HAWAJE
05:14
CHICAGO
09:14
SANTIAGO
12:14
DUBLIN
15:14
KRAKÓW
16:14
BANGKOK
22:14
MELBOURNE
02:14
Ogłoszenie niepłatne ustawodawcy Serwis wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu: utrzymania sesji zalogowanego Użytkownika, gromadzenia informacji zwiazanych z korzystaniem z serwisu, ułatwienia Użytkownikom korzystania z niego, dopasowania tresci wyswietlanych Użytkownikowi oraz tworzenia statystyk ogladalnoœci czy efektywnoœci publikowanych reklam. Użytkownik ma możliwoœć skonfigurowania ustawień cookies za pomocš ustawień swojej przeglšdarki internetowej. Użytkownik wyraża zgodę na używanie i wykorzystywanie cookies oraz ma możliwoœć wyłaczenia cookies za pomoca ustawień swojej przegladarki internetowej. /// Dowiedz się więcej
 
Mapy: | Afryka | Ameryka Pd. | Ameryka Pn. | Antarktyda | Australia | Azja | Europa | Polska
  ŚwiatPodróży.pl » Wieści » Nepal i Tanzania: Sukcesy Polaków
Nepal i Tanzania: Sukcesy Polaków



Dziś - 5 października o godzinie 10 czasu nepalskiego stanęłam na szczycie Manaslu. Resztę dnia schodziłam w dół zwijając obozy, tak że na kolację byłam już w bazie. Czuję się bardzo zmęczona ale szczęśliwa. Dziękuje Wszystkim, którzy o mnie ciepło myśleli - pisze na blogu Kinga Baranowska, która jako pierwsza Polka dotarła na ten ośmiotysięcznik. Tego samego dnia powodzeniem uwieńczona została druga polska ekspedycja - Kilimandżaro Mimo Wszystko. Mimo czego?




Zobacz  powiększenie!
Mimo niepełnosprawności uczestników wyprawy. Fundacja Anny Dymnej postanowiła udowodnić, że na wózku nie kończy się nie tylko życie, ale i sport. Wyprawa rozpoczęła się 27. września. Zaś w niedzielę, 5. października...

"O godzinie 8 czasu polskiego piątka z nas stanęła na Białym Dachu Afryki. Trzy osoby poruszające się na wózkach dotarły do miejsca na którym dotąd nie był człowiek z taką niepełnosprawnością! Powinniśmy powiedzieć: – Zwyciężyliśmy! Ale to słowo nie oddaje tego co czujemy, dlatego mówimy: – Jesteśmy szczęśliwi! Każdy z nas zdobył swoje Kilimandżaro. Piątka z nas: Kasia Rogowiec, Janek Mela, Krzysiek Gardaś, Piotrek Pogon i Łukasz Żelechowski dotarła na sam szczyt - na wysokość 5895 m n.p.m. Razem z nami mimo wcześniejszego osłabienia wszedł: Jacek Grzędzielski i Marek Kowalski. W grupie, która nas wspierała był też Boguś Bednarz, Adam Golec – fotoreporter Gazety Wyborczej i Michał Jankowski – student łódzkiej filmówki, który rejestruje nasze zmagania kamerą. Pozostali uczestnicy dotarli na wysokość 5200 m n. p. m. Wśród nich była m. in. Angelika Chrapkiewicz-Gądek, Jarek Rola i Piotrek Truszkowski poruszający się na wózkach oraz Krzysztof Głąbowicz, który wspinał się o kulach. Są oni pierwszymi osobami w historii, którym z taką niepełnosprawnością udało się dotrzeć aż tak wysoko. Dotąd nikt się na to nie porwał. Nie byłoby to oczywiście możliwe gdyby nie pozostali uczestnicy wyprawy, którzy stali się ich „nogami”. Dla każdego z nas ta wyprawa była dowodem dużego zaufania do innych. Nie zawiedliśmy się! Dzisiaj każdy z nas naprawdę dał z siebie wszystko. Wyruszyliśmy tuż przed północą. Szliśmy po bardzo trudnym podłożu całą noc. Powyżej 5 tysięcy metrów każdy krok był zwycięstwem, a każdy kamień gigantyczną przeszkodą. Z trudem oddychaliśmy, byliśmy niewyspani i zmęczeni, ale szliśmy dalej. Nie sposób opisać tego co czuliśmy tam na górze... Na chwilę zapomnieliśmy o zmęczeniu i krótkim oddechu. Cieszyliśmy się jak dzieci. Niektórzy z nas płakali, ale to były łzy szczęścia. Dla każdego z nas to był morderczy wysiłek, ale nie żałujemy. Dziś każdy z nas zaśnie z poczuciem, że przeżył wielki dzień. Na pewno nigdy go nie zapomnimy… W tej chwili jesteśmy w obozie Horombo Hut na wysokości 3720 m n.p.m. Marzymy już tylko o tym, żeby odpocząć. Dziękujemy wszystkim którzy trzymają za nas kciuki. Naprawdę czujemy, że nie jesteśmy sami. To wiele dla nas znaczy!"

