HAWAJE
09:56
CHICAGO
13:56
SANTIAGO
16:56
DUBLIN
19:56
KRAKÓW
20:56
BANGKOK
02:56
MELBOURNE
06:56
Ogłoszenie niepłatne ustawodawcy Serwis wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu: utrzymania sesji zalogowanego Użytkownika, gromadzenia informacji zwiazanych z korzystaniem z serwisu, ułatwienia Użytkownikom korzystania z niego, dopasowania tresci wyswietlanych Użytkownikowi oraz tworzenia statystyk ogladalnoœci czy efektywnoœci publikowanych reklam. Użytkownik ma możliwoœć skonfigurowania ustawień cookies za pomocš ustawień swojej przeglšdarki internetowej. Użytkownik wyraża zgodę na używanie i wykorzystywanie cookies oraz ma możliwoœć wyłaczenia cookies za pomoca ustawień swojej przegladarki internetowej. /// Dowiedz się więcej
 
Mapy: | Afryka | Ameryka Pd. | Ameryka Pn. | Antarktyda | Australia | Azja | Europa | Polska
  ŚwiatPodróży.pl » @ do Chin » @dC 16: Chińskie problemy
@dC 16: Chińskie problemy

Krzysztof Skok





22.07.2008, 106 dzień wyprawy

Zobacz  powiększenie!
Karaoke po chińsku?
Kiedy przebudziłem się przed 6-stą i wyjrzałem przez okno zobaczyłem kręcących się po placu drogowców – był to znak, że trzeba zrobić szybko poranną toaletę i iść na śniadanie. Do jedzenia była zupa warzywna i mantou, czyli te wszędobylskie białe bułeczki gotowane na parze. Po 7-ej bylem już w drodze. Była piękna, słoneczna pogoda i sprzyjający wiaterek oraz wspaniałe krajobrazy. Nie cieszyłem się długo. Przed miastem Fengzhen posypało się tylne kolo. Dalej trzeba było rower pchać. Napotkany przygodnie chłopak, znający trochę angielski, oprowadził mnie po sklepach rowerowych, ale bez efektu. Żaden fachowiec nie chciał się podjąć naprawy oprócz tych "ulicznych", ale ci nawet nie wiedzieli, z której strony koła jest usterka. Trzeba było wracać do Jining albo jechać do Datong. Wybrałem znany Jining. Tylko jak? Autobus był za 30Y, ale kierowca chciał rower położyć na dachu, a ja się balem z jednej strony uszkodzenia przerzutki, a z drugiej zwiększenia usterki. Pociąg był dopiero o 17.00 i do tego nikt nie był w stanie mi powiedzieć, ile będzie kosztował przewóz roweru. Podziękowałem chłopakowi za pomoc i wróciłem na rogatki miasta, do punktu poboru opłat za przejazd drogą. Dotarłem tam o 12.30. Miałem pecha. Nic pustego nie jechało do Jining, więc nawet pracownicy punktu nie mieli jak mi zorganizować transportu. W końcu pojawił się autobus i za 30Y z rowerem w środku zabrał mnie do Jining. Kierowca dostał pieniądze zaraz po moim wejściu, ale po przyjedzie na miejsce ponownie upomniał się o nie. Jednak po chwili dyskusji i oskarżeń ustąpił. W Giancie ponad godzinę się męczyli aż stwierdzili, że trzeba wymienić tylna piastę, która sprowadzą na jutrzejsze popołudnie. Początkowa cena 170Y spadła do 150Y. Właściciel dobrze wiedział, że nie mam gdzie pójść. Ok. 18-stej zostałem z plecakiem i sakwą (reszta została w sklepie) ze świadomością, że mam prawie dobę wolnego w Jining. Mogłem spokojnie obejrzeć wybór rowerów na chińskim rynku i ich ceny (znacznie niższe – firmowe od 125 USD), kupić coś do jedzenia i najeść się bez pośpiechu. Nadrobiłem także zaległości w czytaniu niezbędnych informacji z przewodnika. Gdy po 22-iej zastanawiałem się, w którą stronę ruszyć w poszukiwaniu noclegu, pojawiła się Gao Ting Thung. Właśnie skończyła z przyjaciółmi pracę i szli do Klubu Karaoke. Byliśmy tam ok. 3 godz. Później ruszyłem szukać noclegu. Jako, że były już wyłączone uliczne latarnie poszedłem do najbliższego i pokazałem recepcjoniście, że chcę najtańszy z możliwych. A on pokazał mi, że nie ma żadnych wolnych pokoi. Ale zorganizował pokój z wygodnym łóżkiem w budynku obok (to chyba drugi hotel), z którego na codzień korzysta obsługa hotelowa. I jak powiedział – za darmo!

