HAWAJE
06:58
CHICAGO
10:58
SANTIAGO
13:58
DUBLIN
16:58
KRAKÓW
17:58
BANGKOK
23:58
MELBOURNE
03:58
Ogłoszenie niepłatne ustawodawcy Serwis wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu: utrzymania sesji zalogowanego Użytkownika, gromadzenia informacji zwiazanych z korzystaniem z serwisu, ułatwienia Użytkownikom korzystania z niego, dopasowania tresci wyswietlanych Użytkownikowi oraz tworzenia statystyk ogladalnoœci czy efektywnoœci publikowanych reklam. Użytkownik ma możliwoœć skonfigurowania ustawień cookies za pomocš ustawień swojej przeglšdarki internetowej. Użytkownik wyraża zgodę na używanie i wykorzystywanie cookies oraz ma możliwoœć wyłaczenia cookies za pomoca ustawień swojej przegladarki internetowej. /// Dowiedz się więcej
 
Mapy: | Afryka | Ameryka Pd. | Ameryka Pn. | Antarktyda | Australia | Azja | Europa | Polska
  ŚwiatPodróży.pl » Zakaukazie » ZAK 2: Do Stambułu i dalej
ZAK 2: Do Stambułu i dalej

Krzysztof Skok


Zapraszamy na kolejny odcinek podróżniczych wspomnień Krzysztofa Skok. W 2007 roku wyprawiając się na mecze polskiej reprezentacji piłkarskiej na Zakaukaziu postanowił on zwiedzić wschodnie republiki. Spędził tam trzy tygodnie, a wrażenia skrupulatnie opisał. Na tyle dokładnie, że polecamy lekturę zwłaszcza podróżnikom wyprawiającym się do krajów dawnego ZSSR. Dziś jednak czas na krótką wizytę w Turcji. Poprzedni odcinek można zaś przeczytać tutaj.




Niedziela, 27 maja 2007r

Zobacz  powiększenie!
Stambuł, nad Bosforem
Obudziłem się po 4 rano, kiedy nasz autobus zatrzymał się przed biurem Torosu w centrum Stambułu. Postawiliśmy plecaki przed biurem i wypytywaliśmy się miejscowych o możliwości podróży do Gruzji. Okazało się, że nasz przewoźnik nie jeździ w tamtą stronę. Dowiedzieliśmy się, iż na starówce znajduje się duży dworzec autobusowy Emniyet Park, z którego kilka biur wysyła autobusy w interesującym nas kierunku. Trudno jednak było ustalić, jak daleko mamy do dworca. Odległość w zależności od rozmówcy wynosiła od 2 km do 5 km. Przy drugiej wersji upierali się szczególnie taksówkarze (wszystkie taksówki były koloru żółtego). Cezary stwierdził, że po dwóch nocach w podróży, chce spędzić chociaż jedną noc w Stambule. Był już tu wcześniej dwa razy i pamiętał, że za noc płacił 10 USD. Zaproponował, abyśmy poczekali z bagażami na niego, a on popyta się po okolicznych hotelikach o tani pokój. Zgodziliśmy się. Nie było go przez pół godziny, choć widzieliśmy jak co jakiś czas przebiegał w oddali. Pozostali pasażerowie udali się w swoim kierunku, pilotka poszła spać, a autobus odjechał na parking. Zostaliśmy sami. Po chwili wrócił jednak Cezary z niewyraźną miną. Okazało się, że najtańszy pokój był po 15 USD i należało zapłacić w lirach (wcześniej przyjmowali także w dolarach). Postanowiliśmy ruszyć w poszukiwaniu wskazanego nam dworca autobusowego i po drodze rozglądać się za hotelem dla Cezarego.

