HAWAJE
19:48
CHICAGO
23:48
SANTIAGO
02:48
DUBLIN
05:48
KRAKÓW
06:48
BANGKOK
12:48
MELBOURNE
16:48
Ogłoszenie niepłatne ustawodawcy Serwis wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu: utrzymania sesji zalogowanego Użytkownika, gromadzenia informacji zwiazanych z korzystaniem z serwisu, ułatwienia Użytkownikom korzystania z niego, dopasowania tresci wyswietlanych Użytkownikowi oraz tworzenia statystyk ogladalnoœci czy efektywnoœci publikowanych reklam. Użytkownik ma możliwoœć skonfigurowania ustawień cookies za pomocš ustawień swojej przeglšdarki internetowej. Użytkownik wyraża zgodę na używanie i wykorzystywanie cookies oraz ma możliwoœć wyłaczenia cookies za pomoca ustawień swojej przegladarki internetowej. /// Dowiedz się więcej
 
Mapy: | Afryka | Ameryka Pd. | Ameryka Pn. | Antarktyda | Australia | Azja | Europa | Polska
  ŚwiatPodróży.pl » @ do Chin » @dC 8: Europa za plecami
@dC 8: Europa za plecami

Krzysztof Skok


Krzysztof Skok już w Azji! Co prawda trapiony rozmaitymi dolegliwościami, lecz bez przerwy napiera do przodu. Na SwiatPodrozy.pl podziwiamy samotnego rowerzystę i prezentujemy kolejny odcinek jego zapisków. Skrycie podejrzewamy, że zmuszenie się do opisania każdego dnia podróży w drobnych szczegółach musi być wysiłkiem porównywalnym z samą wyprawą. Podziwiamy więc Krzysztofa tym bardziej. I zapraszamy do lektury!




20.05.2008, wtorek, 43 dzień wyprawy

Zobacz  powiększenie!
Coraz dalej i dalej
Poranek niczym specjalnym nie różnił się od pozostałych, no może z małymi wyjątkami - dostałem kanapki na drogę oraz udałem się do apteki, aby rozejrzeć się za solidną odżywką. Bez szans. Kobieta chciała mi najpierw wcisnąć zwykłe witaminy, bo innych nie ma. A jak pokazałem odżywkę, którą kupiłem w Moskwie, to od razu była, tyle ze o 20% drożej! W drodze, jeszcze w Ufie, kupiłem jakieś witaminy w tabletkach - tu jednak sprzedawczyni najpierw porównała zawartość witamin jakie wziąłem z Polski i swoich, a dopiero później poleciła.

Nie spiesząc się, wyruszyłem przed 11 z założeniem, że 400 km do Czelabińska podzielę na 4 dni, aby w górach oszczędzić kolano. Jednak dziś zrobiłem trochę więcej kilometrów niż średnia, ponieważ tylko ostatnie 25 km można było nazwać jazdą w górach. Wcześniej było kilka wzniesień, podobnych do tych, które miałem po drodze wcześniej. A na dodatek, oprócz pierwszych 25 km, wiatr mi sprzyjał. robiłem także dużo przystanków. Na pierwszym przystanku dla tirów za Ufą zauważyłem samochód na polskich rejestracjach, którego kierowcą był Białorusin. Porozmawialiśmy sobie z Dmitrim (bardzo miły człowiek) dłuższą chwilę i zrobiliśmy zdjęcie na pamiątkę. Na kolejnym postoju stały dwa tiry z polskimi kierowcami. Również była chwila miłej rozmowy z rodakami. Podobnie trochę czasu straciłem na rozmowę z milicjantami, a ok. 19 zauważyli mnie ludzie z przydrożnego baru i zawołali. Poczęstowali mnie herbatą, a następnie obiadem i ponownie herbatą. Jedząc i rozmawiając trochę się rozejrzałem - całkiem fajne miejsce. Jest tam hotel i domki letniskowe oraz restauracja. A wszystko to znajduje się koło miasta Asza, na 1564 km do Moskwy, po prawej stronie. Za tą restauracja zaczęły sie prawdziwe "górki".

Nocleg wypadł w mieście Sim. Pytani przydrożni handlarze wzdłuż głównej drogi nic nie wskazali, a jedynie jeden Ormianin z przydrożnego baru poczęstował mnie herbatą. Więc zjechałem na skraj miasteczka i tam pierwszy zagadnięty człowiek pozwolił mi zaadaptować banię na noclegownię! Minusem całego dnia był straszny upał (ok. 30 stopni). Na odsłoniętym fragmencie prawego uda (słońce mam z prawej strony, jadę w szortach i nakolannikach) porobiły się pęcherzyki - nie pomógł nawet krem z filtrem. Kolejne dni niestety będę musiał jechać w długich spodniach.

