HAWAJE
04:58
CHICAGO
08:58
SANTIAGO
11:58
DUBLIN
14:58
KRAKÓW
15:58
BANGKOK
21:58
MELBOURNE
01:58
Ogłoszenie niepłatne ustawodawcy Serwis wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu: utrzymania sesji zalogowanego Użytkownika, gromadzenia informacji zwiazanych z korzystaniem z serwisu, ułatwienia Użytkownikom korzystania z niego, dopasowania tresci wyswietlanych Użytkownikowi oraz tworzenia statystyk ogladalnoœci czy efektywnoœci publikowanych reklam. Użytkownik ma możliwoœć skonfigurowania ustawień cookies za pomocš ustawień swojej przeglšdarki internetowej. Użytkownik wyraża zgodę na używanie i wykorzystywanie cookies oraz ma możliwoœć wyłaczenia cookies za pomoca ustawień swojej przegladarki internetowej. /// Dowiedz się więcej
 
Mapy: | Afryka | Ameryka Pd. | Ameryka Pn. | Antarktyda | Australia | Azja | Europa | Polska
  ŚwiatPodróży.pl » AUS i PNG 2003 » AUS i PNG 18; Góra Kościuszki
AUS i PNG 18; Góra Kościuszki



Niedziela, 16.11.2003.

Po zwiedzaniu kontynentu i Nowej Gwinei pozostało mi jeszcze kilka wolnych dni do wylotu z Australii. Z wielu różnych pomysłów spędzenia czasu najbardziej spodobał mi się zamiar wejścia na Górę Kościuszki, która nawiasem mówiąc stanowi jeden z klejnotów tzw. Korony Ziemi.


Zdobycie Korony Ziemi, czyli najwyższych szczytów siedmiu kontynentów, to wymagające wielkiego poświęcenia wyzwanie dla najlepszych alpinistów świata. Aby "włożyć" Koronę, trzeba udać się do najbardziej odległych zakątków świata. Nic dziwnego, że pomysł jest tak popularny. Góra Kościuszki oczywiście nie dorównuje skalą trudności wspinaczce na Mount Everest, masyw Aconcagua czy Mt McKinley, ale... jest to najwyższy punkt kontynentu i z tej właśnie racji ludzie opętani ideą osiągnięcia Korony Ziemi prędzej czy później trafiają w Australijskie Alpy. Szczyt co prawda nie budzi zachwytu wspinaczy - droga na Górę Kościuszki jest dla nich "przechadzką w parku" - ale znany jest przykład jednego z doświadczonych himalaistów, samotnie kompletującego wierzchołki Korony Ziemi, który nie wszedł za pierwszym razem z powodu... dużej zamieci śnieżnej.


Zobacz  powiększenie!
Pejaż w okolicach Cooma
Mając amerykańskie prawo jazdy i kartę kredytową, wynająłem samochód w firmie Hertz na lotnisku w Sydney. Po opłaceniu 297 australijskich dolarów (175 USD) dostałem do dyspozycji na trzy doby ciemnoczerwoną toyotę Corolla Ascent. O ile wynajęcie auta jest stosunkowo proste, o tyle sama myśl o wyjechaniu w lewostronnym ruchu z zatłoczonych ulic miasta na południe kraju napawała co najmniej lekkim niepokojem. W wypożyczalni na lotnisku uraczono mnie opowieściami z czasów olimpiady, kiedy większość europejskich turystów zaliczyła stłuczki już na najbliższym skrzyżowaniu. Zaczynam żałować, że Hertz nie posiada wielkich nalepek z napisem: "Trzymać się z daleka, prawostronny kierowca!". Bez problemów dojechałem jednak autostradą nr 5 do stolicy, a następnie pomniejszymi szosami do letniskowej miejscowości Jindabyne u podnóża Wielkich Gór Wododziałowych i w tej typowo narciarskiej osadzie zanocowałem w Mario`s Mine Shaft. Inne hotele były w ten weekend zapełnione Harleyowcami do ostatniego miejsca.

Zobacz  powiększenie!
Wombat przy drodze
Wczesnym rankiem dotarłem do odległego od Jindabyne zaledwie o kilkanaście kilometrów Parku Narodowego Kościuszko płacąc za wstęp 15$AU. Jest to największy park narodowy Australii. Krajobraz stał się bardziej urozmaicony. Wczoraj jechałem pośród pastwisk, sawanny i pokrytych eukaliptusami niewielkich wzgórz, a teraz na horyzoncie niespodziewanie pokazały się ośnieżone szczyty.

Przed planowaną "wspinaczką" posilam się w kafeterii w Thredbo, najwygodniejszej bazie wypadowej do wycieczek w góry. Cała miejscowość w zimie (czerwiec i lipiec, bo to przecież południowa półkula) jest oblegana przez narciarzy.

Zobacz  powiększenie!
Strusie emu obok szosy w Parku Narodowym Kosciuszko
Dzisiaj od rana pogoda ulega pogorszeniu. Biegnę więc do stacji kolejki linowej i za 23$AU kupuję bilet na przejazd do pobliskiej górki Crackenback. W ten sposób zaoszczędzam około dwóch godzin marszu stromym, nieciekawym zboczem. Od Crackenback wiedzie liczący 6.5 km w jedną stronę pieszy szlak do najwyższego wzniesienia kontynentu: Góry Kościuszki. Okolica staje się piękna, na wysoczyźnie leżą liczne płaty śniegu, temperatura wynosi około 5C, ale mam polarek i sweter z wełny lamy. Wysoko nad głowami kłębią się ciemne chmury a od południa i zachodu widać jak nadciągają ołowiano-szare stratusy naładowane wilgocią. Deszcz jest ewidentnie kwestią czasu.

Zobacz  powiększenie!
Czeka mnie 13 km spaceru
Jest 10 rano, narzucam ostre tempo i truchtem biegnę pośród szaro-zielonych łąk wzniesioną ponad trawą ścieżką z metalowych krat opartych o słupki wbite w ziemię. W ten sposób alpejskie łąki nie ulegną zadeptaniu przez nieostrożnych turystów. Po kilku minutach przekraczam malowniczy strumień z białymi i żółtymi kwiatami na brzegach. Po chwili, na pierwszym pagórku ukazuje się panorama wznoszącej się na 2228 m n.p.m. pokrytej śniegiem Góry Kościuszki. Na trasie nie ma zbyt wielu turystów, większość spędziła w górach wczorajszy dzień, a dzisiaj w obliczu fatalnej prognozy wyniosła się z Thredbo zaraz po śniadaniu. Korzystając z resztek słońca wykonuję dziesiątki zdjęć, kiedy jednak po niecałych dwóch godzinach szybkiego marszu dochodzę pod szczyt, nadchodzi gęsta mgła szczelnie otulając wierzchołek.

Schylam się podnosząc kamyk, jest to granit do złudzenia przypominający nasz, tatrzański. Zabieram go na pamiątkę, podobnie jak niegdyś kamienie z Góry Synaj w Egipcie, z Corcovado w Rio i Sri Pada na Cejlonie...

Źródło: Exotica Travel

Exotica Travel Materiały dostarczyło
biuro Exotica Travel

 warto kliknąć

1 2 dalej >>


w Foto
AUS i PNG 2003
WARTO ZOBACZYĆ

Australia: Kuranda i Aborygeni
NOWE WYSTAWY
PODRÓŻE

AUS 2: Środek Australii
kontakt | redakcja | reklama | współpraca | dla prasy | disclaimer
copyright (C) 2003-2013 ŚwiatPodróży.pl