Zobacz  powiększenie!
Droga na Manaslu
W tym samym czasie Kinga Baranowska postawiła kolejny krok na drodze do Korony Himalajów. Tak opisuje ostatnie dni na swoim blogu:


02.10.2008
Dziś wychodzimy znów do góry. Jak najwyżej się da. Wykorzystujemy pogodę, bo potem nie wiadomo kiedy będzie następne okno pogodowe. A tu jak nie ma pogody – to znaczy, że codziennie pada pół metra śniegu, bo monsun się jeszcze nie skończył. W ekipach lekka nerwówka. Pakowanie, krzątanie, ładowanie baterii...
Do usłyszenia... I trzymajcie mocno kciuki za to moje kilkudniowe wyjście.


03.10.2008
Dwójka 6800 m. Druga noc tutaj. Jutro ruszamy zakładać trójkę na 7400 m. a dalej... Jak Opatrzność i pogoda pozwolą. Pogoda ma być tylko do niedzieli.


04.10.2008
Najpierw wiadomość od Janka i Pawła (prosili by przekazać). Spotkaliśmy się dziś między trójką a dwójką, oni schodzili, ja podchodziłam do góry. Wczoraj atakowali szczyt, ale zabrakło im 50 m w pionie i jakieś 150 w poziomie. Była do zrobienia ostatnia grań, ale dość niebezpieczna i niestety nieubezpieczona. Nie chcieli ryzykować, a nie mieli ze sobą liny do lotnej asekuracji. Wielka szkoda, bo byli tak blisko no i wchodzili jako jedna z pierwszych ekip. Jednakże pozostalo oznajmili, że byli na szczycie (a zawrócili w tym samym miejscu co Janek i Paweł). Jestem na wysokości 7450 m. Szliśmy tu około 5 godzin z dwójki. To dobry czas, ale ja czuję się jakbym szła tu ze 12 godzin :( Trudny ten odcinek, mimo że tylko 650 m przewyższenia, to w wielu miejscach oblodzony, spionowany, seraki wiszą nad głową. Używanie przednich zębów raków i czekana nie należy na 7000 do przyjemności. Jest cholernie wyczerpujące.
Spania tu raczej nie będzie na tej wysokości, ale przynajmniej chcemy odpocząć trochę przed atakiem szczytowym, który rozpoczniemy już dziś w nocy. Proszę trzymajcie kciuki i myślcie ciepło. Kinga z obozu III na Manaslu.


05.10.2008
Dziś o godzinie 10 czasu nepalskiego stanęłam na szczycie Manaslu. Resztę dnia schodziłam w dół zwijając obozy, tak że na kolację byłam już w bazie. Czuję się bardzo zmęczona ale szczęśliwa. Dziękuje Wszystkim, którzy o mnie ciepło myśleli. Więcej napiszę już jutro jak trochę odeśpię :) Kinga


06.10.2008
Około 28 września dowiedzieliśmy się że dobra pogoda ma się utrzymać do 4 max 5 października. Co tu robić? Nie mamy aklimatyzacji nawet z dwójki i szansa na atak szczytowy nam przepadnie :( A tu takie okno pogodowe – w środku monsunu! Następne takie może się pojawić za 2 tygodnie! Jednakże grzech przepuścić taka szansę – wychodzimy chociaż się aklimatyzować. "Po drodze" zdecydowaliśmy, że jedna noc na 6800 m "musi" nam wystarczyć by zaatakować szczyt, następnie schodzimy na 2 noce do bazy odpocząć i próbujemy wchodzić na szczyt. Jeśli prognozy miały okazać się prawdziwe – mielibyśmy szanse 5 października. Plan odważny, bo z jedną nocą na 6800 m – aklimatyzację ma się słabą, ale... słabą grupą też nie jesteśmy. Każdy z naszej ósemki ma po kilka ośmiotysięczników na koncie i swoje organizmy dość dobrze zna. Stwierdziliśmy, że możemy to zrobić. Najbardziej oczywiście byli o tym przekonani ci, którzy byli latem w Pakistanie i mieli jeszcze aklimatyzację stamtąd, ale wszyscyśmy na ten plan przystali. Poza tym dość szybko się poruszaliśmy, w dobrym czasie pokonywaliśmy wysokości, więc ustalone.


