HAWAJE
14:55
CHICAGO
18:55
SANTIAGO
21:55
DUBLIN
00:55
KRAKÓW
01:55
BANGKOK
07:55
MELBOURNE
11:55
Ogłoszenie niepłatne ustawodawcy Serwis wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu: utrzymania sesji zalogowanego Użytkownika, gromadzenia informacji zwiazanych z korzystaniem z serwisu, ułatwienia Użytkownikom korzystania z niego, dopasowania tresci wyswietlanych Użytkownikowi oraz tworzenia statystyk ogladalnoœci czy efektywnoœci publikowanych reklam. Użytkownik ma możliwoœć skonfigurowania ustawień cookies za pomocš ustawień swojej przeglšdarki internetowej. Użytkownik wyraża zgodę na używanie i wykorzystywanie cookies oraz ma możliwoœć wyłaczenia cookies za pomoca ustawień swojej przegladarki internetowej. /// Dowiedz się więcej
 
Mapy: | Afryka | Ameryka Pd. | Ameryka Pn. | Antarktyda | Australia | Azja | Europa | Polska
  ŚwiatPodróży.pl » Przewodniki - Przez Świat III » Turcja, Syria i Jordania
Turcja, Syria i Jordania

Joanna Ganiec i Dariusz Grzymkiewicz


Z Çirali do głównej drogi można dostać się wyłącznie taksówkami za 9,1 USD za kurs. Postanowiliśmy więc dojść z powrotem przez ruiny Olymposu do miejsca, gdzie wczoraj wyrzucił nas dolmuş. Założyliśmy więc plecaki i pełni nadziei ruszyliśmy wzdłuż plaży. Bileter przy ruinach tym razem nie pisnął słowa, gdy zobaczył grupę z plecakami.

Dolmuşy odchodzą z Çavuşköy co dwie godziny o godzinach nieparzystych, od 9:00 rano do 19:00 wieczorem. Przejazd, jak wczoraj, kosztował 1,2 USD. Na górze przy szosie w restauracji Olympos czekał już minibus do Patary za gigantyczną cenę 5,5 USD od osoby. Byliśmy pewni, że ów minibus nie jedzie do Patary, tylko jak zwykle wyrzuci nas gdzieś na środku drogi, ale postanowiliśmy poczekać na rozwój wypadków. Po trzech godzinach jazdy, gdy minibus zatrzymał się pod drogowskazem ‘Patara 2 km’ zrobiliśmy dziką awanturę, że nas okłamano, że zapłaciliśmy po 5,5 USD za transport do Patary, a nie do drogowskazu, a w ogóle to nie otrzymaliśmy biletu, więc zachodzi podejrzenie, że kierowca zdefraudował nasze pieniądze. Kazaliśmy wzywać policję. Bo szczerze mówiąc jest to skandal, że na autobusach jest tabliczka Patara, Olympos, czy cokolwiek innego, nawet firma nazywa się Kaş-Patara, kasuje od turysty grube pieniądze, a potem porzuca na środku drogi skazanego na własną zaradność.

Znalazł się jakiś właściciel pensjonatu w Patarze, który za 1,5 USD zgodził się dowieźć nas własnym samochodem do wioski. Powyższą sumę wyciągnęliśmy od kierowcy autobusu. Po dojechaniu na miejsce szybko zorientowaliśmy się w cenach. Śpimy w Akca Hotel za 3 USD od osoby (po stargowaniu ceny o 50%!).


29 sierpnia, Patara

Spędziliśmy cały dzień na "najpiękniejszej plaży Turcji". Jednak ktoś, kto był choć raz na plaży w Międzyzdrojach, poczuje się tu zawiedziony. Faktycznie, 20 km piachu to w Turcji prawdziwa rzadkość. Nie ma tu jednak ani palm, ani mew, ani kutrów rybackich, ani nic, co mogłoby stanowić o tzw. malowniczości. Kupa piachu i nic poza tym.

Na plaży jest kafeteria, w której można kupić napoje i coś do jedzenia, można też wypożyczyć parasol (0,9 USD) i leżak. Droga na plażę wiedzie przez ruiny antycznej Patary, dlatego wstęp obiletowany jest ceną 1,8 USD (0,9 z ISIC).

