HAWAJE
18:13
CHICAGO
22:13
SANTIAGO
01:13
DUBLIN
04:13
KRAKÓW
05:13
BANGKOK
11:13
MELBOURNE
15:13
Ogłoszenie niepłatne ustawodawcy Serwis wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu: utrzymania sesji zalogowanego Użytkownika, gromadzenia informacji zwiazanych z korzystaniem z serwisu, ułatwienia Użytkownikom korzystania z niego, dopasowania tresci wyswietlanych Użytkownikowi oraz tworzenia statystyk ogladalnoœci czy efektywnoœci publikowanych reklam. Użytkownik ma możliwoœć skonfigurowania ustawień cookies za pomocš ustawień swojej przeglšdarki internetowej. Użytkownik wyraża zgodę na używanie i wykorzystywanie cookies oraz ma możliwoœć wyłaczenia cookies za pomoca ustawień swojej przegladarki internetowej. /// Dowiedz się więcej
 
Mapy: | Afryka | Ameryka Pd. | Ameryka Pn. | Antarktyda | Australia | Azja | Europa | Polska
  ŚwiatPodróży.pl » Magazyny » Obieżyświat
Obieżyświat

Kuba Matuszkiewicz







TT WARSAW 2006

Najważniejsze w Polsce spotkanie branży turystycznej o charakterze międzynarodowym oraz jedno z największych w Europie Środkowo-Wschodniej – Międzynarodowe Targi Turystyczne TT Warsaw Tour & Travel 2006 – odbędą się 21-23 września w Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie, pod patronatem honorowym Ministra Gospodarki. Organizatorem imprezy są Międzynarodowe Targi Polska.

Na targach swoją ofertę zaprezentują państwa i regiony, touroperatorzy, gestorzy bazy noclegowej, przewoźnicy z całego świata, polskie regiony i miasta oraz inne podmioty turystyczne działające na krajowym rynku. Ze szczególnie ciekawymi propozycjami wystąpią w tym roku Czechy – kraj partnerski targów, który swą ofertę przedstawi w specjalnej hali przed PKiN. Na targach pojawią się nowe destynacje, m.in. Belgia. Podobnie jak w ubiegłym roku polskie regiony zaprezentują swoje atrakcje turystyczne w osobnym sektorze.

Dwa pierwsze dni imprezy przeznaczone są przede wszystkim na spotkania biznesowe i stanowią doskonałą okazję do nawiązania interesujących kontaktów, dyskusji, w trakcie których dochodzi do wymiany doświadczeń, zdobytej wiedzy, a przede wszystkim do prezentacji i wzajemnych konfrontacji ofert. Trzeciego dnia natomiast targi są otwarte dla klientów indywidualnych, którzy będą mogli zapoznać się z najciekawszymi atrakcjami turystycznymi w różnych zakątkach świata, a także wziąć udział w wielkim multikulturowym spotkaniu.

Wyspa Afrodyty

Geograficznie należy do Azji, ale charakter ma typowo europejski. Podkreśla to zresztą członkostwo w Unii Europejskiej. O jakim państwie mowa? O słonecznym i pełnym atrakcji Cyprze. Co na ogół przyciąga Polaków na tę wyspę? Szkoły językowe (bądź co bądź poza urzędowym greckim, angielski jest tu w powszechnym użyciu), no i plaże (opalać się i kąpać można tu na okrągło przez cały rok). My mieliśmy tydzień wakacji i chcieliśmy jak najwięcej zobaczyć. Cóż, na leżenie na plaży czasu nie starczyło. Mimo, że wydawałoby się, że to nieduża wyspa (na Morzu Śródziemnym trzecia co do wielkości po Sycylii i Sardynii), jest na niej co robić i oglądać.

Na Cyprze wszystko kręci się wokół Afrodyty. Imię znanej z mitologii bogini miłości, uznawanej w panteonie greckich bóstw za najpiękniejszą, noszą hotele, restauracje, akwapark, a nawet wino. Trudno żeby było inaczej skoro Afrodyta ponoć tutaj się narodziła, a dokładniej – wyłoniła z morskiej piany. Miejsce gdzie się to stało, z kilkoma wielkimi skałami wystającymi z lazurowego morza, to jeden z najczęściej uwiecznianych na zdjęciach cypryjskich widoków. Znajdujące się w pobliżu ruiny pamiętającego XII wiek p.n.e. sanktuarium Afrodyty zalicza się do najważniejszych na wyspie wykopalisk – o jego znaczeniu świadczy choćby umieszczenie go na Liście Światowego Dziedzictwa UNESCO. Na nas większe wrażenie robią jednak pozostałości dawnego miasta Kourion. Oglądamy pozostałości kolumn ze świątyni Apollina, antyczny teatr, mozaiki zdobiące willę żyjącego w IV wieku n.e. bogacza-filantropa. Najsłynniejsze mozaiki są jednak w Pafos – chyba najciekawszym z cypryjskich miast. Jest tam też trochę zabytków z czasów wczesnochrześcijańskich, m.in. kolumna przy której według legendy miał być biczowany św. Paweł i wykute w katakumbach Agia Solomoni kaplice. Przed zejściem do katakumb rośnie krzak z gałęziami obwiązanymi chusteczkami. Dowieszam swoją i ja – może spełni się pomyślane życzenie?

