HAWAJE
18:50
CHICAGO
22:50
SANTIAGO
01:50
DUBLIN
04:50
KRAKÓW
05:50
BANGKOK
11:50
MELBOURNE
15:50
Ogłoszenie niepłatne ustawodawcy Serwis wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu: utrzymania sesji zalogowanego Użytkownika, gromadzenia informacji zwiazanych z korzystaniem z serwisu, ułatwienia Użytkownikom korzystania z niego, dopasowania tresci wyswietlanych Użytkownikowi oraz tworzenia statystyk ogladalnoœci czy efektywnoœci publikowanych reklam. Użytkownik ma możliwoœć skonfigurowania ustawień cookies za pomocš ustawień swojej przeglšdarki internetowej. Użytkownik wyraża zgodę na używanie i wykorzystywanie cookies oraz ma możliwoœć wyłaczenia cookies za pomoca ustawień swojej przegladarki internetowej. /// Dowiedz się więcej
 
Mapy: | Afryka | Ameryka Pd. | Ameryka Pn. | Antarktyda | Australia | Azja | Europa | Polska
  ŚwiatPodróży.pl » Roadtrip USA » RTUSA 4: Z grobu do Vegas
RTUSA 4: Z grobu do Vegas

Piotr Grodecki


No, może nie do końca z grobu, ale z Tombstone - miasta okrytego sławą rewolwerowców. Kiedyś droga do mogiły była tu naprawdę prosta, lecz Piotr Grodecki nie odniósł tu żadnych obrażeń. I dzięki temu może napisać też o Vegas oraz innych atrakcjach mijanych na trasie offroadowej wyprawy po USA. Zapraszamy na czwarty odcinek opowieści o Stanach podziwianych z ulubionej przez Amerykanów perspektywy czterech kół.




Zobacz  powiększenie!
Dzień 34 - Nad urwiskiem w Grand Staricase of Escalante
Po przejechaniu kilkudziesięciu mil zawitaliśmy do malutkiej mieściny mormońskiej. Tu wynajęliśmy malutki pokój w typowo kowbojskim stylu. W nocy jak się dowiedzieliśmy temperatura spadła do zera! Pogoda w dzień jednak nam dopisywała. Kolejnym parkiem na naszej drodze był Bryce Canyon N.P., którego zwiedziliśmy dosyć pobieżnie. Jest to jednak dość specyficzny Park Narodowy, w którym to przez 200 nocy w roku słupek rtęci spada poniżej zera. Stąd te niskie temperatury w tej okolicy. Miejsce to odznacza się wyjątkowo strzelistymi, postrzępionymi skałami. Następnie udaliśmy się do Escalante. Tam w informacji turystycznej uzyskaliśmy wiadomości co i gdzie warto zobaczyć w świeżo utworzonym national monumencie "Grand Staircase of Escalante". Z tej też uwagi udaliśmy się w offroad`ową wyprawę do miejsca gdzie woda wyżłobiła zadziwiające wzory w niewielkim kanionie. Okolica odludna, bez zasięgu, bez asfaltu – pełna grzechotników i skorpionów. Wróciwszy tą samą odludną drogą ruszyliśmy bardzo urokliwym, zmiennym krajobrazowo, ale i długim highway`em nr 12 prowadzącym do Capitol Ref. National Park. Jadąc już Hwy 24 (równie pięknym) w parku zatrzymaliśmy się w opuszczonej osadzie mormońskiej Fruita. Znajdują się tu opuszczone sady, w których w sezonie można bez ograniczeń jeść jabłka, wiśnie i brzoskwinie. Tuż obok sadów, na gładkich powierzchniach tutejszych skał dostrzec można blisko 1000 letnie rysunki plemienne przedstawiające min. kozy z kosmitami...dziwne :-) Jest tu również stara mini szkółka założona i prowadzona ongiś przez dwie mormonki u zarania dziejów tej osady. Tuż przed zachodem słońca zawitaliśmy jeszcze do Goblin Valley S.P. To urokliwe miejsce sprawia wrażenie gigantycznej wioski smurf`ów gdyż natura właśnie w tak specyficzny sposób wyrzeźbiła tutejsze skały.

Zobacz  powiększenie!
Dzień 35 - Ballanced Rock w Arches N.P.
Ostatnim Parkiem Narodowym do jakiego zawitaliśmy w czasie naszej podróży był Arches N.P., który jest wyjątkowy ze względu na wielość różnorodnych i monumentalnych skalistych łuków. Jeszcze tego samego dnia ruszyliśmy do Arizony. Przejechaliśmy słynną Monument Valley by zatrzymać się w Page. Miasteczko to leży nad jeziorem Powel, którego linia brzegowa jest tak duża że przerasta długość całego zachodniego wybrzeża USA! Tuż obok naszego campingu znajdowała się stacja benzynowa prowadzona przez Indian Navajo, u których nie bez problemów zaopatrzyliśmy się w "prowiant" na nadchodzący wieczór – ich umiejętności posługiwania się językiem angielskim są naprawdę mizerne. Kolejnego dnia ruszyliśmy nad Wielki Kanion. Ten głęboki na ponad 1.6 km i szeroki na 6-29km robi niesamowite wrażenie choć z pewnością robiłby jeszcze większe gdyby obserwujący miał jakikolwiek punkt odniesienia, który ułatwiałby wyobrażenie sobie jego wielkości i rozległości..

