HAWAJE
18:03
CHICAGO
22:03
SANTIAGO
01:03
DUBLIN
04:03
KRAKÓW
05:03
BANGKOK
11:03
MELBOURNE
15:03
Ogłoszenie niepłatne ustawodawcy Serwis wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu: utrzymania sesji zalogowanego Użytkownika, gromadzenia informacji zwiazanych z korzystaniem z serwisu, ułatwienia Użytkownikom korzystania z niego, dopasowania tresci wyswietlanych Użytkownikowi oraz tworzenia statystyk ogladalnoœci czy efektywnoœci publikowanych reklam. Użytkownik ma możliwoœć skonfigurowania ustawień cookies za pomocš ustawień swojej przeglšdarki internetowej. Użytkownik wyraża zgodę na używanie i wykorzystywanie cookies oraz ma możliwoœć wyłaczenia cookies za pomoca ustawień swojej przegladarki internetowej. /// Dowiedz się więcej
 
Mapy: | Afryka | Ameryka Pd. | Ameryka Pn. | Antarktyda | Australia | Azja | Europa | Polska
  ŚwiatPodróży.pl » Roadtrip USA » RTUSA 1: Do domu Elvisa
RTUSA 1: Do domu Elvisa

Piotr Grodecki


Kiedy wybieraliśmy się w tą podróż żadne z nas nie miało do końca świadomości przed jak dużym wyzwaniem staje. Nie wiedzieliśmy dużo o samych Stanach. Znaliśmy lokacje podstawowych miast, lecz stolice poszczególnych stanów, którymi nie są zazwyczaj żadne z powszechnie znanych metropolii, były nam kompletnie obce. Tak obce jak wszystkie inne wsie, miasteczka oraz topografia i zmienny klimat tego ogromnego kraju.




Zobacz  powiększenie!
Tak wyglądała trasa na papierze...
Wstaliśmy przed 3.00 w nocy. Był chłodny wczesnojesienny poranek. Półtorej godziny później byliśmy już na lotnisku. Z Krakowa wylecieliśmy o 6 rano. W Chicago byliśmy koło 11 rano. Dzięki zmianie czasu jesteśmy młodsi o kilka godzin...przynajmniej do czasu powrotu. Miasto przywitało nas piękną panoramą i cudowną pogodą. Zatrzymaliśmy się u znajomych. W ciągu 4 dni poznaliśmy miasto i okolice oraz załatwiliśmy wszelkie niezbędne formalności związane z naszą wyprawą. Kupno namiotu, butli gazowych oraz wynajęcie samochodu. W USA mieliśmy spędzić łącznie 54 dni, z czego 49 w drodze. Według początkowych ustaleń i wyliczeń do przejechania mięliśmy jakieś 9.000 mil...jak się potem okazało przejechaliśmy ponad 4 tysiące więcej; to ponad połowa długości równika. Zawitaliśmy do 32 stanów. Byliśmy w 12 Parkach Narodowych i zobaczyliśmy większość wielkich miast. Ruszając w tego rodzaju podróż, przede wszystkim musieliśmy zaopatrzyć się w dobry atlas oraz samochód, który wytrzymałby trudy podróży Wybierając samochód kierowaliśmy się ceną, komfortem jazdy oraz tym czy auto posiada tzw. "unlimited milage" - czyli nieograniczoną ilość przejechanych mil za, które nie będziemy musieli płacić przy zdawaniu samochodu. Wypożyczenie samochodu kosztowało nas 3200$ wraz z ubezpieczeniem (jest nieobowiązkowe). W tej cenie do wyboru mieliśmy auta takie jak: Jeep Liberty, Saturn Vue czy wybrany przez nas Mitsubishi Outlander. Ten ostatni z silnikiem 2000cm3 posiada niewielki 40 litrowy bak, lecz silnik spala tylko 8 litrów w trasie i około 10 w mieście, co w przypadku takiej wyprawy było dla nas nie bez znaczenia. Na wschodzie zdarzało nam się znaleźć galon 87 oktanówki za 2,30$, gdy na zachodzie bywało, że płaciliśmy ponad dolara drożej. Ponadto Outlander to dosyć przestronny SUV z napędem 4x4; i w stosunku do innych pojemnym bagażnikiem. Czas i miejsce zdania samochodu ustaliliśmy sobie już na początku i zostało nim leżące na drugim brzegu San Francisco. Wiedząc iż przebywanie ze sobą 24h na dobę wystawi na niejedną próbę naszą przyjaźń uzbroiliśmy się w cierpliwość i piątego dnia - z samego rana - dokładnie o 6:15 - wyruszyliśmy w drogę. Naszą wyprawę zaczęliśmy od zwiedzania położonego 300 mil na SW St.Louise. To niezbyt duże miasto przywitało nas slumsami i smętną pogodą. Zostawiliśmy auto na parkingu i udaliśmy się na nabrzeże Mississippi gdzie stoi Gateway Arch. Jest to 192 metrowy łuk z nierdzewnej stali, który niczym gigantyczne wrota oddaje chołd miastu i ludziom, którzy właśnie z tego miejsca ongiś wyruszali by podbijać dziki zachód. Z jego szczytu, na który wyjechaliśmy klaustrofobicznym wagonikiem rozpościera się przepiękna panorama miasta. W mieście nie zabawiliśmy długo i już po południu ruszyliśmy w kierunku Indianapolis. Nasz pierwszy nocleg na campingu oddalonym półtorej godziny drogi przed Indianapolis na zawsze pozostanie w naszej pamięci. Blackhowk Campgrounds w Cloverdale - szczerze odradzamy nocowanie tu komukolwiek i kiedykolwiek. Po kilkuminutowym dobijaniu się do drzwi przywitał nas zaspany, zakurzony jegomość ze strzelbą mizernie ukrytą w pokrowcu po wędce. Za kilkunastodolarową opłatą mogliśmy przenocować na tym opustoszałym, obskurnym campingu. Na szczęście w przekroju całej naszej wyprawy ten nocleg okazał się jedynie negatywnym wyjątkiem, niemniej napędził nam stracha, że reszta może wyglądać podobnie. Przeraźliwy gorąc, w połączeniu z ogromną wilgotnością i dzikim, hałasującym, niemal tropikalnym lasem nie pozwolił nam się wyspać.

