HAWAJE
07:06
CHICAGO
11:06
SANTIAGO
14:06
DUBLIN
17:06
KRAKÓW
18:06
BANGKOK
00:06
MELBOURNE
04:06
Ogłoszenie niepłatne ustawodawcy Serwis wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu: utrzymania sesji zalogowanego Użytkownika, gromadzenia informacji zwiazanych z korzystaniem z serwisu, ułatwienia Użytkownikom korzystania z niego, dopasowania tresci wyswietlanych Użytkownikowi oraz tworzenia statystyk ogladalnoœci czy efektywnoœci publikowanych reklam. Użytkownik ma możliwoœć skonfigurowania ustawień cookies za pomocš ustawień swojej przeglšdarki internetowej. Użytkownik wyraża zgodę na używanie i wykorzystywanie cookies oraz ma możliwoœć wyłaczenia cookies za pomoca ustawień swojej przegladarki internetowej. /// Dowiedz się więcej
 
Mapy: | Afryka | Ameryka Pd. | Ameryka Pn. | Antarktyda | Australia | Azja | Europa | Polska
  ŚwiatPodróży.pl » @ do Chin » @dC 12: Niewidoczny Bajkał
@dC 12: Niewidoczny Bajkał

Krzysztof Skok


Krzysztof Skok nieugięcie zmierza na rowerze do Pekinu. Chce zdążyć na rozpoczęcie Igrzysk Olipmpijskich. Przeciwko niemu sprzysięgły się drogi i pogoda. Po jego stronie jest jednak większość napotkanych ludzi. W dzisiejszym odcinku relacji dotrzemy do 81. dnia podróży. Krzysztof jest już więc w trasie dłużej niż Fineass Fogg. Jego droga jest jednak o wiele bardziej wyczerpująca. A w dodatku Bajkał, chociaż piękny, pozostaje niewidoczny...




22.06.2008, niedziela, 76 dzień wyprawy

Zobacz  powiększenie!
Młodzi znad Bajkału
W wyniku sobotnich rozmów z moimi gospodarzami dowiedziałem się, że jak chcę to mogę dzisiaj pojechać samochodem do Listwianki. Dodatkowo, abym w poniedziałek miał więcej czasu na załatwianie swoich spraw w Irkucku, zorganizowano mi nocleg w Angarsku (ok. 35 km blizej Irkucka). Po mszy św., na która udałem się rowerem, gotowy do drogi, ok. 11.00 wyruszyłem do Angarska. Tak naprawdę był to jednak spacerek – płaska droga i sprzyjający wiaterek, więc szybko i bez zbytniego przemęczania się dotarłem na miejsce. Tam zjadłem obiad i ruszyliśmy samochodem do Listwianki przez Irkuck (przy okazji zobaczyłem drogę na kolejny dzień). Bardzo ładna jest droga na odcinku Irkuck – Listwianka. Droga prowadzi przez góry i lasy, a pod koniec widać wypływającą z Bajkału Angarę, aż w końcu sam Bajkał. Wspaniałe miejsce. Na miejscu była fatalna pogoda (popsuła się już w Irkucku). Lało i wiał silny wiatr. Tak więc Bajkał widziałem tylko z okien samochodu i sprzed domu, w którym się zatrzymaliśmy. Ale Bajkał jeszcze zobaczę – będę przecież obok niego jechał w drodze do Ułan Ude. Pozytywny aspekt deszczu to fakt, że mogłem zobaczyć jak wygląda praca Sióstr Albertynek z małymi dziećmi, często pochodzącymi z rodzin patologicznych. I co ważne, są to w większości dzieci nieochrzczone. Siostry chcą zapewnić im byt, a jeśli podopieczni przy okazji zechcą przyjąć chrzest to będzie dobrze.

