HAWAJE
05:19
CHICAGO
09:19
SANTIAGO
12:19
DUBLIN
15:19
KRAKÓW
16:19
BANGKOK
22:19
MELBOURNE
02:19
Ogłoszenie niepłatne ustawodawcy Serwis wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu: utrzymania sesji zalogowanego Użytkownika, gromadzenia informacji zwiazanych z korzystaniem z serwisu, ułatwienia Użytkownikom korzystania z niego, dopasowania tresci wyswietlanych Użytkownikowi oraz tworzenia statystyk ogladalnoœci czy efektywnoœci publikowanych reklam. Użytkownik ma możliwoœć skonfigurowania ustawień cookies za pomocš ustawień swojej przeglšdarki internetowej. Użytkownik wyraża zgodę na używanie i wykorzystywanie cookies oraz ma możliwoœć wyłaczenia cookies za pomoca ustawień swojej przegladarki internetowej. /// Dowiedz się więcej
 
Mapy: | Afryka | Ameryka Pd. | Ameryka Pn. | Antarktyda | Australia | Azja | Europa | Polska
  ŚwiatPodróży.pl » Magazyny » Obieżyświat
Obieżyświat

Kuba Matuszkiewicz





Fragmenty artykułów




Ślesin - Kraina jezior

Gmina Ślesin jest dużą gminą położoną w środkowo-północnej części powiatu konińskiego w województwie wielkopolskim. Od południa gmina graniczy z miastem Konin, od zachodu z gminami Kazimierz Biskupi i Kleczew, od północy z gminami Skulsk i Wierzbinek, od wschodu zaś z gminami Sompolno i Kramsk. Miasto Ślesin, siedziba Urzędu Miasta i Gminy, położone jest przy drodze krajowej nr 25 łączącej Ostrów Wielkopolski z Bydgoszczą. Od Konina Ślesin dzieli 19 km.

Historia Ślesina sięga początków XIII stulecia. Najstarsza informacja
o Ślesinie pochodzi z dokumentu księcia mazowieckiego Konrada, który
w 1231 roku nadał wieś biskupom poznańskim. W rękach biskupich pozostał on aż do końca XVIII wieku. W 1358 roku otrzymał prawa miejskie. Przebiegał tu ważny szlak handlowy łączący Poznań z Warszawą. Do najważniejszych zabytków należą: neogotycki kościół p.w. św. Mikołaja w Ślesinie z kamienną kropielnicą z X wieku. W kościele tym znajdują się dwa osiemnastowieczne obrazy przedstawiające św. Mikołaja i św. Walentego.

Najbardziej oryginalnym zabytkiem jest jednak wzniesiony przez mieszczan ślesińskich w 1812 roku Łuk Triumfalny na cześć Napoleona Bonaparte, jedyny tego rodzaju pomnik w Polsce z okresu Księstwa Warszawskiego. Obecna „brama napoleońska” nie jest całkowicie oryginalna. W latach 70-tych uszkodzona została przez zbyt wysoki samochód z dźwigiem, który próbował przejechać pod łukiem. Zabytek zrekonstruowano.
W gminie Ślesin warto też zobaczyć - pomnik Powstańców Styczniowych w Ignacewie oraz dobrze zachowane bunkry, pochodzące sprzed II wojny światowej, przy Kanale Ślesińskim.

Spacerkiem po Lwowie

Lwów to miasto niezwykłe, gród kresowy od czasów Kazimierza Wielkiego, przez 600 lat był w granicach Polski. To jedyne polskie miasto odznaczone orderem Virtuti Militari za heroiczną obronę przed wojskami ukraińskimi i bolszewicką nawałą, miasto Orląt lwowskich i bohaterskich obrońców Zadwórza – Polskich Termopili.

Zalążkiem miasta był drewniany początkowo Wysoki Zamek a samo miasto założył ruski książę Daniel Halicki i nazwał go i mieniem swego syna Lwa.

Miasto trzech katedr na styku wschodu i zachodu, leży na dziale wodnym Bałtyku i Morza Czarnego. Polscy mieszkańcy, którzy przeżyli okupacje niemiecką i dwie sowieckie a także część pomników zostali przesiedleni do Polski. W ponad 700-tysięcznym mieście żyje dziś zaledwie kilkanaście tysięcy naszych rodaków.
To piękne miasto zostało straszliwie zapuszczone w czasach sowieckich. Od kilkunastu lat znajduje się w granicach niepodległej Ukrainy ale jego ulice, drogi nadal są w stanie dramatycznym.

