HAWAJE
05:54
CHICAGO
09:54
SANTIAGO
12:54
DUBLIN
15:54
KRAKÓW
16:54
BANGKOK
22:54
MELBOURNE
02:54
Ogłoszenie niepłatne ustawodawcy Serwis wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu: utrzymania sesji zalogowanego Użytkownika, gromadzenia informacji zwiazanych z korzystaniem z serwisu, ułatwienia Użytkownikom korzystania z niego, dopasowania tresci wyswietlanych Użytkownikowi oraz tworzenia statystyk ogladalnoœci czy efektywnoœci publikowanych reklam. Użytkownik ma możliwoœć skonfigurowania ustawień cookies za pomocš ustawień swojej przeglšdarki internetowej. Użytkownik wyraża zgodę na używanie i wykorzystywanie cookies oraz ma możliwoœć wyłaczenia cookies za pomoca ustawień swojej przegladarki internetowej. /// Dowiedz się więcej
 
Mapy: | Afryka | Ameryka Pd. | Ameryka Pn. | Antarktyda | Australia | Azja | Europa | Polska
  ŚwiatPodróży.pl » @ do Chin » @dC 20: Z trybun
@dC 20: Z trybun

Krzysztof Skok


Opowieść o rowerowej odysei Krzysztofa powoli dobiega końca. Podróżnik dotarł już do Pekinu, a nawet do Zakazanego Miasta. Mimo to, paradoksalnie, wiele jego przygód przypomina polskie realia - chmara koników pod stadionem olimpijskim, czy wieczne problemy z komunikacją miejską. Czyżby 5 000 - letnia cywilizacja cierpiała na podobne problemy, jak jej młodsza, słowiańska wersja? I jak w tym wszystkim poradzili sobie polscy kibice? Zapraszamy do lektury!

Po śniadaniu udało mi się w salonie fotograficznym zdobyć internet na niespełna dwie godziny. O 11.00 ruszyłem pieszo do Olympic Green. Po 45 min. dotarłem na miejsce. O 12.30 zaczął się mecz Kuba – USA, a po nim Brazylia – Rosja. Mecze były interesujące, a Kubanki i Brazylijki bez większych problemów poradziły sobie z rywalkami. Po meczu również postanowiłem przejść się pieszo do hotelu. Droga prowadzi częściowo wzdłuż parku, a częściowo przez nowowybudowaną dzielnicę. Bardzo przyjemny spacer. Wieczorem musiałem zrobić kolejne drobne pranie oraz obejrzałem w telewizji mecz siatkówki kobiet Chiny – Polska. Szkoda, że znowu przegraliśmy.



12.08.2008, wtorek, 127 dzień wyprawy

Zobacz  powiększenie!
Biało - czerwoni! Wszędzie.
Dzień zaczął się od potwierdzenia niekompetencji wolontariuszy. Otóż wg nich, ze swojego hotelu miałem jechać 2 autobusami ok. 40 min. na zawody w szermierce. W rzeczywistości jechałem 3 autobusami ponad dwie godziny. Przez to spóźniłem się na walkę M. Koniusza. Na szczęście tylko trochę. A walkę wygrał. Czekając na jego kolejna walkę razem z kibicami z Racotu, poznałem polskich reprezentantów na IO Pekin 2008 – S. Mocka, S. Gruchałę oraz I. Marcinkiewicza. Szkoda tylko, ze M. Koniusz przegrał swoja drugą walkę i odpadł z dalszej rywalizacji.

