HAWAJE
01:31
CHICAGO
05:31
SANTIAGO
08:31
DUBLIN
11:31
KRAKÓW
12:31
BANGKOK
18:31
MELBOURNE
22:31
Ogłoszenie niepłatne ustawodawcy Serwis wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu: utrzymania sesji zalogowanego Użytkownika, gromadzenia informacji zwiazanych z korzystaniem z serwisu, ułatwienia Użytkownikom korzystania z niego, dopasowania tresci wyswietlanych Użytkownikowi oraz tworzenia statystyk ogladalnoœci czy efektywnoœci publikowanych reklam. Użytkownik ma możliwoœć skonfigurowania ustawień cookies za pomocš ustawień swojej przeglšdarki internetowej. Użytkownik wyraża zgodę na używanie i wykorzystywanie cookies oraz ma możliwoœć wyłaczenia cookies za pomoca ustawień swojej przegladarki internetowej. /// Dowiedz się więcej
 
Mapy: | Afryka | Ameryka Pd. | Ameryka Pn. | Antarktyda | Australia | Azja | Europa | Polska
  ŚwiatPodróży.pl » @ do Chin » @dC 14: Niespokojne Ułan Bator
@dC 14: Niespokojne Ułan Bator

Krzysztof Skok


Polityka w Polsce, to dość brudne zajęcie. W Mongolii to zajęcie po prostu niebezpieczne. Dlaczego? O tym już opowiada Krzysztof Skok, który przybył do Ułan Bator objętego godziną policyjną. Rowerowy podróżnik zapuścił się w świat zupełnie obcy dla Europejczyka - stepy, gdzie nawet miasta składają się w dużej mierze z jurt, a pustynia nie jest tylko egzotycznym obrazkiem. Internet jest zaś luksusem, lecz mimo to udało nam się conieco dowiedzieć o przygodach Krzysztofa w dalekim kraju. Zapraszamy do lektury!




01.07.2008, wtorek, 85 dzień wyprawy

Zobacz  powiększenie!
Metroplis
Robotnicy mieli wstawać o 5-tej, ale faktycznie wstali przed 6-stą. Nim uporałem się z poranną toaletą, została zjedzona zupa. Ale dostałem duży kawałek mongolskiej pizzy (smakuje mi), a do tego soloną herbatę z mlekiem. Dobrze, że dostałem też do niej cukier, bo byłoby ciężko ją pić. Do bidonu na drogę dostałem już płyn bez cukru – skutecznie odebrał mi ochotę do picia!
W drogę ruszyłem przed 7.00. Jechało mi się dobrze i szybko (poranek był pochmurny, więc słońce nie dokuczało). Podjazdy, którymi mnie straszono, okazały się niewielkie i łagodne – najdłuższy miał ok. 3,5 km. Już po 50 km bylem w granicach miasta Darhan (jak zauważyłem, w Mongolii miasto zaczyna się jeszcze w szczerym polu i po kilku kilometrach pojawiają się dopiero pierwsze zabudowania). Już przed 11-stą miałem zorganizowany nocleg i sporo czasu wolnego. Moglem spokojnie wziąć zimny prysznic, wyprać bieżące rzeczy oraz zjeść obiad.

Darhan jest niewielkim miasteczkiem (jak na nasze realia) i stosunkowo nowym, ponieważ zostało wybudowane "w polu" w drugiej połowie XX wieku. Nie ma więc zabytków, a samo niczym nie rożni się od szeregu miasteczek, przez które dotychczas jechałem. Ja jednak musiałem wymienić walutę i dokonać kolejnych zakupów spożywczych (strasznie dużo jem – ok. 3 razy więcej niż w domu). Z wymiana waluty było sporo problemów. Znalazłem tylko jeden bank, który dokonywał wymiany (Hambank). W pierwszej jego placówce doznałem sporego szoku – nie wymienili mi, ponieważ banknoty były wyblakłe, lub stare (przyjmują tylko z lat 2002 – 2006), albo też były wygięte – muszą być "nowe"! W drugim oddziale tego banku poszło lepiej – pani przyjęła banknot 100 USD z 2003 roku nie zważając na jego "usterki", sprawdziła jego autentyczność i wypłaciła 115.750 tugrików (powinno wystarczyć na pobyt w Mongolii). Sklepów spożywczych było dużo, ale z ich zaopatrzeniem to już rożnie, nawet w supermarketach. Za to wszędzie były widoczne polskie kompoty, dżemy i miody. Przy kasie też zdarzył się problem, kiedy okazało się, że mam o jedną pozycję więcej na paragonie niż produktów. Okazało się, że kasjerka sama doliczyła sobie opłatę za reklamówkę, której nie chciałem. Na paragonie trudno było coś przeczytać (resztki tuszu). Kiedy zwróciłem uwagę, pani wzięła dlugopis i wszystko poprawiła! Warto jednak zwrócić uwagę, ze w Darhan jest ok. 25% taniej niż w Suche Batar, a gazowana woda mineralna to rzadkość. A pomimo wysokich temperatur nie wszystkie sklepy schładzają napoje!

