HAWAJE
04:57
CHICAGO
08:57
SANTIAGO
11:57
DUBLIN
14:57
KRAKÓW
15:57
BANGKOK
21:57
MELBOURNE
01:57
Ogłoszenie niepłatne ustawodawcy Serwis wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu: utrzymania sesji zalogowanego Użytkownika, gromadzenia informacji zwiazanych z korzystaniem z serwisu, ułatwienia Użytkownikom korzystania z niego, dopasowania tresci wyswietlanych Użytkownikowi oraz tworzenia statystyk ogladalnoœci czy efektywnoœci publikowanych reklam. Użytkownik ma możliwoœć skonfigurowania ustawień cookies za pomocš ustawień swojej przeglšdarki internetowej. Użytkownik wyraża zgodę na używanie i wykorzystywanie cookies oraz ma możliwoœć wyłaczenia cookies za pomoca ustawień swojej przegladarki internetowej. /// Dowiedz się więcej
 
Mapy: | Afryka | Ameryka Pd. | Ameryka Pn. | Antarktyda | Australia | Azja | Europa | Polska
  ŚwiatPodróży.pl » Maluchy w Mongolii » MwM 4: Wstrząsy nad Bajkałem
MwM 4: Wstrząsy nad Bajkałem

Rafał Łabuz


Wiedzieliśmy, że "maluch" może przetrwać wiele. Ale żeby trzęsienie ziemi... A jednak! Ekipy "Maluchów w Mongolii" nie zatrzymały nawet takie niedogodności. Na szczęście również dogodności po drodze było sporo. W dzisiejszym odcinku dowiemy się, co można dostać od rosyjskiego milicjanta, jak mity o Rosji mają się do rzeczywistości, a także gdzie znajduje się magiczne miejsce, gdzie rozumie się absolutnie wszystko. Zapraszamy do lektury!




16.08 - Załoga Rajdu Lajkonika przemierzyła już 4500km.

Zobacz  powiększenie!
W sobotę z samego rana wyruszyliśmy w kierunku miasta Ufa. Po krótkim czasie jazdy zatrzymuje nas milicja. Jak się okazuje, jest to jakaś komórka kontroli drogowej. W niewinnie wyglądających czterech maluchach i przy jeszcze bardziej niewinnie wyglądających ośmiu podróżnikach funkcjonariusze przystępują do poszukiwania narkotyków! Z początku zapytali: "marihuana? Haszysz? LSD?", odpowiedzieliśmy "nie, nie, nie trzeba, papieros wystarczy." Chwile pożartowaliśmy i zaczęła się prawdziwa kontrola. Milicjanci kazali nam opróżnić kieszenie, porozglądali się po zakamarkach maluszków, wypytali o wszystko szczegółowo, cała akcja przebiegała w sympatycznej atmosferze bez żadnych problemów. Na koniec kontroli policmajster wskazał na Jana i kazał mu iść za sobą do budki. Trochę nas to zmartwiło, od razu pomyśleliśmy że niezwykle przedsiębiorczy funkcjonariusze rosyjskiej służby drogowej znów wymyślą sobie jakiś niebanalny pretekst żeby dostać parę dolarów. Jakież było nasze zdziwienie gdy Jano po krótkiej chwili wrócił uśmiechnięty z otrzymanym od milicjantów, polskim "żurnalem[1]" pod pachą. Rozradowani jedziemy dalej. Mijamy Ufę i lecimy dalej na wschód. Z sennego pokonywania niezmierzonej liczby kilometrów wybudził nas kolejny patrol milicji, który zatrzymał mnie jadącego 68 km/h przy ograniczeniu do 50. No to ładnie! Policjant zaczął coś do mnie szybko mówić w swoim rodzimym języku, na co ja odparłem "nie poniemajem". On poprzez skrzyżowanie palców u obu rąk pokazał mi więzienną kratę i powiedział "tam wsio budziesz poniemajał". Ale po krótkiej rozmowie na migi, standardowym wierszyku o biednych studentach i co najciekawsze wręczeniu mu otrzymanego wcześniej żurnalu pozwolił mi jechać. Dziwne mają zwyczaje ci milicjanci w Rosji! Wystarczyło przecież poprosić żebyśmy podali żurnal kolegom z za Ufy :P