Drogę powrotną postanowiłem pokonać metrem. Zaskoczyło mnie pozytywnie – czyste, klimatyzowane, przestronne i napisy w j. angielskim. Niestety, miałem aż 4 przesiadki. U siebie w hotelu zjadłem i zaszedłem na chwilę do zakładu fotograficznego skorzystać z internetu. Spieszyłem się na 20.00 na siatkówkę. Niby wszystko w jednym mieście, ale przedostanie się z jednego miejsca do drugiego zajmuje dużo czasu. Przed halą siatkarską poznałem Pana Wojciecha Kupczyka z Brodnicy. Tak samo jak ja miał bilety na mecze Chin z Wenezuelą oraz Japonii z Bułgarią. Siedząc przed halą zauważyliśmy, że sporo biletów jest sprzedawanych przez „koników”. Maja ich chyba trochę za dużo, poniewaz machali nimi nawet w pobliżu służb porządkowych. Ale na mecz Polek z Japonkami nie mieli. Same mecze były bardzo interesujące i emocjonujące. Bardzo fajnie się je oglądało.

13.08.2008, środa, 128 dzień wyprawy

Zobacz  powiększenie!
Na trybunach.
Po śniadaniu udałem się do centrum Pekinu, aby zobaczyć Zakazane Miasto (bilet 60Y – brak zniżek). Ponad dwie godziny zajęło mi zwiedzanie Miasta i to nie wszystko zobaczyłem – cześć była zamknięta, a wystawy oglądałem w expresowym tempie. Ale warto było zajrzeć w to miejsce. Następnie udałem się na Główny Dworzec Kolejowy, aby zorientować się w kwestii wyjazdu. Porażka. Nikt na dworcu nie mówił w innym języku niż chiński. Pomimo pomocy wolontariusza i jednego podróżnego udało się ustalić tylko tyle, że nikt nie zamierza mnie obsłużyć. Bo skoro chcę jechać za granice to muszę iść do pośrednika w międzynarodowym hotelu. Poszedłem tam z wolontariuszem (przykład niezaradnego człowieka) do hotelu, a tam u pośrednika dowiedziałem się, że on obsługuje tylko trasę Pekin – Moskwa, a do Władywostoku to muszę iść na dworzec kolejowy!


Nie miałem sił ani czasu, aby wracać na dworzec kolejowy. Podziękowałem wolontariuszowi i ruszyłem metrem (4 przesiadki) na zawody łucznicze. Niestety, metro nie dojeżdża do Olympic Green Archery, wiec ostatnie kilometry pokonywałem autobusem. Na miejscu, nim wolontariusze spostrzegli, zdążyłem usiąść na trybunach w miejscu przeznaczonym dla trenerów i zawodników – akurat z polską reprezentacją (znają mnie już)! Pomogłem im dopingować R. Dobrowolskiego. Udało się. Wygrał po dogrywce z Ukraińcem. Całe zawody, w tym walka Polaka, były bardzo emocjonujące. O 18-stej wychodziłem już z zawodów i autobusem udałem się do Capital Gymnasium. Powód oczywisty – grają polskie siatkarki. Biletu nie miałem, ale liczyłem, że uda się go zdobyć przed hala. I były, ale cena nie do przyjęcia – początkowo chcieli ok. 1500Y, a gdy Chiny objęły prowadzenie w setach 2:0 (ten sam bilet, grały przed Polkami), spadła do 700Y. Ale Polscy kibice chcieli dać maksymalnie 500Y. Wiec wszyscy tylko nerwowo kręcili się. W połowie czwartego seta została wyniesiona z hali duża ilość zużytych już biletów (weszli na nie kibice na mecz Chinek). I na te bilety, zupełnie za darmo weszła duża grupa kibiców (chyba ok. 100). Dopiero wówczas organizatorzy zorientowali się i przestali na te bilety wpuszczać ponownie kolejne osoby. Szkoda tylko, że niesione dopingiem setek gardeł polskie siatkarki przegrały z Japonkami.

