HAWAJE
05:41
CHICAGO
09:41
SANTIAGO
12:41
DUBLIN
15:41
KRAKÓW
16:41
BANGKOK
22:41
MELBOURNE
02:41
Ogłoszenie niepłatne ustawodawcy Serwis wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu: utrzymania sesji zalogowanego Użytkownika, gromadzenia informacji zwiazanych z korzystaniem z serwisu, ułatwienia Użytkownikom korzystania z niego, dopasowania tresci wyswietlanych Użytkownikowi oraz tworzenia statystyk ogladalnoœci czy efektywnoœci publikowanych reklam. Użytkownik ma możliwoœć skonfigurowania ustawień cookies za pomocš ustawień swojej przeglšdarki internetowej. Użytkownik wyraża zgodę na używanie i wykorzystywanie cookies oraz ma możliwoœć wyłaczenia cookies za pomoca ustawień swojej przegladarki internetowej. /// Dowiedz się więcej
 
Mapy: | Afryka | Ameryka Pd. | Ameryka Pn. | Antarktyda | Australia | Azja | Europa | Polska
  ŚwiatPodróży.pl » Kinga w Afryce » KwA 10: 03`06; Niger - Moja pierwsza żyrafa
KwA 10: 03`06; Niger - Moja pierwsza żyrafa

Kinga Choszcz


Niger to ogromny, pustynny, fascynujący kraj. Najbardziej odwiedzanym przez turystów miejscem są okolice starego pustynnego miasta Agadez odległego o ponad pięćset kilometrów stąd. Nie mam jednak teraz ochoty na długą męczącą podróż w upale, aby dotrzeć dokądś, gdzie miejscowi będą prześcigać się, aby wysłać mnie na pustynię z wielbłądami, podczas kiedy właśnie wróciłam z własnej niepowtarzalnej wyprawy z wielbłądem. Postanawiam spędzić więc jeszcze jeden dzień tu, w Niamey, i jutro wrócić do Burkiny.



Wybieram się sama do centrum miasta w okolicę "grand marche", czyli wielkiego targu. Przechodzę uliczką miniaturowych zakładów krawieckich, z których każdy ma wywieszone przed wejściem modele ubrań prześcigających się fasonami i kolorami. Nie są to jednak rzeczy na sprzedaż - a na pokazanie tylko. Trzeba przyjść z własnym kawałkiem materiału, wybrać sobie model, ewentualnie dostarczyć własny, a stworzą ci w oka mgnieniu, co tylko sobie zażyczysz.

Zobacz  powiększenie!
Tutejsze kobiety chodzą na co dzień w niesamowitych strojach. Długa spódnica to raczej po prostu coś w rodzaju sarongu, zawiązany na biodrach kawałek batikowego materiału. Ale uszyte przeważnie z tego samego materiału do kompletu bluzki to już istne dzieła krawieckiej sztuki. Teraz już wiem, dlaczego nie ma sklepików z nimi, a na każdym rogu spotyka się sklepiki z tęczowym wyborem batikowych materiałów, roznoszonych też przez sprzedawców na głowach.

Wędruję dalej po targu, zatrzymując się przy stoiskach z kasetami i płytami pytając o CD z nigeryjską tuareską muzyką, która leciała nieustannie u Almoksina w Gorom Gorom. Niestety, tu sprzedają tylko najpopularniejsze w tym momencie hity, a tuareska muzyka do nich najwidoczniej nie należy.

Wieczorem, siedząc jak zwykle na macie przed chatką Djibo na podwórku jego rodziny, kiedy mówię, że jutro chyba czas na mnie, dowiaduje się, że tu w Nigrze i to całkiem niedaleko, bo jakieś pięćdziesiąt kilometrów stąd, można spotkać ostatnie w Zachodniej Afryce żyrafy na wolności. Nawet nie w żadnym parku narodowym, tylko po prostu, spacerujące sobie podobno, chronione, ale zupełnie wolne żyrafy. Natychmiast postanawiam więc zmienić kierunek jutrzejszego wyjazdu i przed opuszczeniem Nigru odwiedzić ichniejsze żyrafy.