Zaczęło świtać, a muezyni zaczęli nawoływać do porannej modlitwy. Nie wiem, czy to z niewyspania, ale poczułem się jakoś dziwnie, jak gdyby w innym świecie. Świt ukazał nam stare miasto, które zaczęto dopiero sprzątać (a było z czego). Zobaczyliśmy całkiem inny styl architektoniczny, a do tego niemal wszędzie gdzie spojrzałem widziałem meczet. Okazało się, że do dworca nie jest aż tak daleko. Oprócz siedzib biur podróży były tam także miejsca przeładunkowe samochodów ciężarowych, lecz o 6 rano wszystko było nieczynne. Porozumieliśmy się ze stróżem i pod jego nadzorem zostawiliśmy plecaki, a sami ruszyliśmy do miasta rozejrzeć się za hotelem i jakimś jedzeniem. Wróciliśmy po 2 godzinach, ale ruch jeszcze był słaby. Czynne było jedno biuro, kolejne miały godziny otwarcia pomiędzy 9 – 10. Z uzyskanych informacji jeszcze w kraju wiedzieliśmy, iż należy rozmawiać z kilkoma biurami i negocjować z nimi warunki finansowe. Rozsiedliśmy się z boku, trochę zjedliśmy i tak doczekaliśmy się otwarcia kolejnych biur. Niestety okazało się, że tylko Mamut Turizm w niedziele kursuje do Gruzji. Nikt z nami nie chciał negocjować, nie miało znaczenia nawet to, że chcemy jechać tylko do granicy. Cena wynosiła 50 USD od osoby, a wyjazd był o 18.00. Kupiliśmy bilety, plecaki pozostawiliśmy w autokarze, który już stał na placu i z podręcznymi plecakami ruszyliśmy zwiedzać miasto.

Tylko Cezary niósł jeszcze plecak, ale po drodze dotarliśmy do hotelu, w którym kiedyś już nocował. Został tam rozpoznany i po krótkich targach dostał nocleg za 12 USD. Wymieniliśmy dolary na liry (1 USD – 1,35 YTL) i ruszyliśmy na zwiedzanie Stambułu. Było to dużym wyzwaniem dla nas, ponieważ upał był okropny. Na początek był spacer wzdłuż Bosforu, następnie zwiedziliśmy bazar na starym mieście, meczety, których jest mnóstwo (my ograniczyliśmy się do kilku, w tym do Haga Sofia i Błękitnego Meczetu). Oczywiście skosztowaliśmy ryb złowionych na nadbrzeżu, które podawano w bułce z surówką (z wyglądu trochę przypominają hamburgery). Czas minął szybko, a my mieliśmy co oglądać. Chociaż byliśmy tylko na starówce, Stambuł zrobił na nas niesamowite wrażenie. Drogę powrotną odbyliśmy tramwajem. Tu czekała nas nowinka - bilety kasuje się przed wejściem na przystanek tramwajowy! Cezary zaproponował nam prysznic w swoim hotelu, co nam sprawiło wyraźną ulgę. Dotarliśmy do naszego autobusu o 18-stej, ale okazało się, że któraś pasażerka się spóźnia i wyjechaliśmy ostatecznie przed 19-stą.
Stosunkowo łatwo autobus opuścił miasto, chwilę postaliśmy w kolejce do kas z opłatami za przejazd autostradą. Następnie przejechaliśmy most euroazjatycki i byliśmy już w Azji. Pasażerami autobusu byli głównie Gruzini, Ormianie i Azerowie (siedzieli w grupach narodowych). Zazwyczaj byli to ludzie, którzy pracowali w Stambule i okolicach, wracający do swoich rodzin. Ja i Karol jako turyści budziliśmy duże zainteresowanie pozostałych. Po godzinie jazdy Gruzini zaprosili nas do siebie w gości. Prym wiódł siedzący za nami Nazim, mieszkający niedaleko miasteczka Marneuli, leżącego przy drodze Tbilisi – Baku. Umówiliśmy się, iż go odwiedzimy przed wyjazdem z Gruzji. Pilotka w autokarze również częstowała nas kawą i herbatą, ale rzadziej niż ta z firmy Toros. Po 3 godzinach jazdy mieliśmy 30 minutowy postój, podczas którego można było się posilić. Jak się później zorientowaliśmy, autokary mają przystanki przy w tych samych barach przydrożnych. Zasnęliśmy około północy.

Wkrótce będziemy na łamach portalu SwiatPodrozy.pl relacjonować samotną, rowerową podróż Krzysztofa do Chin. Pierwsze informacje o przygotowaniach zamieścił on już na stronie internetowej

Źródło: informacja własna

1


w Foto
Zakaukazie
WARTO ZOBACZYĆ

Kory drzew świata
NOWE WYSTAWY
PODRÓŻE

MX 1; Acapulco
kontakt | redakcja | reklama | współpraca | dla prasy | disclaimer
copyright (C) 2003-2013 ŚwiatPodróży.pl