HAWAJE
18:55
CHICAGO
22:55
SANTIAGO
01:55
DUBLIN
04:55
KRAKÓW
05:55
BANGKOK
11:55
MELBOURNE
15:55
Ogłoszenie niepłatne ustawodawcy Serwis wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu: utrzymania sesji zalogowanego Użytkownika, gromadzenia informacji zwiazanych z korzystaniem z serwisu, ułatwienia Użytkownikom korzystania z niego, dopasowania tresci wyswietlanych Użytkownikowi oraz tworzenia statystyk ogladalności czy efektywności publikowanych reklam. Użytkownik ma możliwość skonfigurowania ustawień cookies za pomocą ustawień swojej przeglądarki internetowej. Użytkownik wyraża zgodę na używanie i wykorzystywanie cookies oraz ma możliwość wyłaczenia cookies za pomoca ustawień swojej przegladarki internetowej. /// Dowiedz się więcej
 
Mapy: | Afryka | Ameryka Pd. | Ameryka Pn. | Antarktyda | Australia | Azja | Europa | Polska
  ¦wiatPodróży.pl » Autostopem w ¶wiat » AW¦ 6; 3-4`1999 Kalifornia
AW¦ 6; 3-4`1999 Kalifornia



That`s where it all started - Organica, the raw food restaurant in Frisco
4 marzec 1999
Odkryłam (w końcu) to centrum Zen, którego szukałam. To założone przez Cheri Huber, której ksi±żki ogl±dałam w księgarni. Choć pewnie to nie przypadek, że szukaj±c tego, trafiłam najpierw na Kanon Do. A to centrum jest na Castro Street. Pięć minut rowerem od naszego mieszkanka. Poszłam od razu, trafiłam na medytacje i warsztat. Dyskusja o umieraniu. A 14 marca będzie prowadziła kilkugodzinny warsztat sama Cheri Huber.


Znowu to zrobili¶my. Zupełnie nieoczekiwanie. Przejechali¶my się rowerami, długa przejażdżka, poprzez jakie¶ rezerwaty przyrody aż do Palo Alto. I zobaczyli¶my małe lotnisko. Co nam to przypomina? Czemu nie? I udało się. Wchodzi nam to w krew. Go¶ciu leciał swoim czteroosobowym samolocikiem na jakie¶ inne lotnisko w San Jose. Zostawili¶my rowery i polecieli¶my. Krótko, ale przyjemnie. Zobaczyć okolicę z góry. I zza chmur pokazały się rozchodz±ce aż do ziemi promienie słońca. Wracali¶my przez dwie godziny autobusem.


3-4.1999

Długa przerwa w pisaniu. Prawie dwa miesi±ce. Ci±gle piszę w moim pamiętniku, ale nie wszystko nadaje się do publikowania tutaj, a reszta nie zawsze jest na tyle ciekawa. W każdym razie w dużym skrócie spróbuję przypomnieć sobie, co się wydarzyło. Mieszkamy sobie w nowym mieszkanku, urz±dzili¶my się milutko i żyje się bardzo przyjemnie. Rano do kawiarenki (Chopin do swojej pracy przy komputerze w zakładzie z maszynami), po południu wymy¶lam ci±gle to nowe rzeczy na surowy obiadek. W weekendy przeważnie gdzie¶ wypadamy.

Jednego weekendu pojechałam sobie sama do zenowskiego klasztoru w górach, cztery godziny drogi od nas na dwudniowe odosobnienie i warsztaty (self discovering). Dużo się dowiedziałam. O sobie. I co najciekawsze od siebie samej.

Jeden z weekendów, w pi±tek odebrałam Chopinka z pracy i pojechali¶my prosto stamt±d w pobliskie góry. Przed siebie. PojeĽdzili¶my w±skimi serpentynami w górę, połazili¶my trochę i znaleĽli¶my wieczorem jeziorko. Zupełnie odosobnione, otoczone wzgórzami. I tam spędzili¶my noc. Pod gwiazdami. A rano obudziły nas dziwnie się na nas gapi±ce żaby - wystaj±ce z jeziora same wyłupiaste oczy (zrobiłam zbliżenie na zdjęciu, ale nie wiem, kiedy uda się nam zeskanować i wrzucić na nasza stronę. Chyba nie maj± tu wielu takich go¶ci.