Na prawo od wejścia plaża była dziś zdecydowanie konserwatywna. Tureckie rodzinki zażywały tam kąpieli w codziennej odzieży. Na lewo od wejścia plaża była bardziej liberalna i rzadko która plażowiczka miała na sobie górę od bikini. Co więcej, na samym końcu plaży, ukryło się za wyłomem skalnym przed ciekawskimi oczami czworo leciwych naturystów.

30 sierpnia, Patara

Strażnicy z biletami do ruin i na plażę pracują od 9:00 do 19:00. Jednak brama pozostaje otwarta przez cały czas. O ile po 19:00 nie bardzo jest sens z tego korzystać, o tyle przed 9:00 rano można dostać się na plażę za darmo. Ponieważ brama to po prostu kawał żelastwa na drodze, a cały teren jest nieogrodzony, również o każdej porze można minąć strażników przedzierając się przez krzaki rosnące na pagórku po lewej stronie drogi.

Dwie osoby z naszej brygady odłączyły się od nas trzy dni temu i gonione napiętym planem zwiedzania zamierzały z Olymposu dojechać do Patary, zobaczyć ruiny i "najpiękniejszą plażę Turcji" i zaraz jechać dalej. Gdyby to o nas chodziło, zapadlibyśmy na ciężką nerwicę, gdybyśmy z plecakami dobili do Patary (co nie jest całkiem proste, mając na uwadze przesiadki i awantury po drodze) i po przejściu 2 km zobaczylibyśmy za cenę 0,9 USD kilka kamieni i 20 km nieciekawego piachu. Oto jak w podróży nigdy nie wiesz, co Cię czeka.

Najlepsza restauracja w Patarze to naszym zdaniem Florya Restaurant. Ceny są identyczne jak w innych, ale tutaj kelnerzy potrafią zaskoczyć sposobem podania potrawy. Darmowa jest jabłkowa herbata i talerz owoców po posiłku.

W Patarze mają swe biura przewoźnicy Kamil Koç i Metro. Sprzedają bilety do wszystkich ważniejszych miejsc w Turcji. Na przykład bilet do Selçuku (Efez) kosztuje 9,7 USD. Autobusy odjeżdżają bezpośrednio z wioski, albo z głównej drogi Antalya - Fethiye, do której dowozi bezpłatnie bus serwisowy. Jest również biuro dolmuşów do okolicznych miast.

W Patarze można z łatwością wymienić pieniądze - jeśli nie na poczcie, to w sklepach z biżuterią. Kurs jest jednak niższy od oficjalnego od 0,01 do 0,04 USD. Przy 100 USD różnica może wynieść kilkaset tysięcy lirów, czyli dobry posiłek w restauracji.

31 sierpnia, Patara - Fethiye - Pamukkale

Rano udaliśmy się na przystanek dolmuşów, gdzie cena biletu do Fethiye była o 0,3 USD niższa niż w biurach dużych przewoźników i wynosiła 2,7 USD.

Z dworca autobusowego w Fethiye, po zakupieniu biletów do Pamukkale i wymienieniu dolarów po kursie 1:165000 w biurze firmy Kamil Koç, zapragnęliśmy, uwolnieni od pozostawionych plecaków, udać się do wioski Kayaköy (miasto opuszczone po pierwszej wojnie przez Greków przymusowo wysiedlanych z Turcji). W przewodniku opis trasy był niezbyt jasny, ale było dla nas oczywiste, że w ciągu 2 godzin pieszo dotrzemy w interesujące nas miejsce. Tym bardziej, że wybraliśmy prostą trasę szosą Ölüdeniz Caddesi. Okazało się jednak w praktyce, że droga wcale nie jest łatwa - wiedzie pod górę wśród smrodu spalin przejeżdżających ciężarówek. Minibusy i mikrobusy do Ölüdeniz były nabite jak puszki sardynek. Zacisnęliśmy więc zęby i szliśmy. Po półtorej godziny doszliśmy - zupełnie nie tam, gdzie chcieliśmy: do Ölüdeniz, które według nas powinno być daleko za Kayaköy. Poszliśmy z Fethiye niewłaściwą drogą i zaszliśmy Ölüdeniz z drugiej strony. Na szczęście co godzinę kursują tędy mikrobusy do Kayaköy. Jednym z nich dojechaliśmy do wioski. Nie zapłaciliśmy za bilet, bo kierowca pogubił się w tłumie pasażerów.

