HAWAJE
12:23
CHICAGO
16:23
SANTIAGO
19:23
DUBLIN
22:23
KRAKÓW
23:23
BANGKOK
05:23
MELBOURNE
09:23
Ogłoszenie niepłatne ustawodawcy Serwis wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu: utrzymania sesji zalogowanego Użytkownika, gromadzenia informacji zwiazanych z korzystaniem z serwisu, ułatwienia Użytkownikom korzystania z niego, dopasowania tresci wyswietlanych Użytkownikowi oraz tworzenia statystyk ogladalnoœci czy efektywnoœci publikowanych reklam. Użytkownik ma możliwoœć skonfigurowania ustawień cookies za pomocš ustawień swojej przeglšdarki internetowej. Użytkownik wyraża zgodę na używanie i wykorzystywanie cookies oraz ma możliwoœć wyłaczenia cookies za pomoca ustawień swojej przegladarki internetowej. /// Dowiedz się więcej
 
Mapy: | Afryka | Ameryka Pd. | Ameryka Pn. | Antarktyda | Australia | Azja | Europa | Polska
  ŚwiatPodróży.pl » 15 letni kapitan » 15K I-14; Co dalej?
15K I-14; Co dalej?

Juliusz Verne


Jakie by nie było położenie naszych podróżników, mogli być wdzięczni niebiosom za to, że rozbicie statku miało miejsce tak blisko brzegu, a także, iż ląd ten był Ameryką, skąd prędzej czy później będą się mogli łatwo dostać do San Francisco.

Co do "Pilgrima", to o jego uratowaniu nie mogło być mowy. A zresztą, za parę dni rozniosą go fale, jego kadłub był bowiem całkiem strzaskany. Dalszymi losami gromadki, jego opiece powierzonej, Dick nie martwił się zbytnio.

Przypuszczalnie znajdowali się oni na wybrzeżach Peru, toteż zdawało się być pewne, iż w krótkim czasie dojdą do siedzib ludzkich, gdzie znajdą pomoc, która da im możliwość dalszej podróży.

Na razie znajdowali się w miejscu zupełnie pustynnym. Była to piaszczysta równina, usiana licznymi skalami i pełna rozpadlin, w odległości paru kilometrów widniał las, a na północy, o dwa, trzy kilometry od miejsca katastrofy toczyła swe wody jakaś mała rzeczka, nad brzegami której rosły nieznane im drzewa, podobne nieco do platanów. Gór nie było widać, lecz Dick tłumaczył to sobie faktem, że las rósł na wzniesieniu, a więc zasłaniał gęstwiną swych drzew łańcuch górski. Wszędzie nad brzegiem unosiły się stada najrozmaitszego ptactwa, roślinność również była bardzo bujna i bogata, nigdzie natomiast nie było widać najmniejszego choćby śladu ludzkich siedlisk. Nigdzie słupy dymu nie wznosiły się w powietrze, słowem nic nie wskazywało na to, aby ta część lądu była zamieszkana.

Dick patrzył na to wszystko z wciąż narastającym zdumieniem, nie bez trwogi pytając siebie, dokąd to, w jakie miejsce rzucił ich kaprys wichrów i fal?

Tego, że nigdzie nie było ludzkich siedzib, dowodziło również zachowanie się Dinga. Gdyby ludzie znajdowali się w pobliżu, pies na pewno dałby znać o tym głośnym szczekaniem. Dingo natomiast, po wydostaniu się na brzeg, ani razu jeszcze nie wydobył z siebie głosu, biegał jedynie na wszystkie strony jak oszalały, jakby w poszukiwaniu czegoś, czy kogoś; to znów z łbem opuszczonym zdawał się węszyć jakieś ślady, przy czym chwilami skomlał cicho, nieomal niedosłyszalnie.

- Co się temu psu stało, spojrzyj no, Dicku? - ze zdziwieniem zapytała pani Weldon.
- Mam wrażenie, jakby pies ten odnajdywał jakieś dawne ślady. Można by przypuszczać, że Dingo już kiedyś był tutaj - odpowiedział chłopiec, który od dłuższego już czasu nie spuszczał wzroku z psa.
- Pies robi zupełnie to samo, co Negoro - niespodziewanie odezwał się stary Tom, wskazując ręką na północ w stronę rzeczki - niech pan spojrzy, kapitanie, przecież Negoro najwyraźniej bada starannie brzeg strumienia, jakby na nim czegoś szukał.
- Chyba masz słuszność, Tomie - odpowiedział Dick Sand w głębokim zamyśleniu.
- O, gdybyśmy mogli znać myśli tego człowieka!
- Cóż w tym trudnego, kapitanie? - odezwał się Herkules - Rozkaż tylko, a można by go bez większego trudu zmusić do mówienia.

Lecz Dick pokręcił głową, a następnie powiedział:
- Nie, nie, Herkulesie, uciekać się do takich czynów nie mamy żadnego prawa. Nie mieliśmy go nawet na statku, a cóż dopiero tutaj, na lądzie, na którym Negoro jest już zupełnie swobodny, nie skrępowany żadnymi zobowiązaniami. Od tej chwili jest wolny i wolno mu robić, co tylko chce.

A Portugalczyk znał niewątpliwie to swoje prawa. Gdy tylko wydostał się na brzeg, oddalił się natychmiast od reszty rozbitków, bez jednego słowa usprawiedliwienia, bez zapytania, czy może odejść.


Źródło: Wyd. I Internetowe, tł. NN
Tekst powieści pochodzi z pierwszego polskiego wydania książkowego (1873 r.)
bazującego na przedruku z wydania gazetowego jaki publikowany był w odcinkach
w "Gazecie Polskiej" już w 1863 r.

1 2 dalej >>


w Foto
15 letni kapitan
WARTO ZOBACZYĆ

Karaiby: Wyspy Zawietrzne
NOWE WYSTAWY
PODRÓŻE

GAL 5; Pierwszy zachwyt
kontakt | redakcja | reklama | współpraca | dla prasy | disclaimer
copyright (C) 2003-2013 ŚwiatPodróży.pl