HAWAJE
23:07
CHICAGO
03:07
SANTIAGO
06:07
DUBLIN
09:07
KRAKÓW
10:07
BANGKOK
16:07
MELBOURNE
20:07
Ogłoszenie niepłatne ustawodawcy Serwis wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu: utrzymania sesji zalogowanego Użytkownika, gromadzenia informacji zwiazanych z korzystaniem z serwisu, ułatwienia Użytkownikom korzystania z niego, dopasowania tresci wyswietlanych Użytkownikowi oraz tworzenia statystyk ogladalnoœci czy efektywnoœci publikowanych reklam. Użytkownik ma możliwoœć skonfigurowania ustawień cookies za pomocš ustawień swojej przeglšdarki internetowej. Użytkownik wyraża zgodę na używanie i wykorzystywanie cookies oraz ma możliwoœć wyłaczenia cookies za pomoca ustawień swojej przegladarki internetowej. /// Dowiedz się więcej
 
Mapy: | Afryka | Ameryka Pd. | Ameryka Pn. | Antarktyda | Australia | Azja | Europa | Polska
  ŚwiatPodróży.pl » 5 Tygodniowa Podróż Balonem nad Afryką » 5TPBnA; Rozdział XXIII
5TPBnA; Rozdział XXIII

Juliusz Verne


Balon przymocowano do oddzielnie stojącego drzewa i przepędzono noc spokojnie. Podróżni mogli sobie nareszcie pozwolić na spoczynek, gdyż parę dni ostatnich spędzili w ciągłem wzruszeniu i niepokoju.
Nazajutrz niebo było czyste i upał wielki, balon uniósł się w przestworza. Po kilku daremnych próbach doktór wynalazł niezbyt szybki prąd, który go zagnał na północo-zachód.


- Nie poruszamy się z miejsca, jeżeli się nie mylę, w ciągu 10-ciu dni odbyliśmy połowę naszej drogi, w obecnych jednak warunkach upłyną miesiące, zanim ją ukończymy, zwłaszcza, że grozi nam brak wody.
- Przecież to niemożliwe, żebyśmy na tych olbrzymich przestrzeniach nie znaleźli rzeki lub stawu.
- Bardzobym był rad temu.

Okolica niepokoiła doktora, nabierała ona stopniowo cechy pustyni. Nie widać było ani wsi, ani zbiorowiska chat; roślinność nikła, a natomiast wszędzie ukazywał się białawy piasek, zwiastun pustyni.
Zdawało się, że przez te miejsca nigdy nie przechodziły karawany, gdyż pozostawiłyby ślady obozowiska, kości zwierzęce lub ludzkie. O cofnięciu się z tych pustych miejsc nie było mowy, a wreszcie nie leżało to w zamiarach doktora.

Burza, któraby go przez ten kraj, jak można najprędzej przeniosła, byłaby dlań wielce pożądaną, ale na horyzoncie nie widać ani jednej chmurki. Pod koniec dnia tego "Victoria" przebyła około 30 mil.

Gdyby tylko nie należało obawiać się braku wody. Cały zapas składał się zaledwie z 3 gallonów (około 131/2 litra). Jeden przeznaczony został do gaszenia pragnienia, a dwa ostatnie miał wchłonąć aparat gazowy, dla którego zapas ten wystarczał na 48 godzin.

- 48 godzin! - mówił Fergusson do swych towarzyszy. - Ponieważ jednak postanowiłem podróżować tylko we dnie, aby w nocy nie przeoczyć jakiego źródła lub rzeki, przeto możemy jeszcze być w drodze 3 i pół dnia.
Uważam za obowiązek zapoznać was z ważnością położenia, a ponieważ zachowuję tylko jeden gallon na zaspokojenie pragnienia, będziemy musieli poprzestać na bardzo małych porcyach wody.
- Podziel porcye dla nas - zaproponował strzelec. - Nie mamy jeszcze czego rozpaczać, mając trzy dni przed sobą.
- Tak, kochany Dicku!
- A ponieważ nasze narzekania na nic się nie przydadzą, skorzystajmy z tych trzech dni i namyślmy się, co mamy czynić. Do tego czasu trzeba nam podwoić czujność.

W nocy łódź znajdowała się na niezmierzonej przestrzeni, z której zauważyć było można wielkie wzniesienie. Wysokość tegoż wynosiła około 800 stóp ponad poziom morza. Dzięki tej okoliczności podróżni nabrali otuchy, gdyż przypomnieli sobie twierdzenia geografów, dotyczące dużej przestrzeni wody w środkowej Afryce.

Jeżeli w istocie wody te istniały, to niezawodnie będą przez nich odkryte. Po spokojnej nocy nastąpił dzień jeszcze więcej upalny, aniżeli poprzedni; od samego rana gorąco było nie do zniesienia. Doktór mógł się schronić przed tym upałem, wznosząc się wyżej, ale utaconoby znaczną ilość wody, czego trzeba było unikać.

Fergusson zadowolnił się wzniesieniem o 100 stóp ponad ziemię; słaby prąd gnał balon w kierunku zachodnim.
Około godziny 12-tej w południe "Victoria" przebyła zaledwie kilka mil.
- Nie możemy prędzej podróżować - rzekł doktór - nie jesteśmy więcej panami położenia, zmuszeni będziemy raczej poddać się okolicznościom.
- Czyśmy przebyli przynajmniej połowę drogi?
- Pod względem odległości tak, pod względem zaś trwania nie, zwłaszcza, gdy nam wiatr przestanie sprzyjać.
- Nie mamy jednak czego się uskarżać - mówił dalej Joe - wszystko dotąd nam sprzyjało, znajdziemy też i wodę. Ja to mówię - Joe.