Dalsza cześć trasy tego dnia przebiegła spokojnie i bez przygód.Po niezwykle odprężającym noclegu na luksusowej łące u skraju lasu i pożywnym śniadaniu w postaci chleba, dżemu i tego kto co znalazł w swoim maluchu ruszyliśmy w stronę Czelabińska. Droga wiedzie przez Ural. Malowniczo wijąca się wstęga asfaltu, licznymi serpentynami opadająca i wznosząca się to w górę to w dół po zielonych krajobrazach przypominających Beskidy tyle że 100 razy większe jest dla nas nie lada urozmaiceniem po nużącej jeździe przez step. Maluszki całkiem nieźle radzą sobie w górzystym terenie i dzielnie pokonują kolejne podjazdy. Pomimo tego jedzie się nie zbyt dobrze ponieważ droga jest dosyć wąska, jeździ nią masa tirów i często trzeba jechać 20 km/h przez długi czas zanim nadarzy się okazja do wyprzedzenia. Na wieczór udaje nam się jednak dojechać do Czelabińska, gdzie robimy małe zakupy na kolacje. Na parkingu przed sklepem w Czelabińsku jak zresztą w każdej innej miejscowości po drodze maluchy wywołują spore zainteresowanie. Ludzie zatrzymują się, oglądają, robią sobie zdjęcia, rozmawiają z nami. W zasadzie każda rozmowa zaczyna się tak samo: "co to za maszyna?". Aż dziwne że ktoś może nie wiedzieć co to jest maluch! Potem seria pytań, skąd jesteście? gdzie jedziecie? po co tam jedziecie? jaki jest cel waszej podróży? I życzą nam wszystkiego dobrego. Na noc zajeżdżamy pod jezioro za Czelabińskiem i rozbijamy obóz. Rano budzi nas seria potężnych eksplozji. Jak się okazuje okoliczni rybacy wyruszyli na połów i za pomocą dynamitu wykonują swoją robotę. Śniadanko i znów w trasę. Tego dnia podróż przebiegła spokojnie, bez niespodzianek. Mieliśmy krótki postój w mieście Kurgan, gdzie uzupełniliśmy ekwipunek i cały czas kierując się na Omsk mknęliśmy aż do późnego wieczora.

Kilka refleksji na temat dróg w Rosji. Póki co miłe zaskoczenie. Wszyscy nas straszyli i opowiadali straszne historie na temat stanu rosyjskich nawierzchni. Te po których my suniemy są całkiem znośne i niczym nie odbiegają od polskich standardów. Policja. O pazerności i skorumpowaniu rosyjskiej drogówki krążą legendy. Dużo o tym słyszeliśmy, czytaliśmy i baliśmy się że pewnie spora cześć naszych pieniędzy trafi w ich ręce. Póki co nic z tego się nie potwierdziło. Jeśli nas zatrzymuje jakiś patrol to głównie z ciekawości co to za auta i dokąd jadą. A nawet jeśli przydarzy się małe wykroczenie to jak widać można się obejść również bez płacenia ;)

[1] Określenie na pismo dla dorosłych

Maluchy na Syberii

Zobacz  powiększenie!
Zwężenie
SGBW z dumą donosi że Rajd Lajkonika znajduje się już za Nowosybirskiem. Syberia przywitała nas zmianą krajobrazu i klimatu. Jest chłodno. Temperatura w dzień nie przekracza 15 stopni, noce są zimne. Grzane nad ogniskiem piwo z miodem i ciepły śpiwór pozwalają jednak przetrwać. Przed Uralem, podczas pokonywania stepu często zdarzały się długie odcinki drzew – dwóch, trzech rzędów – z reguły brzozy, posadzonych po obu stronach jezdni, pewnie po to aby ciekawskie oko przemierzającego tą trasę podróżnego nie mogło ujrzeć zbyt wiele. Teraz jedziemy wzdłuż prawdziwych lasów rozciągających się na olbrzymich połaciach. Ukształtowanie terenu nie zmieniło się, wciąż jest płasko i równinnie, zmieniła się jedynie roślinność. Zielone trawy, łąki, pastwiska, jeziorka, rzeki, lasy i liczne wioski skupione wokół dawnych kołchozów i sowchozów. W jednej z takich wiosek zatrzymaliśmy się na chwile żeby kupić i zjeść śniadanie. Przed największym we wsi budynkiem znajdowały się stolik z blatem z postrzępionej dykty i rozchwierutane ławeczki. Idealne miejsce na piknik. Budynek okazał się być tutejszym domem kultury gdzie trwały właśnie przygotowania do wesela. Ofiarowaliśmy młodej parze sól z Wieliczki i ruszyliśmy dalej.

