HAWAJE
19:04
CHICAGO
23:04
SANTIAGO
02:04
DUBLIN
05:04
KRAKÓW
06:04
BANGKOK
12:04
MELBOURNE
16:04
Ogłoszenie niepłatne ustawodawcy Serwis wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu: utrzymania sesji zalogowanego Użytkownika, gromadzenia informacji zwiazanych z korzystaniem z serwisu, ułatwienia Użytkownikom korzystania z niego, dopasowania tresci wyswietlanych Użytkownikowi oraz tworzenia statystyk ogladalnoœci czy efektywnoœci publikowanych reklam. Użytkownik ma możliwoœć skonfigurowania ustawień cookies za pomocš ustawień swojej przeglšdarki internetowej. Użytkownik wyraża zgodę na używanie i wykorzystywanie cookies oraz ma możliwoœć wyłaczenia cookies za pomoca ustawień swojej przegladarki internetowej. /// Dowiedz się więcej
 
Mapy: | Afryka | Ameryka Pd. | Ameryka Pn. | Antarktyda | Australia | Azja | Europa | Polska
  ŚwiatPodróży.pl » Ameryka Łacińska » AŁ 25; Panama: Opowieści albinosa Nestora
AŁ 25; Panama: Opowieści albinosa Nestora

Aleksandra i Marcin Plewka


Po kąpieli udajemy się na przechadzkę po "mieście". Ta wyspa jest naprawdę świetnie zorganizowana. Jest szkoła, przed którą znajduje się wielkie boisko. Zaraz obok szpital. Parę sklepów, w których za wiele jednak nie ma (nie ma na przykład jednej z ważniejszych dla nas rzeczy, czyli piwa), bar (zamknięty). Nad wodą wszędzie stoją małe łódeczki Kuna - są to ciosane z drewna długie kajaki. Na plaży znajdują się również małe zagródki. Zaglądamy do środka. Świnie! Zabawnie jest widzieć świnie w otoczeniu palm, kiedy na dodatek ich chlewki podmywa co chwile morska fala...

Zaglądamy do jednego z domów, wita nas tam bardzo miły chłopak, który przedstawia nam całą swoją rodzinę. Co najzabawniejsze, dalibyśmy sobie rękę uciąć, że ten młody Indianin jest gejem. Porusza się bowiem i gestykuluje jak najdelikatniejszą z kobiet.

Wieczorem siadamy w restauracji, w strefie turystycznej. Zagaduje nas mężczyzna o jaśniutkich włosach, niebieskich oczach i białej, pokrytej czerwonymi plamami skórze. Nazywa się Nestor. Mówi, że pracuje w Panama City jako profesor.
- I przyjechał Pan tu na wakacje?
- Noooo, tak. Przyjeżdżam tu mniej więcej co 2 miesiące.
- Ma Pan tu rodzinę? - pytamy z zainteresowaniem.
- Cóż, wiem, że nie wyglądam, ale ja też jestem Kuna.

Okazuje się, że nasz nowy przyjaciel jest albinosem, na co zresztą nie trudno było wpaść, patrząc na niego. Opowiada nam bardzo ciekawe rzeczy. Normalnie jeden albinos przypada średnio na 500 osobników. Wyspy San Blas są pod tym względem fenomenem. Tutaj albinosi występują 10 razy częściej! Czyli średnio jeden na 50- ciu. Jak się później dowiadujemy, jest to spowodowane tym, że Kuna często wchodzą w związki z kimś z dalszej bądź bliskiej rodziny. Albinosi pojawiają się więc wskutek stosunków o zabarwieniu kazirodczym. Mimo tego uznawani są na wyspach za osobniki wyjątkowe, posiadające często jakieś niesamowite właściwości. Często obejmują z tego względu jakieś ważne w społeczności funkcje.

Później teoria ta zda się jakby potwierdzić w praktyce. Spotkamy wkrótce albinosa, który jest tutejszym szamanem, a i Nestor wyda się cieszyć w tej wiosce dosyć dużym poważaniem.

Nestor jest miły i mądry, udziela nam wiele ważnych dla nas informacji. Opowiada nam o Sahila. Kongres nie pochodzi oczywiście z wyboru, ale jest przekazywany w sposób tradycyjny. Zarząd nad wyspą przejmują ci, którzy posiadają największą wiedzę na temat religii i którzy generalnie mają duży autorytet. Spotykają się oni na zebraniach, około 4 – godzinnych, prawie każdego dnia (chyba w większości po to, żeby sobie gawędzić leząc w hamakach). Najważniejsze ma miejsce w sobotę i musi w nim uczestniczyć cała społeczność. W ciągu tygodnia praktycznie też istnieje taki obowiązek, ale można się od niego uchylić składając pisemne usprawiedliwienie swojej nieobecności. Np: "nie mogę przyjść, bo jestem na rybach". (Część z tych informacji, które tu zamieszczam, uzyskaliśmy już później, od dwóch innych miejscowych przewodników.) Zabawne, zupełnie niczym w szkole... W piątek Sahila nie zbiera się, bo jest to dzień tańca. W niedzielę wszyscy odpoczywają.

Kongres wydaje specjalne dyrektywy. Mogą być one dosyć poważne i obejmować swoim zasięgiem wiele spraw za jednym zamachem, jak na przykład taka, że za sprawy dotyczące turystów odpowiedzialny jest szef kabanii (cóż za subtelny sposób nadania komuś monopolu na wyspie na prowadzenie najbardziej intratnego interesu - taka indiańska licencja), ale mogą też tyczyć się spraw bardziej błahych i jednostkowych, np: Esteban musi bardziej dbać o swój dom, bo wszędzie wkoło walają się śmieci, w zagrodzie jest nieporządek, a dzieci biegają po ulicy bez opieki.

Wyspa Tigre wygląda sielankowo. Jedyne, co daje do myślenia, że mogą tu istnieć problemy świata cywilizowanego, to wszechobecne tablice: Nie bierz narkotyków! Narkotyki niszczą ciebie i twoją rodzinę! itd.

Nestor tłumaczy nam, że narkotyki to rzeczywiście duży problem na San Blas. Po pierwsze nie ma tu zbyt wielu możliwości zarobku - można łowić ryby albo lepiej droższe langusty, zaciągnąć się na statek, zarabiać na turystach, wyjechać do Ciudad Panama albo... zająć się handlem narkotykami. Niektórzy wchodzą w biznes narkotykowy ten najpoważniejszy - pomagają kolumbijskim statkom w kontrabandzie, inni ocierają się o niego w sposób bardziej mhhhm... przypadkowy. Niektórzy Kuna w czasie połowów znajdują wyrzucone przez kolumbijskie kutry paczki (może wpadły przypadkiem, może po prostu się nie mieściły i zostały wywalone przy przeładunku). W paczkach są narkotyki. Dla zarobku zaczynają rozprowadzać je we własnych społecznościach. I koło się nakręca.

Nestor obiecuje, że jeszcze na pewno się spotkamy. Wchodzimy do naszego namiotu. Marcin dochodzi do wniosku, że jeszcze nigdy nie był on rozbity w taaak pięknym miejscu...


Źródło: www.malyrycerz.com

1


w Foto
Ameryka Łacińska
WARTO ZOBACZYĆ

Peru: Cuzco
NOWE WYSTAWY
PODRÓŻE

Ch 14; Wietnam: Wycieczka do Sapy wynajętymi motorami...
kontakt | redakcja | reklama | współpraca | dla prasy | disclaimer
copyright (C) 2003-2013 ŚwiatPodróży.pl