HAWAJE
23:43
CHICAGO
03:43
SANTIAGO
06:43
DUBLIN
09:43
KRAKÓW
10:43
BANGKOK
16:43
MELBOURNE
20:43
Ogłoszenie niepłatne ustawodawcy Serwis wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu: utrzymania sesji zalogowanego Użytkownika, gromadzenia informacji zwiazanych z korzystaniem z serwisu, ułatwienia Użytkownikom korzystania z niego, dopasowania tresci wyswietlanych Użytkownikowi oraz tworzenia statystyk ogladalnoœci czy efektywnoœci publikowanych reklam. Użytkownik ma możliwoœć skonfigurowania ustawień cookies za pomocš ustawień swojej przeglšdarki internetowej. Użytkownik wyraża zgodę na używanie i wykorzystywanie cookies oraz ma możliwoœć wyłaczenia cookies za pomoca ustawień swojej przegladarki internetowej. /// Dowiedz się więcej
 
Mapy: | Afryka | Ameryka Pd. | Ameryka Pn. | Antarktyda | Australia | Azja | Europa | Polska
  ŚwiatPodróży.pl » ® na Mt Blanc i Matterhorn » Alpejski Guiness 2005 - relacja
Alpejski Guiness 2005 - relacja

Paweł Dusza


Mount Blanc 4807 m n.p.m.
W dniu 13 lipca 2005 wyruszyliśmy w naszą wyprawę życia. Przez pierwsze dni towarzyszyła nam trójka bikerów, która jechała w swoją dziewiczą podróż po Europie. Wspólnie z nimi przemierzyliśmy z zawrotną prędkością przez Czechy i Słowację, docierając rankiem trzeciego dnia do Bratysławy i jeszcze tego samego dnia w godzinach popołudniowych do Wiednia, gdzie po zrobieniu pożegnalnego zdjęcia rozeszły się nasze drogi z ekipą Czajny.

W ten oto sposób udało nam się wspólnie przejechać 420 kilometrów i zwiedzić dwie stolice, w ciągu jednego dnia. W Wiedniu, po godzinie błądzenia, jadąc już we dwoje odnajdujemy najsłynniejszą, biegnącą wzdłuż Dunaju, drogę rowerową Europy - Dunauedwarg, którą jadąc przez kolejne dwa dni szybko docieramy do królestwa Alp, gdzie tak naprawdę zaczyna się dopiero nasz "Alpejski Guiness 2005".


Zobacz  powiększenie!
Passo dello Stelvio
Pierwszą, większą trudnością, z którą przychodzi nam się zmierzyć jest słynna wysokogórska droga Grossglockner strasse z najwyższymi punktami: Edelweisspitze(2571), Hochtor(2504), oraz Franz Joseph Hohe(2369). Drogę tę udaje nam się zdobyć w ciągu jednego dnia pokonując bagatelną, bo aż trzy kilometrową, różnicę wzniesień, wysiłek jednak się opłacił, gdyż jak się później okazało była to jedna z najpiękniejszych dróg, jakie udało nam się zobaczyć w Alpach. Zafascynowani pierwszymi przełęczami, które dały nam przedsmak tego co będzie nas czekać przez kolejne tygodnie, z wielkim zapałem kierujemy się w stronę Prato, gdzie zaczyna się kolejny podjazd – tym razem zdobywamy królową alpejskich przełęczy Passo dello Stelvio (2758), która jest częstym "gościem" na Giro de Italia. W ciągu kolejnych dni wspinamy się między innymi pod takie przełęcze jak: Col du Petit Saint Bernard(2188), przepiękną przełęcz Col de I Iseran( 2770), kultowy podjazd Tour de France - Col du Galibie(2646), aż wreszcie docieramy do niewielkiego miasteczka leżącego na pograniczu Włoch i Francji – Bardonecchia położonego 1312 m n.p.m., to właśnie tutaj zaczyna się nasza zabawa pt. najwyższy podjazd Alp – Col de Sommeiller(3009). Podjazd okazuje się bardzo wymagający, a to z uwagi, że trasa jest w 70 - 80 % kamienista i szutrowa. Jednak nie zniechęca nas to, wręcz przeciwnie z jeszcze większym uporem naciskamy na pedała by już po pięciu godzinach ciężkiej harówki móc na swoje konto wpisać kolejny triumf, jakim było dla nas zdobycie tego kultowego, a zarazem najwyższego podjazdu Alp. Następnego dnia z samego rana zjeżdżamy z przełęczy Col de I Echelle (1766), na której przenocowaliśmy, a następnie obieramy kierunek na Col de la Bonette, przejeżdżając jeszcze w tym samym dniu przez przełęcz Vars (2109). Kolejnego dnia poobijamy nasz dotychczasowy, dzienny rekord różnicy wzniesień, który od tej pory wynosi 3009 m. Tak dużą różnicę wzniesień udało nam się pokonać wjeżdżając na Col de la Bonette(2802), czyli najwyższą drogę Francji, reklamująca się także jako najwyższa droga Europy (chodzi tu jednak o najwyższą przejezdną drogę - udostępnioną dla ruchu), oraz na przełęcz Lombarde(2350).