Dystans dnia – 38,62 km
Czas jazdy – 2:08:43 h
Średnia prędkość – 18,00 km/h

23.06.2008, poniedziałek, 77 dzień wyprawy

Zobacz  powiększenie!
Katedra w Irkucku
Po 8 rano, zaopatrzony w bułeczki z dżemem, ruszyłem w dalszą drogę. Krótki dystans, ale było sporo spraw w Irkucku oraz całe miasto do zwiedzenia. Już po 29 km wjechałem w granice Irkucka, przez który później dość długo jechałem, aby dotrzeć do sklepu rowerowego. Tam mechanik (znowu dwudziestolatek) stwierdził, że zębatki są wyrobione i przydałoby się je wymienić. Niestety, nie było w sklepie przednich przerzutek takich jak w moim rowerze. Stanęło na tym, że wziąłem trzybiegową z najmniejszym przełożeniem 22 ząbkowym za 900 rub. Do tego miałem tylne zębatki, przerzutkę i łańcuch. Robocizna miała kosztować 100 rub. Po wykonaniu wszystkich prac (które częściowo sam wykonałem) okazało się, że te 100 rub. to za wymianę przerzutki sprzedawcy, a za założenie moich części i wyregulowanie przerzutek chłopak chce dodatkowo 200 rub. Oczywiście paragonu na nic nie daje, a kartą nie można płacić (chociaż była taka informacja na drzwiach sklepu). Nie namyślając się wiele powiedziałem, że mam przy sobie 1060 rub., a jak ma być więcej to muszę jechać do Konsulatu. Wystarczyło.

Następnie zwiedzałem starówkę – niestety tylko z zewnątrz (część obiektów była zamknięta). Warto ją zobaczyć, jak i całe miasto. Jest ono w pewnym sensie niepowtarzalne – w całym Irkucku obok siebie stoją stare drewniane domy i nowoczesne biurowce. Obecność na starówce zakończyłem wizytą w Konsulacie RP, gdzie akurat dotarła paczka z rzeczami pozostawionymi w Moskwie. Miałem także okazję porozmawiać z panem Andrzejem Samulakiem, Zastępcą Konsula Generalnego RP w Irkucku. Bardzo miły człowiek. Zaoferował swoją pomoc w dalszej podroży przez Rosję oraz chce mi umożliwić przejazd rowerem przez granicę rosyjsko – mongolską w Kiahcie (oficjalnie jest tylko dla pojazdów silnikowych).

O 18.00 bylem na mszy św. w Katedrze, a po niej była kolacja, zakupy oraz wizyta w kafejce internetowej, gdzie wysyłałem kolejne relacje i zdjęcia (23 rub./h – najtańsza w mojej podroży, nie licząc tej darmowej). Nocą przepakowałem bagaż. Jego nadmiar (mała reklamówka) trafi do Caritasu w Usolu S., a mała torba zostanie mi podana do pociągu w drodze powrotnej.

Dystans dnia – 66,01 km
Czas jazdy – 3:37:28 h
Średnia prędkość – 18,21 km/h
Dystans całkowity – 6985 km

24.06.2008, wtorek, 78 dzień wyprawy

Zobacz  powiększenie!
Bajkał nie chce pokazać się w całej swej okazałości
Chciałem wstać o 7 rano, ale nocne przepakowywanie plecaków przedłużyło się i ostatecznie wstałem przed 8. Poranne przygotowania trochę potrwały i ostatecznie wyruszyłem dopiero ok. 11.30. Deszcz, który zaczął padać późnym wieczorem, cały czas padał. Plan na dzień to dotarcie do Suldjanki. Niby niedaleko, ale tylko początek drogi spokojny. Od 39 km do 88 km drogi były strome podjazdy. Dały "ostro w kość". Kilka razy, kiedy były najcięższe do pokonania góry, schodziłem z roweru i pchałem go kawałek, aby ponownie na niego wsiąść i walczyć dalej z kilkukilometrowym podjazdem. Ale jednak najgorszy był deszcz – padał do samej Sljudianki. A do tego było tak pochmurno, że kiedy dotarłem do punktu widokowego na Bajkał, to jezioro było praktycznie niewidoczne.

Na miejscu musiałem znaleźć nocleg, w którym można będzie także wysuszyć przemoczone rzeczy, a mnie nakarmią m.in. czosnkiem. Ostatecznie trafiłem na noc do emerytów, w jednym z pierwszych domów w mieście. W piecu co prawda już się nie paliło, ale był on jeszcze ciepły, więc było gdzie rozłożyć rzeczy. Niestety, bania była chłodna. Umyłem się przy kranie w zimnej wodzie, ubrałem suche rzeczy i wypiłem kilka kubków gorącej herbaty. Poczułem się lepiej. Byłem jednak tak zmęczony drogą, ze po 22-iej powiedziałem gospodarzom "dobranoc".

