HAWAJE
23:06
CHICAGO
03:06
SANTIAGO
06:06
DUBLIN
09:06
KRAKÓW
10:06
BANGKOK
16:06
MELBOURNE
20:06
Ogłoszenie niepłatne ustawodawcy Serwis wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu: utrzymania sesji zalogowanego Użytkownika, gromadzenia informacji zwiazanych z korzystaniem z serwisu, ułatwienia Użytkownikom korzystania z niego, dopasowania tresci wyswietlanych Użytkownikowi oraz tworzenia statystyk ogladalnoœci czy efektywnoœci publikowanych reklam. Użytkownik ma możliwoœć skonfigurowania ustawień cookies za pomocš ustawień swojej przeglšdarki internetowej. Użytkownik wyraża zgodę na używanie i wykorzystywanie cookies oraz ma możliwoœć wyłaczenia cookies za pomoca ustawień swojej przegladarki internetowej. /// Dowiedz się więcej
 
Mapy: | Afryka | Ameryka Pd. | Ameryka Pn. | Antarktyda | Australia | Azja | Europa | Polska
  ŚwiatPodróży.pl » Autostopem w świat » AWŚ 10; 8`1999; Z Kentucky na Florydę
AWŚ 10; 8`1999; Z Kentucky na Florydę



Powrót do starego, tradycyjnego stopa. Dziadek podwiózł nas do miasteczka nad jeziorem Okeechobee. Krótkie pożegnanie po prawie miesiącu życia razem pod jednym dachem i na jednym pokładzie. Teraz każdy w swoja stronę.

My w stronę Key West - ciągu wysp połączonych mostem - najbardziej na południe wysunięte miejsce kontynentalnych Stanów Zjednoczonych. Okazuje się, że dokładnie po drodze mieszka mama Anthoniego (mojego znajomego, który ciągle jest w Polsce, ale za kilka dni wraca). Dzwonimy z samochodu gościa, który zabrał nas i uratował przed dziką ulewą. Odbiera siostrzenica Anthoniego, którą poznałam w zeszłym roku w Orlando. Możemy wpaść.

Barbara wraca wieczorem. Zupełnie nie wygląda na babcię jedenastu wnuków. Niesamowite, Anthony pisze w e-mailu, że zaledwie wczoraj pił wódkę z sokiem jabłkowym z moim tatą, a teraz my gramy z jego mamą i siostrzeńcami do późna w nocy w "Oregon Trail" na komputerze.


20.08.99

Wyprawa na Key West. Jedziemy przez ciągnące się ponad 100 km Keys, z Zatoką Meksykańską po jednej i Oceanem Atlantyckim po drugiej stronie. Zatrzymuje się przy nas przerażona policjantka i oznajmia, że łapanie stopa jest zarówno niebezpieczne jak i nielegalne tutaj, jak jeszcze raz nas złapią, to zostaniemy aresztowani.

Zarzucamy plecaki i idziemy na pobliską stacje benzynową. Trochę przyczajeni złapaliśmy w końcu stopa i dotarliśmy do Key West.

Plażowo, tropikalnie, turystycznie. Chopin zawziął się na rosnące tu obficie kokosy, za pomocą sznurka i kamienia ściągnął kilka, rozłupał i było parę łyków pysznego soku.

Znaleźliśmy miłą plażę nad Atlantykiem i uwiliśmy sobie gniazdko pomiędzy (nie wiem jak to nazwać, Chopin mówi, że płozy, wiec:) płozami jednego z katamaranów stojących w rządku na białym piasku.

21.08.99

Poranek na plaży. Upał. Zostawiamy plecaki w przyplażowej restauracyjce i idziemy. Najpierw do ogrodu botanicznego na kokosy. Chopin wprawił się w ich rozłupywaniu i zrywaniu. Potem na miasto, a raczej miasteczko.

Dawno nie widzieliśmy już tak turystycznego miejsca. Docieramy pod wieczór do placu, gdzie zbierają się tłumy na słynne "Sunset Celebrations".

Masa ulicznych artystów, iluzjonistów, muzyków, wróżek, sprzedawców pamiątek, soków, fast-foodów. Zobaczyliśmy pieski skaczące przez obręcze, gołębia zamieniającego się w chusteczkę, gościa wyplątującego się z łańcuchów, związanego, wiszącego do góry nogami. Ciekawy wieczór.