Dystans dnia – 64,67 km
Czas jazdy – 3:17:46 h
Średnia prędkość – 19,62 km/h


02.07.2008, środa, 86 dzień wyprawy

Zobacz  powiększenie!
Budda unosi się nad stepem
Spałem ok. 7 godzin, ale i tak mi się ciężko wstawało. Zresztą cały poranek był senny. Zauważyłem, że podobnie jak w Rosji, spożywane przez Mongołów śniadania są lekkostrawne i w niewielkich ilościach. Sam chyba zjadłem tyle co pięciu miejscowych. W drogę wyruszyłem ok. 10.30. Zabrałem w butelkach wcześniej przygotowaną kawę i herbatę oraz wodę mineralną, ponieważ ruszyłem w rejony, gdzie sklepy spożywcze są co kilkadziesiąt kilometrów (na przestrzeni 100 km były 3 miejscowości ze sklepami).

Pomimo panującego upału jechało mi się dobrze, ponieważ wiejący z przodu delikatny wiatr dostarczał świeżego powietrza. Po 71 km dotarłem do miejscowości Bayangol, gdzie zrobiłem sobie prawie dwugodzinny odpoczynek. W tym czasie zaszło słońce, pojawiły się chmury i zrobiło się duszno. Dodatkowo, kawałek za miasteczkiem, zaczęły się prawdziwe "górki", a właściwie wspinaczka, aby pokonać różnicę w położeniu nad poziomem morza Darhan i Ułan Bator. Przez 25 km ponad 80% drogi było pod górę! Dalej też nie poszło lepiej. Podjazdy były raczej łagodne, ale z powodu panującej duchoty, nie było czym oddychać. Pod koniec dnia spotkałem Rosjanina, który na motorze pędził z Władywostoku na Pustynię Gobi. Nie porozmawialiśmy sobie, ponieważ z powodu zamieszek wprowadzono w Ułan Bator godzinę policyjną o 10.00, a on chciał przed nią zdążyć. Po ok. 120 km drogi trafiłem na rejon jurt, w których zamieszkiwały rodziny pasterskie. Jeszcze nie widziałem tylu owiec i kóz w jednej okolicy, a po raz pierwszy zobaczyłem jaki!

Do jednej z jurt wkrótce dotarłem i porozumieliśmy się z gospodarzem na migi. Zaprosił mnie na noc do swojej jurty, która była wyposażona w baterie słoneczne, światło i antenę satelitarną z płaskim telewizorem. Pełen komfort. Oczywiście zostałem także nakarmiony. Moim ulubionym specjałem mongolskich wiosek jest "Mongolia Jogurt", czyli wytwarzany w domach naturalny jogurt.

Dystans dnia – 121,25 km
Czas jazdy – 7:11:05 h
Średnia prędkość – 16,86 km/h

03.07.2008, czwartek, 87 dzień wyprawy

Zobacz  powiększenie!
Stojący policjant
Noc w jurcie była niezapomnianym przeżyciem. W nocy przebudził mnie ulewny deszcz – drzwi od jurty były otwarte, więc nawet zobaczyłem stojący naprzeciwko rower, przywiązany do ogrodzenia dla owiec. Gospodarze wstali ok. 7.00 (ich dzieci i wnuki z sąsiedniej jurty zdążyli już wydoić krowy i wykonać kilka innych czynności gospodarskich). Praca w jurcie zaczęła się od ugotowania dużego garnka herbaty z mlekiem i rozlania jej do dużych termosów (na szczęście bez soli, ale i bez cukru), a następnie można było gotować zupę na śniadanie (woda, pokrojone na drobne kawałki mięso, makaron i przyprawy). Najedzony do syta, o 8.30 wypchałem rower przez łąkę 200 metrów do drogi i moglem jechać do Ułan Bator.