14.08.2008, czwartek, 129 dzień wyprawy

Po śniadaniu udałem się na 9.30 obejrzeć kolejne zmagania olimpijskie. Tym razem były to zapasy. Szkoda tylko, ze nasi reprezentanci odpadli już po pierwszych swoich walkach. Polscy kibice jednak chcieli, aby nadal mówiono o Polakach i to pozytywnie. Donieśli wiec przygotowującemu transmisję Andrzejowi Supron o mnie. A ten pokazał mnie kibicującego w przekazie przygotowanym dla wszystkich stacji telewizyjnych na świecie z informacją w j. angielskim, w jaki sposób dotarłem do Pekinu. Po walkach zapaśniczych udałem się przed Capital Gymnasium, gdzie wczesnym popołudniem nasi siatkarze grali z Serbią. Ulewny deszcz skutecznie wystraszył „koników”, a numer z wyniesionymi biletami już nie przeszedł. Zrobiłem wiec zakupy w pobliskim supermarkecie i udałem się do siebie.

Pod wieczór wyszedłem do zakładu fotograficznego, aby trochę popracować na komputerze. Niestety, mieli awarię. Znalazłem kafejkę internetową, gdzie nim dostałem komputer spisano moje dane z paszportu oraz zrobiono mi zdjęcie. Tutaj działał tylko Internet. Komputer nie miał zainstalowanego żadnego innego oprogramowania oraz nie było wejść USB! Mogłem jednak odpowiedzieć na zaległe maile oraz zamówić u polskiego dystrybutora bilety na ćwierćfinały mężczyzn w siatkówce i piłce ręcznej.


15.08.2008, piątek, 130 dzień wyprawy

Zobacz  powiększenie!
Rano trochę rozejrzałem się za pamiątkami, ale nic nie kupiłem. Nie było nic interesującego. Zresztą myślami byłem już przy meczu siatkarek Polska – Wenezuela. Nie miałem biletu, ale przed stadionem dostałem go od Mariusza z Cichego k. Brodnicy w nagrodę za trud pokonanych kilometrów! Polki wygrały pewnie 3:0. Obejrzałem jeszcze mecz Włochy – Serbia i trzeba było wracać do siebie. Szybko zjadłem i ruszyłem na stadion lekkoatletyczny. Na jednej ze stacji spotkałem Jacka z Kielc (znaliśmy się z meczy siatkarskich). Namówił mnie, abym najpierw poszedł z nim na finał mężczyzn w szpadzie drużyn, który był w hali sąsiadującej ze stadionem lekkoatletycznym. Tam walczyli nasi szermierze. Przegrali, ale zdobyli srebrny medal. Później przyszli jeszcze do kibiców, aby rozdawać autografy i pozować do wspólnych zdjęć. Po hymnie francuskim zaśpiewaliśmy naszym „Mazurka” i ruszyliśmy biegiem na stadion. Ledwo usiedliśmy na trybunach za kulomiotami, a już była pierwsza próba T. Majewskiego. Po zwycięstwie nasza radość nie miała granic. Wraz z trzyosobową rodziną z Sosnowca chodziliśmy za trybunami i śpiewaliśmy oraz skakaliśmy z radości. Pierwsza konkurencja w lekkiej atletyce na tych Igrzyskach i od razu złoto. Ludzie podchodzili do nas i gratulowali nam. A zdjęć zrobiono nam tysiące.


16.08.2008, sobota, 131 dzień wyprawy

Zobacz  powiększenie!
Spotkanie z olimpijczykami.
Dzięki Panu Janowi Pośnikowi z Polskiej Misji Olimpijskiej, mój dzień zaczął się od wejścia do Wioski Olimpijskiej. Na początek przez dłuższą chwilę porozmawiałem sobie z Leszkiem Blanikiem, który częściowo pokazał mi wioskę. On także zaproponował wspólne zdjęcie ze spotkaną Otylią Jędrzejczak. Następnie poszedłem do bloku A7, gdzie mieszka polska reprezentacja. Poznałem tam kilku trenerów, prezesów związków, lekarzy, no i oczywiście samych zawodników. Wystarczyło, że Pan Jan tylko wszystkim przechodzącym koło wejścia mówił, że przyszedł w odwiedziny chłopak, który do Pekinu przyjechał z Sopotu na rowerze. Aparat nie nadążył robić pamiątkowych zdjęć. W sumie byłem tam ponad 4 godziny.