Dystans dnia – 33,87 km (z czego ok. 15 km pchałem)
Czas jazdy – 3:34:28 h
Średnia prędkość – 9,47 km/h

23.07.2008, 107 dzień wyprawy

Zobacz  powiększenie!
Będzie coś z niego?
Nie pospałem sobie długo - obudziło mnie pukanie do drzwi. To był recepcjonista z informacją, że jeżeli chcę spać dalej, to muszę mu dać paszport. Zamurowało mnie. Jestem przecież "na dziko", więc jest on mu zbędny. Wymyśliłem więc historyjkę, że wieczorem byłem na imprezie i paszport dałem koleżance, a później zapomniałem go od niej wziąć. Jak chce to mogę go mu przynieść rano. Skończyło się pakowaniem i kimaniem na krześle do 7-ej rano u niego w recepcji. Później poszedłem do sklepu GIANTa, gdzie portier udostępnił mi sanitariaty. Ok. 8-ej wybrałem się na krótki spacer (od samego rana słońce świeciło bardzo mocno). Mogłem zobaczyć codzienne życie miejscowych sklepikarzy. Większość z nich mieszka na zapleczu swoich sklepów, a śniadanie sobie przygotowuje po ich otwarciu na oczach klientów. Na bazarze świeże mięso "podgrzewało" słońce, mięso z kury leżało obok klatek z żywymi kurami do sprzedaży. A zapach - lepiej zapomnieć! Jeszcze przed południem przeczytałem w przewodniku informację dotyczące Datong i okolic, do którego wybieram się od 4 dni. Prawie trzy godziny spędziłem w kafejce internetowej (6Y). Dla Gao Thin Thung zrobiłem trzy odbitki zdjęć. Ok. 15-stej do sklepu przyszła przesyłka, w której była oczekiwana piasta. Mechanik zajął się jej wymianą, a ja przygotowaniem do drogi. Ok. 16.30 wszystko praktycznie było gotowe do drogi. Przed 17-stą poszedłem jeszcze zanieść Gao Thin Thung do pracy zdjęcia i pożegnać się. I wreszcie znowu mogłem jechać. Jestem już zmęczony tą szarpaną jazdą od niedzieli. Prawie cały czas jechałem pod wiatr po pagórkowatej drodze. Ale cieszyłem się, że jechałem. Udało mi się nawet znaleźć krótszy wyjazd z miasta (podpatrzyłem kierowcę autobusu, kiedy wracałem do Jining). Szło mi to na tyle szybko i sprawnie (tylko jeden odpoczynek miałem), że nocleg ponownie wypadł mi w bazie drogowców. Jak im pokazałem co się stało nieźle się uśmiali. Na kolację były boazi (wym. bouz), czyli znowu białe bułeczki, ale tym razem nadziewane mięsem lub warzywami. Do tego ziemniaki w sosie i zupa warzywna. Po kolacji, podobnie jak dwóch innych pracowników, zrobiłem sobie pranie. Niestety ręczne. Na noc dostałem termos gorącej wody (prawie wszyscy tak robią).

