HAWAJE
05:29
CHICAGO
09:29
SANTIAGO
12:29
DUBLIN
15:29
KRAKÓW
16:29
BANGKOK
22:29
MELBOURNE
02:29
Ogłoszenie niepłatne ustawodawcy Serwis wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu: utrzymania sesji zalogowanego Użytkownika, gromadzenia informacji zwiazanych z korzystaniem z serwisu, ułatwienia Użytkownikom korzystania z niego, dopasowania tresci wyswietlanych Użytkownikowi oraz tworzenia statystyk ogladalnoœci czy efektywnoœci publikowanych reklam. Użytkownik ma możliwoœć skonfigurowania ustawień cookies za pomocš ustawień swojej przeglšdarki internetowej. Użytkownik wyraża zgodę na używanie i wykorzystywanie cookies oraz ma możliwoœć wyłaczenia cookies za pomoca ustawień swojej przegladarki internetowej. /// Dowiedz się więcej
 
Mapy: | Afryka | Ameryka Pd. | Ameryka Pn. | Antarktyda | Australia | Azja | Europa | Polska
  ŚwiatPodróży.pl » Islandia » Zachodnia Islandia- Zachodnie Fiordy
Zachodnia Islandia- Zachodnie Fiordy

G. Gontarz, Sz. Gontarz, K. Wasilewski


Poniedziałek, 18.07.2005, godz. 7:10. Jedziemy z Warszawy pociągiem pod granicę niemiecką. Po raz pierwszy nie mamy problemu z transportem rowerów w pociągu – jest dobrze! Wysiadamy w Rzepinie i kierujemy się w stronę Berlina. NRD-owskie miasteczka mają wybrukowane uliczki, co utrudnia jazdę. Sakwy podskakują na większych nierównościach jakby zaraz miały się zerwać. Krzysiek uspokaja sytuacje mówiąc, że prędzej bagażnik odpadnie. Po 10 km – odpada.

Dojeżdżamy do Berlina. Na lotnisku musimy dopłacić za rowery po 25 €, z kolei na zbyt dużą wagę bagażu nie zwracają uwagi. Wsiadamy w samolot i odlatujemy w nieznane.


Po niespełna 3 godzinach jesteśmy na Islandii. Przygotowujemy rowery i zaczynamy przygodę z nieznanym nam jeszcze krajem.

Zobacz  powiększenie!
Droga z lotniska do Reykiawiku przebiega przez pola zastygniętych odłamków lawy. Nie ma tu ani drzew, ani krzaków. Miejscami można dostrzec mchy oraz trawę. W stolicy zaopatrujemy się w żywność na kilka dni i "uderzamy" na północ. Na większych stacjach benzynowych można za darmo napić się gorącej kawy, a jeśli trzeba za nią zapłacić to kubek można napełniać tyle razy, ile da się rady wypić.

Zobacz  powiększenie!
Jedziemy trasą nr 1 lecz zakaz wjazdu do podwodnego tunelu zmusza nas do ominięcia go wzdłuż fiordu. Kilkunastokilometrowy objazd wynagrodziły nam przepiękne widoki. Przez nieuwagę ominęliśmy najwyższy wodospad Glymur lecz niedługo tam wrócimy. Przejeżdżamy przez najstarszą wioskę wielorybniczą, po czym wjeżdżamy w głąb lądu. Droga była szutrowa a podjazdy po 12%… Na takiej drodze można nawet osiągnąć prędkość 65 km/h. Pogodę na razie mamy ładną lecz wiatr znacznie oziębia klimat. Temperatura waha się od 12 do15 stopni C. Pierwsze próby zjedzenia obiadu nie powiodły się… Sklepy są tylko w dużych miastach wiec trzeba się zaopatrywać w żywność nawet na tydzień. Najlepiej kupować w sieci supermarketów Bonus– ceny porównywalne do polskich, jedynie wyroby mleczarskie oraz mięsne są znacznie (kilkukrotnie) droższe.

Zobacz  powiększenie!
Jedziemy wciąż na północ. Numery dróg oraz ich położenie nie zgadzają się z naszą mapą. Pokonujemy długi podjazd na przełęcz około 1 000 m n.p.m. Po prawej mamy piękny widok na Islandzkie lodowce. Zaczyna silnie wiać w naszym kierunku. Tempo jazdy gwałtownie spada. Pogoda ulega zmianie, chmury są tak nisko, że widoczność ogranicza się do kilku metrów. Temperatura niska– około 8 stopni C. Jesteśmy przewiani i zmarznięci– tak właśnie wjechaliśmy do krainy Zachodnich Fiordów.

Zobacz  powiększenie!
Drogi nie należą tutaj do najlepszych– są wąskie i w dużej części szutrowe. Kilka razy dziennie trzeba się wspinać na przełęcze aby przedostać się do sąsiedniego fiordu. Widoki są tu niesamowite– piękne góry poprzecinane wstęgami błękitnego morza. Ogromne wrażenie zrobiły na nas okolice miasta Isafjordur– coś niesamowitego, to trzeba zobaczyć! Na przystaniach promowych "zarzucamy wędkę" i wciągu kilku minut mamy sytą i smaczną kolację. Z Isafjordur przebijamy się tunelem do pobliskiego fiordu– ale tu ładnie! Chyba każdy chciałby tu mieszkać...

Przez kolejne dni kierujemy się na zachód podążając ku najdalej wysuniętemu punktowi– oczywiście na zachód. Dojechać tam można tylko po górzystej i szutrowej drodze. Zachodni koniec Europy to latarnia na krawędzi 60-metrowego, stromego klifu. Tuż przy brzegu wylegują się foki a w skalistych klifach odpoczywają przeróżne ptaki, niespotykane w innych częściach Europy. To miejsce nas oczarowało i zachęcamy do zobaczenia tego wspaniałego miejsca.

Zobacz  powiększenie!
Pogoda w zachodnich fiordach była dla nas przyjazna. Mimo porywistego wiatru, często utrudniającego jazdę, słońce towarzyszyło nam przez większość czasu. Wieczorem nadciągały z nad morza bardzo niskie chmury, z kolei rano "odpływały" z dala od lądu. Temperatura była zmienna: w jednym fiordzie 13 stopni C, w drugim– tuż obok– 6 stopni C. Opuszczamy zachodnie fiordy i ruszamy w stronę Snæfellsnes. Pogoda znacznie się pogorszyła i przez kolejne kilka dni jedziemy w strugach deszczu. Wiatr zmienia często kierunek, wieje z prędkością nawet 20 m/s. W okolicach Grundenfjordur przewraca rower i zrzuca mnie kilka metrów głębiej w przydrożny rów. Ciągle opady powodują, że woda w rzekach nie nadaje się do picia. Jest to również spowodowane umiejscowionym nieopodal lodowcem. Pewien latarnik na końcu półwyspu nalewa nam 5l wody, choć sam nie ma za dużo dla siebie i rodzin...

Dojeżdżamy do Borgarnes. Licznik wskazuje 1 600 km. Teraz udamy się na opuszczony wcześniej wodospad Glymur a w czwartek z lotniska w Keflaviku odbieramy Szymona i udamy się razem na wschód wyspy– w stronę największego lodowca w europie.

Źródło: informacja własna

1


w Foto
® wokół Islandii
WARTO ZOBACZYĆ

Szkocja: Powrót do Argyll II
NOWE WYSTAWY
PODRÓŻE

Islandia: Syduzi 2004 # 9
kontakt | redakcja | reklama | współpraca | dla prasy | disclaimer
copyright (C) 2003-2013 ŚwiatPodróży.pl