20 sierpnia

Znów cały dzień spędzamy przy autach. Znajdujemy przydrożny najazd za 50 rubli i korzystamy do woli. W czerwonym maluchu pojawiły się dziwne odgłosy podczas jazdy. Okazało się że blacha osłaniająca silnik tarła o element podwozia, oprócz tego lekko zaczynają stukać zawory. Blachę podgięliśmy a zawory póki co zostawiamy. W białym samochodzie Czusa i Marcina wysiadł synchronizator 3 biegu – niestety nic z tym się nie da zrobić, bieg trzeba wrzucać z uwagą. Pojawił się również luz na łożysku w przednim kole, który został skasowany. W żółtym maluchu Damiana i Jana trzeba było wyregulować sprzęgło i naprawić rozrusznik ponieważ załączał się samoczynnie podczas jazdy. W pomarańczowym wszystko w porządku. Podczas naprawiania auta zaczepił nas jeden Rosjanin – kierowca karetki. Służbę wojskową odbywał w jednostce w Polsce w latach 70 i pytał jak nam się teraz żyje, czy dalej jest taka straszna bieda. On pamięta jak w Polsce niczego nie było, jak ludziom strasznie źle się żyło i że przetrwaliśmy ciężkie czasy jedynie dzięki pomocy jaką świadczył nam Związek Radziecki. Pamięta jak oni (ZSRR) zaopatrywali nasze sklepy, jak dostarczali nam niezbędne do życia produkty, świadczyli nam pomoc materialną i ogólnie jak wiele Rosji my Polacy zawdzięczamy. Najbardziej przerażające jest to że facet święcie wierzy w to co mówi i aż nie che się myśleć ile jego rodaków ma podobny pogląd na wydarzenia ostatnich 100 lat. Ale nie ma co się dziwić skoro nasz dawny okupant pewnie od najmłodszych lat karmiony był propagandową papką w stylu "kołyszą się łany zboża, wokół jest pełno zieleni, niczego tego byś nie miał gdyby nie towarzysz Lenin". Kierując się dalej na wschód, notujemy, obserwujemy i fotografujemy wszystko co inne, dziwne i niecodzienne by już wkrótce zaoferować Państwu kolejna dawkę informacji o przebiegu naszego rajdu.

