HAWAJE
07:48
CHICAGO
11:48
SANTIAGO
14:48
DUBLIN
17:48
KRAKÓW
18:48
BANGKOK
00:48
MELBOURNE
04:48
Ogłoszenie niepłatne ustawodawcy Serwis wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu: utrzymania sesji zalogowanego Użytkownika, gromadzenia informacji zwiazanych z korzystaniem z serwisu, ułatwienia Użytkownikom korzystania z niego, dopasowania tresci wyswietlanych Użytkownikowi oraz tworzenia statystyk ogladalnoœci czy efektywnoœci publikowanych reklam. Użytkownik ma możliwoœć skonfigurowania ustawień cookies za pomocš ustawień swojej przeglšdarki internetowej. Użytkownik wyraża zgodę na używanie i wykorzystywanie cookies oraz ma możliwoœć wyłaczenia cookies za pomoca ustawień swojej przegladarki internetowej. /// Dowiedz się więcej
 
Mapy: | Afryka | Ameryka Pd. | Ameryka Pn. | Antarktyda | Australia | Azja | Europa | Polska
  ŚwiatPodróży.pl » Przewodniki - Przez Świat III » Droga Świętego Jakuba
Droga Świętego Jakuba

Barbara Karpała i Róża Rychlik


Naszą trasę autobusową podzieliłyśmy na etapy. Zatrzymałyśmy się w Burgos i Len, podziwiając w nich fascynujące katedry. Szczególne wrażenie wywarła na nas ta druga - w Len, która lśni 1800 metrami kwadratowymi witraży z różnych epok. Podziwiałyśmy też szpitale zakładane przez królów, w których teraz mieszczą się najwspanialsze hotele oraz klasztory pełne pamiątek i skarbów. I wreszcie trzeciego dnia udałyśmy się do Ponferrady - miasta słynnego z pięknego zamku Templariuszy. Stąd zaczęłyśmy na nowo pieszą pielgrzymkę, do której szczerze mówiąc już tęskniłyśmy po kilku dniach wałęsania się po miastach. Wprawdzie byłyśmy jeszcze w regionie Kastylii i Len, ale była to już nie ta sama kraina, co przed Burgos. Byłyśmy na nowo w krainie gór. Wspinałyśmy się starą drogą rzymskich legionów do Villafranca del Bierzo, zwaną Ruta Romana wśród wspaniałych kwitnących wrzosów, porastających wąwozy, to znów wśród żarnowca rozrastającego się tutaj w potężne krzewy szumiące nad naszymi głowami. Znów roztaczały się wokół nas wspaniałe widoki, a na niebie rozgrywał się teatr, w którym aktorami były chmury, słońce, wiatr i mgły. To widowisko towarzyszyło nam także następnego dnia, kiedy wyruszywszy z Vegi de Valcarce weszłyśmy już na teren Galicji, na najwyższy punkt w tej części naszej trasy - przełęcz O Cebreiro (ok. 1.300 m.n.p.m.). Ten maleńki punkcik na mapie to średniowieczna wioska z IX-X-wiecznym romańskim klasztorem i kamiennymi chatami krytymi słomą. Z wioski położonej na przełęczy roztaczały się wspaniałe widoki na wszystkie strony. Tęcza opromieniała wschodnią stronę, a zachodzące słońce lśniło po przeciwnej stronie przełęczy. Oglądałyśmy tu zarówno zachód, jak i wschód słońca, kiedy mgły rozpościerały się w dolinach. Razem z innymi pielgrzymami, których na trasie było coraz więcej, w siąpiącym deszczu, oglądając się na mgły przewalające się przez przełęcz, wyruszyłyśmy w dalszą drogę. Ze schronisk wychodziłyśmy zawsze niespiesznie, po lekkim śniadaniu, które robiłyśmy sobie same. Jednak większość wstępowała tutaj do pobliskich barów, które otwierane są specjalnie dla pielgrzymów już o 7 rano lub nawet wcześniej. Ale do hiszpańskiego śniadania trzeba się przyzwyczaić. To słodkie ciasteczka biszkoptowe, tzw. Magdalenki, które macza się w kawie. Zastanawiałyśmy się zawsze, czemu wychodząc prawie ostatnie ze schroniska, do następnego przychodziłyśmy grubo przed towarzyszami z ostatniego noclegu. Ale wstąpiwszy kiedyś do przydrożnego baru na kawę, odkryłyśmy wreszcie tę tajemnicę. Oto bowiem bar pełen był pielgrzymów, bynajmniej nie spędzających czasu na umartwianiu się, ale na popijaniu piwa, wina i wesołych śpiewach.


Trzynawowa katedra budowana była w XI wieku, a więc już wtedy, kiedy przybywało tu wielu wiernych. Pomyślana więc była tak, aby mogła pomieścić wiele tysięcy pielgrzymów i umożliwić im swobodne poruszanie się po niej. Zrezygnowano z tradycyjnego w tym czasie "coro", zajmującego centralne miejsce świątyń, dzięki czemu od razu można ogarnąć wzrokiem całe wnętrze kościoła. Panuje tam zawsze półmrok sprzyjający modlitwie, bowiem katedra oświetlona jest przez okna znajdujące się w emporach i przez latarnię w kopule. Pod nią w czasie świątecznych mszy dla pielgrzymów zawieszana jest ponad metrowej wielkości kadzielnica zwana "botafumerio" lub "turibulum magnum", rozhuśtywana przez mnichów aż po samo kolebkowe sklepienie transeptu. Od samego wejścia wzrok pada na jasno oświetlony ołtarz, w którego centralnym punkcie usytuowana jest XIII-wieczna rzeźba św. Jakuba z pielgrzymim kijem i tykwą, w płaszczu ze srebrnej blachy zdobionym drogimi kamieniami. Tu też znajduje się relikwiarz, a pod ołtarzem sarkofag z doczesnymi szczątkami świętego.

Tu u grobu świętego Apostoła kończyła się nasza wędrówka potwierdzona certyfikatem oznajmiającym, iż "Kapituła czcigodnego Apostolskiego i Metropolitalnego Kościoła Compostelli wydała autentyczne listy nawiedzeń wszystkim czy z pobożności, czy ze spełnienia ślubu przybywającym do grobu Apostoła, Patrona Hiszpanii i jej opiekuna, św. Jakuba".

Pozostały jeszcze urokliwe uliczki Santiago de Compostella, kawiarenki pełne turystów, restauracje. W oknach tych ostatnich tkwiły akwaria pełne krabów, ośmiornic i innych "owoców morza", które za chwilę miały zjawić się na stołach. To specjalność Galicji. Wieczorami uliczki rozbrzmiewały gwarem i śpiewem, dźwiękami dud i gitar. Na nas czekał ocean, Avila, Madryt...

I chociaż zakończyłyśmy już drogę świętego Jakuba, to jednak myślę, że czuwał nad nami aż do przekroczenia progu domu.

Źródło: TravelBit

TravelBit Tekst pochodzi z książki
wydanej przez Agencję Travelland
prowadzonej przez
Centrum Globtroterów TravelBit

 warto kliknąć

<< wstecz 1 2 3 4 5 dalej >>


w Foto
Przewodniki - Przez Świat III
WARTO ZOBACZYĆ

Włoskie Dolomity
NOWE WYSTAWY
PODRÓŻE

Islandia: Syduzi 2004 # 10
kontakt | redakcja | reklama | współpraca | dla prasy | disclaimer
copyright (C) 2003-2013 ŚwiatPodróży.pl