Gorące źródła na Węgrzech

Wody termalne u naszych „bratanków” wykorzystywano do leczenia i kąpieli już w czasach rzymskich, kiedy powstawały wielkie publiczne łaźnie. Ich właściwości lecznicze i relaksujące doceniane są do dzisiaj. Przepiękny Budapeszt, perła Dunaju, nazywany również miastem „tysiąca źródeł”, kusi jednym z najpiękniejszych kąpielisk termalnych położonym na Wyspie Małgorzaty. Jest to prawdziwa oaza relaksu wśród pięknego parku z zachwycającymi widokami na Dunaj.

Warte odwiedzenia są kąpieliska termalne w Sarvar. Wody o temperaturze 83°C (w basenach chłodniejsze) zawierają 4,5% stężenia soli oraz chlorek sodu, wodorowęglan, jod, brom i fluor. Pomagają przy chronicznych stanach zapalnych układu oddechowego oraz przy wszelkich dolegliwościach cywilizacyjnych. Natomiast w Győr, zwanym przez Polaków „Małym Krakowem”, od ponad 100 lat kuracjuszy i turystów z całej Europy ściągają źródła termalne, tzw. „studnie” zdrowia z alkalicznymi wodami wodorowęglanowymi i chlorkowymi z grupy wód jodowych.

Cuda Riwiery Tureckiej

Po trzech godzinach lotu z Warszawy lądujemy w Antalyi, stolicy Riwiery Tureckiej. Wysiadamy na nowoczesnym terminalu, jednym z trzech, na którym niedawno temu powitano pierwszego pasażera, nota bene z Polski. Może to nie przypadek, bo około 100 tys. Polaków odwiedza każdego roku ten kraj. Jest początek maja. Termometr pokazuje +28°C, a jeszcze rano w Warszawie otulałem się szczelnie kurtką.
– Günaydin. Dzień dobry! – tak wita się w tym niezwykłym kraju, jakby zawieszonym między Europą a Azją, pełnym kontrastów, egzotyki i nowoczesności splątanej z tradycją sięgającą czasów starożytnych. Nie jednego przybysza urzekła miejscowa przyroda i kultura, ale przede wszystkim ludzie, gościnni i otwarci. Islam, który wyznaje 99% mieszkańców Turcji, wcale nie stanowi przeszkody w kontaktach. Turcy, od czasów prezydenta Atatürka, są bardzo dalecy od fundamentalizmu.

Jadąc z lotniska autobusem mijamy liczne plantacje topoli. Drzewka sadzi się, gdy w rodzinie na świat przychodzi syn, a kiedy osiąga wiek dojrzały, za sprzedane drewno otrzymuje on coś w rodzaju posagu. W drodze z górskiej jaskini Dim Magaraşi, pełnej naciekowych formacji skalnych, stajemy przy niewielkiej, przydrożnej chatce. Rodzice z dwojgiem dzieci właśnie spożywają na werandzie obiad. Na nasz widok kobieta zrywa się od stołu i oferuje owoce. Próbujemy czegoś w rodzaju naszych mirabelek. Są soczyste, a w środku mają po trzy pestki. Niewielkie, zielone banany okazują się bardzo słodkie. W końcu i my trafiamy na obiad do „Dimçayi Pinarbaşi”, restauracji położonej częściowo na rwącej, górskiej rzece. Zajmujemy miejsce w jednym z drewnianych domków, wiszących na wzgórzu nad rzeką Dimçayi. Siadamy na dywanikach „po turecku” przy stole o wysokości może 40 cm. Delektujemy się smakiem pstrąga alabali, przyprawionego ziołami, pieczonymi bułkami pide, sałatkami i niezłym miejscowym piwem „Efez”. Nasz kierowca, słuchając polszczyzny, czuje się jak na „tureckim kazaniu” i zasypia. Nie zamawiamy mu naszej „kawy po turecku”, bo tą zalewa się tutaj zimną wodą, a potem zagotowuje.

Źródło: informacja własna

<< wstecz 1 2 3 4 dalej >>


w Foto
Magazyny
WARTO ZOBACZYĆ

Europejskie zakątki
NOWE WYSTAWY
PODRÓŻE

Ch 11; Lijang
kontakt | redakcja | reklama | współpraca | dla prasy | disclaimer
copyright (C) 2003-2013 ŚwiatPodróży.pl