HAWAJE
02:35
CHICAGO
06:35
SANTIAGO
09:35
DUBLIN
12:35
KRAKÓW
13:35
BANGKOK
19:35
MELBOURNE
23:35
Ogłoszenie niepłatne ustawodawcy Serwis wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu: utrzymania sesji zalogowanego Użytkownika, gromadzenia informacji zwiazanych z korzystaniem z serwisu, ułatwienia Użytkownikom korzystania z niego, dopasowania tresci wyswietlanych Użytkownikowi oraz tworzenia statystyk ogladalnoœci czy efektywnoœci publikowanych reklam. Użytkownik ma możliwoœć skonfigurowania ustawień cookies za pomocš ustawień swojej przeglšdarki internetowej. Użytkownik wyraża zgodę na używanie i wykorzystywanie cookies oraz ma możliwoœć wyłaczenia cookies za pomoca ustawień swojej przegladarki internetowej. /// Dowiedz się więcej
 
Mapy: | Afryka | Ameryka Pd. | Ameryka Pn. | Antarktyda | Australia | Azja | Europa | Polska
  ŚwiatPodróży.pl » Yukon 2003 » YUK 4; Robert Campbell Highway
YUK 4; Robert Campbell Highway



Lipiec 08, 2003 wtorek. Wieczorem, poprzedniego dnia długo wczytywałem się w historię Yukonu, mapy, i drogi przez niego prowadzące, poezję Roberta Service, która otwierała oczy na tutejsze serca pierwszych osadników, których ściągała gorączka złota końca dziewiętnastego wieku.

The spell of the Yukon
"I wanted the gold, and I sought it;
I scrabbled and mucked like a slave.
I hurled my youth into a grave.
I wanted the gold, and I got it;
Come out with a fortune last fall,-
Yet somehow life`s not what I thought it,
And somehow the gold isn`t all"


Zobacz  powiększenie!
W myśl jego przepięknych wierszy, bogactwo życia to nie tylko złoto -to jego poszukiwanie, odkrywanie w gorączce pragnień i porządań; bogactwo w przeżyciu srogich zim Yukonu i w buszu ludzkich oszczerstw czy też prawdziwych przyjaźni; to piękno słonecznych dni, wspaniałych zachodów słońca, a srogą zimą - niezapomnianych tańców zórz polarnych...

Z rana decyduję nie iść na łatwiznę. Pojadę szlakiem tych historii, może odszukam tych co jeszcze wierzą w te skarby Dalekiej Północy, dalej wypłukując okruszyny złota w lodowatych strumieniach; poszukujących skrzących się, twardych minerałów czarnego obsydianu, topazów, malachitu, szmaragdów, czy ostatnio nawet diamentów.

Zobacz  powiększenie!
Odbijam od cywilizacji - jaką jest zawsze latem zatłoczony Highway Alaska i skręcam w kierunku na centrum gorączki złota - Dawson City, drogą nad wymiar nazywaną Robert Campbell Highway. Przede mną 362 kilometry bez cywilizacji. Już po ośmiu kilometrach kończy się droga asfaltowa. Zaczyna się żużel. Busz dochodzi do samej drogi ograniczając widoczność. Busz, natura, stare kpalnie przeróżniastych minerałów, stare kabiny i zwierzyna.

Zobacz  powiększenie!
Wczytując się z mapę - spodziewam się przede wszystkim łosi, leśnych reniferów, niedźwiedzi, bobrów i ptactwa, z orłami bielikami na czele. Przy samej drodze widzę purpurowe dywany fire weeds i statecznie, dumnie wypinające się żółte główki leczniczej arniki polarnej. Sama droga jest w bardzo kiepskiej kondycji. Po bokach jakieś stare odkrywki, dawne wyrobiska, ślady poszukiwaczy złota i innych minerałów. Przy kilku się zatrzymuję aby dokładniej się przyjrzeć starej produkcji. Stare kabiny traperskie. Jestem już ponad sześć godzin w trasie i ujechałem zaledwie niecałe 200 kilometrów. Minąłem się tylko z trzema samochodami.

W planie na dzisiaj chciałbym dojechać chociażby do Carmacks - mam conajmniej 500 km... Zwierzyny żadnej. Kilka orłów bielików. Naciskam mocniej na gaz. Moje wypróbowane już na najtrudniejszych trasach Gór Skalistych i preriach, z napędem na wszystkie cztery koła Subaru przyśpiesza. Droga wije się zakrętami to w górę, to w dół. Pozostawiam za sobą jezioro Finalayson - królestwo reniferów i centrum wydobywania w przeszłości czarnych brył obsydianu.

Zobacz  powiększenie!
Kilka kilometrów dalej, mijam wycinkę w lesie przygotowaną na pas startowy niewielkich samolotów dowożących turystów na weekendowy połowy wspaniałych okazów ryb i amerykańskich głównie myśliwych trofeów zwierzyny. Kolejny zakręt... Z boku, z buszu wyskakuje mi wystraszony czymś śmiertelnie kilkuletni łoś. Szybko odbijam kierownicą aby nie podciąć jemu wysokich nóg. Mogłoby to byś śmiertelne dla nas obu. Gaz i... udało się. Łoś jest już poza mną.

Zobacz  powiększenie!
Przede mną stroma skarpa pobocza. Znowu ostro skręcam kierownicą, tym razem naciskając delikatnie pedał hamulca. Mimo, iż mam już lata praktyki na bezdrożach Kanady - samochód niebezpiecznie zaczyna mi tańczyć na żużlu. Zwalniam bez paniki na ile tylko można aby utrzymać się na drodze. Już czuję, że panuję nad samochodem... poczucie ulgi.

Ułuda trwa tylko kilka sekund - prawa, przednia opona przeciążona masą tańczącego pojazdu nawala. Samochód siłą bezwładu zsuwa się niebezpiecznie, powoli, bokiem coraz bliżej pobocza. Teraz już wiem, że nie mam żadnych szans. Ściąga mnie powoli w zarośnięte pobocze. Jeszcze jak w zwolnionym filmie widzę, jak powoli unoszę się samochodem w górę. Piruet i... lądowanie na dachu. Grzmot, huk, pękają pod ciężarem samochodu szyby i dach... Zapięte pasy uchroniły mnie od większego nieszczęścia. Duży kamień sterczy kilka centymetrów od mojej głowy...

Źródło: informacja własna

1


w Foto
Yukon 2003
WARTO ZOBACZYĆ

Kostaryka: Rio Pacuare NP
NOWE WYSTAWY
PODRÓŻE

KwA 8: 02`06; Burkina Faso
kontakt | redakcja | reklama | współpraca | dla prasy | disclaimer
copyright (C) 2003-2013 ŚwiatPodróży.pl