Teraz czekała nas długa droga na południe, do Phoenix i do upragnionego ciepła. W miarę jak zjeżdżaliśmy coraz niżej temperatura zaczęła się szybko podnosić. W samym mieście było już przyjemnie i słonecznie. Miasto co tu dużo mówić – nie ładne, duże i rozwleczone w zabudowie niczym Jaworzno. Po krótkim zwiedzaniu ruszyliśmy do Saguaro N.P. – parku pełnego gigantycznych kaktusów. Największe jakie udało nam się zobaczyć miały 10-12m wysokości. Ważą podobno nawet do 8 ton. Oczywiście kaktusy te rosną też w innych miejscach w Arizonie, ale tylko tu rośnie ich tak dużo i w takich rozmiarach. Stąd mieliśmy już niedaleko do Tombstone które było flagowym punktem naszej wycieczki. To oddalone od cywilizacji senne kowbojskie miasteczko jakby zatrzymało się w czasie. Wszystko wygląda tu niemal tak jak przed stu laty. Dyliżansy, konie, kowboje i drewniane chodniki – gdyby nie auta można by pomyśleć, że jest się w czasach dzikiego zachodu. Główna ulica pełna jest sklepów z pamiątkami i saloon’ów w których to sprzedają i obsługują turystów ludzie ubrani w okolicznościowe stroje. Niemal co kilka kroków pośród "miejsc parkingowych" dla koni odnajduje się tabliczkę informującą nas kiedy i kto kogo w owym miejscu zastrzelił. Miasto faktycznie nie goni za modą i wymogami nowoczesnej turystyki.

Zobacz  powiększenie!
Dzień 39 - Pokaz fontann pod kasynem Bellagio, NV
Zgodnie z doktryną z tablicy witającej przyjezdnych na wjeździe do miasta: "Tombstone – City to tought to die" wszystko toczy się to jak gdyby nigdy nic. Tego samego dnia czekała nas jeszcze wyczerpująca, siedmiogodzinna droga do Las Vegas. Tu mięliśmy odpocząć kilka dni. Gdyż miasto zgodnie z polityką włodarzy miasta ma być tanim do życia. Poza tym chwalebnym wyjątkiem ceny różnicujące zachód od wschodu przejawiają się na każdej płaszczyźnie. Począwszy od noclegów na żywności kończąc. Bardzo pomocne w szukaniu oszczędności na noclegach są tzw. „room savery” – prospekty, w których sieci wszelakich moteli umieszczają kupony rabatowe. Są one bardzo liczne i łatwo dostępne na wschodzie, na zachodzie jest z tym już znacznie gorzej. Można je znaleźć niemal w każdej informacji turystycznej lub znajdujących się co kilkadziesiąt mil przy autostradach międzystanowych, przystaniach (tzw. rest areas). Na owych przystaniach można skorzystać z toalety a nawet zrobić sobie grila na przygotowanych już stanowiskach – co bardzo istotne nie wolno na nich nocować. Niektóre przystanie wzbogacone są również o informację turystyczną.

Tuż przed Vegas zatrzymaliśmy się na tamie Hoovera, gdzie dokładnie po środku stykają się granice Nevady i Arizony. Jest to ogromna tama, z której zasilana jest cała stolica hazardu. Nic dziwnego, że przed tamą jest punkt kontrolnych a na niebie pełno jest helikopterów patrolujących noktowizorami teren. Z tego miejsca zza gór bije już gigantyczna łuna od świateł Las Vegas. Zjeżdżając z gór na równinę rozlało się przed nami morze kolorów. Miasto naprawdę przesycone jest światłami a panoramy nie da się porównać z niczym innym co dotychczas widzieliśmy. Dzięki kuponom zniżkowym udało nam się znaleźć motel w centrum za niecałe 40$ za dobę. W tej świątyni hazardu i grzechu wszystko przyciąga wzrok; kolorowe neony, reklamy sklepy, gigantyczne kasyna. Te "stare" wyburza się co kilka lat i zastępuje nowymi, większymi i jeszcze bardziej ekstrawaganckimi. Obecnie nowa moda w Vegas sprawia, że kasyna prześcigają się w odwzorowywaniu sławnych miast świata. W chwili obecnej stoją już miniaturki Nowego Jorku, Paryża, Monte Carlo, Wenecji oraz Kairu. Miasto, które co roku przyciąga 31mln turystów nie zasypia nigdy. Kasyna pełne są ludzi, którzy w każdym z nich mają wszystko czego potrzeba bez konieczności opuszczania ich choćby na moment. Zatłoczone ulice natomiast pełne są skrzynek z darmowymi gazetkami, w których ogłaszają się prostytutki. Chodniki usłane są tysiącami codziennie rozdawanych na każdym rogu wizytówek z telefonami dziewczyn wszelkiej maści i koloru.

Źródło: informacja własna

1


w Foto
Roadtrip USA
WARTO ZOBACZYĆ

Pacyfik: Polinezyjskie piękności
NOWE WYSTAWY
PODRÓŻE

@dC 5: Jest nadzieja!
kontakt | redakcja | reklama | współpraca | dla prasy | disclaimer
copyright (C) 2003-2013 ŚwiatPodróży.pl