HAWAJE
10:00
CHICAGO
14:00
SANTIAGO
17:00
DUBLIN
20:00
KRAKÓW
21:00
BANGKOK
03:00
MELBOURNE
07:00
Ogłoszenie niepłatne ustawodawcy Serwis wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu: utrzymania sesji zalogowanego Użytkownika, gromadzenia informacji zwiazanych z korzystaniem z serwisu, ułatwienia Użytkownikom korzystania z niego, dopasowania tresci wyswietlanych Użytkownikowi oraz tworzenia statystyk ogladalnoœci czy efektywnoœci publikowanych reklam. Użytkownik ma możliwoœć skonfigurowania ustawień cookies za pomocš ustawień swojej przeglšdarki internetowej. Użytkownik wyraża zgodę na używanie i wykorzystywanie cookies oraz ma możliwoœć wyłaczenia cookies za pomoca ustawień swojej przegladarki internetowej. /// Dowiedz się więcej
 
Mapy: | Afryka | Ameryka Pd. | Ameryka Pn. | Antarktyda | Australia | Azja | Europa | Polska
  ŚwiatPodróży.pl » 5 Tygodniowa Podróż Balonem nad Afryką » 5TPBnA; Rozdział X
5TPBnA; Rozdział X

Juliusz Verne


Dzięki sprzyjającemu wiatrowi statek "Resoluté" szybko zbliżał się do miejsca przeznaczenia. Przeprawa przez kanał Mozambicki szczęśliwie została dokonaną. Wszyscy pragnęli jak najprędzej przybyć do celu i współdziałać w przygotowaniach do wyprawy.

Nareszcie zdala ujrzano Zanzibar, położony na wyspie tej samej nazwy i 15 kwietnia, o 11-tej godzinie rano, okręt zarzucił kotwicę.
Zaraz po przybyciu "Resoluté" zjawił się na pokładzie konsul angielski.
- Wątpiłem dotąd - rzekł on, podając rękę doktorowi - lecz teraz już nie wątpię.
Zaofiarował doktorowi, Kennedyemu, a także Joemu gościnę w swoim domu.
Bagaże trzech podróżnych zostały odniesione do konsula i zajęto się niebawem przygotowaniami do wyprawy. Z chwilą, gdy rozpoczęto prace około przygotowania balonu do wzlotu, konsul został zawiadomiony, że ludność wyspy sprzeciwia się temu siłą.

Wieść o przybyciu chrześcijan, zamierzających wznieść się w przestworza, wywołała wzburzenie umysłów, ponieważ negrzy przypuszczali, iż przedsięwzięcie to jest skierowane przeciwko ich religii i wyobrażali sobie, iż chrześcijanie zamierzają stoczyć walkę ze słońcem i księżycem, najwięcej przez nich czczonemi.

Postanowiono przeszkodzić wszelkiemi siłami tej podróży; konsul, który, jak zaznaczyliśmy, był poinformowany o usposobieniu ludności, zwrócił na to uwagę Fergussona, oraz kapitana Penneta. Kapitan radził nie zwracać uwagi na groźby, lecz Fergusson innego był zdania.
- Nie ulega wątpliwości, że w rezultacie odniesiemy zwycięstwo, ale kochany kapitanie, jak łatwo może się zdarzyć jakiś wypadek! Jeden rzucony kamień, a balon może ponieść poważne uszkodzenie i wyprawa mogłaby być w niwecz obróconą.
Należy nam postępować bardzo ostrożnie.
- Cóż więc robić?
- Wedle mnie najlepiej będzie, gdy przeprawicie się panowie na wyspę, położoną po tamtej stronie portu, każecie balon tam przetransportować i otoczyć się strażą z majtków, wówczas nie będziecie mieli czego się obawiać.
- Wyborna myśl - powiedział doktór - w ten sposób będziemy mogli spokojnie prowadzić nasze przygotowania.

Kapitan zgodził się także na tę radę i "Resoluté" otrzymała rozkaz zbliżenia się do wyspy Kumbeni. Dnia 16 kwietnia w południe umieszczono balon w miejscu bezpiecznem, otoczonem gęstym lasem.

Wkopano w ziemię dwa po 80 stóp wysokie maszty w równej od siebie odległości i za pomocą lin wciągnięto na tę wysokość statek powietrzny. Nie był on jeszcze wydętym; mniejszy był tak umieszczony w większym, że obydwa można było jednocześnie podnieść. Do każdego była przymocowana rura, przeznaczona do wpuszczania wodoru.

17 kwietnia zabrano się do uporządkowania aparatu, wytwarzającego gaz. Składał się on z 30 beczek, w których osiągnięto rozkład wody za pomocą połączenia żelaziwa i kwasu siarczanego z dużą ilością wody.

Po oczyszczeniu wodór zgromadził się w ogromnem naczyniu, z którego za pomocą rur dostawał się do balonu. W ten sposób obydwa balony otrzymały ściśle określoną ilość gazu. Aby wytworzyć pożądaną ilość gazu, trzeba było użyć 1870 gallonów kwasu siarczanego, 1650 funtów żelaza i 966 gallonów wody. Czynność
rozpoczęta następnej nocy około godziny 3-ciej z rana, trwała ośm godzin.