Dystans dnia – 44,22 km
Czas jazdy – 2:23:44 h
Średnia prędkość – 18,70 km/h

24.07.2008 , czwartek, 108 dzień wyprawy

Zobacz  powiększenie!
Świątynia Shanhua Si
Wstałem o 5.40. Na początek była szybka toaleta, a następnie wspólne śniadanie, na które podano boazi, surówkę z kapusty, ziemniaki w sosie i zupę ryżową (woda z ryżem). Najadłem się do syta, co na śniadanie nie zawsze się zdarza (Chinczycy mało jedzą na śniadanie). O 7-ej rano ruszyłem w drogę. Jechało się dobrze, pomimo ze słońce z każdą minutą świeciło coraz mocniej.
W miasteczku Fengzhen (tam szukałem mechanika we wtorek) dokupiłem tylko wodę i jechałem dalej. 20 km za nim zapytałem się o Wielki Chiński Mur. Po dłuższej chwili udało się ustalić, że jest niedaleko od tej wioski. Ruszyłem w góry polną drogą i po niespełna 5 km dotarłem na miejsce, czyli do pozostałości po Murze. Zwykła strata czasu. Tylko widoki były przepiękne. Ruszyłem więc do Datong. 10 km przed miastem zauważyłem na nowym, białym budynku duży, czerwony krzyż. Ruszyłem tam. Początkowo spoglądano na mnie nieufnie, ale później kiedy zobaczyli krzyżyk na szyi, wpuszczono mnie do środka, dano miskę wody do umycia i nakarmiono mnie do syta. Nikt nie znał angielskiego. Postanowiłem pokazać obrazek z Janem Pawłem II - nikt nie wiedział kto to. A po wejściu do kościoła bylem już na 100% pewny, ze to kościół protestancki. Dano mi na drogę karteczkę z adresem kościoła w Datong i pokazano, że tam dostanę jedzenie i spanie. Jako że była 13.40 i było gorąco, postanowiłem jak najszybciej przejechać te 10 km i tam przeczekać najgorszy upał. Tam na wejściu spotkałem nastoletnią Chen Chao z mamą, z którą umówiłem się na dłuższą rozmowę po modlitwie. Wówczas nawet pojawiła się jej babcia, która "wcisnęła" mi 50Y i zaproponowała, abym spał w domu Chen Chao. Niestety, matka się nie zgodziła twierdząc, że ma małe mieszkanie (też mi nowość). Pożegnaliśmy się o 17.00. Ja ruszyłem na szybkie zwiedzanie. Bylem kolejno w Górnej Świątyni Huayan Si (20Y), z zewnątrz widziałem Wieżę Bębnów (zamknięta, obecnie stoi pośrodku ronda), nie wpuszczono mnie z rowerem do Muru Dziewięciu Smoków (10Y) a na zewnątrz nie było gdzie go pozostawić, następnie byłem w Świątyni Shanhua Si. Na koniec, po długim poszukiwaniu, dotarłem do Dolnej Świątyni Huayan Si - była już zamknięta, ale podczas wyjścia ostatnich turystów udało mi się na chwilę wejść na dziedziniec. Była już 19.15, kiedy ruszałem do Grot Yungang, gdzie zamierzałem dogadać się ze stróżem co do noclegu. Niestety, wyjazd z miasta zajął mi sporo czasu, a po 12 km złapałem gumę w przednim kole. Było już ciemno, więc koło musiałem naprawić w centrum miasteczka, otoczony tłumem gapiów. Jeden z chłopaków latarką wspomagał oświetlenie z latarni. Na koniec dla siebie i niego kupiłem po napoju, co rozbawiło tłum. Zhaog Chan jednak się ucieszył i przy pomocy swojego kolegi sąsiada, znającego angielski zaproponował mi nocleg u siebie. Ma jedną dużą, prostokątną izbę. W pierwszej części jest piecyk, a w końcu jest na wysokości ok. 80 cm blat, na który kładzie się materace i śpi (wiele już takich widziałem). Długo jeszcze siedzieliśmy w trojkę i rozmawialiśmy.

Dystans dnia – 103,12 km
Czas jazdy – 6:25:47 h
Średnia prędkość – 16,03km/h

25.07.2008, piątek, 109 dzień wyprawy

Zobacz  powiększenie!
Groty Yungang
Wstałem po 5-tej, szybko się spakowałem i pożegnałem z Zhaog Chun. Do Grot Yungang dotarłem o 6.00. Zastałem mnóstwo osób uprawiających poranną gimnastykę. Plan dogadania się ze stróżem co do zwiedzania upadł. Miałem dwie godziny wolnego czasu. Mogłem spokojnie zjeść i uzupełnić notatki w dzienniku. O 8-ej zacząłem szukać miejsca do pozostawienia roweru (Chińczycy wszystkiego muszą dotknąć, wszystko poprzestawiać w rowerze). Po 30 min. udało mi się dogadać z obsługą, ze rower stanie za barierką do wykrywania metali i oni będą na niego zwracać uwagę. Same Groty są bardzo interesujące i warte obejrzenia, ale za 45 min. chodzenia zapłacić 60Y to przesada. Tam poznałem Grzegorza, który samotnie zwiedza Chiny, tylko ze koleją i autobusami. Po zwiedzaniu zaprosił mnie na "bułkę i soczek". O 10-tej jednak rozstaliśmy się. Ja ruszyłem w drogę do Datong, gdzie przyszło mi walczyć z sypiącym się komputerem w kafejce internetowej. Wyłączał się lub internet nie działał. Doszło do tego, że w ponad 2 godz. tylko przygotowałem relacje z kolejnych 2 dni! Później ponad 2 godz. spędziłem na ulicy w cieniu supermarketów i stojących obok straganów. Tam zjadłem i uzupełniłem zapasy wody i dżemu. Przy okazji zobaczyłem codzienne życie na ulicy w najgorszym upale, a właściwie jego brak. Do 15-stej na ulicy nic się nie działo, a niektórzy sprzedawcy nawet spali! Przed 16-stą ruszyłem w dalszą drogę. Na szczęście wyjazd miał mało zakrętów, więc poszło stosunkowo sprawnie. Droga była płaska, tylko wiatr momentami dokuczał. Odczuwałem także, że jestem w rejonie przemysłowym - przezroczystość powietrza (widoczność) była bardzo mała. Góry, które są stosunkowo niedaleko widać jakby za chmurami. Po 19-stej zatrzymałem się na dużej stacji benzynowej, aby dokręcić luźne szprychy w tylnym kole. Zauważyłem, że w tym budynku także mieszkają ludzie. Poczęstowali mnie owocem, ale kiedy zapytałem o możliwość noclegu, to machali tylko ręką, abym jechał dalej, pomimo że zaczynało się ściemniać. Kilka kilometrów dalej była wioska Xuejladian. Tam zajechałem do baraków robotniczych. Poczęstowano mnie arbuzem, ale na nocleg nie przyjęto. Ale nim zjadłem arbuza pojawił się Su Rui ze swoim tatą i oni zaprosili mnie do siebie do domu. Specjalnie dla mnie na kolację mama Su Rui przygotowała noodle (wym. nudos), czyli makaron, papryka, pomidor, trochę mięsa i ostre przyprawy. Su Rui napisał mi na kartce w j. chińskim nazwy miejscowości, przez które zamierzam przejeżdżać w kolejnych dniach. Zna angielski, więc prawie do 23-ciej siedzieliśmy i rozmawialiśmy.