22.08.99

Co za noc! Tak okropnej dawno już nie przeżyliśmy. Ale ważne, że przeżyliśmy. Trzy razy zmuszeni byliśmy zmieniać miejsce. Dwa razy przez komary. Za trzecim znaleźliśmy już nie tak osłonięte, ale przynajmniej wolne od komarów miejsce pod palmą na plaży i... - jak nie jedno przekleństwo to drugie - policja. Każą nam się zwijać. Plaża otwarta tylko od 11 wieczorem, nie wolno tu spać.

Żegnamy się więc z szansą wyspania tej nocy. Zarzucamy plecaki i idziemy. Przed siebie, wzdłuż plaży i ulicy, kładziemy się koło jakiegoś murku, nie wiemy, czy zaraz nie trzeba się będzie znowu wynosić. Świta.

Koszmar skończył się z nadejściem świtu i dzisiejszy dzień nadrobił za okropności nocy. Gościu, który zabrał nas z rana, zgodził się z nami, że coś jest nie w porządku w tym kraju. Jak można "zamknąć plażę"? Aresztować spokojnych, nie szkodzących nikomu ludzi za spanie pod palmą albo łapanie stopa? Gościu przenosi się do Kostaryki, która podobno jest rajem.

Drugi gościu kadilakiem jechał aż do Miami. Chcieliśmy pojechać tylko kawałek dalej, na inną wyspę, ale skoro tak...

Poza tym zaczęło padać i wygląd nieba nie wróży rychłego końca ulewy. Więc z powrotem do Homestead. Rodzinka Anthoniego. Cały dom ludzi. Jego siostra z piątką dzieci (szósty, najstarszy syn u innej babci) i inni wchodzący i wychodzący członkowie rodziny. Okazało się, że... Anthony wrócił wczoraj wieczorem i za niedługą chwilę tu będzie.

Potrzymaliśmy na rękach dwumiesięczne czarne maleństwo (czemu tak uwielbiam czarne dzieciaczki?), pobawiliśmy się z szalejącą po domu resztą dzieciarni, ich mama zaplatała wszystkim włosy w warkoczyki, zainspirowała mnie i też dałam sobie zapleść. W momencie, kiedy miałam polowe włosów zaplecionych, przyjechał Anthony.

23.08.99

Tyle mamy sobie do opowiedzenia. Anthony wrócił właśnie z Europy. Spędził parę dni z moją rodzinką, wracał maluchem z moją mamą i Martyną (moją 13-letnią siostrą) ze Słowacji, co było niezapomnianym przeżyciem. Zatrzymamy się tu u niego (w South Miami) na trochę, zanim ruszymy dalej.

24.08.99

Jak dobrze mieć przyjazne miejsce do zatrzymania się na chwilę. Chcemy popracować trochę na komputerze, wywołać i zeskanować zdjęcia, popisać pamiętnik, zaktualizować naszą stronę w Internecie.

Anthony jest wspaniały, a ciągle martwi się, że nie jest wystarczająco dobrym gospodarzem.

31.08.99

Po cudownym tygodniu z Anthony`m w Miami czas na nas. Z samego rana, jeszcze przed szkołą, Anthony wysadził nas na drodze, wiodącej na zachód. Jedziemy w stronę Tampy, do Melanie, która gościła w zeszłym roku mnie i moje odysejowe dzieciaki z Gdańska.

Najpierw na zachód - od Atlantyku przez Everglades do Zatoki Meksykańskiej. Później na północ. Nie wydawało się zbyt daleko na mapie, ale dzisiaj mieliśmy szczęście do krótkodystansowych stopów. Naliczyłam jedenaście samochodów przez cały dzień! Oznacza to, że jedenaście razy czekaliśmy na drodze, na szczęście nigdy zbyt długo. Oznacza to też, że spotkaliśmy tylu różnych kierowców, każdy inny, jedenasty już po zmroku zawiózł nas pod same drzwi wspaniałej willi Melanie - jechał dokładnie w tę stronę.

Źródło: Pamiętnik Kingi

Pamiętnik Kingi Tekst zaczerpnięty
z Pamiętnika Kingi

 warto kliknąć

<< wstecz 1 2 3


w Foto
Autostopem w świat
WARTO ZOBACZYĆ

USA: Narty w Kolorado
NOWE WYSTAWY
PODRÓŻE

CL 6: Ojos del Salado
kontakt | redakcja | reklama | współpraca | dla prasy | disclaimer
copyright (C) 2003-2013 ŚwiatPodróży.pl