Grunt wciąż się obniżał. Rozrzucone pojedyńcze rośliny ustępowały miejsce pięknym drzewom wschodu, małe zarośla walczyły jeszcze z piaskiem o swoje istnienie.
- Patrz Joe, tak sobie wyobrażałeś Afrykę; widzisz, żem miał słuszność, mówiąc: bądź cierpliwy i czekaj!
- Ale, panie doktorze, jest to bardzo naturalne, upał i piasek! Byłoby niedorzecznem w takim kraju czego innego szukać, a czyżby się opłaciło tak daleko podróżować, ażeby nic innego nie zobaczyć prócz tego, co się ma w Anglii?

Około wieczora doktór stwierdził, że "Victoria" w tym upalnym dniu przebyła 20 mil. Następny dzień przeszedł również zupełnie jednostajnie. Wiatr dąć prawie przestał i zdawało się, że nadejdzie chwila, iż zabraknie powietrza do oddychania.

Doktór uznawał położenie za bardzo krytyczne, lecz zachował spokój i zimną krew człowieka, przywykłego do walki. Uzbrojony w lunetę, obserwował rozmaite punkty na dalekiej przestrzeni; widział ostatnie pagórki, ustępujące miejsca nizinom, stopniowe zanikanie roślinności i roztaczającą się przed jego oczami niezmierzoną pustynię.

Był zupełnie świadomy odpowiedzialności na nim ciążącej, czyż prawie nie zmusił Kennedy`ego i Joe`go do odbycia z nim niebezpiecznej podróży? Czyż wogóle podróż ta była możliwą? a może Bóg pozostawił następnym dopiero stuleciom możliwość zbadania tajemniczego kontynentu? Jak to zwykle bywa w godzinach zwątpienia, powstawały w jego mózgu coraz to nowe męczące myśli, usuwające logiczny pogląd na rzeczy. Gdy pogodził się z myślą, że tego uczynić nie był powinien, począł rozmyślać, co czynić należy. Czy powrót byłby możliwym? Czy nie można znaleść wyższej strefy, któraby skierowała balon w mniej puste okolice? Znał już kraje, które przebył, ale te, które miał przebyć, były mu zupełnie obce. Dręczony wyrzutami, uważał za najwłaściwsze wyznać towarzyszom prawdę; przedstawić stan rzeczy, objaśnić, co zrobiono, co jeszcze zrobić należy, w ostatecznym razie można cofnąć się z powrotem, lub przynajmniej próbować tego i żądał w tym względzie ich zdania.
- Nie mamy innego zdania, jak pańskie - odpowiedział Joe. - Cierpienia pańskie i ja znieść mogę, a nawet łatwiej, dokąd pan pójdziesz, będę mu towarzyszył!
- A ty, Kennedy?
- Kochany Samuelu, nie jestem człowiekiem, który oddaje się rozpaczy. Nikt nie znał lepiej niebezpieczeństw tego przedsięwzięcia, ale z chwilą, gdy mnie w tym względzie przekonałeś, zaprzestałem w nie wierzyć.

Teraz nie pozostaje nam nic innego, jak osiągnięcie wytkniętego celu. Gdybyśmy wracali, niebezpieczeństwo nie zmniejszyłoby się, jeżeli chcesz posuwać się naprzód, możesz liczyć na mnie.

- Dziękuję wam, przyjaciele - odpowiedział doktór, wzruszony temi słowy - spodziewałem się po was tego, gdyż przeświadczony jestem o waszej wierności i poświęceniu, lecz w tej chwili potrzebne mi były słowa otuchy. Jeszcze raz wam dziękuję. I trzej towarzysze uścisnęli sobie wzajemnie dłonie.

- Posłuchajcie mnie - zaczął znowu Fergusson - wedle moich obliczeń jesteśmy jeszcze oddaleni od zatoki gwinejskiej o przeszło 300 mil; pustynia w tym kierunku nie może się zbyt daleko rozciągać, ponieważ wybrzeże jest zamieszkane. W ostatecznym razie zatrzymamy się na tem wybrzeżu, a niemożebnem jest, abyśmy nie napotkali oazy lub źródła celem odnowienia zapasu wody. Do tego planu brak nam jednak wiatru, bez którego posunąć się nie możemy.
- Musimy cierpliwie czekać - odpowiedział strzelec.

Przez cały ten dzień, który zdawał się nie mieć końca, rozglądano się na wszystkie strony. Nic nie ujrzano, coby mogło wzbudzić nadzieję; wyniesienia nikły, przed ich oczami roztaczała się pustynia. Podróżni przebyli dnia tego tylko 15 mil. Noc przeszła spokojnie, lecz doktór oka nie zmrużył.


Źródło: Wyd. I Internetowe, tł. NN
Tekst powieści pochodzi z pierwszego polskiego wydania książkowego (1873 r.)
bazującego na przedruku z wydania gazetowego jaki publikowany był w odcinkach
w "Gazecie Polskiej" już w 1863 r.

1


w Foto
5 Tygodniowa Podróż Balonem nad Afryką
WARTO ZOBACZYĆ

RPA: Tsitsikamma
NOWE WYSTAWY
PODRÓŻE

Maroko 2005
kontakt | redakcja | reklama | współpraca | dla prasy | disclaimer
copyright (C) 2003-2013 ŚwiatPodróży.pl