Z Wioski Olimpijskiej udałem się na Dworzec Kolejowy, aby dowiedzieć się o możliwość wyjechania z Pekinu pociągiem wraz z rowerem. Tym razem o pomoc poprosiłem poznanego na siatkówce Rafała, który studiuje w Pekinie. Po godzinie czasu udało się mniej więcej ustalić wyjazd z Pekinu do granicy z Rosją (koło Władywostoku). Nie powinno być problemu z wywiezieniem roweru, ale trzeba być na dworcu na 4 godziny przed odjazdem pociągu, aby zdążyć go nadać na bagaż. Biletu kupić nie mogłem, ponieważ są sprzedawane nie wcześniej niż na 4 dni przed odjazdem pociągu. Z Dworca udałem się szybko do siebie, aby zjeść i zajrzeć na chwilę do kafejki internetowej. Później był już tylko mecz siatkarzy z Brazylią. Szkoda, że przegrany 0:3.


17.08.2008, niedziela, 132 dzień wyprawy

Dzień rozpocząłem od Mszy Św. w Kaplicy w Ambasadzie RP. Później udałem się pod Capital Gymnasium, gdzie o 12.30 był mecz siatkarek Polska – USA. Niestety, najtańsze bilety były po 500Y, więc postanowiłem nie wchodzić. Ale już wcześniej umówiłem się z rodakami, że po meczu jedziemy razem taksówkami na tor wioślarski. Musiałem czekać ponad 2 godziny aż się mecz skończy (przegraliśmy 2:3). Wówczas jednak okazał się, że oni nie jadą. Taksówek też nie było. Musiałem jeden przystanek pojechać autobusem i dopiero wówczas złapałem taksówkę, którą jechałem ok. godziny. Kosztowało mnie to 152Y + 10Y opłaty drogowej. Na miejscu, zanim dotarłem do swojego sektora (szedłem ok. 10 min.), zdążył się skończyć finał czwórek wagi lekkiej, gdzie zdobyliśmy srebny medal. Jednak chwilę później był finał czwórek podwójnych, w którym nasi reprezentanci zdobyli złoty medal! Drugie złoto dla Polski na Igrzyskach, a ja jestem tego świadkiem! Z powrotem miałem już wracać autobusem, ale koledzy namówili mnie na taksówkę, za którą ostatecznie zapłacił Karol. Wysiedliśmy koło stadionu lekkoatletycznego, ale najtańsze bilety były po 800Y, wiec z Rafałem (spotkaliśmy się na koniec wioślarstwa) udaliśmy się na dworzec kolejowy. Tam po 1,5h biegania udało się kupić bilet do Harbin na pociąg, do którego na bagaż mogę nadać rower. Jakie połączenie mam z Harbin dalej nie udało się ustalić, ponieważ nie posiadają centralnej informacji.

Kiedy wróciłem przed 24 do siebie, przed hotelem czekali na mnie Damian i Walezy. Nie mieli gdzie spać, a w „moim” hotelu chcieli ich skasować za taki pokój jak mój dwa razy więcej niż mnie. Poszliśmy z Damianem do recepcji po negocjacjach stanęło, że będą płacić za pokój 300Y (ja płacę 240Y). Jak zaznaczyła Pani w recepcji, robi to tylko dla tego, że są Polakami i moimi przyjaciółmi.


Źródło: informacja własna

1


w Foto
@ do Chin
WARTO ZOBACZYĆ

Rosja: Bajkał
NOWE WYSTAWY
PODRÓŻE

Ekspedycja Australia - Nowa Zelandia `Dookoła Morza Tasmana`
kontakt | redakcja | reklama | współpraca | dla prasy | disclaimer
copyright (C) 2003-2013 ŚwiatPodróży.pl