóżko i moje rzeczy. Ja nie przeszkadzam na podłodze, a wy nie odwiedzacie mnie w łóżku... zrozumiane?
- Przepraszam...
Zdziwiony pomyślałem, iż jeden z robali nauczył się mówić, ale potem podniosłem wzrok, w szparze drzwi była połowa twarzy i połowa człowieka - i ta połowa mówiła dalej.
- ...ale czy masz może coś na robactwo, jakiś spray albo co... bo one są wszędzie.
Otworzyłem drzwi. Za nimi stał niewysoki Japończyk . Uśmiechał się.
- Nie, nic nie mam, ja po prostu z nimi rozmawiam.
- Rozmawiasz?
- No tak.
- A po co?
- Jak ustalisz zasady, to wtedy wszyscy wiedzą na czym się stoi.
- I to działa?
- Zawsze.
Japończyk podziękował i wrócił do swojego pokoju za dyktą.
Po chwili usłyszałem, jak mówi coś po japońsku przyciszonym głosem. Zapukałem w ścianę.
- Trzeba mówić po angielsku, to tutejsze robactwo.
- Dzięki.
Zza ściany dobiegł mnie monolog. Japończyk chciał oprócz łóżka mieć także swój stolik i pas swojej ziemi pomiędzy drzwiami, a łóżkiem.

Osho czyli Bhagwan Radźiniś urodził się w 1931 roku w małym miasteczku Madbija Pradeś, kiedy zaś został profesorem filozofii na jednym z podrzędnych uniwersytetów postanowił storzyć własną religię - filozofię. Wkrótce zdobył swoim hasłem "rób, co chcesz" ogromną rzeszę wyznawców wśród zachodnich pielgrzymów przybywających do Indii w celu poznania swojej duchowej strony. Potem, kiedy był już znanym w świecie nauczycielem duchowości wyruszył na podbój Ameryki, z której deportowano go. W tym też czasie udało mu się zyskać miano "jednego z najbardziej niebezpiecznych ludzi na świecie".
- Chrystus też był niebezpieczny - mówili jego wyznawcy - i dlatego go zamordowali. Chcą też zabić Osho.
Ale Osho nie umarł, tylko opuścił parę lat temu swoje ciało. Do dzisiaj jednak istnieje w małej Punie jego aśram... i całkiem nieźle prosperuje.

Źródło: informacja własna
1 2 dalej >>


w Foto
Przewodnik po procesie inicjacji
WARTO ZOBACZYĆ

Seszele: rajskie wyspy
NOWE WYSTAWY
PODRÓŻE

HAW 12; Żegnaj Maui, Witaj Kauai
kontakt | redakcja | reklama | współpraca | dla prasy | disclaimer
copyright (C) 2003-2013 ŚwiatPodróży.pl