Droga była ciężka. Na przemian padał deszcz i nadchodziła straszna duchota. Słońca nie było. Do tego przez pierwsze 35 km bardzo przeszkadzał wiatr. Po 5 km łagodnego zjazdu, przez kolejne 75 km były praktycznie tylko podjazdy. Doszło już do tego, że łagodny podjazd wydawał mi się płaską drogą, tylko nogi coś innego odczuwały, no i kiedy się oglądałem za siebie widziałem, jakie przewyższenie na ostatnich metrach pokonałem. Przed samym Ułan Bator czekał mnie kilkukilometrowy zjazd i później jazda w płaskim, miejskim terenie. Pierwsze co zrobiłem w stolicy, to udałem się, zgodnie z wcześniejszą obietnicą, do Konsulatu RP. Tam przyjął mnie osobiście Pan Leszek Wanat, Konsul Generalny RP. Od niego m.in. dowiedziałem się, że w drugiej części budynku znajduje się Hotel Diplomat, gdzie zatrzymało się trzech motocyklistów z Polski. Jako, że nie miałem gdzie zatrzymać się na noc, postanowiłem się udać do nich. Nie zastałem ich, więc postanowiłem poczekać (nocleg 35USD ze śniadaniem). Motocykliści pojawili się wieczorem w towarzystwie taksówkarza o imieniu Bajra, który mieszkał w Polsce i zna nieźle nasz język. Pokazał im Ulan Bator. Pomimo zakazu sprzedaży alkoholu (w związku z zamieszkami po wyborach parlamentarnych i panującą godziną policyjną 22-8 do soboty do 24.00), my siedzieliśmy obok hotelowej restauracji i rozmawialiśmy przy piwku (Polak potrafi negocjować!). Bartek, Marcin i Michał zgodzili się, mnie przenocować u siebie w pokoju, ale nie wiedzieli jak to załatwić – sami już wykombinowali i w trójkę mieszkali w dwuosobowym pokoju. Poszedłem sam do recepcji, z którą nawiązałem kontakt czekając na chłopaków i po 5 min. rozmowy była zgoda, abym został w hotelu na noc. Siedzieliśmy w pokoju i rozmawialiśmy do północy. Motocykliści właśnie ruszają w drogę powrotną z wyprawy po Mongolii. Jeszcze po drodze jadą nad Bajkał, a następnie wracają do domu.

Dystans dnia – 105,31 km
Czas jazdy – 7:12:25 h
Średnia prędkość – 17,27 km/h
Dystans całkowity – 8027 km


04.07.2008, piątek, 88 dzień wyprawy

Zobacz  powiększenie!
Świątynia Kandan
Obudziliśmy się po 7-ej. Moi koledzy poszli na 8.00 na śniadanie, a ja po zakupy spożywcze. Nastepnie ja jadłem i przyglądałem się, jak oni szykują się do drogi. Po 10-tej pojawił się Bajra, zrobiliśmy sobie pamiątkowe zdjęcie z Panem L. Wanat i ruszyliśmy w drogę (dzięki uprzejmości Konsula Generalnego moglem zostawić na dzień rower w Konsulacie). Ja pojechałem z Bajra taksówka, a koledzy z Brzegu i Wrocławia na swoich motorach. Zwiedziliśmy Świątynię Kandan (wg Bajry jest to główna świątynia buddyjska w Mongolii), a następnie ruszyliśmy do Konsulatu Rosyjskiego, gdzie czekały na motocyklistów wizy. Ok. 12.30 pożegnaliśmy się. Marcin, Michał i Bartek ruszyli w drogę powrotna do Polski, Bajra do pracy, a ja na zwiedzanie miasta.