Dystans dnia - 122,20 km
Czas jazdy - 6:12:20 h
Średnia prędkość - 19,69 km/h

21.05.2008, środa, 44 dzień wyprawy

Zobacz  powiększenie!
Przydrożny spożywczak - oaza podróżnika
Nocleg w bani był spokojny, ale spanie na deskach nie było zbyt wygodne. Rano dostałem herbatę i przegotowaną wodę do bidonów od mojego gospodarza Ormianina (interesowała go religia katolicka w Polsce). Do ok. 17 na drodze był niesamowity upał. Podjazdów nie było aż tak strasznie dużo i nie były zbyt trudne (wg znaków najdłuższy miał 7 km i nie przekraczały 10% nachylenia). W drodze przyszło mi także łatać dwa razy gumę w tylnym kole.

Ok. 15 trafił się wiejski sklep, bardzo tani, jakieś 500 metrów od głównej drogi. Tam uzupełniłem zapasy i zjadłem kanapki oraz porozmawiałem z paniami zza lady. Prym wiodła jedna, którą interesowała cała moja podróż oraz Polska. Pod koniec rozmowy dała mi na drogę chleb, kawałek suszonej kiełbasy i prawie 1kg ciastek! Jak tylko wyjechałem na drogę, zauważyłem postój dla ciężarówek, na którym spotkałem Pana Wiesława z Siemiatycz. Poczęstował mnie kawą i dłuższą chwilę sobie porozmawialiśmy. W tym czasie przez chwilę mocno padało – dzięki temu trochę się ochłodziło.

Miałem wówczas na liczniku 62 km, a plan był przekroczyć 100 km. Kiedy go wykonałem, nic nie było przez kilkanaście kilometrów. W końcu trafiłem do miasta Satka. Na jego obrzeżach dostałem nocleg. Gospodarz zorganizował u brata mieszkającego za ścianą gorącą banię. U niego też siedzieliśmy później ponad godzinę i rozmawialiśmy. Brat, leśnik, pracownik Parku Narodowego Uralu chciał mnie najpierw następnego dnia wieźć samochodem na seminarium do Czelabińska, a gdy ja zgodziłem się tylko jechać rowerem – miałem się rano spotkać z dyrektorem Parku, 3 km dalej. Oczywiście miały być wspólne zdjęcia i kasa za promocję Parku. Jakoś mu jednak w to wszystko nie wierzyłem. Wieczór z moim gospodarzem spędziliśmy na rozmowie przy latarce – w tym czasie, gdy ja przeczekałem krótki deszcz, 50 km dalej przeszedł huragan, który zerwał druty elektryczne. Pierwszy raz od 5 lat. Mój rozmówca próbował mnie nauczyć trochę lokalnego języka, np. rahmat – dziękuję.

Dystans dnia – 115,02 km
Czas jazdy - 6:29:54 h
Średnia prędkość – 17,69 km/h
Max. prędkość – 64,20 km/h


22.05.2008, czwartek, 45 dzień wyprawy

Zobacz  powiększenie!
Na granicy kontynentów
Przed 8 rano byłem już gotowy do drogi – 45 min. zajęła mi poranna toaleta, pakowanie i śniadanie. Na drogę do bidonów dostałem herbatę. Oczywiście brata – leśnika nie było. Poprzedniego dnia straszono mnie intensywnymi podjazdami, na których miałem polec. Co prawda na dodatek 3 dzień z rzędu był upał, ale z podjazdami nie było aż tak źle – wszystkie pokonałem. Wg znaków najdłuższe były po 6 km (dwa), a kąt nachylenia nie przekraczał 6% (w rzeczywistości mogły być trochę wyższe, ponieważ znaki w Rosji nie są zbyt dokładne i często z drugiej strony jest trochę inna informacja o kącie nachylenia). Po tych dwóch najdłuższych podjazdach zaliczyłem 10 km zjazdu. Sam podjazd na granice Euro – Azjatycką był już krótki i niezbyt trudny. Znajduje się on pomiędzy 1755 a 1756 km drogi od Moskwy w kierunku Czelabińska. Spędziłem tam ok. godziny, robiąc pamiątkowe zdjęcia, wysyłając kilka SMSów i wypiłem herbatę w barze. Poza samym znakiem informującym o granicy Europy z Azja, jest tam tylko mały bar i duży plac. Ludzi prawie wcale.