8 marca

Zobacz  powiększenie!
Po wczesnym śniadaniu na piaszczystej uliczce, żegnam się z rodzinką Djibo i opuszczam moją słomianą chatkę. Djibo odprowadza mnie na taksówkę do centrum miasta, bo nie naprawił jeszcze motocykla. Stamtąd biorę minibusik wywożący mnie na główną drogę poza miasto. A tam, choć nie ma wiele ruchu, wkrótce łapię stopa.

Mężczyzna, który mnie zabiera, jedzie pareset kilometrów, aż do granicy z Beninem. Ale ja tym razem tylko kawałek, jakieś pięćdziesiąt kilometrów wzdłuż drogi, do wioski Kure. Ciężko mi uwierzyć, że mogę zobaczyć żyrafy, tak po prostu, niedaleko głównej asfaltowej drogi w kraju. Ale mój kierowca potwierdza:
- A tak, chodzą tutaj, czasem przechodzą przez drogę.

Wysadza mnie przy znaku oznajmiającym, że ostatnie zachodnioafrykańskie żyrafy witają mnie i życzą miłego pobytu. Tu zostaję zaprowadzona pod okrągły daszek, gdzie mężczyzna w zielonym uniformie wita mnie miło i wyjaśnia żyrafią procedurę. Otóż muszę wykupić bilet za około trzy Euro, z którego zakupu fundusze idą na ochronę żyraf. Po czym zostanie mi przydzielony przewodnik, który zaprowadzi mnie do żyraf. Będziemy musieli znaleźć transport, który zawiezie nas kawałek stąd, po czym przewędrujemy parę kilometrów w poszukiwaniu żyraf. Przewodnikowi zapłacę tyle, ile będę uważała za stosowne. Brzmi całkiem w porządku...

Zobacz  powiększenie!
Wykupuję więc bilet i wraz z nim otrzymuję ulotkę informującą, że jeszcze w dziewiętnastym wieku region od Nigru aż do Senegalu zamieszkały był przez setki, jeśli nie tysiące żyraf, ale z powodu polowania, kłusownictwa oraz zwiększenia terenów uprawnych zostały one prawie doszczętnie wytrzebione i w 1996 roku zostało tylko 50 żyraf - wszystkie tutaj, w tym regionie. Teraz, dzięki pracy stowarzyszenia dla ochrony żyraf ich populacja wzrosła do ponad 130. Dziś mam nadzieję spotkać przynajmniej kilka.

Mój przewodnik, sympatyczny prosty człowiek z tych okolic, doradza zaopatrzyć się w wodę przed wyruszeniem. Kupuję więc od dziewczynki dwa woreczki wody z tutejszej pompy, z których jeden wypijam, drugi wlewam do butelki i wyruszamy. Przewodnik znajduje auto, które za niewielką opłatą podwozi nas parenaście kilometrów, ciągle wzdłuż głównej drogi. Kiedy wysiadamy - skręcamy i przechodząc przez niewielką wioskę z gliniano - słomianych okrągłych chatek i spichlerzów na proso, wędrujemy na przełaj w głąb wysuszonego pustkowia, porośniętego krzakami i z rzadka drzewami.
- Potrafisz daleko wędrować? - pyta.
- Oczywiście, że potrafię. Bez dużego plecaka, nie ma problemu.
- Ale w tych butach? Musi się ciężko chodzić... - przewodnik patrzy powątpiewająco na moje obute stopy. Sam porusza się lekko i sprawnie w samych prostych klapeczkach, jak większość Afrykańczyków
- A nie, buty są w porządku. Wcale mi nie przeszkadzają.
- Skoro tak twierdzisz...

Źródło: KingaFreeSpirit.pl

KingaFreeSpirit.pl Relacje zaczerpnięte z
afrykańskiego zeszytu
pamiętnika Kingi

 warto kliknąć

<< wstecz 1 2 3 dalej >>


w Foto
Kinga w Afryce
WARTO ZOBACZYĆ

Gran Canaria: Hiszpański mikrokontynent
NOWE WYSTAWY
PODRÓŻE

GAL 7; Santa Fe
kontakt | redakcja | reklama | współpraca | dla prasy | disclaimer
copyright (C) 2003-2013 ŚwiatPodróży.pl