Zobacz  powiększenie!
W drodze na Mount Blanc
Po trzech tygodniach naszych rowerowych zmagań, przyszedł czas na ukoronowanie naszej wyprawy, przyszedł czas zmierzenia się z prawdziwym wyzwaniem, jakim było dla nas zdobycie najwyższego szczytu Europy – Mont Blanc (4807 m n.p.m.), który leży w masywie o tej samej nazwie, to właśnie tutaj królestwo Alp osiąga swój absolut. Pomimo iż górę tę można zdobyć nawet w ciągu dwóch dni, nam zajęło to znacznie dłużej, bo aż cztery. Spowodowane było to załamaniem pogody, które przeczekaliśmy w schronie Vallot na wysokości 4363m n.p.m. Po dwóch dniach koczowania w nim pogoda nieznacznie się poprawiła, wiatr zelżał do 60 km/h - była to dla nas szansa, szansa, którą wykorzystaliśmy zdobywając dach Europy – Mount Blanc 4807 m n.p.m.!

Zobacz  powiększenie!
W drodze na Col de I Iseran
Po zdobyciu "Białej Góry" wspólnie z Krzyniem i naszą siostrą Iwoną, z którymi spotkaliśmy się wcześniej pod masywami Mount Blanc obraliśmy kierunek na południe Francji, gdzie urządziliśmy sobie spływ pontonem, czyli tak zwany rafting. Na cel wzięliśmy sobie rwącą rzekę Isearn, specjalnie regulowaną dla rafterów, a następnie Durance. Kolejnych kilka dni spędziliśmy odpoczywając nad lazurowym wybrzeżem na plażach w Canne i Nicea, oraz zjeżdżając na linie w pobliskich kanionach. Poruszając się ciągle wzdłuż lazurowego wybrzeża dojechaliśmy do Genuy, w której pożegnaliśmy się z naszymi współtowarzyszami i pognaliśmy włoską koleją ponownie pod masyw Mount Blanc, gdzie wcześniej schowaliśmy w lesie nasze rowery. Mają one wartość kilku tysięcy złotych, na szczęście jednak jak się okazało były one całe i nie naruszone, tak więc spokojnie mogliśmy ruszać w drogę powrotną.

Zobacz  powiększenie!
My i Matterhorn 4478 m n.p.m.
Przyszedł czas na Szwajcarię, w której spędziliśmy okrągły tydzień zdobywając kolejne przełęcze. Nie obyło się oczywiście bez zobaczenia najwyższej łukowej zapory świata de Mauvoisin w dolinie de Bagnes (250 m) oraz najwyższego molocha z pośród wszystkich zapór wodnych w Europie – Grande Dixsence, którego mury ustępują jedyne piętnaście metrów od wysokości wieży Eifla. Potężna 285 metrowa ściana robi ogromne wrażenie. Załamanie pogody oraz brak czasu nie pozwoliły na atak najpiękniejszej góry Matterhorn, przypominającej skalną piramidę, góry która od dawna korciła nasze zamiary. Ponieważ wyprawa trwała już 44 dni, trzeba było powoli wracać do domu, co nie oznacza jednak, że zrezygnowaliśmy ze zdobywania kolejnych szczytów. W Szwajcarii i Włoszech udało nam się jeszcze wjechać pod kilka 2,5 - tysięcznych przełęczy, z których zdecydowanie najpiękniejsza pod względem krajobrazowym była Furka i pobliska Grimsellpass.

Źródło: informacja własna

1 2 dalej >>


w Foto
® na Mt Blanc i Matterhorn
WARTO ZOBACZYĆ

Norwegia: w stronę lodu
NOWE WYSTAWY
PODRÓŻE

ZIM 6; Park Narodowy Gór Matobo (Rhodes - Matopos)
kontakt | redakcja | reklama | współpraca | dla prasy | disclaimer
copyright (C) 2003-2013 ŚwiatPodróży.pl