Przez kolejne dwie godziny przejechałem ok. 13 km – najpierw zerwał się wiatr i wyglądało na to, że będzie burza, a później zjechałem do wioski aby uzupełnić zapasy i trochę pojeść. Tam w spożywczaku zbulwersowałem sprzedawczynię faktem, że nim o coś poprosiłem, najpierw zapytałem ile to kosztuje. Od razu zapytała, z jakiego kraju jestem! Później już tylko jechałem. Droga prowadziła jakby przez płaskowyż – było dużo pól uprawnych i niewiele wzniesień czy zjazdów, chociaż chyba minimalnie opadała w dół. Na 105 km trafiłem na większy postój ciężarówek z hotelem, wiec trzeba było pojechać kawałek dalej (wówczas ludzie raczej nie odsyłają do hotelu). Ale zaczęło straszyć burzą (trochę nawet kropiło). 5 km dalej był zjazd do kolejnej wsi i tam też się udałem.

Nocleg otrzymałem u rodziny, której rok wcześniej spłonęła część dobytku – tzn. spaliła się weranda i fragment domu. Remont jeszcze trwa i raczej w tym roku się nie skończy z powodu braku pieniędzy – mąż zarabia 8000 rub., a żona 7000 rub. (dwoje dzieci jeszcze na utrzymaniu). On jest bardzo spokojnym i ugodowym człowiekiem, a ona bardzo przemądrzała – wszystko wie zdecydowanie najlepiej, zaprzeczała nawet moim informacjom o cenach biletów kolejowych, które uzyskałem w kasach biletowych w Moskwie! Ok. 23 wrócił do domu 16-letni syn. Wraz z nim przed dom przyszła grupa jego przyjaciół. Probowali wywołać mnie przed dom, aby mogli się ze mną lepiej poznać. Ale nie chciało mi się wychodzić wieczorem na dwór. Później okazało się, że chcieli abym dał 100 rub. na piwo.

Dystans dnia – 113,31 km
Czas jazdy - 6:28:55 h
Średnia prędkość – 17,48 km/h

23.05.2008, piątek, 46 dzień wyprawy

Zobacz  powiększenie!
Z serii `zdjęcie z szaleńcem` :)
Wstałem zgodnie z umową z gospodarzami o 6, ale nie słychać było, aby ktoś już wstał, więc postanowiłem pospać sobie jeszcze 30 min. Z braku wody toaletę ograniczono mi do przemycia twarzy. Śniadanie było bardzo dietetyczne – ziemniaki z proszku i do tego chleb – baton. Mało syte i mało kaloryczne. Gospodarz ok. 7.30 pożegnał się i poszedł na autobus. Ja wyruszyłem kilkanaście minut później, robiąc pamiątkowe zdjęcia.

Do południa było pochmurno i wiał zimny, boczny wiatr. Ok. południa, kiedy wyszło słońce, zrobiło się całkiem przyjemnie. Ja miałem tylko jeden cel – dotrzeć do Czelabińska jak najmniejszym nakładem sił i możliwie jak najwcześniej. Jako ze droga była prawie płaska, więc szło mi nienajgorzej. Za nim dotarłem na nocleg, przejechałem prawie cale miasto. Nic specjalnego, poza jedna cerkwią, nie zauważyłem. Na miejscu byłem ok. 15.30. Czekał na mnie obiad oraz ludzie, którzy wiedzieli co to jest "cywilizacja europejska" – więc był prysznic, a jedzenie dostałem kaloryczne i bez zbędnych tłuszczy.

Kolano mnie trochę pobolewa, głównie rano i pod koniec dnia (pomimo tabletek). Czuję także, że całe nogi jakby z waty były. Postanowiłem więc, że przejdę się po aptekach i kupię jakąś odżywkę. Niestety, znowu dramat! Pomimo długich i spokojnych tłumaczeń w czym rzecz, panie w aptekach nic nie pomogły. Proponowały mi zwykłe witaminki (standard), a jedna próbowała wcisnąć zwykłą maść przeciwbólową, abym smarował nią całe nogi. Odżywki, którą miałem z Polski, podobno na oczy nie widziały, a jej składu i zawartości z innymi porównać nie chciały. Odżywek w proszku też nie było, dopóki nie podąłem nazwy tej kupionej w Moskwie – wówczas się znalazła! A jedna farmaceutka odesłała mnie po prostu do innej apteki stwierdzając, że oni czymś takim się nie zajmują. A na dodatek drugi dzień jestem lekko przeziębiony, wiec od wczorajszego wieczoru biorę tabletki przeciw przeziębieniu. W efekcie chyba żołądek się zbuntował.

Dystans dnia – 93,97 km
Czas jazdy – 5:08:14 h
Średnia prędkość – 18,29 km/h
Dystans całkowity – 3599 km
Całkowity czas jazdy – 203:52 h

Źródło: informacja własna

1


w Foto
@ do Chin
WARTO ZOBACZYĆ

Watykan: Stolica Apostolska
NOWE WYSTAWY
PODRÓŻE

Rowerem do Chin
kontakt | redakcja | reklama | współpraca | dla prasy | disclaimer
copyright (C) 2003-2013 ŚwiatPodróży.pl