Dystans dnia – 105,84 km
Czas jazdy – 6:45:44 h
Średnia prędkość – 15,65 km/h
Dystans całkowity – 7091 km

25.06.2008, środa, 79 dzień wyprawy

Zobacz  powiększenie!
Japończyk jedzie w drugą stronę
Wstałem ok. 7.00. Gospodyni była już w obejściu i nosiła drewno do bani, ponieważ liczyła, że po południu przyjadą wnuki z Irkucka. Ale kiedy mnie zobaczyła idącego do toalety (wychodka) to zostawiła swoją prace i poszła przygotowywać śniadanie. Później jeszcze trochę posiedzieliśmy i porozmawialiśmy. Ostatecznie w drogę wyruszyłem ok. 9.00. Dzień nie zapowiadał się dobrze. Buty nie wyschły, a chmury na niebie wskazywały, że dalej będzie padać. I faktycznie, ok. południa padało dość mocno. Jako że pada od soboty wieczór, w górach zaczęła obsuwać się ziemia i kamienie leciały na drogę. Padać ma przez kilka kolejnych dni, więc trzeba się spieszyć i jechać dopóki drogi są przejezdne. Po wyjeździe z miasta były "górki", które potrwały prawie do 30 km drogi. Kiedy się już kończyły, z przeciwnej strony nadjechał Japończyk. Jedzie on na rowerze z Władywostoku przez Sankt Petersburg, Estonię, Łotwę, Litwę, Polskę, Czechy do Niemiec.

Kolejne 60 km było głównie "płaskie". Niestety było mglisto i pochmurno, więc znowu nie zobaczyłem Bajkału. Pod koniec tego odcinka przejeżdżałem przez odcinek robót drogowych. Znak informował, ze będą przez 5 km. W rzeczywistości drogowcy "zabrali" asfalt z prawie 8 km, a droga stała się błotnisto – kamienna (robotników nie widziałem). Przedzierając się przez te błota zauważyłem rowerzystę z naprzeciwka. To był Rosjanin o imieniu Paweł. Jedzie z Władywostoku do Sankt Petersburga. Nie boi się błotnistych dróg ani gór, bo u niego to coś normalnego. Zdecydowanie odradzał mi rozstawianie namiotu w najbliższych dniach, ponieważ za dużo pada, woda ścieka z gór i może się rano okazać, ze mój namiot stoi w wodzie. Szukał Japończyka, który także jak on jedzie rowerem do Sankt Petersburga (to nie ten, którego mijałem przed południem).

Po przejechaniu 120 km (plan) natrafiłem na Stancję Pieriejomna. Tam w pierwszym z brzegu domu dostałem nocleg u Babci Anii. Była tylko z 14-letnia wnuczką Nelą. Jako że miałem mokre nogi (reszta wyschła pod koniec dnia, kiedy pojawiło się słońce) nagrzała banię "do oporu", a mi kazała pić dużo gorącej herbaty z dżemem malinowym i miodem.

Dystans dnia – 124,22 km
Czas jazdy – 7:13:03 h
Średnia prędkość – 17,21 km/h


26.06.2008 r. czwartek, 80 dzień wyprawy

Zobacz  powiększenie!
Powstańcza mogiła koło Miszychy
Tym razem sobie pospałem. Już wieczorem Babcia Ania poinformowała mnie, że wstają ok. 8-9. To oznaczało, że budzik ma "wolne". Przebudziłem się przed 8, ale dopiero kilkanaście minut później gospodyni wstała. A ja zaraz po niej. Na śniadanie były pielmienie, jajka sadzone, dżem malinowy i chleb. Przy okazji długo rozmawialiśmy. Babcia Ania opowiedziała mi historie swojego życia. Miała dwóch mężów. Od pierwszego odeszła, kiedy zaczął ją bić, a drugiego zostawiła, jak przyszedł po raz kolejny do domu pijany. Za każdym razem brała ze sobą tylko podręczne rzeczy i "wychodziła". Nie chciała nawet alimentów na dzieci. W mieszkaniu, w którym obecnie mieszka, są trzy izby – pokój, kuchnia i chłodna weranda. W całym domu jest sześć mieszkań, a domów też niewiele. Powstały kiedy budowano kolej – najpierw służyły jako mieszkania dla robotników pracujących przy budowie kolei, a później w tym miejscu ładowano kamienie na wagony. Obecnie zatrzymuje się tu elektriczka. Sklep jest czynny co drugi dzień. W drogę wyruszyłem ok. 10.00. Po dwudziestu kilku kilometrach dotarłem do rzeki Miszycha, a następnie do wioski o tej nazwie. Tam rozpoczęły się moje poszukiwania mogiły polskich zesłańców po Powstaniu Styczniowym, którzy probowali organizować konspiracyjne wojska, a kiedy się to wydało, stanęli 12 lipca 1866 roku do walki z wojskami carskimi. Pomagała mi w tym kobieta, której dziadek był Polakiem. Razem zajęło mi to prawie 2 godz. i 10 km jazdy(bez sakw). Ale opłaciło się odnaleźć krzyż z pamiątkową tablicą. Żałowałem tylko, że nie miałem znicza ze sobą.

