HAWAJE
10:25
CHICAGO
14:25
SANTIAGO
17:25
DUBLIN
20:25
KRAKÓW
21:25
BANGKOK
03:25
MELBOURNE
07:25
Ogłoszenie niepłatne ustawodawcy Serwis wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu: utrzymania sesji zalogowanego Użytkownika, gromadzenia informacji zwiazanych z korzystaniem z serwisu, ułatwienia Użytkownikom korzystania z niego, dopasowania tresci wyswietlanych Użytkownikowi oraz tworzenia statystyk ogladalnoœci czy efektywnoœci publikowanych reklam. Użytkownik ma możliwoœć skonfigurowania ustawień cookies za pomocš ustawień swojej przeglšdarki internetowej. Użytkownik wyraża zgodę na używanie i wykorzystywanie cookies oraz ma możliwoœć wyłaczenia cookies za pomoca ustawień swojej przegladarki internetowej. /// Dowiedz się więcej
 
Mapy: | Afryka | Ameryka Pd. | Ameryka Pn. | Antarktyda | Australia | Azja | Europa | Polska
  ŚwiatPodróży.pl » Ameryka Łacińska » AŁ 24; Kostaryka: Finca rodziny Leon
AŁ 24; Kostaryka: Finca rodziny Leon

Aleksandra i Marcin Plewka


26-ego od rana cała rodzina szykuje się żeby wyruszyć na plażę znajdującą się na wybrzeżu Pacyfiku, niedaleko Parety. Chcą tam spędzić najbliższy tydzień w domu wuja Gabi. My oczywiście również jesteśmy zaproszeni. Samochodem jedzie się tam 3 godziny, ale my na dotarcie do tego miejsca potrzebujemy pół dnia, bo po drodze niezawodne siostry, Gabi i Alex, pokazują nam różne inne rzeczy.

Najpierw zatrzymujemy się w knajpie, gdzie jemy chicherrony - potrawę z mięsa lub skóry świni, bardzo popularną w tej części świata. Bardzo pyszna... Później zatrzymujemy się przy rzece.
- Co chcecie nam pokazach? - pytamy z ciekawością.
- Zobaczycie! - mówią z uśmiechem i prowadzą nas na most.
Z mostu rozciąga się piękny egzotyczny krajobraz, wokoło las wyglądający niczym dżungla. A w rzece... krokodyle. Wylegują się jeden obok drugiego, czasem leniwie przemieszczają się z miejsca na miejsce. Robi to na nas spore wrażenie.

Jedziemy dalej, zatrzymując się na co piękniejszych plażach. Kostaryka jest rzeczywiście przepiękna! W końcu pod wieczór dojeżdżamy do ogrodu wuja. Znajduje się on na prawie zupełnym odludziu, na wyspie. Wokół palmy i przepiękne morze. Z drugiej strony domu rzeka (również z krokodylami) a za nią dżungla. Jest ciemno, więc nie widzimy zbyt dobrze, co potęguje jeszcze niesamowitość tego miejsca.

Zostajemy ulokowani w pokoiku tuż obok Pauli i jej dzieci. Lepszych współlokatorów nie możemy sobie wyobrazić. Generalnie rodzina Gabi jest niczym z książek Małgorzaty Musierowicz. Zawsze takie rodziny wydawały mi się fikcją. Każdy jest tu jakąś silną osobowością, każdy jest tak wyrazisty i inny, a mimo tego świetnie się rozumieją i doskonale się ze sobą czują. Mama Gabi, przemiła i bardzo opiekuńcza, troszcząca się o jedzenie i o to, czy na pewno niczego nam nie brakuje, żegnająca nas zawsze do snu znakiem krzyża i pocałunkiem. Ojciec - marynarz na emeryturze, który obserwuje wszystko ze stoicko - cynicznym spokojem, czasem rzuci jakiś żart, czasem wtrąci coś zgryźliwego. Alex - dziewczyna anioł, taka po prostu do rany przyłóż. Gabi podobnie, chociaż ona jest chyba najpoważniejsza ze wszystkich. Wój - który ciągle zabiera Marcina na jakieś spacery snując swoje niezliczone opowieści. Dzieci. No i w końcu Paula, którą jak już pisałam wcześniej pokochaliśmy od pierwszego wejrzenia. Ona dostarcza nam swoją osobą przede wszystkim rozrywki, jest taka śmieszna, można z nią pogadać o wszystkim, o rzeczach poważnych i tych najgłupszych, biegać po plaży, pić, wieczorem robi nam nawet masaż...

Idziemy na spacer na sam koniec plaży. Widoki są niesamowite. Dżungla, piasek, porozrzucane fragmenty drzew, pozostałości kokosów. Krajobraz generalnie bardzo się zmienił od momentu, kiedy wjechaliśmy do Kostaryki. Tutaj po raz pierwszy poczuliśmy tak naprawdę egzotykę pełną gębą. Nic dziwnego, że takie tłumy turystów walą do tego kraju.

Spędziliśmy naprawdę niezapomniany czas w fince rodziny Leon. I jest nam naprawdę bardzo, bardzo ciężko stamtąd wyjeżdżać.

28 - ego żegna nas cała rodzina (mamy nadzieję, że wkrótce odwiedzą nas w Polsce), a Gabi z Alex zawożą nas na dworzec autobusowy. Powiedzieliśmy im, że chcemy jechać na Peninsule Osa, która ponoć jest przepiękna. W rzeczywistości myślimy raczej o tym, żeby jeszcze tego samego dnia dojechać do Panamy. Peninsula jest kusząca, ale jeszcze bardziej kuszą dzikie wyspy San Blas, które są jeszcze bardzo daleko na drugim krańcu Panamy, a czasu już tak potwornie mało... (6 - ego stycznia mamy samolot do Ekwadoru).


Źródło: www.malyrycerz.com

1


w Foto
Ameryka Łacińska
WARTO ZOBACZYĆ

USA: NYC - Wielkie Jabłko
NOWE WYSTAWY
PODRÓŻE

AL 19; Róż, czerwień i srebro, czyli kolorowo o rybach
kontakt | redakcja | reklama | współpraca | dla prasy | disclaimer
copyright (C) 2003-2013 ŚwiatPodróży.pl