HAWAJE
03:36
CHICAGO
07:36
SANTIAGO
10:36
DUBLIN
13:36
KRAKÓW
14:36
BANGKOK
20:36
MELBOURNE
00:36
Ogłoszenie niepłatne ustawodawcy Serwis wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu: utrzymania sesji zalogowanego Użytkownika, gromadzenia informacji zwiazanych z korzystaniem z serwisu, ułatwienia Użytkownikom korzystania z niego, dopasowania tresci wyswietlanych Użytkownikowi oraz tworzenia statystyk ogladalnoœci czy efektywnoœci publikowanych reklam. Użytkownik ma możliwoœć skonfigurowania ustawień cookies za pomocš ustawień swojej przeglšdarki internetowej. Użytkownik wyraża zgodę na używanie i wykorzystywanie cookies oraz ma możliwoœć wyłaczenia cookies za pomoca ustawień swojej przegladarki internetowej. /// Dowiedz się więcej
 
Mapy: | Afryka | Ameryka Pd. | Ameryka Pn. | Antarktyda | Australia | Azja | Europa | Polska
  ŚwiatPodróży.pl » Łódź na rowerach » ŁN@ 3: Do Szwecji
ŁN@ 3: Do Szwecji

Janusz Bączyński


Nasza rowerowa wyprawa do Szwecji, rodziła się z dużymi trudnościami. Podczas moich starań o pozyskanie środków na wyprawę, natrafiłem na osoby i firmy które zadrwiły sobie z naszych planów. Naraziło to nas na znaczne koszty, przykrości i podważyło wiarygodność wobec tych osób, które wyprawę wsparły. Czy wypada najpierw deklarować znaczne wsparcie, a potem w tchórzliwy sposób się wycofać??? Odpowiedź pozostawiam czytelnikom, a firm wymieniać nie chcę, bo nie warto. Wyprawa doszła do skutku, bo dążyłem do celu z uporem maniaka, a zawdzięczamy ją życzliwości i pomocy finansowej, grupy przemiłych ludzi. Dzięki nim, przeżyliśmy niezapomniane rowerowe wakacje. Wszystkim którzy nam pomogli, składamy w tym miejscu serdeczne podziękowania.




Uczestnicy:

Janusz oraz Justyna, Paulina, Alicja i Aleksandra.

Piątek 10.08.

Zobacz  powiększenie!
Rynek w Karlskronie. Za nami pomnik króla Karola XI
Podczas pierwszej nocy w Szwecji, spaliśmy jak przysłowiowe susły. Po godz. 10 mieliśmy już za sobą posiłek, szybko spakowaliśmy nasz ekwipunek do dalszej drogi. Zaznaczyliśmy miejsce noclegu, przewidując że jeszcze tu wrócimy. Ruszyliśmy do centrum Karlskrony, aby wstępnie poznać miasto, i wytyczyć dalszy kierunek naszej wyprawy. Przez 11 km przejazdu ścieżką rowerową, mieliśmy okazję poznać bardzo ładne, malownicze miasto. Jazda na rowerze, to tutaj prawdziwa przyjemność, zwłaszcza że jest się na ulicy czy ścieżce rowerowej, szanowanym przez kierowców użytkownikiem drogi. Mogliśmy jadąc, podziwiać bardzo wiele wodnych rozlewisk i przystani, przy których stało mnóstwo cumujących różnej klasy jachtów i łodzi motorowych. Ścieżka do centrum prowadziła, wzdłuż krętej, wznoszącej się drogi. Kilka podjazdów, wymagało znacznego wysiłku. Wynagrodziły nam to widoki na miasto. W mieszczącym się na rynku, biurze informacji turystycznej, otrzymaliśmy mapy ze szlakami rowerowymi południowej części Szwecji, oraz broszury o historii miasta, również polskojęzyczne.

Zobacz  powiększenie!
Karlskrona to miasto zieleni, z historycznym, mającym charakter twierdzy wojskowej, systemem fortyfikacji, i bardzo nowoczesną stocznią. Mieści się tu, strategiczna siedziba marynarki wojennej Szwecji. Na ulicach widzieliśmy wielu marynarzy. Zaopatrzeni w mapy, ruszyliśmy do trasy E-22 biegnącej w kierunku Malmoe i Goeteborgu. Zwiedzanie Karlskrony, odłożyliśmy do czasu naszego powrotu na prom. Przez kilkanaście km jechaliśmy biegnącą wzdłuż, lub w pobliżu trasy ścieżką rowerową.