Minibusy z Kayaköy do Fethiye odchodzą o pełnych godzinach aż do 20:00. Zobaczyliśmy, co mieliśmy zobaczyć i już mieliśmy wracać o 15:00, gdy zachciało nam się jeść. W Poseidon Restaurant ciut zbyt długo przygotowywali nam spaghetti (rozgotowane kluchy z ketchupem), więc musieliśmy przesunąć powrót o godzinę.

Dolmuş planowany na 16:00 niespodziewanie długo nie przyjeżdżał. Zdenerwowaliśmy się bardzo, bo o 17:30 odchodził nasz autobus do Pamukkale, a dolmuşem odchodzącym z Kayaköy godzinę później z pewnością byśmy nie zdążyli. Uprzejmy właściciel przydrożnej restauracji pomógł nam złapać okazję do Fethiye. Była to ciężarówka z ciężkimi butlami gazowymi. Wciśnięci między nie, na pace dojechaliśmy do miasta za darmo.

Autobus, którym przyszło nam jechać do Pamukkale, był tak naprawdę minibusem i nie należał do firmy Kamil Koç, ale do Gölhisar Koop. Liczyliśmy na komfortowego Mercedesa z kelnerami i klimatyzacją, a jechaliśmy wrakiem klimatyzowanym wyłącznie pędem powietrza. Ale na cóż można liczyć za 4,9 USD za osobę. Minibus nie miał nigdzie napisane, że jedzie do Pamukkale i choć panowie w Kamil Koç gorąco nas o tym zapewniali, liczyliśmy się z możliwością zakończenia podróży w Denizli. Tym bardziej, że serwisant w minibusie schował nasz bilet Kamil Koça do kieszeni i wypisał nam własny bilet - tylko do Denizli. Nie mieliśmy siły rozpoczynać kolejnej awantury. Pan zresztą nie mówił po angielsku. Postanowiliśmy, że wszystko roztrzygnie się w Denizli. Przez całą drogę układaliśmy sobie tekst przemówienia, jakie wygłosimy w Kamil Koçu w Denizli. O tym, że nas oszukano, że wyciągnięto pieniądze za bilet, że musimy płacić teraz osobno za dojazd z Denizli do Pamukkale, jak serwisant firmy Gölhisar potraktował ich bilet, że takie rzeczy nie powinny zdarzać się w firmie Kamil Koç itd. W Denizli jednak na dworcu autobusowym przydarzyła się rzecz niesamowita. Kierowca minibusa latał jak opętany w poszukiwaniu bezpłatnego serwisu do Pamukkale, a gdy takiego nie znalazł, wsiadł do pojazdu i zawiózł nas tam, gdzie chcieliśmy dotrzeć.

Nocleg w Curaoglu Pension, gdzie rozbicie namiotu kosztuje 1,5 USD, nocleg na tarasie 1,8 USD, a pokój dla dwóch osób 12,1 USD (właściciel skłonny jest opuścić cenę do 9,1 USD).

Źródło: TravelBit

TravelBit Tekst pochodzi z książki
wydanej przez Agencję Travelland
prowadzonej przez
Centrum Globtroterów TravelBit

 warto kliknąć

<< wstecz 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 dalej >>


w Foto
Przewodniki - Przez Świat III
WARTO ZOBACZYĆ

Islandia: Vatnajökull
NOWE WYSTAWY
PODRÓŻE

EMS 1: Nordkapp - dalej na północ się już nie da...
kontakt | redakcja | reklama | współpraca | dla prasy | disclaimer
copyright (C) 2003-2013 ŚwiatPodróży.pl