Zobacz  powiększenie!
Pomnik bohaterów z Iwo Jimy w Waszyngtonie, DC
Z rana ruszyliśmy w dalszą drogę. W dwa dni później byliśmy już w Nowym Jorku. Zanim dotarliśmy na wschodnie wybrzeże zwiedziliśmy jeszcze wspomniane wcześniej Indianapolis, Columbus, Cleveland, Buffalo i Niagar Falls. Wszystko w expresowym tempie. Wschód chcieliśmy zaliczyć jak najszybciej tak aby jak najwięcej czasu zostało nam na podziwianie zachodu. Na Nowy Jork przeznaczyliśmy niecałe 3 dni...bardzo męczące 3 dni. Na całe szczęście mieliśmy tu nocleg. Dobrze jest czasem przypomnieć sobie o dawno nie widzianej kuzynce... Następnie zawitaliśmy jeszcze do Filadelfii, Baltimore Waszyngtonu. Z tego ostatniego wyruszyliśmy wcześnie rano. Czekała nas 800 milowa, całodniowa jazda na Florydę. Przelecieliśmy dosłownie przez Jacksonville. Minęliśmy stany Wirginię, Północną i Południową Karolinę i Georgię - ta żegnała nas przepięknym zachodem słońca na tle rozlewisk i lasów. Po zmroku wjechaliśmy w "popłuczyny" ustępującego już z południa tropikalnego huraganu Humberto. Jeśli tak wyglądają pohuraganowe burze, to nikt z nas nie chciał wiedzieć jak wygląda sam huragan...wycieraczki dosłownie nie nadążały z odprowadzaniem hektolitrów wody a wzrok nie mógł przyzwyczaić się do ciągle przecinających nieboskłon błyskawic. W Daytona Beach byliśmy przed 23.00. Tu spędziliśmy całe dwa dni. Miał to być nasz ostatni odpoczynek na przestrzeni najbliższego miesiąca. Skwapliwie wykorzystaliśmy dany nam czas nie robiąc zupełnie nic. Floryda poza sezonem pozostaje gorąca a niskie ceny moteli oraz wszechobecne wyprzedaże umilają pobyt. Ruszyliśmy lekko okrężną drogą na północ do mało znanego miasta Tallahassee – stolicy stanu Floryda. Po drodze zawitaliśmy do Orlando i Tampy. Samo miasto przytłacza brzydotą wszechobecnych tartaków i niską niechlujną zabudową.

Zobacz  powiększenie!
Wakulla Springs, FL
Nieopodal tego nieszczególnego miasta znajdują się jednak malownicze parki. Jeden z nich to Wakulla Springs State Park gdzie biją najgłębsze i największe na świecie naturalne źródła, które pompują ponad 2mln litrów wody na minutę. To przepiękne miejsce zachwyca dziewiczą przyrodą - pełną aligatorów, ławic ryb i egzotycznych wodnych ptaków. Nam udało się nawet dostrzec wyjątkowo rzadkiego mieszkańca tych rzek - krowę morską (tzw. Manata), który od czasu do czasu przypływa tu z Atlantyku. Następnym celem naszej podróży był Nowy Orlean. Miasto w dalszym ciągu na obrzeżach świeci pustkami i zniszczeniami po Huraganie Katrina i przypomina o dramacie który rozegrał się tu parę lat temu. Tylko centrum wydaje się być ponad tym i tu życie toczy się jak gdyby nigdy nic. Starówka w ogóle nie przypomina jakiegokolwiek amerykańskiego miasta. Dominują tu Francuskie wpływy połączone z kulturą voodoo. Należy nadmienić że jest to chyba jedyne miasto w USA gdzie piwo z licznych tutejszych barów można brać na wynos. Kolejne dni to pogoń na północ. Kolejnego dnia byliśmy już w Memphis. Rodzinnym mieście Elvisa Presleya. Jego posiadłość wciąż pełna jest fanów (wprawdzie w większości w podeszłym już wieku) którzy nigdy nie zapomnieli o swoim idolu.

Źródło: informacja własna

1


w Foto
Roadtrip USA
WARTO ZOBACZYĆ

Piwa obu Ameryk
NOWE WYSTAWY
PODRÓŻE

KwA 9: 03`06; Niger - Jeden dzień z Tiką
kontakt | redakcja | reklama | współpraca | dla prasy | disclaimer
copyright (C) 2003-2013 ŚwiatPodróży.pl