HAWAJE
01:06
CHICAGO
05:06
SANTIAGO
08:06
DUBLIN
11:06
KRAKÓW
12:06
BANGKOK
18:06
MELBOURNE
22:06
Ogłoszenie niepłatne ustawodawcy Serwis wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu: utrzymania sesji zalogowanego Użytkownika, gromadzenia informacji zwiazanych z korzystaniem z serwisu, ułatwienia Użytkownikom korzystania z niego, dopasowania tresci wyswietlanych Użytkownikowi oraz tworzenia statystyk ogladalnoœci czy efektywnoœci publikowanych reklam. Użytkownik ma możliwoœć skonfigurowania ustawień cookies za pomocš ustawień swojej przeglšdarki internetowej. Użytkownik wyraża zgodę na używanie i wykorzystywanie cookies oraz ma możliwoœć wyłaczenia cookies za pomoca ustawień swojej przegladarki internetowej. /// Dowiedz się więcej
 
Mapy: | Afryka | Ameryka Pd. | Ameryka Pn. | Antarktyda | Australia | Azja | Europa | Polska
  ŚwiatPodróży.pl » Peru-Boliwia » P-B 3; Jeszcze Lima
P-B 3; Jeszcze Lima

Jakub Syta


Władca Inków
Dzień 4

Pogoda z rana znów była taka sobie – było szaro i chłodno. Ranek spędziliśmy przygotowując się do kolejnych wywiadów. Następnie udaliśmy się wykupić bilety lotnicze do Cuzco. Okazało się, że normalna cena to około 50$ a my dostaliśmy dzięki PromPeru ofertę na 32$ od osoby. Dla porównania dodam, że autobus z Limy do Cuzco jedzie 2,5 dnia (nie zawsze zresztą dojeżdża) i kosztuje 35$. Oczywiście z uśmiechami na twarzy kupiliśmy sobie bilety.


Kolejnym punktem dnia była wizyta w Musee National oraz wywiad z jego dyrektorem. Muzeum nie jest zbyt interesujące – spodziewaliśmy się znacznie większej ilości złota. Na dodatek oświetlenie było fatalne – by zrobić jakieś ujęcia trzeba było prosić obsługę o chwilowe włączenie świateł. Dobrze, że na szczęście dyrektor okazał się bardzo interesującym mówcą.


Po muzeum, tak szybko, jak to było możliwe przemieściliśmy się do ambasady. Z samego rana zadzwonił do nas konsul i dał do telefonu Jacka Pałkiewicza. Okazało się, że poprzedniego dnia wrócił właśnie ze swojej wyprawy „Paititi 2002” szukającej w amazońskiej dżungli słynnego „El dorado”. No i bardzo chciał przed kamerą opowiedzieć o przeżyciach. Oczywiście nie muszę chyba wspominać, że zgodziliśmy się na wywiad bez chwili wahania.

Zobacz  powiększenie!
Lima - muzeum
Podróżnik okazał się miłą, rozmowną osobą. Długo opowiadał nam o przedzieraniu się przez dżunglę, o pomocy peruwiańskiego wojska, które dostarczyło śmigłowca, specjalistyczny sprzęt oraz ludzi. Opowiadał o śladach po inkaskich uciekinierach, tajemniczych jaskiniach...a my oczywiście to wszystko nagrywaliśmy.

Po nagraniach ruszyliśmy na spacer po Limie. Przeszliśmy się brzegiem Pacyfiku, kontemplowaliśmy gigantyczny chaos panujący na ulicach. Jeden z tych szalonych tambylców za kółkiem pozwolił sobie nawet mnie potrącić, gdy przechodziłem sobie przez ulicę na pasach, na zielonym świetle...Od tamtej pory zawsze pakowałem się na bezczelnego na czerwonym świetle lub w miejscach zakazanych i wszystkie samochody trzymały się ode mnie z daleka.

Gdy chcieliśmy zwiedzić główny plac okazało się, że nie ma tam wstępu – miała miejsce jakaś wielka demonstracja. Ale od czego są legitymacje prasowe i oficjalne pismo z PromPeru by nam pomagać... Jakiś lokalny szef policji nie miał wyjścia (ponieważ oczywiście nie mogliśmy czekać) i zezwolił nam na nagranie. Mieliśmy cały plac tylko do swojej dyspozycji. Fajnie...