Bajkalskie Opowieści

Zobacz  powiększenie!
Załoga Rajdu Lajkonika dotarła nad Bajkał! Na licznikach mamy już 8tys przejechanych kilometrów i w co tak wielu powątpiewało - wszystkie 16 kół dalej się kręci!!! 22.08 pojawił się pierwszy mróz na Syberii. Noc była wyjątkowo zimna, ale dobrze przygotowana załoga zniosła ją całkiem nieźle. Rano otrzepaliśmy szron z namiotów i grzejąc ręce przy silniku złożyliśmy obóz, po czym ruszyliśmy w trasę. Minęliśmy po drodze miasta Krasnojarsk i Kańsk za którymi rozbiliśmy obóz. Do Irkucka pozostało nam jedynie 800km z tym że za Kańskiem skończył się asfalt! Droga zamieniła się w istny koszmar. Miliony dziur, kolein, tony błota, szutru, pyłu, kurzu i gdzieniegdzie strzępy asfaltu. Średnia prędkość spadła do 20km/h i liczący ok. 400km odcinek pokonywaliśmy niemal 2 dni - drogą krajowa M53, jedyną jaką można dotrzeć do Irkucka! Z drugiej strony mijały nas setki aut z kierownicą po prawej stronie. Tak jak my z Niemiec, tak Rosjanie z Japonii masowo importują auta używane w wyjątkowo atrakcyjnych cenach. Zainteresowaliśmy się tymi autami ponieważ każdy jeden był albo grubo oklejony taśmą klejącą i folią albo miał na sobie kilkucentymetrową warstwę szpachli – jak się okazało po rozmowie z jednym "sprowadzaczem" zabiegi te mają na celu ochronę karoserii przed feralnym odcinkiem drogi. Jedziemy dalej. Żeby było ciekawiej zatrzymuje nas milicja! A dokładnie zatrzymany został jadący jako ostatni żółty maluch Damiana i Jana. Milicjantowi nie spodobało się że z wychylonej przez boczną szybę kamery Damian filmował rosyjskie krajobrazy. Ale po krótkiej rozmowie wyjaśniającej i oględzinach pojazdu, milicjant postanawia się przejechać cudem techniki jakim jest maluch i zadowolony po kilu rundkach wokół posterunku życzy nam szerokiej drogi. Na wyżej wspomnianym, ciężkim odcinku drogi krajowej M-53 nie obyło się bez przygód, z pod koła jadącego z naprzeciwka z niemałą prędkością Kamaza wyskoczył kamień wprost na szybę żółtego maluszka. Oprócz sporego huku epizod zakończył się delikatną "pajęczynką" tuż przed oczami kierowcy. W którymś momencie z powrotem zaczął się asfalt, odetchnęliśmy z ulgą i przyspieszając ruszyliśmy dalej by 26.08 dotrzeć wreszcie do Irkucka. Noc spędziliśmy u Spike`a, poznanego wcześniej przez Internet nauczyciela języka angielskiego, który zgodził się nas przenocować w swoim mieszkaniu. W małym mieszkanku oprócz nas przebywała siostra Spike`a - Natasza, cztery pozbawione sierści koty rasy Sfinks - prawdziwe paskudztwa, oraz buldog francuski, który za każdym razem gdy ktoś zbliżył się do jego miski znajdującej się tuż obok drzwi wejściowych, z furią przystępował do ataku i gryzł po stopach - szczęśliwy kto miał buty! Kolejnego dnia, z porannego letargu wybudziło nas dziwne drżenie. Podłoga w mieszkaniu zaczęła się trząść - z początku myśleliśmy że to od wirującej pralki która prała nasze ubrania, ale w momencie w którym zaczęły się trząść również ściany zaczęliśmy uciekać z budynku. Okazało się że przeżyliśmy właśnie silne trzęsienie ziemi. Epicentrum było nad Bajkałem, z rozmów z ludźmi dowiedzieliśmy się że trzęsienie miało silę 9 stopni w skali Richtera a w Irkucku ok. 6 stopni. Na szczęście trwało bardzo krótko i nie zdążyło wyrządzić zbyt wielu szkód, przynajmniej w okolicach Irkucka. Od wstrząsów popsuł się pomarańczowy maluszek. Gdy zbieraliśmy się do opuszczania miasta nie chciał odpalić i musieliśmy delikatnie przyspieszyć zapłon. Z racji że nieszczęścia zawsze chodzą parami, to w chwile po wyruszeniu zaczęło się dymić spod tylnej klapy. Okazało się że spod uszczelki pokrywy zaworów zaczął wyciekać olej, który po kontakcie z kolektorem i rurą wydechową powodował ciemne obłoki dymu. Zmieniamy uszczelkę i maluch jak nowy może jechać dalej. Kolejną noc i cały następny dzień spędzamy nad Bajkałem, który swoimi rozmiarami przypomina bardziej morze niż jezioro, i oddając się tak długo wyczekanemu relaksowi kontemplujemy piękno bajkalskiej przyrody.Od ostatniej kąpieli co po niektórych członków załogi w Wołgogradzie minęło już trochę czasu więc pomimo tego że woda w jeziorze ma temperaturę zaledwie 5 stopni postanawiamy się nieco odświeżyć by mongolscy celnicy w obawie przed ryzykiem skażenia nie zabronili nam wjechać do ich pięknego kraju

Kolejna relacja zostanie wysłana z Ułan Bator!

Źródło: informacja własna

1


w Foto
Maluchy w Mongolii
WARTO ZOBACZYĆ

Kambodża: Powrót do życia
NOWE WYSTAWY
PODRÓŻE

Krakowski rejs dookoła Europy Zachodniaj
kontakt | redakcja | reklama | współpraca | dla prasy | disclaimer
copyright (C) 2003-2013 ŚwiatPodróży.pl