HAWAJE
14:30
CHICAGO
18:30
SANTIAGO
21:30
DUBLIN
00:30
KRAKÓW
01:30
BANGKOK
07:30
MELBOURNE
11:30
Ogłoszenie niepłatne ustawodawcy Serwis wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu: utrzymania sesji zalogowanego Użytkownika, gromadzenia informacji zwiazanych z korzystaniem z serwisu, ułatwienia Użytkownikom korzystania z niego, dopasowania tresci wyswietlanych Użytkownikowi oraz tworzenia statystyk ogladalnoœci czy efektywnoœci publikowanych reklam. Użytkownik ma możliwoœć skonfigurowania ustawień cookies za pomocš ustawień swojej przeglšdarki internetowej. Użytkownik wyraża zgodę na używanie i wykorzystywanie cookies oraz ma możliwoœć wyłaczenia cookies za pomoca ustawień swojej przegladarki internetowej. /// Dowiedz się więcej
 
Mapy: | Afryka | Ameryka Pd. | Ameryka Pn. | Antarktyda | Australia | Azja | Europa | Polska
  ŚwiatPodróży.pl » Nurkowanie » Ziarnka piasku na Pacyfiku
Ziarnka piasku na Pacyfiku

Agnieszka Kiela-Palys


Piękne Mikronezyjki na boisku
Po co lecieć 36 godzin na drugi koniec świata, w dodatku z czterema przesiadkami po drodze? Na hasło Australia, czy Nowa Zelandia, wszyscy kiwają ze zrozumieniem głowami: no, tak, wiadomo, to Antypody, ale mało kto wie, co to jest Mikronezja, gdzie leży i dlaczego warto tam jechać.

Sfederowane Stany Mikronezji to ponad 600 wysepek rozrzuconych jak ziarnka piasku na środku Pacyfiku na północ od Australii i Nowej Gwinei. Obszar lądowy wszystkich wysp to zaledwie 702 km2 (dla porównania: powierzchnia Warszawy wynosi około 500 km2). A warto tam jechać z wielu powodów.

Po pierwsze, Mikronezja to mały tropikalny raj wysepek pokrytych lasami równikowymi, oblewanych szmaragdowymi wodami ciepłego oceanu kryjącego bajeczne atole koralowe. Ale to możemy zobaczyć na wielu tropikalnych wyspach. Mikronezja ma znacznie więcej do zaoferowania.

Po drugie więc, wyspy te kryją wiele bardzo starych, fantastycznych budowli sprzed wieków, np. XIII-wieczne kamienne budowle na wyspie Lelu.

Po trzecie, to także zdecydowanie nowsze zabytki, takie jak pozostałości japońskich bunkrów i umocnień z czasów dwudziestolecia pomiędzy pierwszą i drugą wojną światową. Znamienna w skutki była dla Mikronezji II Wojna Światowa, kiedy to w czasie „Operacji Grad” Amerykanie zbombardowali najważniejszą bazę floty japońskiej na Pacyfiku – Lagunę Chuuk. Tak więc po czwarte, Mikronezja to niekwestionowany raj dla płetwonurków wrakowych, którzy znajdą tu pod wodą prawdziwe skarby: niszczyciele, frachtowce, statki zaopatrzeniowe, łódź podwodną i samoloty wojskowe. Wszystko zachowało się w dobrym stanie, wraz z wyposażeniem. Nurkując na zatopionej japońskiej flocie można zobaczyć czołgi, działa przeciwlotnicze, rowery armii japońskiej, porcelanę, instrumenty nawigacyjne, narzędzia chirurgiczne i wiele innych fascynujących przedmiotów przypominających o tym, że statki te były kiedyś domem dla wielu marynarzy. Trzeba też pamiętać, że Laguna Chuuk stała się grobem tysięcy ludzi i uszanować ich pamięć. Przypomina o tym posąg Buddy ustawiony kilkadziesiąt metrów pod wodą na pokładzie wraku Aikoku Maru, pod którym do dziś składane są wieńce w hołdzie poległym.

Na wstępie warto sobie uświadomić, że Mikronezja to kierunek dla prawdziwych podróżników. W większości w niczym nie przypomina, np. ucywilizowanych Hawajów, gdzie łatwiej można natknąć się na samochód z wypożyczalni pełen turystów, niż na odosobnione miejsce, które można mieć tylko dla siebie. Na wielu wyspach Mikronezji nie ma luksusowych hoteli z basenami, nie ma praktycznie w ogóle rozwiniętej infrastruktury turystycznej. Nie ma też przewodników z prawdziwego zdarzenia, ani dobrze oznakowanych atrakcji turystycznych. Co w praktyce oznacza, że jest to jedno z ostatnich niezadeptanych miejsc na ziemi, które można odkrywać na własną rękę, a nie w tłumie innych zwiedzających. Jest za to, niestety, drogo – nocleg w dość skromnym hotelu, w pokoju z klimatyzacją i prysznicem, kosztuje 30-40 USD.