Kolejny dzień minął na bardzo intensywnym poznawaniu miejscowej kultury i zwyczajów.

Dzień 5

Poranek mieliśmy wesoły – rano włączyłem miejscowe wiadomości i zobaczyłem, że kilka ulic od nas w nocy miały miejsce zamieszki. Zaatakowane policję, zniszczono parkujące przy ulicy samochody, podpalono trochę opon. A my spaliśmy...

Zobacz  powiększenie!
Lima - centrum
Po śniadaniu spotkaliśmy się z Anią pracującą w Instytucie Ojca Szeligi. Droga na spotkanie ze słynnym zielarzem, znawcą tematu inkaskiego złota a przede wszystkim bardzo miłym starszym (ok. 90lat) panem, który spędził większą część swojego życia z dzikimi plemionami amazońskich indian, była dość kręta. Przejechaliśmy przez kilka dzielnic slumsów, widzieliśmy zgliszcza dyskoteki, w której dwa tygodnie wcześniej spaliło się kilkadziesiąt osób (nawet w Polsce były relacje – na promocję nowych perfum zaproszono 7000 osób, z których w pokazie wewnątrz dyskoteki na max 700 osób, brało udział 1200 aktorów, muzyków, polityków...No a barmanowi zachciało się pokazywać własne sztuczki pirotechniczne...). Po 30 minutach jazdy z zadymionego miasta zjawiliśmy się na skalistej pustyni. A co jakaś większa skała to malowidło reklamujące lokalnego polityka czy inny proszek do prania.

Ojciec Szeliga przyjął nas gościnnie w pięknym, pełnym rzadkich ziół ogrodzie. Opowiedział nam o życiu w dżungli i oczywiście o legendarnych skarbach... Zostaliśmy poczęstowani rewelacyjnym napojem z soku z czerwonej kukurydzy, limonki i cukru... Rewelacja!

Po wizycie i oczywiście zaproszeniu na dłuższy pobyt popędziliśmy na spotkanie z prof. Krzysztofem Makowskim. Ależ on potrafił opowiadać historie z dawnych lat...! Wpierw oprowadził nas po muzeum – udostępnionych powszechnie wykopaliskach, ale później widząc nasz zapał zaprosił nas do siebie - na prawdziwe, dziewicze jeszcze wykopaliska.

Po 20 minutach jazdy klimat z pustynnego zmienił się w zielone łąki. Mgły stały się chmurami, wilgotność wzrosła podobno do 120% (szybszy ruch ręki powodował zbieranie wody z powietrza, kamera i aparaty odmawiały posłuszeństwa). Profesor raczył nas ciekawymi historiami o sztuce prowadzenia wykopalisk, o kwestiach bezpieczeństwa, w tajemnicach z przeszłości (wiemy już jak powstały linie Nazca, ale oczywiście nie powiemy). Spacer po wykopaliskach to kolejna historia. Na podstawie jakiś bezwładnie porzucanych kamieni, pod wpływem słów profesora przenieśliśmy się do starożytnego obozu nieznanej cywilizacji. W bazie archeologów poznaliśmy polskich studentów na praktykach hodujących żmijkę w plastykowej butelce, widziałem wesoło fruwającą białą papużkę... Taxi na oparach zwiozła nas do cywilizacji. Przejeżdżaliśmy przez okolice tak dzikie, że słowa, że miejscowi „żyją z turystów” wydawały się nabierać trochę bardziej dosłownego znaczenia.

Cali i zdrowi wróciliśmy na szczęście do hotelu. Wieczorem wybraliśmy się na spacer po Limie.

Źródło: informacja własna

1


w Foto
Peru-Boliwia
WARTO ZOBACZYĆ

Peru: Stolica Lima
NOWE WYSTAWY
PODRÓŻE

KwA 9: 03`06; Niger - Jeden dzień z Tiką
kontakt | redakcja | reklama | współpraca | dla prasy | disclaimer
copyright (C) 2003-2013 ŚwiatPodróży.pl