Na początek odwiedziłem Plac Suche Batora – główny plac w mieście. Ok. 3 godzin chodziłem i podziwiałem centrum Ułan Bator. Zrobiło na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Cieszę się, że może uda mi się tu zorganizować kilkudniowy postój. Widziałem także mniej pozytywne aspekty niedzielnych wyborów parlamentarnych, czyli doszczętnie spalony budynek Filharmonii Narodowej. Po 16-stej udałem się odebrać rower, a następnie pojechałem na obrzeża miasta, aby zobaczyć nowowybudowaną Katedrę. Tam spędziłem sporo czasu, mecząc się ze swoim angielskim, na rozmowie ze spotkana młodzieżą na temat wyprawy rowerowej i życia w Mongolii. Zauważyłem, że ludzie nie używają i nie znają nazw ulic, tylko jak tłumaczą jak dojechać to mówią, że ich dom to "jest za takim i takim sklepem w lewo, a później..."

W Ułan Bator o 21 jest już prawie ciemno. Musiałem pomyśleć o noclegu. Mając na uwadze, że kolejny dzień chcę spędzić w stolicy, postanowiłem poszukać go na obrzeżach miasta. Znalazłem w jurcie, ok. 2-3 km za Katedrą, w wielopokoleniowej rodzinie. Jako, że stoi ona w mieście, jest zaopatrzona stale w energię elektryczną. Były w niej dwa telewizory, lodówka, pralka i inne sprzęty gospodarstwa domowego. Natomiast praktycznie nie było szaf na ubrania (wcześniej było podobnie). Ludzie maja chyba tylko po 2-3 komplety ubrań. O 22-iej wszyscy zasiedli przed telewizorem, aby oglądać jakiś amerykański film.

Dystans dnia – 10,15 km
Czas jazdy – 0:47:39 h
Średnia prędkość – 12,78 km/h

05.07.2008, sobota, 89 dzień wyprawy

Zobacz  powiększenie!
Przed jurtą
Poranek przyniósł mi kolejne spostrzeżenia dotyczące życia Mongołów. Otóż nikt rano nie spieszył się ze wstawaniem, pomimo że już nie spał (po 6-ej zbudziła mnie babcia, która się ubrała i położyła z powrotem do łóżka). Wynika to chyba z tego, ze pierwsi którzy wstają mają najwięcej prac gospodarczych do wykonania, więc nikt się nie spieszy. Sam wiec także spokojnie poleżałem sobie do 8-ej. Śniadanie było wyjątkowo skromne – suchy chleb, 2 ciasteczka i herbata z cukrem. Jednak mnie najbardziej cieszył fakt spokojnie spędzonej nocy w jurcie. Zauważyłem także, że na zimę jest ona docieplana grubymi płachtami, jakby z wełny.

Po 9-ej ruszyłem do miasta. Na początek zajechałem do Misji Salezjańskiej. Tam poznałem wolontariusza Rafała z Warszawy, który przez ostatni rok uczył w salezjańskiej szkole j. angielskiego. Umożliwił mi dostęp do komputera, dzięki czemu mogłem spokojnie i sprawnie wysłać do Polski kolejne relacje z mojej podroży. Później powrócił z wyjazdu Przełożony Misji, który pozwolił mi zamieszkać tam do poniedziałku. Jest to raczej rzecz rzadko spotykana, aby turysta mógł nocować na terenie Misji. Dodatkowo mogę korzystać z kuchni i pralki, wiec na początek zrobiłem solidne pranie. Mam świadomość, że po wyjeździe z Ułan Bator aż do Pekinu będzie trudno spotkać rodaków, misje katolickie. Ponadto ruszam w tereny, gdzie nie tylko pralki są rzadkością, ale i czysta, bieżąca woda. Podobno na ok. 700 km odcinku drogi do granicy z Chinami, ok. 1/3 będzie bez asfaltu. Kolejny tydzień może być ciężki, jeżeli do tego dodać pustynne upały i wiatry. Dlatego też postanowiłem przez ten weekend solidnie wypocząć i nic nie robić. Późne popołudnie i wieczór spędziłem z Rafałem na rozmowach o Mongolii i podziwianiu gór otaczających Ułan Bator.

Dystans dnia – 1,03 km
Czas jazdy – 0:05:58 h
Średnia prędkość – 10,97 km/h

Źródło: informacja własna

1


w Foto
@ do Chin
WARTO ZOBACZYĆ

Dzieci świata - małe i duże
NOWE WYSTAWY
PODRÓŻE

AL 26; Husky
kontakt | redakcja | reklama | współpraca | dla prasy | disclaimer
copyright (C) 2003-2013 ŚwiatPodróży.pl