Republika Mnichów

Święta Góra Athos nazywana ogrodem Matki Boskiej, zajmuje południową cześć najbardziej na wschód wysuniętego „palca” greckiego półwyspu Chalkidiki. Ta republika mnichów zamieszkujących od ponad tysiąca lat klasztory u podnóża góry Athos (2039 m n.p.m), niezwykle malownicza, skrywająca święte ikony prawosławia, nie jest już tak niedostępna, jak przed laty. Nie oznacza to jednak, że można tu dotrzeć bez przygotowania i wysiłku organizacyjnego.

Najstarszy i najważniejszy z dwudziestu klasztorów, jakie znajdują się na Świętej Górze Athos, malowniczo położony Megistis Lavras, czyli Wielka Ławra, chyba najchętniej otwiera swoje wrota dla wizytujących pielgrzymów.

Zasady odwiedzin są proste i surowo przestrzegane. Trzeba mieć zezwolenie, czyli diamonitirion, po które należy zwrócić się do władz kościelnych republiki w przedstawicielstwie w Salonikach z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem. Upoważnia ono zarówno do wjazdu, jak i czterodniowej bezpłatnej gościny w wybranych klasztorach i wydawane jest jedynie dla 100 prawosławnych pielgrzymów i 10 osób innych wyznań dziennie. Na teren republiki mnichów nie mają wstępu kobiety, na półwyspie nie może także przebywać żadne stworzenie płci żeńskiej.

W cieniu piramid

Do Egiptu poleciałem na siedem dni całkiem niespodziewanie. Ucieszyłem się, że wreszcie zobaczę piramidy i kilka innych starożytności. Nie wiedziałem jeszcze wtedy, że odważę się „z marszu” i bez większego przygotowania założyć pełen ekwipunek nurka, by zobaczyć podwodny świat, który dotychczas oglądałem na filmach i w muzeach morskich.

Gdy wychodzę z lotniska w Hurghadzie bucha na mnie trzydzieści parę stopni. Tuż przed lądowaniem widzę przez okno jak z ogromu pustyni wyrwano przy morzu rajskie enklawy z palmami, basenami, akwaparkami i hotelami. Hurghada, położona na zachodnim wybrzeżu Morza Czerwonego prawie 500 km na południe od Kairu, kiedyś była małą wioską rybacką. W ciągu kilkunastu lat zaczęła się błyskawicznie rozrastać i ściągać coraz większe rzesze nurków do jednych z najpiękniejszych na świecie raf koralowych. Jej ogromnym atutem są też piękne plaże, urokliwe piaszczyste wyspy z lagunami, przezroczysta błekitno-turkusowa woda oraz przez cały rok słoneczna pogoda (25-45ºC). Obecnie miasto rozciąga się na długości ponad 40 km, ma 40 000 mieszkańców, a każdego tygodnia przylatuje tu średnio 70 000 turystów znajdujących zakwaterowanie w ponad 150 ośrodkach (resortach)... a powstają wciąż nowe.

Indonezyjska Góra Ognia

Wreszcie dotarłem do Yogyakarty. Jest to główna baza turystyczna oferująca zwiedzanie m. in. kompleksów świątyń Borobudur, Prambanan, Płaskowyżu Dieng z gorącymi źródłami. Atrakcją są też okoliczne wulkany... Wejść na aktywny wulkan w nocy, na wysokość około 3000 m n.p.m. - to czyste szaleństwo, a jednak podejmuję taką decyzję.

Punktualnie o godz. 20 podjeżdża mikrobus. W środku komplet, dziewięć osób z całego świata. Po dwóch godzinach szaleńczej jazdy drogą pełną dziur i zakrętów zatrzymujemy się w Selo, małej górskiej wiosce u podnóża wulkanu Gunung Merapi, nazywanego też Górą Ognia z powodu wyciekającej lawy i co za tym idzie niebezpieczeństwa wybuchu. Ostatnia poważna erupcja tego wulkanu była w 1994 roku. Zginęło wówczas 60 osób, a w 1930 roku – wulkan śmierć zadał 1300 osobom.

Wchodzimy do obskurnego baraku, gdzie czekamy na przewodników. Mają ponoć przyprowadzić dwa psy. Dlaczego? Pies wyczuwa dużo wcześniej niebezpieczeństwo. Rozgrzewamy się gorącą herbatą. Temperatura powietrza jest tu dużo niższa niż w Yogyakarcie. Wioska znajduje się na wysokości 1700 m n.p.m. Krótka narada z przewodnikami. Bezwzględne posłuszeństwo i dyscyplina. Wyruszamy o 22.00. Sielanka nocnego spaceru z latarkami szybko zamienia się w koszmar szkoły przetrwania. Pniemy się mozolnie w górę, poprzez gąszcz najprawdziwszej dżungli, przeklinając moskity, mrówki oraz pijawki, które raz po raz spadają na nas z drzew, przysysając się z lubością do szyi. Dla nich to prawdziwa uczta. Gwałtownie pęcznieją, nabrzmiewając do rozmiarów sporej śliwki.

Źródło: informacja własna

<< wstecz 1 2 3 4 dalej >>


w Foto
Magazyny
WARTO ZOBACZYĆ

Białowieża: Zwierzęta BPN
NOWE WYSTAWY
PODRÓŻE

MwM 2: Z Wieliczki w dzicz
kontakt | redakcja | reklama | współpraca | dla prasy | disclaimer
copyright (C) 2003-2013 ŚwiatPodróży.pl