HAWAJE
11:11
CHICAGO
15:11
SANTIAGO
18:11
DUBLIN
21:11
KRAKÓW
22:11
BANGKOK
04:11
MELBOURNE
08:11
Ogłoszenie niepłatne ustawodawcy Serwis wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu: utrzymania sesji zalogowanego Użytkownika, gromadzenia informacji zwiazanych z korzystaniem z serwisu, ułatwienia Użytkownikom korzystania z niego, dopasowania tresci wyswietlanych Użytkownikowi oraz tworzenia statystyk ogladalnoœci czy efektywnoœci publikowanych reklam. Użytkownik ma możliwoœć skonfigurowania ustawień cookies za pomocš ustawień swojej przeglšdarki internetowej. Użytkownik wyraża zgodę na używanie i wykorzystywanie cookies oraz ma możliwoœć wyłaczenia cookies za pomoca ustawień swojej przegladarki internetowej. /// Dowiedz się więcej
 
Mapy: | Afryka | Ameryka Pd. | Ameryka Pn. | Antarktyda | Australia | Azja | Europa | Polska
  ŚwiatPodróży.pl » Peru-Boliwia » P-B 4; Cuzco
P-B 4; Cuzco

Jakub Syta


Panorama Cuzco
Dzień 6

O godzinie 3:20 rano ruszyliśmy na lotnisko. Umówiony taksówkarz niestety się nie zjawił, złapaliśmy jakiegoś na ulicy. I to chyba nie był najlepszy pomysł. Dawno nie widzieliśmy tak wyluzowanego człowieka – samochód miał zepsute chyba wszystko, co tylko dało się popsuć. Jazda w Peru bez kierunkowskazów to normalka, ale jazda przez ciemne ulice zupełnie bez świateł nie bardzo nas śmieszyła. Na dodatek musieliśmy jechać całą drogę z otwartymi szybami do spaliny akurat miały ujście do wewnątrz "auta". Na lotnisku było jeszcze prawie pusto, gdy się zjawiliśmy – zajęliśmy miejsce na samym początku kolejki. To nas uratowało.


Okazało się, że te tanie bilety... naprawdę miały prawo być tanie, ponieważ dostaliśmy je w opcji stand - by. Tylko dlaczego nikt nas o tym nie uprzedził? Panie z linii lotniczych zaprosiły nas na za 3 tygodnie, bo akurat wtedy były wolne miejsca w samolocie! To się wtedy zaczęła kłótnia. Nie po to zmodyfikowaliśmy plan by teraz odwoływać niektóre z zaplanowanych atrakcji. Słaba znajomość języka hiszpańskiego nam tak bardzo nie przeszkadzała. Krzyczeliśmy wszyscy na siebie wykorzystując i angielski i niemiecki i nawet polski. A co tam, teraz nie mieliśmy już nic do stracenia. Awantura zakończyła się w ten sposób, że zostaliśmy poproszeni o poczekanie 45 minut by zobaczyć jak się będzie układała sytuacja z obłożeniem miejsc (ponieważ było to w przeddzień lokalnego święta, szanse były jednak marne). Niedługo przed startem – już zwoływano pasażerów by szybciej podążali do samolotu, po kolejnej ostrej wymianie zdań, okazało się, że wysiłki się opłaciły – znaleziono bilety! Wyglądało tak, jakby celowo nas chciano zostawić na lotnisku. Ale my to się tak łatwo nie damy. Zaraz złapaliśmy jakąś miłą dziewczyną z obsługi, w 2 słowach wyjaśniliśmy sytuację i już mieliśmy załatwioną odprawę poza kolejnością. W ostatniej chwili, w szalonym tempie, tracąc sporo nerwów, ale udało się – wystartowaliśmy.


Zobacz  powiększenie!
Dachy Cuzco
Lot minął szybko, kołując nad Cuzco podziwialiśmy gęste chmury oraz ostre szczyty wystające z białego, gęstego mleka. Podziwialiśmy te szczyty, podziwialiśmy, kolejne razy zataczaliśmy pętle nad doliną. Chmury i szczyty wyglądały rewelacyjnie. Okazało się jednak, że pilot miał odmienne zdanie. Nie widać było nigdzie lotniska. Tylko te ostre skały wystawały ponad obłoki. Po 20 minutach kołowania zaczęło się robić nieciekawie. W pewnym momencie pilot jednak zaryzykował, runął na oślep w dół i trafił w lotnisko. Znowu się udało.

Na lotnisko postanowiliśmy załatwić hotel. Mieliśmy jakąś rezerwację, ale 50$ za osobę to było trochę za dużo. W informacji turystycznej udało nam się znaleźć wolne miejsca za 30$ od pokoju. Hotel był elegancki, w europejskim stylu, zostaliśmy poczęstowani Mate Coca by łatwiej przystosować się do wysokości. Z dachu hotelu zrobiliśmy fajną sesję fotograficzną.

Po rozpakowaniu się poszliśmy do muzeum a w międzyczasie zaczął padać deszcz, który przerodził się w gradobicie. Fajnie – o filmowaniu miasta można zapomnieć. Przynajmniej udało nam się zjeść dobry obiad a następnie, już w hotelu odespać noc. Późnym wieczorem postanowiliśmy zrobić trochę nocnych zdjęć. Niespodziewanie zjawił się jakiś człowiek, który zaczął opowiadać o okolicy, pokazał nam na niebie Krzyż Południa. Po pewnym czasie okazało się, że po pierwsze był właścicielem hotelu, w którym przebywaliśmy, po drugie szefem jakiegoś towarzystwa miłośników Cuzco a po trzecie, że był strasznie miłym człowiekiem. Ta znajomość przydała nam się 2 dni później.

Wieczorem poszliśmy zobaczyć Cuzco nocą – okazało się znacznie żywsze niż Lima. Rafała dopadła jednak choroba wysokościowa, więc szybko nas opuścił. Obsługa hotelu dała mu suszone liście coca by przywrócić chłopaka do życia. Ja dopiero następnego dnia miałem poznać te przyjemności...

Źródło: informacja własna

1


w Foto
Peru-Boliwia
WARTO ZOBACZYĆ

Argentyna: Ptaki
NOWE WYSTAWY
PODRÓŻE

AL 9; Lot do Wielkiej Góry
kontakt | redakcja | reklama | współpraca | dla prasy | disclaimer
copyright (C) 2003-2013 ŚwiatPodróży.pl