Nazajutrz balon pokryty siatką, unosił się wdzięcznie nad łódką, którą przytrzymywały liczne worki z ziemią. Aparat nadymający z największą ostrożnością, spełniał w dalszym ciągu swe zadanie, a rury przewodnie przytwierdzono ściśle do skrzyni cylindrycznej. Kotwice, liny, instrumenty, koce, namiot, zapasy żywności i broń zostały umieszczone w miejscu przeznaczonem w łódce. Zapas wody sprowadzono z Zanzibaru. 200 funtów balastu rozdzielono w 50 workach i umieszczono w dolnej części łódki.

Przygotowania te ukończono o godz. 5-tej wieczorem, straż czuwała wciąż i łodzie "Resoluté" okrążały kanał ze wszystkich stron. Negrzy nie przestawali się gniewać. Czarnoksiężnicy biegali w jedną i drugą stronę, niektórzy fanatycy zamierzali dotrzeć do wyspy, zostali jednak odparci. Rozpoczęły się zaklęcia czarodziejów, sprowadzacze deszczów, którym się zdawało, że mogą rozkazywać obłokom, wzywali na pomoc orkany i deszcze z kamieni, w tym celu zbierali liście rozmaitych drzew, które gotowano na łagodnym ogniu, podczas tego zabijano owcę, przebijając długą igłą jej serce. Pomimo tych ceremonii niebo pozostało jasnem i daremnie zabito owcę.

Około godziny 6-tej wieczorem podróżni poraz ostatni spożywali obiad u stołu dowódcy i jego oficerów. Kennedy, któremu nikt więcej pytań nie zadawał, szeptał po cichu jakby do siebie niezrozumiałe słowa, nie spuszczając wzroku skierowanego wciąż na Fergussona. Obiad ten wogóle nie odznaczał się ożywieniem.
Stanowcza chwila zbliżała się, napełniając wszystkich niepokojem.
Jakie losy czekają podróżnych?

Czy kiedykolwiek jeszcze znajdą się u domowego ogniska, wśród swoich przyjaciół? Jeżeli balon ich zawiedzie, co się z nimi stanie wśród dzikich plemion, w tych niezbadanych okolicach, być może, niezmierzonych pustyniach? Fergusson zawsze chłodny i spokojny, mówił o tem i owem, usiłował daremnie rozproszyć smutek, który opanował wszystkich.

Ponieważ obawiano się wrogich wystąpień wobec osoby doktora i jego towarzyszy, wszyscy trzej udali się na spoczynek na pokład "Resoluté"; o 6-tej rano opuścili kajuty i udali się na wyspę Kumbeni.

Balon kołysał się lekko pod powiewem wschodniego wiatru. Worki z piaskiem, które go przytrzymywały, zostały zastąpione przez 20 majtków.
Kapitan Pennet i oficerowie byli obecni przy uroczystym odjeździe.
W tej chwili Kennedy nagle podszedł do doktora, schwycił go za rękę i rzekł:
- Więc to rzecz postanowiona, Samuelu, ty jedziesz?
- Stanowczo, kochany Dicku!
- Wszak wszystko uczyniłem, aby tej podróży przeszkodzić?
- Tak jest.
- W takim razie mam spokojne sumienie. Będę ci towarzyszył.
- Liczyłem na to - odpowiedział doktór.

Na twarzy jego widać było pewne wzruszenie. Chwila rozstania zbliża się. Kapitan i oficerowie wzruszeni ściskali nieustraszonych przyjaciół, nie wyłączając rozweselonego Joe, każdy z obecnych chciał jeszcze uścisnąć dłoń doktora.

O godzinie 9-tej trzej podróżni zajęli miejsca w łódce, doktór zapalił dmuchawkę tlenowodorową i powiększył płomień celem wywołania prędkiego ogrzania, poczem balon, który na powierzchni ziemi utrzymywał zupełną równowagę, po upływie paru minut począł się wznosić. Majtkowie puścili trzymane sznury i łódka podniosła się do 20 stóp.

Doktór, stojąc wśród swoich dwóch towarzyszy, zawołał: - Kochani przyjaciele, nadajmy naszemu balonowi nazwę, która mu szczęście przyniesie. Niech się zwie "Victoria". Rozległy się głośne hura! Niech żyje królowa! Niech żyje Anglia!

W tej chwili wzmogła się siła wzlotu balonu. Fergusson, Kennedy i Joe poraz ostatni przesłali swym przyjaciołom ostatnie pozdrowienie. - Puśćcie sznury! - zawołał doktór i Victoria szybko poszybowała w przestworza.


Źródło: Wyd. I Internetowe, tł. NN
Tekst powieści pochodzi z pierwszego polskiego wydania książkowego (1873 r.)
bazującego na przedruku z wydania gazetowego jaki publikowany był w odcinkach
w "Gazecie Polskiej" już w 1863 r.

1


w Foto
5 Tygodniowa Podróż Balonem nad Afryką
WARTO ZOBACZYĆ

RPA: Zulusi
NOWE WYSTAWY
PODRÓŻE

Ch 15; Wietnam: Wycieczki do Sapy ciąg dalszy...
kontakt | redakcja | reklama | współpraca | dla prasy | disclaimer
copyright (C) 2003-2013 ŚwiatPodróży.pl