Jason pojechał na dziesięć dni do Tajlandii spotkać się tam z Gosia - swoja dziewczyna. Ostatnio on był w Polsce, latem ona przyjeżdża tutaj, teraz postanowili spotkać się gdzie indziej.

A my tydzień temu pojechali¶my sobie do parku Yosemite. Połazili¶my po górach trochę, choć sporo dróg, tras i gór było jeszcze zamkniętych po zimie. Dziwnie to brzmi - jak można zamkn±ć górę. Ale jeszcze za dużo ¶niegu, za bardzo niebezpiecznie podobno. Ale udało nam się podej¶ć wysoko do spadu olbrzymiego wodospadu. I w "Mirrror Lake" popodziwiać odbijaj±ce się rzeczywi¶cie jak w lustrze olbrzymie skaliste góry.

To tydzień temu. A teraz już czas ruszyć dalej.

Pożegnałam już się z kawiarenk± i jej stałymi bywalcami, od których dostałam piękn± kartkę z wij±c± się i znikaj±c± za horyzontem pust± drog±. Akurat na nasz± podróż. Chopin też skończył prace. Dostał zaległ± wypłatę. Tyle kasy nigdy jeszcze nie mieli¶my. I w zeszły pi±tek wyprawili¶my pożegnaln± imprezke dla znajomych z pysznym (daruję sobie fałszyw± skromno¶ć) - z autentycznie rewelacyjnym surowym obiadkiem. Moja zupka z soku ze ¶wieżo wyci¶niętej organicznej marchewki, avocado i tahini. Tabouli salad. Kapusta z orzechami i grzybkami w wykonaniu Chopina. Truskawkowe smoothie i owocowa sałatka Jasona - własnoręcznie przez niego zrobiona (byli¶my pod wrażeniem, a że to dwie jedyne rzeczy, jakie Jason potrafi w kuchni przygotować - dobrze się składa, że akurat dwie wegańskie i surowe). I na deser moje najlepsze ciasteczka migdałowo daktylowe i ciasto z czekolad± (no nie zupełnie, ale polewa z orzechów cashew i carrobu jest nie do pobicia).

Tyle o naszym życiu kulinarnym. Teraz się pakujemy. Nazbierało się przez tych parę miesięcy trochę rzeczy. Wysyłamy sporo do Polski - rzeczy, których nie będziemy w stanie nosić na plecach przez resztę ¶wiata, a z którymi nie chcemy się rozstać (typu nasz wspaniały dehydrator, blender, ksi±żki i inne drobiazgi).

Ruszamy pojutrze. Jason nie może się z nami rozstać, więc bierze znowu parę dni wolnych i pojedzie z nami aż do Las Vegas. Przez Los Angeles i San Diego. A potem już stopem. Chcemy zobaczyć Grand Canyon i inne niesamowite parki narodowe w okolicy. I pod koniec maja chcemy dotrzeć do Tennessiee, spotkać się z moj± mam± i jej dzieciakami, którzy przyjeżdżaj± na finały ¶wiatowe Odysei Umysłu. Taki jest w skrócie i ogólnym zarysie plan. Co potem - zobaczymy? Co po drodze - się okaże.

Jak zawsze przy takich okazjach, mieszane uczucia. Z jednej strony smutno, bo dobrze nam tu było i tyle rzeczy trzeba będzie zostawić (moja kawiarenkę, ¶rodowe medytacje i wykłady w "Kanon Do", księgarnie, itd. a także wygody osiadłego życia takie jak mieszkanko, samochód, komputer, do których tak szybko się przyzwyczajamy); z drugiej strony fajnie, bo znowu ruszamy w drogę, znowu nowe miejsca, ludzie, zdarzenia, znowu nie będziemy wiedzieć, gdzie nam przyjdzie spać tej nocy, kogo spotkamy po drodze. I to jest wła¶nie najciekawsze. Znowu w drogę

¬ródło: Pamiętnik Kingi

Pamiętnik Kingi Tekst zaczerpnięty
z Pamiętnika Kingi

 warto klikn±ć

1


w Foto
Autostopem w ¶wiat
WARTO ZOBACZYĆ

USA, Wirginia: Jamestown
NOWE WYSTAWY
PODRÓŻE

Swedseayak 8: Zakończenie podróży
kontakt | redakcja | reklama | współpraca | dla prasy | disclaimer
copyright (C) 2003-2013 ¦wiatPodróży.pl