Później, do 21, była już tylko droga. Przez cały dzień przeplatały się płaskie odcinki z szeregiem podjazdów i zjazdów, ale niezbyt trudnych. Oczywiście Bajkału nie zobaczyłem – skutecznie "przykryła" go mgła. Zobaczyłem natomiast wodę wylewającą się z bagna na drogę, a w innym miejscu świeżo usypany "wał" z piasku. Pod wieczór trochę popadało i na chwilę zaświeciło słońce, a ostatnie 25 km było przy sprzyjającym wietrze. Nocleg dostałem w pierwszym domu wsi Bieriegowaja, ok. 250 m od głównej drogi. Gospodyni jest już na emeryturze, a gospodarz jeszcze pracuje jako brygadzista na budowie.

Dystans dnia – 135,70 km
Czas jazdy – 7:41:20 h
Średnia prędkość – 17,64 km/h

27.06.2008, piątek, 81 dzień wyprawy

Zobacz  powiększenie!
Krzysztof Skok. Waleczny jak wojownik na drugim planie.
Nie chciało mi się wstawać o 6.30, ale jakoś się zmobilizowałem i wstałem. Gospodarze już nie spali, podobnie jak ich syn, którego wieczorem nie było. Przy śniadaniu jeszcze trochę porozmawialiśmy i trzeba było ruszać dalej. Na drogę dostałem domowy chleb oraz 6 jajek gotowanych na twardo. Jechało mi sie wyjątkowo dobrze. Pierwsza połowa była całkowicie płaska i prowadziła przez pola, a druga polowa była miedzy górami a rzeką, z dwoma większymi podjazdami. O ile pierwsza część była we mgle, to potem wyjrzało Słońce. Na 40 km zatrzymał mnie samochód. To był Ks. Adam, u którego miałem zatrzymać się w Ulan Ude. Jechał nad Bajkał odprawić Mszę św. dla dzieci będących na "Kanikułach z Bogiem". Dał mi klucz do kościoła oraz powiedział, gdzie co znajdę. Sam obiecał przyjechać ok. 19-20.. Ja do granic Ułan Ude dotarłem ok. 14.00, ale było tak gorąco, że zrezygnowałem że zwiedzania miasta (główny punkt to największy na świecie pomnik Lenina). Udałem sie od razu do kościoła (bardzo ładnego). Przejazd przez miasto zajął mi jeszcze ok. godziny. Na miejscu umyłem się i zjadłem posiłek. Następnie postanowiłem uzupełnić braki w apteczce (dopóki jeszcze mogę porozumieć się z farmaceutą) oraz kupić coś do chleba na drogę. Udałem się także do fryzjera – 150 rub. kosztowało skrócenie włosów maszynką. Przy okazji zobaczyłem Kompleks Sportowy w Ułan Ude oraz przyjrzałem się mostom, a właściwie figurom wojowników zdobiących wjazd na nie. Kiedy wróciłem okazało się, ze ks. Adam również już jest. Zjedliśmy razem kolacje i trochę porozmawialiśmy. Później jeszcze zadzwonili moi rodzice i koledzy.

Dystans dnia – 108,98 km
Czas jazdy – 5:38:48 h
Średnia prędkość – 19,29 km/h
Dystans całkowity – 7460 km

Źródło: informacja własna

1


w Foto
@ do Chin
WARTO ZOBACZYĆ

Indie: Miłość w kamieniu
NOWE WYSTAWY
PODRÓŻE

Swedseayak 6: Stora Torholmen, wyspa Riso
kontakt | redakcja | reklama | współpraca | dla prasy | disclaimer
copyright (C) 2003-2013 ŚwiatPodróży.pl