Ok. 20 km za Karlskroną zostałem wyprzedzony przez dziewczynki, podczas niewielkiego podjazdu. Jak się później okazało, uchroniło to dzieci od niespodziewanego niebezpieczeństwa. Dziewczyny pomknęły rowerami z góry, niczym strzały, a ja na Treku z przyczepką, za nimi. Gdy byłem rozpędzony do ok. 28 km/h, rowerem zaczęło trząść na boki, rozległ się metaliczny dźwięk, i przyczepka odczepiła się od roweru wykonując przy okazji kilka "koziołków". Całe szczęście, że nikt za mną nie jechał. Oparłem rower o najbliższe drzewo, i usunąłem przyczepkę ze ścieżki, sprawdzając przy okazji jej uszkodzenia, w workach były bowiem nasze namioty i śpiwory. Poza przetartym workiem, większych uszkodzeń na szczęście nie było. Tymczasem dziewczynki, widząc dłuższy brak mojej osoby, zawróciły. Wspólnymi siłami zczepiliśmy ponownie przyczepkę z rowerem, regulując i sprawdzając dokładnie stan złącza. Dziś z perspektywy czasu, trudno mi jednoznacznie określić dlaczego przyczepka odczepiła się od roweru. Nie jest jednak wykluczone, że powodem była zbyt duża prędkość, roweru z przyczepką obciążonych łącznie ok. 35 kg ekwipunku. Wydarzenie to, w połączeniu z kilkoma innymi faktami natury organizacyjnej, wpłynęło na kolejną korektę trasy naszej wyprawy.

Przed wyruszeniem w dalszą drogę, ustaliłem z dziećmi, że rezygnujemy z dojazdu do Kopenhagi, wracamy i pojedziemy na wyspę OLAND, a jeśli zdążymy, przed dniem odpływu promu (22.08), odwiedzimy także wyspy w pobliżu Karlskrony. Leśnym szlakiem rowerowym, przejechaliśmy kilka km do sklepu w pobliżu miasta NATTRABY, gdzie zaopatrzyliśmy się w pieczywo. Dziewczynki wybrały, przypominający smakiem polski chleb tostowy. Ten 1 kg szwedzki wyrób o nazwie Storform, kosztował 9,90 korony. Licząc kurs SEK po 50 gr., wynosi to 4 zł, 95 gr. Stanowił on nasze podstawowe pieczywo, przez cały okres wyprawy. W tym miasteczku, szwedzka artystka Malin Svenson, przebudowała starą wieżę ciśnień, na hutę szkła artystycznego. Na pobliskich ławeczkach, przyrządziliśmy prosty, złożony z kanapek posiłek.

Zobacz  powiększenie!
Zbliżała się godz. 17.30 i trzeba było rozejrzeć się za bezpiecznym miejscem na nocleg. Ruszyliśmy w dalszą drogę, kierując się w okolice miejscowości SKAYKULA. Na szutrowej odnodze lokalnej drogi, w pobliżu dużego rozlewiska, stał duży ładny domek. Spytaliśmy jego mieszkankę, starszą panią o możliwość rozbicia namiotów na łące. Z uśmiechem, kobieta wyraziła zgodę, wskazując jednocześnie miejsce. Po rozbiciu namiotów, przy zapadających ciemnościach, poszliśmy na spacer w kierunku przystani mieszczącej się przy sąsiednim domostwie. Poznaliśmy tu pomysłowość Szwedów przy urządzaniu własnego gospodarstwa. Za domkiem starszej pani, mieścił się naturalny rezerwat przyrody. Ładnie urządzone oczko wodne po którym pływały kaczki, a nieco dalej wiele drzew i bujna roślinność, mieszająca się z naturalnymi skałami, wystającymi z ziemi. Całość tego "ogrodu" robiła fantastyczne wrażenie. Gospodarze drugiego domku z przystanią, wyrazili zgodę na naszą kąpiel. Woda nie okazała się zbyt ciepła, a dno pełne wodorostów, co osobiście sprawdziłem. Dziewczynki ograniczyły się do najprostszej kąpieli i toalety. Wracając, uzupełniliśmy u gospodarzy zapasy wody do picia. Zjedliśmy kolację i uciekając przed komarami, skryliśmy się w namiotach na nocny odpoczynek.
Dystans 52 km.

Źródło: bikefamilly.oit.pl

1


w Foto
Łódź na rowerach
WARTO ZOBACZYĆ

Gdynia: Okno na Świat
NOWE WYSTAWY
PODRÓŻE

@dC 11: Z bólem serca
kontakt | redakcja | reklama | współpraca | dla prasy | disclaimer
copyright (C) 2003-2013 ŚwiatPodróży.pl