Wyspa Weno w Lagunie Chuuk, gdzie w końcu dotarliśmy po naprawdę długiej podróży, powitała nas strugami tropikalnego ulewnego deszczu, po którym wyszło słońce i zrobiło się parno i gorąco. Do hotelu jechaliśmy bardzo malowniczą krętą drogą nad samym oceanem, podziwiając bujne zarośla dżungli w głębi wyspy, spośród których gdzieniegdzie wyzierały pozostałości bunkrów japońskich. Rzeczą, która natychmiast rzuciła nam się w oczy, była wprost nieprawdopodobna liczba kościołów, które mijaliśmy po drodze: w ciągu kilkunastu minut naliczyliśmy ich przynajmniej 10! Wysnuliśmy budujący wniosek, że hiszpańscy i niemieccy misjonarze wykonali na tej maleńkiej wysepce kawał dobrej roboty.

Zatrzymaliśmy się w „Blue Lagoon Resort” – najładniejszym hotelu na wyspie, w którym za sąsiada mieliśmy samego Prezydenta Mikronezji z małżonką! Mieszkaliśmy w niewielkich piętrowych domkach położonych w gaju palmowym. Sjestę spędzaliśmy wylegując się na miękkiej trawie pod palmami.

Nasz pobyt w Lagunie Chuuk był bardzo urozmaicony. Przede wszystkim dużo nurkowaliśmy na wrakach, wybierając te najciekawsze. Nurkowaliśmy, więc na Fujikawa Maru – pięknym wraku gęsto porośniętym koralowcami, którego wnętrze usłane jest butelkami sake, pojemnikami z proszkiem do zębów, butami… Szczególnie zachwycił nas wrak San Francisco Maru, na pokładzie którego stoją tankietki, w ładowniach spoczywają samoloty, ciężarówki i cały skład min morskich. Widzieliśmy też niszczyciela Fumizuki, zaopatrzeniowiec Rio de Janeiro Maru i wiele innych… Szczególnie emocjonujące było ostatnie nurkowanie na zewnętrznej rafie barierowej, w czasie którego mieliśmy okazję zaobserwować stado głodnych rekinów podczas posiłku. Pomiędzy nas, czyli płetwonurków przyczajonych na dnie za bułami korali, wysypane zostało wiadro rybich resztek. Rekiny tylko na to czekały – wokół nas zakłębiło się od szarych kształtów poruszających się z nieprawdopodobną szybkością w pogoni za łatwym łupem! Na początku zamarliśmy, zastanawiając się, czy rekiny będą wiedziały, na co można polować, a na co nie i czy zostawią nas w spokoju, a potem, gdy już minęły pierwszy szok i zaskoczenie, migawki naszych aparatów nie nadążały za ruchami fotografowanych obiektów, dojadających resztki rozsypanych ryb.

Podwodne wycieczki, aczkolwiek bardzo emocjonujące, staraliśmy się połączyć ze zwiedzaniem na lądzie – zrobiliśmy sobie wycieczkę dookoła wysp Weno i sąsiedniej Tonoas i obejrzeliśmy pozostałości po Japończykach – bunkry, działa, zbiorniki na paliwo, rampy dla hydroplanów, koszary, ruiny świątyń i cmentarze. Wszystko jest strasznie zaniedbane, większość obiektów jest zarośnięta nieprzebytym gąszczem tropikalnej dżungli. Ciekawsze miejsca można obejrzeć jedynie po opłaceniu wstępu na teren prywatny (5 USD/os.!). Jednego wieczora mieliśmy okazję oglądać występy folklorystyczne młodzieży – tańce i śpiewy zaaranżowane w miejscowej szkole o dwumetrowej grubości murach i stalowych okiennicach, która w przeszłości służyła jako japońska kwatera militarna.

Warto także wspomnieć o innych miejscowych ciekawostkach: falochronie z min morskich wokół wyspy Param, kamiennym mieście z XII wieku Nan Madol nazywanym Wenecją Pacyfiku na wyspie Ponape (zwiedza się je pływając kanałami, stąd nazwa), czy wreszcie pięknej zarośniętej linii brzegowej wysepki Kosrae, układającej się w interesujące kształty i zwanej w związku z tym śpiącą damą.

Można by jeszcze wiele czasu poświęcić na zwiedzanie Mikronezji i innych państewek położonych na sąsiednich wyspach – my mieliśmy tylko 14 dni. Zostało nam mnóstwo innych atrakcji wartych poznania i mnóstwo powodów, żeby tam kiedyś wrócić, jak choćby od niedawna samodzielne, niezwykle interesujące państwo Yap, słynące z powodu oryginalnej waluty płatniczej (kamienne pieniądze), pięknych skąpo odzianych Polinezyjek i niezwykłych stworzeń pod wodą, a mianowicie wielkich mant.

To taki kawał drogi, a my już planujemy następny wyjazd - nie możemy się doczekać, kiedy znów zobaczymy te maleńkie wysepki porozrzucane po oceanie i zanurzymy się pod wodę w poszukiwaniu kolejnych cudów.


Źródło: Scuba Travel

Scuba Travel Materiały dostarczyło
biuro Scuba Travel

 warto kliknąć

1


w Foto
Nurkowanie
WARTO ZOBACZYĆ

Delfiny
NOWE WYSTAWY
PODRÓŻE

ANNO 1; Wenezuela: Caracas - Ciudad Bolivar - Canaima
kontakt | redakcja | reklama | współpraca | dla prasy | disclaimer
copyright (C) 2003-2013 ŚwiatPodróży.pl