HAWAJE
03:37
CHICAGO
07:37
SANTIAGO
10:37
DUBLIN
13:37
KRAKÓW
14:37
BANGKOK
20:37
MELBOURNE
00:37
Ogłoszenie niepłatne ustawodawcy Serwis wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu: utrzymania sesji zalogowanego Użytkownika, gromadzenia informacji zwiazanych z korzystaniem z serwisu, ułatwienia Użytkownikom korzystania z niego, dopasowania tresci wyswietlanych Użytkownikowi oraz tworzenia statystyk ogladalnoœci czy efektywnoœci publikowanych reklam. Użytkownik ma możliwoœć skonfigurowania ustawień cookies za pomocš ustawień swojej przeglšdarki internetowej. Użytkownik wyraża zgodę na używanie i wykorzystywanie cookies oraz ma możliwoœć wyłaczenia cookies za pomoca ustawień swojej przegladarki internetowej. /// Dowiedz się więcej
 
Mapy: | Afryka | Ameryka Pd. | Ameryka Pn. | Antarktyda | Australia | Azja | Europa | Polska
  ŚwiatPodróży.pl » polski portal podróżniczy XXI wieku
MT 2: Kolejny etap, Nowa Zelandia

G. Gontarz, Sz. Gontarz, K. Wasilewski





Zobacz  powiększenie!
Początkowo podchodzimy śnieżno - lodową stromizną nieprzekraczającą 40°, dalej jest ciężej. Zaczyna się wspinaczka skałkowa. Bardzo powoli zdobywamy wysokość. Jest godzina 16, a my jesteśmy na wysokości 1500 m n.p.m. Podchodzimy coraz wyżej i wyżej, a droga jest coraz trudniejsza. Wspinamy się po skalistych ścianach (80°), wyżej walczymy ze ścianami lodowymi (do 60°). Każdy ruch musi być przemyślany…. Raki i czekany trzymają się bardzo dobrze podłoża, choć nie możemy tylko na nich polegać. Kaski rowerowe, bardzo dobrze zastąpiły kaski wspinaczkowe dobrze chroniąc nasze głowy przed spadającymi odłamkami skał i lodu.

Godzina 18:30 - słońce już za górami… ostatnie 250 m podchodzimy przy blasku pełni księżyca, kontrolując trasę odczytami z GPSu. Około 21 docieramy do schronu – niestety zasypany śniegiem. Kolejna godzina to czas na odkopanie domku Haast Hut, po czym szczęśliwie kończymy dzień uroczystym obiadem… Jedenastogodzinna wspinaczka z 20 - kilogramowymi plecakami wreszcie doczekała się na kilkugodzinny odpoczynek – krótki, bo już po północy…

7 sierpnia

Zobacz  powiększenie!
Pobudka na wschód słońca. Kontaktujemy się przez radio z bazą w Mount Cook Village, zostawiamy informacje gdzie jesteśmy, podajemy nasze plany na następne kilka godzin. Ruszamy dalej w górę… Śnieg pomału rozmarza – musimy się spieszyć, gdyż powyżej 2000 m n.p.m. została nam tylko wspinaczka lodowa.

Powoli wybijamy stopnie w śniegu, dzięki czemu bezpiecznie podchodzimy pod ostatnie stromizny (do 60°). Jeszcze tego dnia zdobywamy szczyt Dome Glacier (2450 m n.p.m.), następnie schodzimy do Plateu Hut. Właśnie tutaj znajduje się baza, z której chcemy zaatakować najwyższy szczyt Mt. Cook. Przez radio otrzymujemy komunikaty pogodowe. Wieczorem lekko pruszy śnieg, rano niestety wieje bardzo silny wiatr. Łączymy się po raz kolejny z Mt. Cook Base Alpine Centre – niestety pogoda nie będzie sprzyjała wspinaczce na Mt Cooka. Na Linde Glacier schodzą dwie duże lawiny – rezygnujemy… Informujemy bazę o przerwaniu wspinaczki na najwyższy szczyt. Kontaktujemy sie rowniez z lotniskiem…

Zobacz  powiększenie!
O 9:40 przylatuje po nas samolot. Około 10 opuszczamy plateu… Ostatnie spojrzenie na wspaniały górski krajobraz – najpiękniejszy, jaki widzieliśmy w naszym życiu… Teraz pozostał nam lot – powrót do miasteczka. Po drodze zabieramy dwóch Ski-tourerów z Tasman Glacier, lądujemy kilka kilometrów od Mt Cook Village. Obsługa lotniska podwozi nas do miasteczka. Wysiadamy z małego busika przy hostelu YHA. Wita nas Lary i Rob. Okazuje się, że cały czas wierzyli, że uda nam się wspiąć na najwyższy szczyt (zimowe podejście). Codziennie dowiadywali się w Alpine Center o naszych postępach, a ostatniej nocy podjechali do miejsca, gdzie spoglądali na szczyt Mt. Cook, szukając świateł podążających ku górze…


Zobacz  powiększenie!
Pakujemy sprzęt w sakwy… znów ruszamy w trasę naszymi rowerkami. Przed wyjazdem dowiadujemy się, że prawie cała wioska wie, że do Mt. Cook Village przyjechało 3 - ech szalonych rowerzystów, którzy przemierzają Nową Zelandię niezależnie od warunków atmosferycznych… O naszej drodze na szczyt Mt. Cook dowiedzą się wkrótce – zapewnia Rob.

Opuszczamy malowniczą górską wioskę około południa – przelotny deszcz, wiatr… Mt Cook zakryty chmurami… Warunki w górach znacznie pogorszyły się… my bezpiecznie przemierzamy kolejne kilometry. Jedziemy na południe, aż do Queenstown. Przejeżdżamy przez najwyższą przełęcz drogową Nowej Zelandii (971 m n.p.m.). W Queenstown zostawiamy rowery na kilka dni i jedziemy autostopem pod Milford Sound, gdzie dołącza do nas 4 - ty członek naszej drużyny – Artur.

Źródło: informacja własna

<< wstecz 1 2


w Foto

Warning: mysql_result() [function.mysql-result]: Unable to jump to row 0 on MySQL result index 50 in /usr/local/apache/www/htdocs/swiatpodrozy.fr.pl/prawe.php on line 367
® wokół M. Tasmana
WARTO ZOBACZYĆ

Pacyfik: Polinezyjskie piękności
NOWE WYSTAWY
PODRÓŻE

MwM 1: Ostatnie spawanie
kontakt | redakcja | reklama | współpraca | dla prasy | disclaimer
copyright (C) 2003-2013 ŚwiatPodróży.pl