Dystans dnia – 75,22 km
Czas jazdy – 4:39:15 h
Średnia prędkość – 16,51 km/h

26.07.2008, 110 dzień wyprawy

Zobacz  powiększenie!
Piękne, ale męczące.
Wstałem po 6-tej. Kiedy ja byłem zajęty poranną toaletą, mama Su Rui przygotowywała śniadanie, na które wstały o tak wczesnej porze nawet jego nastoletnie siostry. Jedliśmy coś jakby jajka wbite do gotującej się wody (zupa) oraz kiełbasę podsmażaną z papryka i ogórkiem. No i oczywiście były te białe bułeczki, mantou. Rodzice Su Rui maja gospodarstwo, w którym zauważyłem nawet "zachodni" sprzęt rolniczy! O 7-ej ruszyłem w drogę do Yingxian. Te 20 km nie zapisało się dobrze w mojej pamięci. W oponę wbił się gwoźdź. Załatałem dziurę w dętce, ale w Yingxian była już kolejna. Postanowiłem jednak nie wymieniać opony, tylko dziurę dokładnie zakleić taśmą izolacyjną. Może jeszcze trochę wytrzyma. W miasteczku Yingxian jest najstarsza drewniana pagoda w Chinach, z 1056 roku. Widać ją kilka kilometrów przed miastem. Udało mi się w kasie wytargować zniżkę studencką na legitymacje UG i zamiast 60Y zapłaciłem 30Y. Samo zwiedzanie ogranicza się do jednej kondygnacji (jest ich 9) oraz tarasu widokowego. Zajmuje to kilkanaście minut. Później postanowiłem rozejrzeć się za koszulą z długim rękawem. Porażka. Były czarne, grube, a jak już znalazłem to i cena dla turysty od razu była odpowiednia. Po 12-stej ruszyłem w drogę do miasteczka Shahe, jedynego na trasie do Wutai Shan, którego najwyższy szczyt wznosi się powyżej 3000 m.n.p.m. Do pokonania jest przewyższenie ok. 2000 m. Te 50 km do Shahe trochę mnie wymęczyło. Pierwsze 10 km było płaskie, a kolejne 17 km to ostry podjazd (był 2 km zjazd), przez kolejne 15 km było "pagórkowato", aby zakończyć drogę zjazdem i płaskim dojazdem do miasteczka. Do tego podjazd był w niesamowitym upale, ale po nowym asfalcie. Zaś zjazd do Shahe był pod silny wiatr i po kiepskiej drodze. W miasteczku miałem problem ze znalezieniem chleba, który by sprzedano po normalnej cenie. W końcu udało się. Przed sklepem od razu zrobiłem sobie kanapki nawet na kolejny dzień. A przed 18-stą zagadałem przyglądające się mi kobiety o możliwość wyprania rzeczy. Udostępniły mi podwórze, a sklepikarz kran z zimna woda. A kiedy przyszła 20-sta, a pranie było wilgotne, wspomniane kobiety (4 + mężczyzna) zaprosiły mnie do siebie na kolację i na noc.

Dystans dnia – 84,81 km
Czas jazdy – 5:09:54h
Średnia prędkość – 16,41 km/h

Źródło: informacja własna

<< wstecz 1 2


w Foto
@ do Chin
WARTO ZOBACZYĆ

Kory drzew świata
NOWE WYSTAWY
PODRÓŻE

Expedycja dla poszukiwaczy wrażeń
kontakt | redakcja | reklama | współpraca | dla prasy | disclaimer
copyright (C) 2003-2013 ŚwiatPodróży.pl