Noc w obozie trzecim przed atakiem szczytowym – do niczego. Koszmar. Nie zmrużyłam oka. I wcale nie dlatego, bo bolała mnie głowa, po prostu na tej wysokości (prawie 7500 m) – pierwszej nocy się nie śpi (jeśli śpi się jakąkolwiek). Wstałam już o 1.30, mimo, że wyjście było zaplanowane na 3.00. Wyszliśmy. Jak zwykle na tej wysokości – zimno (około -30) i "ruszyć z miejsca" ciężko. A to zimno w nogi, a to w ręce, a to nos odmarza itd. Grań wyprowadzająca na główny wierzchołek Manaslu jest długa i wieją tu silne wiatry. I wcale nie jest płaska, jak to się z daleka wydaje. Co chwilę - ostre podejścia, które powodują przystawanie co trzy kroki i wyrównywanie oddechu.
Na wierzchołek dotarłam około 10, gdzieś po 6 godzinach wspinaczki. Nie był to najgorszy czas, ale kiedy widziałam ludzi, którzy poruszali się z aparatem tlenowym – to można powiedzieć, że z prędkością błyskawicy w porównaniu z tym jak ja się wspinałam. Niesamowite, ile taki tlen z butli daje. Ostatni odcinek grani jest eksponowany, i nieubezpieczony, i wielu ludzi się nie zdecydowało pójść na główny wierzchołek Manaslu. Część kończyła swoją wspinaczkę na przełęczy. Nasza cała grupa stanęła na głównym wierzchołku Manaslu. Na szczycie – byłam tylko chwilę. Mówiąc szczerze, nie było gdzie nogi postawić. Zazwyczaj jest tam odkryta skała, lecz teraz cały szczyt pokryty był nawisami śnieżnymi i trzeba było bardzo uważać by takiego nawisu nie naruszyć i razem z nim nie spaść w przepaść. Jeszcze tego samego dnia dotarłam do bazy. To dość trudne przedsięwzięcie – wejść tego samego dnia na szczyt i tego samego dnia zejść do bazy, czyli w górę ok. 700 m i w dół – ok. 3500 m Powiem szczerze, że czułam się co najmniej zmęczona, no i odwodniona. Wszystko nam natomiast wynagrodziła przepyszna kolacja w bazie i możliwość spania we własnym bazowym namiocie...


07.10.2008
Baza. Zasypana śniegiem. Monsun wrócił ze zdwojona siłą. W bazie exodus – wszyscy uciekają. Wiedzą, że teraz od nowa robienie śladu na 8 tys. jest strasznie trudne, no i niewiadomo ile by trzeba czekać na pogodę. Nie ma porterów by zejść do Samogon. Musimy czekać. Część ekip nas uprzedziła, gdy byliśmy na szczycie i pozamawiali wszystkich. Może uda nam się załatwić helikopter na 9 października, ale to nic pewnego, bo ciągle śnieży. Poza tym – finanse, finanse... Helikoptery dolatują tylko do Samogon – tysiąc metrów poniżej, a tam też trzeba się jakoś dostać :( Wczoraj – zjazd energetyczny. Spałam z 14 godzin i jeszcze było mi mało. Chyba jakoś w końcu dojdę do siebie. A dziś wielkie pakowanie, oczywiście w śnieżycy. No i nie działają telefony. Satelita zastrajkował. To chyba wszystko po to, byśmy się jak najszybciej stąd zwinęli.


Źródło: Blog Kingi Baranowskiej / Fundacja Mimo Wszystko

1


w Foto
Wieści
WARTO ZOBACZYĆ

Dzieci świata - małe i duże
NOWE WYSTAWY
PODRÓŻE

WW 10, Wielki Kanion
kontakt | redakcja | reklama | współpraca | dla prasy | disclaimer
copyright (C) 2003-2013 ŚwiatPodróży.pl