HAWAJE
02:01
CHICAGO
06:01
SANTIAGO
09:01
DUBLIN
12:01
KRAKÓW
13:01
BANGKOK
19:01
MELBOURNE
23:01
Ogłoszenie niepłatne ustawodawcy Serwis wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu: utrzymania sesji zalogowanego Użytkownika, gromadzenia informacji zwiazanych z korzystaniem z serwisu, ułatwienia Użytkownikom korzystania z niego, dopasowania tresci wyswietlanych Użytkownikowi oraz tworzenia statystyk ogladalnoœci czy efektywnoœci publikowanych reklam. Użytkownik ma możliwoœć skonfigurowania ustawień cookies za pomocš ustawień swojej przeglšdarki internetowej. Użytkownik wyraża zgodę na używanie i wykorzystywanie cookies oraz ma możliwoœć wyłaczenia cookies za pomoca ustawień swojej przegladarki internetowej. /// Dowiedz się więcej
 
Mapy: | Afryka | Ameryka Pd. | Ameryka Pn. | Antarktyda | Australia | Azja | Europa | Polska
  ŚwiatPodróży.pl » Zimbabwe » ZIM 8; Spływ po rzece Zambezi
ZIM 8; Spływ po rzece Zambezi



Zygzakowaty początek spływu
Niedziela, 18 września

Śniadanie spożywam w hotelu, jak wczoraj. Patrzę na uśmiechniętych kelnerów, zresztą - jak zauważyłem - mieszkańcy całego kraju są generalnie uśmiechnięci i życzliwi. A przecież tak naprawdę powodów do radości prawie nie mają! Przed recepcję podjeżdża mikrobus firmy Safari Par Excellence i wiezie nas wszystkich niecałe pół godziny w okolicę wczoraj wielokrotnie przekraczanego mostu. Na krawędzi przepastnego kanionu rzeki Zambezi nakładamy kamizelki ratunkowe, hełmy, dostajemy wiosła i schodzimy pionowo w dół po stromych metalowych schodach wbitych do ścian kanionu.


Kiedy osiągamy poziom wody, skręcamy w lewo i idziemy ścieżką pośród ogromnych głazów zupełnie zauroczeni niesamowitą scenerią wokoło. Z mostu skaczą właśnie fascynaci bungee, a nieco dalej widać fragment Wodospadu Wiktorii. Zanim wejdziemy na pontony robimy jeszcze ostatnie, pamiątkowe zdjęcia, gdyż wiemy, że zabierając aparaty na pewno je zamoczymy.


Zobacz  powiększenie!
Zejście do wody
Oglądamy popisy kajakarzy - ratowników; są świetni, natychmiast wzbudzają zaufanie, a to jest ważne. Z obu stron - Zambii i Zimbabwe - płynie dzisiaj około 10 pontonów. Część uczestników (nazywam ich dla własnego użytku - co zapewne ochoczo podkupią polskie biura - podgrupami Rambo) wybiera wersje trudniejsza, z wiosłowaniem, gdzie wpadniecie do wody, prędzej czy później, jest pewnikiem. Niektórzy, słabsi zawodnicy (tzw. podgrupy Myszki Miki) wybrali wersję bez wioseł, gdzie walczy się o horyzontalną pozycję półleżąc na dnie pontonu, trzymając kurczowo, za co się tylko da. Większość chętnych zdecydowała się dzisiaj na spływ półdniowy, ale my, jakimś zgodnym chórem, preferujemy opcję całodniową z przerwą na lunch po 10 katarakcie. Ta zgodność nieco zaniknęła, kiedy nasza grupa rozdzieliła się na Rambo i Myszkę Miki. Będzie co porównywać.

Zobacz  powiększenie!
W tej scenerii rozpoczynamy spływ
Punktualnie o 10:25 zaczynamy spływ. W całodniowej wersji imprezy zaliczymy aż osiemnaście bystrzy, osiemnaście okazji, aby wpaść do wody. Cała trasa spływu liczy 25 km, między odcinkami trójkowymi trafiają się czwórki, jest kilka piątek, a nawet szóstka! Pomimo, że stan wody jest niski wiemy, że płynięcie nie jest łatwe, dostarcza potężnej dawki adrenaliny, a widok wylegujących się na brzegu krokodyli nawet łysemu stawia włosy na głowie!

Zobacz  powiększenie!
Zaczynamy
Od wyjścia z Wodospadu Wiktorii pod samym mostem rzeka Zambezi tworzy kilka ostrych zygzaków, zwanych Second, Third i Fourth Gorge (Druga, Trzecia i Czwarta Gardziel), co było doskonale widoczne wczoraj z helikoptera. Wpływamy na pierwsze, łagodne bystrze, klasy III. Ochlapani wodą przeżywamy pierwszy dreszcz, czujemy chłód. A może tylko tak się wydaje przez kontrast z gorącym powietrzem. Czwarte bystrze - Morning Glory - dostarcza dużych emocji. Kilka pontonów z przodu na naszych oczach wywraca się do góry dnem. Trzeba było widzieć oczy tych, co wpadli do wody, gałki jak na szypułkach! Już same nazwy bystrzy pobudzają wyobraźnię: Stairway to Heaven (super!), Devils Toilet, Gullivers Travel, Muncher, Commercial Suicide i Jaws of Deaths. Zwłaszcza, gdy ktoś zna angielski i rozumie znaczenie tych zdań! Niektóre z bystrzy raczyły nas uskokami, inne okazywały się gwałtownymi spadkami z dużymi falami.

Zobacz  powiększenie!
Nasz przewodnik
Przez pierwszą dziesiątkę przeszliśmy bez strat, ale momenty były. Zwłaszcza, kiedy ponton stawał dęba w nurcie i chyba tylko cud przywracał nas do normalnej pozycji. Rzeka cały czas zmieniała swój charakter: szalone bystrza i duże spadki na parometrowych uskokach były w miarę równomiernie rozdzielane długimi, spokojnymi wypłaszczeniami. Przed potężną kotłowaniną wody zachęcająco nazwaną "komercyjnym samobójstwem" dobiliśmy do brzegu, a widząc nasze zdziwione (czy to już koniec?) miny, władcy pontonów i jednocześnie naszych trwożliwych żywotów oznajmili, że teraz pójdziemy po kamieniach, bo kocioł przed nami to szóstka nadająca się tylko dla kamikadze. Maszerujemy więc prawym brzegiem około 200 metrów, podczas gdy przewodnicy rzucają pontony na pastwę wściekle spienionych fal. Trójka zawodowców (dwóch czarnoskórych - w tym nasz Happiness i Joe Rastafarian - oraz Belg Davvy) wskoczyła jednak w dzikie fale i... wyszła cało z opresji. Dostali zasłużone, głośne brawa, na stojąco!

Źródło: Exotica Travel

Exotica Travel Materiały dostarczyło
biuro Exotica Travel

 warto kliknąć

1 2 dalej >>


w Foto
Zimbabwe
WARTO ZOBACZYĆ

RPA: Tsitsikamma
NOWE WYSTAWY
PODRÓŻE

Wyprawa ‘2005: Bratysława – Wiedeń - Praga
kontakt | redakcja | reklama | współpraca | dla prasy | disclaimer
copyright (C) 2003-2013 ŚwiatPodróży.pl